10/01/2026
Kiedy logoterapeuta przestaje być logoterapeutą? Czy da się to w jakikolwiek sposób ustalić i co jest bardziej uczciwe - trzymanie się tylko oryginalnej logoterapii franklowskiej czy integrownie jej z innymi nurtami? 🤔
To pytanie dotyka samego rdzenia sporów wokół tożsamości logoterapii – i w gruncie rzeczy nie da się na nie odpowiedzieć jednym kryterium technicznym czy formalnym, a opinie na pewno będą podzielone.
Moim zdaniem logoterapia nie kończy się na zestawie technik, lecz na określonej antropologii. Dla Viktor Frankla kluczowe było założenie, że człowiek nie jest redukowalny do popędów, mechanizmów ani relacji – posiada wymiar noetyczny: zdolność do sensu, odpowiedzialności i wolnego zajęcia postawy wobec losu. Dopóki terapeuta pracuje w tym horyzoncie – uznaje sens jako realną możliwość, a wolność i odpowiedzialność jako dane egzystencjalne – dopóty można mówić o logoterapii, nawet jeśli język i narzędzia się zmieniają.
Dlatego uważam, że logoterapeuta przestaje być logoterapeutą nie wtedy, gdy integruje inne nurty, lecz wtedy, gdy rezygnuje z tego fundamentu. Jeśli sens zostaje sprowadzony tylko i wyłącznie do regulacji emocji lub adaptacji do warunków; jeśli cierpienie jest wyłącznie objawem do redukcji; jeśli wolność zostaje zastąpiona determinacją psychologiczną lub neurobiologiczną – wówczas logoterapia traci swoją tożsamość, nawet jeśli nadal używa franklowskich pojęć.
Nieprzypadkowo już następcy Frankla poszli różnymi drogami. Alfried Langle rozwinął logoterapię w stronę egzystencjalnej analizy, mocniej akcentując relacyjność i doświadczenie emocjonalne, podczas gdy inni pozostali bliżej klasycznej formuły. To pokazuje, że czysta ortodoksja nigdy nie była jedyną możliwą drogą rozwoju.
Moim zdaniem granica logoterapii nie leży zatem między nurtami, lecz we wewnętrznej postawie terapeuty: czy sens jest dla niego realnym wymiarem ludzkiego istnienia, czy tylko użytecznym pojęciem w pracy. Być może to rozróżnienie mówi o logoterapii więcej niż jakakolwiek formalna definicja