Psycholożka Psychosomatyczna Kasia Aleksandrzak

Psycholożka Psychosomatyczna Kasia Aleksandrzak Twoje ciało nie wariuje. Ono Cię woła. Dla kobiet 35+, których ciało mówi DOŚĆ. Bezsenność, lęk, mgła, napięcie, jelita, perimenopauza?

Pomagam odzyskać zaufanie ciała i stawiać granice bez poczucia winy. Psychosomatyka · neurobiologia · stres
🌹

„Wiem, co powinnam powiedzieć. Ale jakoś nie mówię."Znasz to? Masz w głowie gotową odpowiedź, spokojną, z granicą. A pot...
26/05/2026

„Wiem, co powinnam powiedzieć. Ale jakoś nie mówię."

Znasz to? Masz w głowie gotową odpowiedź, spokojną, z granicą. A potem dzwoni mama albo szef pisze o 21:00 i z ust wychodzi „no dobra, ogarnę".

Później żołądek zaciska się w kamień, a wieczór przegadujesz we własnej głowie.

To nie brak charakteru. W momencie presji nie odpala Twój przygotowany scenariusz, tylko stary alarm, ten z czasów, kiedy odmówienie naprawdę było niebezpieczne.

Dlatego sama wiedza nie wystarcza. Granica nie siedzi w głowie. Siedzi w ciele.

Przesuń do ostatniego slajdu i powiedz mi: w której sytuacji najczęściej „wiesz, ale nie robisz"? Napisz jednym słowem w komentarzu. Czytam wszystkie. 🌹

Kasia | Psycholożka Psychosomatyczna

Dlaczego wiesz, co Ci służy, a i tak wybierasz to, co Cię rozregulowuje?Co najczęściej robisz, mimo że ciało już mówi „d...
24/05/2026

Dlaczego wiesz, co Ci służy, a i tak wybierasz to, co Cię rozregulowuje?

Co najczęściej robisz, mimo że ciało już mówi „dość”?

Napisz jedno słowo w komentarzu: sen / telefon / granice / jedzenie / praca / kontrola / inne.

Bo tu często nie chodzi o brak wiedzy.

Wiesz, że potrzebujesz snu.
Wiesz, że ruch pomaga.
Wiesz, że telefon Cię przebodźcowuje.
Wiesz, że jedzenie w chaosie nie służy ciału.
Wiesz, że branie wszystkiego na siebie kończy się napięciem.

A jednak często wybierasz dokładnie to, po czym ciało krzyczy.
Dlaczego?

Bo układ nerwowy może nauczyć się mylić przeciążenie z bezpieczeństwem.
Jeśli przez lata spokój dawało Ci kontrolowanie, przewidywanie cudzych reakcji, bycie potrzebną, ogarnianie wszystkiego i niewychylanie się, to odpoczynek nie zawsze będzie od razu kojarzył się z ulgą.

Czasem będzie kojarzył się z winą.
Z zaległościami.
Z lękiem przed oceną.
Z poczuciem, że ktoś będzie niezadowolony.
Z myślą: „najpierw muszę zasłużyć”.

I wtedy ciało zaczyna mówić za Ciebie.
Szczęką.
Karkiem.
Jelitami.
Bezsennością.
Migreną.
Kołataniem serca.
Zmęczeniem, którego nie da się odespać jedną nocą.

Regulacja nie zaczyna się od wielkiej rewolucji.
Czasem zaczyna się od jednego powtarzalnego dowodu:

jednego normalnego posiłku,
jednego „nie” bez tłumaczenia,
jednej godziny mniej scrollowania,
jednej dobrej chwili przeżytej naprawdę,
jednej nocy potraktowanej jak fundament.

Ciało nie potrzebuje kolejnych obietnic.
Ciało potrzebuje dowodów, że już nie musi ratować Cię objawem.

Pytanie na dziś:
Co najczęściej wybierasz, mimo że dobrze wiesz, że Cię rozregulowuje?

Napisz jedno słowo w komentarzu.

