01/10/2025
Można traktować Warsztaty Czułego Dotyku jako naukę czułości fizycznej i regulacji układu nerwowego, i nie ma w tym oczywiście nic złego.
Jakiś czas temu jeden z regularnych uczestników Warsztatów podzielił się ze mną, że po jakimś czasie praktyki zaczął często otrzymywać feedback o tym jaki ma dobry i uważny dotyk, i jak to wzmacnia jego relacje. Wspaniale, prawda?
Można również traktować praktykę wielowymiarowo. Wierzę w to, że jako Istoty ludzkie potrzebujemy holistycznego podejścia do siebie samych i siebie nawzajem. Tego, aby widzieć siebie zarówno jako wrażliwe i czujące ciało, które ma swoje potrzeby jak i jako osobę, która ma pewne plany, marzenia i swoją historię.
Podejście somatyczne pozwala eksplorować to połączenie, pozwala również poszerzać swoje doświadczenie wewnętrzne poprzez poszerzanie świadomości.
Somatykę w wielkim skrócie można określić jako podejście skupione na indywidualnym doświadczaniu własnego ja - umysłu zagnieżdżonego w ciele.
W takim rozumieniu poprzez dotyk i czucie możemy uczyć się siebie, używać dotyku i świadomości ciała jako narzędzia do skontaktowania się ze sobą.
Czułość wobec siebie rozumiem przede wszystkim jako uznanie siebie i podarowanie sobie prawa do bycia.. bycia sobą. Jako potraktowanie siebie poważnie. Jako ujrzenie siebie prawdziwej. Zwrócenie ku sobie życzliwej uwagi i chęć objęcia siebie, nawiązania ze sobą relacji. Płynące z troski i miłości a nie chęci naprawy czy zmiany.
Wymaga to zrezygnowania z trzymania dystansu, sarkazmu, unieważniania i decyzji, żeby poczuć. Skierowania uwagi do wewnątrz. Zatrzymania się i wsłuchania w subtelne wrażenia płynące z ciała.
Dla mnie na początku praktyki to była jedna z najtrudniejszych rzeczy zaraz po akceptacji, ale o tym zaraz.
Sfrustrowana pytałam - Jak to się robi?! Jak się czuje?!
Jako osoba uprawiająca sport uważałam siebie za bardzo dobrze skontaktowaną z moim ciałem, prychałam na myśl, że może być inaczej. Chroniczny ból, napięcie i wewnętrzny przymus bycia w ciągłym pośpiechu wskazywały jednak na coś innego.
Byłam tak wytresowana, aby uciekać uwagą gdzie tylko się da byle jak najdalej od ciała i emocji, że niemal automatycznie sięgałam po telefon, dzwoniłam do kogoś, sprzątałam, włączałam film albo głośną muzykę, jadłam, szłam na trening albo imprezę.
Dawno temu przeczytałam słowa, które bardzo zapadły mi w pamięć - że człowiek nie jest przedmiotem tylko jest procesem. Zrozumiałam z tego, że na przełomie życia ciągle się zmieniamy, czyli nasze wartości i potrzeby powinniśmy badać na bieżąco.
Zauważyłam, że jest to dla mnie zupełnie niedostępne. Na pytanie co jest dla mnie ważne odpowiadałam z głowy. Z systemu wartości, który ukształtowała we mnie kultura i wychowanie. Na pytanie co czuję przez pierwsze miesiące terapii odpowiadałam - Myślę, że czuję..
Kiedyś rozumiałam siebie bardziej jako projekt do zrealizowania. Zupełnie odcięta od wnętrza postrzegałam siebie jakby z zewnątrz. Nie czując siebie i swojej wartości przeglądałam się w oczach innych ludzi i obierałam kierunek tam gdzie dostawałam najwięcej uwagi.
Teraz widzę to tak, że im lepiej czuję siebie, swoje wartości, to co jest dla mnie ważne tym bardziej mam ochotę dbać o siebie jeszcze lepiej i pozwalać sobie być.. po prostu bardziej sobą.
Ta zmiana kierunku uwagi może być bardzo uwalniająca.
Osoby po Warsztatach lub sesjach indywidualnych często wspominają, że po praktyce łatwiej im jest dokonywać lepszych dla siebie wyborów. Bardziej kierować się swoim dobrem. Częściej pozwalać sobie na odpoczynek i rozpoznawać napięcia, które pojawiają się w ciągu dnia. Czasami ze wzruszeniem opowiadają, że nigdy dotąd nie poświęcili sobie tak dużo czasu, bo samemu było to zbyt trudne.
Akceptacja i uznanie swojej wrażliwości - to dla mnie najważniejsza i najtrudniejsza część. Akceptacja przez lata była dla mnie jak słowo, które równie dobrze, ktoś mógłby powiedzieć do mnie po chińsku. Kompletnie nie rozumiałam jego znaczenia a już na pewno nie byłam w stanie czegoś celowo i świadomie zaakceptować.
To było dla mnie ogromne odkrycie, że kiedy płaczę, czuję smutek czy złość mogę to uznać. Daję sobie prawo to czuć. Na przykład kiedy zaakceptuję uczucie zamiast je odpychać mogę zadecydować co chcę z tym dalej zrobić. Mogę uwolnić się od odreagowywania na innych i autoagresji. Ale przede wszystkim nie odwracam się od siebie w obliczu emocji, które są dla mnie niewygodne. Pozostaję ze sobą w kontakcie. Podobnie kiedy dowiaduję się o sobie czegoś co mi się nie podoba, zamiast się osądzać mogę zaakceptować, że tak jest i zadecydować czy chcę to zmienić czy nie.
Łatwo to wszystko powiedzieć.. nieco trudniej zrobić dlatego zachęcam do udziału w Warsztacie gdzie poprowadzę Was krok po kroku.
Jak pewnie sami wiecie każda nowa kompetencja wymaga czasu i praktyki, ale na pewno jest dużo łatwiej kiedy doświadczy się najpierw tych jakości na sobie zamiast szukać po omacku.
Wiem, bo ja właśnie tak szukałam i zajęło mi to wiele lat. Motywacji dostarczało mi cierpienie i scena z ulubionego filmu mojej mamy "Kill Bill" gdzie główna bohaterka siłą umysłu po kilku godzinach odzyskuje czucie w nogach. Bo mniej więcej tak trudne było dla mnie czucie. A po drodze zdarzało mi się nawet kilka razy zapomnieć o tym, że taką drogę w ogóle obrałam :)
I nadal jeszcze odnajduję sfery mojego życia, w których wciąż brakuje uwagi i czułości. Jednak nie mam żadnych wątpliwości, że warto dalej iść w tym kierunku.
Link do Warsztatu w komentarzu pod postem.
Zapraszam do zapisów: czystaprzyjemnoscbycia@gmail.com