27/12/2020
A terapia schematów ? 😁
Krótki przewodnik po nurtach terapeutycznych.
Analityk - przez całą sesję klasyczny poker face, czasami towarzyszy mu długa, dzika broda. Raczej rzadko go widzisz, czasami słyszysz jego znaczące yhm (nie częściej niż cztery razy na sesję). W zasadzie nieobecny w czasie sesji. Nie wiesz czy fantazjuje na Twój temat czy właśnie dobiera felgi do swojej wypasionej fury. Niektórym zdarzało się sypiać z własnymi Pacjentkami ale tylko w celach poznawczych. Z sesji wychodzisz wkurwiony, z obrzydzeniem do seksu i silną chęcią zamordowania własnych rodziców. I analityka. Mimo to wracasz do niego następnego dnia
Psychodynamiczny - wkurwiasz się jeszcze bardziej niż po wizycie u analityka, mimo, że widujesz go tylko dwa razy w tygodniu. Zawsze gotów do konfrontacji, chwila spóźnienia na sesję (bo np. zepsuł się tramwaj) kończy się pytaniem, czemu popsułeś (tak, Ty!!!) ten cholerny tramwaj. Ale to nic, spróbuj przyjść przed czasem... Gdyby był nieco milszy, to mógłbyś się z nim zaprzyjaźnić i skoczyć na piwo. A potem go zabić.
Behawioralno-poznawczy - podczas sesji czujesz się jak na zajęciach ze statystyki, połączonych z seminarium doktoranckim. Wymagający, dokładny, zorganizowany, Podczas sesji fantazjujesz o swojej nauczycielce francuskiego z ogólniaka. Ją też chciałeś zabić, pamiętasz? Do tego masa tabelek, pytań, prac domowych, testów i zadań. Po wszystkim zachowujesz się jak pies Pawłowa - ślinisz się na samą myśl o kolejnej sesji.
Gestalt - terapeuta wygląda jak natchnione skrzyżowanie Einsteina z Fridą Kahlo. Wasze sesje odbywają się o wschodzie słońca w różanym ogrodzie, a Ty, wykręcony w ósemkę doświadczasz, jak energia Twoich emocji przepływa przez mięśnie, o których istnieniu nie miałeś nawet pojęcia. Jeśli (wyjątkowo) spotykacie się w jego gabinecie, to czujesz się jak na wycieczce po muzeum etnograficznym. Z sesji wychodzisz upaćkany plakatówkami a w uszach brzmią dźwięki tybetańskich bębnów.
Humanistyczny - zwykle ubrany w kolory ziemi, naturalne tkaniny a jego postawa zdaje się sugerować, że widział i doświadczył absolutnie wszystkiego. Jest gotów doświadczać wraz z Tobą, śmiać się z Tobą i płakać z Tobą. Pracę nad problemem zaczynacie zwykle po 50 sesji, pierwszych 30 jest po to, abyście złapali wspólny flow. Po setnej sesji masz dość jego dobrotliwego uśmiechu, ale facet jest tak miły, że wstydzisz mu się tego powiedzieć.
Systemowy – sesja przypomina często negocjacje z terrorystą. W sumie to ma sens, bo zwykle bierzesz udział w sesji ze swoją drugą połówką. Rodzinę traktuje jak silnik, a sam wciela się w mechanika. Zdarza się, że usłyszysz, że coś nie działa i trzeba to wymienić. Po wszystkim masz chęć się napić.
Integracyjny – czerpie pełnymi garściami ze wszystkich nurtów. Co sprawia, że terapia z nim to rollercoaster połączony z przedzieraniem się przez dżunglę. Potrafi zaskoczyć, nigdy nie wiesz, czego się spodziewać. W sesji uczestniczysz z chorobliwą fascynacją. Nie oddałbyś mu swojej córki za żonę, ale na sesje chodzisz regularnie.
Powyższy tekst ma charakter humorystyczny i nie ma na celu obrażania kogokolwiek ani prowokowania do dyskusji na temat wyższości jednego nurtu nad innym. Podczas jego pisania nie ucierpiał żaden Pacjent.
I pamiętajcie – lepiej płakać u terapeuty, niż śmiać się u psychiatry
(zdjęcie pochodzi z serwisu teleman pl)