A jeśli ta karuzela trafia w punkt, zapisz ją na dzień, kiedy znowu zaczniesz negocjować ze swoim zmęczeniem.

23/05/2026

Po dwóch latach terapii znów wpadłaś w stary schemat?
To nie porażka. Twój mózg po prostu wskoczył na najszybszą drogę, po której jeździł od 30 lat. Nowe ścieżki dopiero budujesz, A ta stara autostrada jest wciąż najszersza. Zwłaszcza gdy jesteś zmęczona, głodna, niewyspana.

Całej rozmowy posłuchasz na kanale 'Psychosomatyka po ludzku" na YouTube i Spotify.

Zapisz sobie na gorszy dzień lub prześlij przyjaciółce.

🌹

Rok temu 🎂 kliknęłam „opublikuj" i pomyślałam: zobaczymy, czy ktoś to w ogóle przeczyta...Przeczytałaś. I nie tylko Ty -...
22/05/2026

Rok temu 🎂 kliknęłam „opublikuj" i pomyślałam: zobaczymy, czy ktoś to w ogóle przeczyta...

Przeczytałaś. I nie tylko Ty - pod tekstami tysiące razy pojawiło się jedno zdanie: „to o mnie!".
To nadal mnie porusza.

Bo kiedy dziś, w pierwsze urodziny tego miejsca, myślę o minionym roku, nie liczby zostają mi w głowie. Zostają wiadomości.
Te, które piszesz późnym wieczorem. W których opowiadasz mi rzeczy, o których czasem nie powiedziałaś nikomu. Najcięższe kawałki. Te, których się wstydzisz. Te, które ciało trzymało latami, zanim pozwoliło im wyjść.

I wiesz, co rusza mnie najbardziej? Że mi to powierzasz. Że ufasz głosowi zza ekranu na tyle, żeby wpuścić go tam, gdzie boli najmocniej.
Nie traktuję tego lekko. Wiem, ile odwagi kosztuje napisać „to o mnie". I jeszcze więcej, żeby dopisać własną historię.

Dzięki temu profilowi poznałam Ciebie i setki kobiet takich jak Ty. Mądre, zmęczone, zabawne, czujące za dużo i wytrzymujące za długo. Nie wyobrażam już sobie tego roku inaczej.

Więc dziś krótko: dziękuję. Że jesteś. Że piszesz. Że zostajesz.

A teraz Twoja kolej, bo naprawdę chcę wiedzieć: co Cię tu zatrzymało? Jedno słowo wystarczy.

PS 🌹 W komentarzu znajdziesz link do odsłuchania rozmowy, w której opowiadam o tym, co jest sednem profilu Psycholożka Psychosomatyczna Kasia Aleksandrzak

-------------------------
Kasia Aleksandrzak
psycholożka · interwentka kryzysowa · psychoterapeutka integracyjna w szkoleniu
autorka warsztatów, materiałów i treści dla kobiet, które uczą się słuchać swojego ciała i stawiać granice bez poczucia winy

Wolisz słuchać niż czytać? Proszę bardzo. W komentarzach znajdziesz moje inne miejsca w sieci. 🎧Twoje ciało nie wariuje....
21/05/2026

Wolisz słuchać niż czytać?

Proszę bardzo.
W komentarzach znajdziesz moje inne miejsca w sieci. 🎧

Twoje ciało nie wariuje. Ono Cię woła.
Dla kobiet 35+, których ciało mówi DOŚĆ.
Bezsenność, lęk, mgła, napięcie, jelita, perimenopauza.
Pomagam odzyskać zaufanie ciała i stawiać granice bez poczucia winy.
Psychosomatyka · neurobiologia · stres
🌹

Kasia Aleksandrzak | Psycholożka | Autorka projektów rozwojowo
- psychoedukacyjnych

21/05/2026

Jak nie ja, to kto? 🔥 Znasz to zdanie?
To fragment mojej rozmowy o kulcie wytrzymywanie, czyli o tym jak latami bierzemy na siebie za dużo, aż w końcu ciało wystawia rachunek.

Zapisz jeśli to o tobie!

Cały odcinek (62 min) 🎧 podcastu znajdziesz na moim kanale "Psychosomatyka po ludzku" na YouTube i Spotify. Linki są w BIO i pierwszą komentarzu. Zapraszam!

Psychosomatyka, granice, układ nerwowy i regulacja stresu dla kobiet 35 +

„Nikomu o tym nie mówię. Nawet przyjaciółce."To zdanie słyszę w gabinecie częściej, niż myślisz. Pytam: ma Pani kogoś, k...
20/05/2026

„Nikomu o tym nie mówię. Nawet przyjaciółce."
To zdanie słyszę w gabinecie częściej, niż myślisz. Pytam: ma Pani kogoś, komu Pani o tym mówi? I bardzo często pada cisza. Albo: nie. Nie mam komu. Nie mówię tego nawet najbliższym.

Mówią to kobiety, które trzymają wszystko. W pracy, w domu, w relacjach. Dzielne dla wszystkich wokół - często kosztem siebie. Z zewnątrz wszystko gra: ogarnia, dowozi, nie skarży się. „Ty to sobie zawsze poradzisz."

A pod spodem - bezsenność, która została na stałe. Szczęka zaciśnięta tak, że dentysta mówi „zjadła Pani już połowę zębów!". Lęk o czwartej nad ranem, nie wiadomo skąd. I tak nauczone wytrzymywać w ciszy, że jedyne miejsce, gdzie mogą się rozsypać, to właśnie ta czwarta nad ranem. Kiedy nikt nie widzi.

Bo nauczyłyśmy się, że wartość mierzy się tym, ile udźwigniemy. Że można dokładać sobie na plecy bez końca, byle bez skargi. Tylko ciało nie zna tej umowy. Prowadzi własną księgowość i prędzej czy później przychodzi komornik.

O tym właśnie rozmawiałam w podcaście „Nie tylko o psychoterapii". O kulturze wytrzymywania. O tym, dlaczego ciało zaczyna mówić objawami, czym jest życie na kredyt ciała i dlaczego stawianie granic potrafi boleć, zanim w ogóle powiesz NIE.

Cała rozmowa jest już do posłuchania - link w komentarzu.
A jeśli znasz kobietę, która od bardzo dawna „daje radę" - zapisz ten post i wyślij jej. Czasem to pierwszy moment, w którym ktoś mówi jej: to nie Twoja słabość. To Twoje ciało Cię woła.

💛
Kasia Aleksandrzak
psycholożka · interwentka kryzysowa · psychoterapeutka integracyjna w szkoleniu
✒️autorka warsztatów, materiałów i treści dla kobiet, które uczą się słuchać swojego ciała i stawiać granice bez poczucia winy

Jedno zdanie zostało mi najbardziej w głowie po tej rozmowie.„Czy odporność psychiczna to czasem dobrze wytrenowana zdol...
18/05/2026

Jedno zdanie zostało mi najbardziej w głowie po tej rozmowie.
„Czy odporność psychiczna to czasem dobrze wytrenowana zdolność ignorowania własnych granic?"
W gabinecie widzę to codziennie. Kobiety, które przez lata były dzielne. Aż ciało powiedziało dość.
Katarzyna Stachelczyk nie tylko o psychoterapii, dziękuję za to pytanie i za zaproszenie do Twojego podcastu. Czekam na premierę odcinka!

Ile jeszcze można wytrzymać?

To pytanie słyszę dziś bardzo często.
Zwłaszcza od kobiet, które przez lata były „dzielne”, „silne”, „ogarniające wszystko”.

Aż pewnego dnia ciało zaczyna mówić:
bezsennością, napięciem, lękiem, mgłą mózgową, kołataniem serca, bólem brzucha…

I wtedy wiele osób słyszy tylko:
„to stres”.

Ale co właściwie kryje się pod tym zdaniem?

W najnowszym odcinku podcastu „Nie tylko o psychoterapii” rozmawiam z Katarzyna Aleksandrzak o:

▪️ kulturze wytrzymywania
▪️ psychosomatyce i przeciążeniu układu nerwowego
▪️ granicach, które ciało odczuwa jak zagrożenie
▪️ wstydzie i nadodpowiedzialności
▪️ oraz o tym, jak odróżnić prawdziwą odporność psychiczną od życia „na kredyt ciała”.

To rozmowa o kobietach, które przez lata funkcjonowały w trybie:
„dam radę”.
Nawet wtedy, gdy organizm od dawna próbował powiedzieć:
„już nie mogę”.

Padło też jedno pytanie, które długo zostało mi w głowie:

„Czy możliwe jest, że część tego, co nazywamy dziś odpornością psychiczną, jest po prostu dobrze wytrenowaną zdolnością do ignorowania własnych granic?”

🎙 Premiera już wkrótce.

Jestem ciekawa:
czy Waszym zdaniem żyjemy dziś w kulturze odporności… czy raczej w kulturze wytrzymywania?

Feedback to prezent? Tak, jak antyperspirant od kolegów z biura.Wracasz do biura po lunchu. Na blacie biurka leży ozdobn...
16/05/2026

Feedback to prezent? Tak, jak antyperspirant od kolegów z biura.

Wracasz do biura po lunchu. Na blacie biurka leży ozdobne opakowanie. Otwierasz, a tam - antyperspirant.
Może to żart. Może przypadek. A może - i to jest najgorszy wariant - ktoś naprawdę pomyślał, że Ci się przyda.
Stoisz, trzymasz w ręku pudełko, uśmiechasz się głupio.
Mówisz „dzięki, super, bardzo zabawne, akurat się skończył mój".
Siadasz przy biurku ze sztucznym uśmiechem.
I przez resztę dnia myślisz tylko o jednym.

Czy ja śmierdzę?

W kolejnym tygodniu zaczynasz kupować mocniejszy dezodorant. Przestajesz nosić tę ładną bluzkę, w której się jednak trochę pocisz. Stoisz dalej od ludzi w windzie.
Z punktu widzenia osoby, która podrzuciła „prezent" - to było 10 zł i trochę śmiechu.
Z punktu widzenia Twojego ciała - to dopiero start.

A teraz inny obraz.
Jest piątek 16:30. Szef pisze „Masz 5 minut?". Wchodzisz na call.
On mówi: „Ten raport, który złożyłaś w czwartek - mam parę uwag. Mogłaś to zrobić inaczej. Pogadamy w poniedziałek."
Kiwasz głową. Zapisujesz. Mówisz „dziękuję za feedback".
Z punktu widzenia szefa - dwuminutowa rozmowa.
Z punktu widzenia Twojego ciała - to dopiero start.

Wieczorem mąż pyta „jak dzień". Mówisz „okej". Zasypiasz o północy. Budzisz się o trzeciej.
Sobota. Otwierasz Slacka „tylko żeby sprawdzić". Czytasz mailowy łańcuszek z czwartku. Szukasz dowodu, że nie zrobiłaś tego źle.
Niedziela. Mdli Cię już od 16:00. Znowu przeglądasz historię maili i próbujesz wychwycić każdy możliwy błąd po swojej stronie.
Poniedziałek. Mgła. Trudniej Ci się skupić. Pół godziny w toalecie przed wyjściem z domu. Z rana już łapiesz koleżankę i pytasz, jak ona zrobiła swój raport. W panice idziesz do szefa. Tam okazuje się, że to była kwestia jednej brakującej tabelki, o której sam zapomniał Ci wspomnieć.
NIC TAKIEGO. RESZTA OK.

Wychodzisz z jego gabinetu. Powinnaś czuć ulgę.
A jednak coś w środku nadal dusi.
Wtorek. Logicznie już wiesz, że to było nic. Twoje ciało nie wie.
Pamiętasz słabiej, co konkretnie powiedział szef. Pamiętasz tylko jedno.

Lęk i uczucie, że
zrobiłaś coś źle.

Środa. Wracasz do bazy.
I myślisz, że to było „po prostu trudne kilka dni".

Otóż nie.
To były kolejne godziny, w których Twój układ nerwowy obniżał poziom kortyzolu po sygnale zagrożenia. I zauważ - sygnał okazał się fałszywym alarmem. Tabelki brakowało. Reszta była ok. A Twoje ciało i tak zapłaciło słoną cenę.
To jest fizjologia. Nie przewrażliwienie.

A teraz pomyśl, co się dzieje w ciele kobiety, która tę procedurę uruchamia trzydzieści razy w roku. Bo tyle średnio razy słyszysz „mam parę uwag" w korpo. Plus check-iny. Plus 360. Plus ad-hoc po spotkaniu.

Twój układ nerwowy potrzebuje 48-72 godzin, żeby wrócić do bazy. W korpo 2026 czas między feedbackami wynosi czasami 3 dni. Czyli nigdy nie wracasz do bazy... Idziesz od jednego pobudzenia do drugiego.

Po dziewięciu miesiącach budzisz się o trzeciej i nie wracasz do snu. Po 3 latach - przestajesz lubić pracę. I nie wiesz dlaczego.
To nie jest wypalenie z ilości zadań.
To jest wypalenie z braku okna na regulację.
Co możesz zrobić następnym razem, kiedy usłyszysz „mam dla Ciebie feedback"?

Trzy oddechy do brzucha. Stopy płasko. I jedno zdanie do siebie, cicho, w głowie:
„To jest informacja. To nie jest wyrok."
Nie po to, żeby się ogarnąć. Po to, żeby dać układowi nerwowemu pół sekundy na odróżnienie krytyki zawodowej od zagrożenia egzystencjalnego.

Nie od razu uwierzysz. Ale ciało zacznie się powoli uczyć, że teraz - w przeciwieństwie do wtedy - nie tracisz wszystkiego, bo coś było do poprawy.

Twoje ciało nie odrzuca feedbacku.
Odrzuca zagrożenie.
A to są dwie różne rzeczy.
Bo „feedback to prezent" jest prezentem dla tej, której ciało nauczyło się, że krytyka to informacja, a nie wyrok. Dla pozostałych - to paczka, którą trzeba dopiero nauczyć się otwierać. I to nie jest wina dającego. To jest stary program, który włącza się szybciej niż Ty.

Tego się da nauczyć. To jest neurobiologia, nie charakter.
Twoje ciało nie wariuje. Ono Cię woła.
Także po piątkowym callu z szefem.

A Ty - jak Twoje ciało reaguje na feedback w pracy? Napisz w komentarzu jedno słowo. Mgła, ścisk, bezsenność, coś innego. Czytam każde.
💛
Kasia Aleksandrzak
psycholożka · interwentka kryzysowa · psychoterapeutka integracyjna w szkoleniu
✒️autorka warsztatów, materiałów i treści dla kobiet, które uczą się słuchać swojego ciała i stawiać granice bez poczucia winy Pokaż mniej

Jak robot od rana. Mail, pranie, telefon do mamy, faktura, dziecko, jeszcze ten jeden tekst, ugotowałaś obiad i zrobiłaś...
09/05/2026

Jak robot od rana.
Mail, pranie, telefon do mamy, faktura, dziecko, jeszcze ten jeden tekst, ugotowałaś obiad i zrobiłaś plan zakupów na cały tydzień, prócz tego sobotnie porządki i podcast edukacyjny w tle o zarządzaniu budżetem. O dwudziestej drugiej siadasz, patrzysz w sufit i myślisz: „cały dzień coś robiłam, a jakbym nie zrobiła nic".

To nie kwestia złej organizacji, ani nie brak energii.
Tak działa dopamina.

Twój mózg nagradza Cię nie za to, co zrobiłaś. Tylko za to, co zaraz zrobisz. Każda zamknięta rzecz znika z radaru w sekundzie, a dopamina już szuka następnej. Jak dziecko w wigilię, które jeszcze nie skończyło rozpakowywać jednego prezentu, a już sięga po kolejną błyszczącą torbę.

Dlatego nie ma satysfakcji. Poprzeczka przesuwa się w sekundzie, w której do niej dochodzisz.

Drugi mechanizm to przełączanie.
Kiedy skaczesz od zadania do zadania - mail, dziecko, lista, telefon - mózg nie przerzuca się od razu. Każde przeskoczenie kosztuje. Część uwagi zostaje przy poprzedniej rzeczy, jak dym po papierosie, którego ktoś nie dogasił.

Po dziesięciu takich skokach jesteś wyczerpana, a w każdym zadaniu byłaś tylko w połowie obecności.
Stąd to wieczorne „nic nie zdążyłam" przy zrobionych dwudziestu rzeczach. Nie zdążyłaś zauważyć.

I jeszcze jedno - ten kawałek lubię najbardziej. Kiedy ciało żyje w trybie alarmu, a żyje, jeśli nosisz w sobie listę „muszę", kora przedczołowa, ta od fokusu i decydowania, przygasa. Pierwsza schodzi z pokładu. Zostaje ciało migdałowate, które krzyczy „następne, następne, następne".

To nie słaba wola. To biologia. Twój mózg pracuje na trybie z sytuacji, w której ucieka się przed tygrysem - a tygrysem dziś jest niezamknięty mail i lista zakupów.

Ciało to wszystko czuje. Napięcie w karku. Sen, który nie regeneruje. Jelita, które trawią cudze emocje od trzech tygodni. Zmęczenie, które nie znika po weekendzie. Bo ciało nie żyje w trybie „dużo zrobiłam". Ciało żyje w trybie „nadal nie wystarczy".

Co z tego wynika?
Nie zrobisz więcej, dokładając więcej. Zrobisz więcej, kiedy zaczniesz w końcu księgować to, co już zrobiłaś. Bo dopóki tego nie zauważysz, mózg tego nie zaksięguje. Wpadnie do worka „nie wiem, na co zszedł mi dzień".

Mam dla Ciebie krótkie ćwiczenie. Dosłownie 3 minuty.
Wieczorem, zanim zaczniesz scrollować telefon, weź kartkę albo notatkę w telefonie. Napisz na górze datę. I wypisz pięć rzeczy, które dziś zrobiłaś. Nie „ważnych". Nie „produktywnych". Pięć rzeczy, które się wydarzyły.

„Wstałam." „Zrobiłam śniadanie dziecku." „Odpisałam na trzy maile." „Kupiłam mleko." „Ugotowałam obiad." „Zaplanowałam zakupy na sobotę." „Odebrałam telefon, którego nie chciałam odbierać." „Wytrzymałam rozmowę z teściową bez słowa za dużo." „Jestem wykończona, a nadal tu jestem."

Każde zdanie czytasz na głos i kiwasz głową. Tak fizycznie. „To zrobiłam."

Brzmi banalnie., ale takie nie jest. Nazywanie i fizyczne potwierdzenie aktywują interocepcję - czyli moment, w którym mózg w ogóle zauważa, że coś się wydarzyło. Bez tego rzecz znika. Z tym - ląduje na koncie.

Po tygodniu wrócisz do tych kartek i zobaczysz, że nie żyłaś bezproduktywnie. Żyłaś. Tylko nikt Ci tego wcześniej nie księgował.

A teraz powiedz mi - jak jest u Ciebie?

A. Robię tysiąc rzeczy i wieczorem mam wrażenie, że nie zrobiłam nic.
B. Wiem, że mam za dużo, ale jak coś odpuszczam, biorę dwie inne rzeczy na zastępstwo.
C. Już zaczynam zauważać, co dziś zrobiłam, i coś we mnie odpuszcza.

Napisz literkę lub jeśli masz siłę, napisz mi w komentarzu jedną rzecz, którą dziś zrobiłaś, a której jeszcze nie zaksięgowałaś. Zaksięguję z Tobą. Czytam wszystko.
🌹
Kasia Aleksandrzak
psycholożka · interwentka kryzysowa · psychoterapeutka integracyjna in spe

autorka warsztatów i procesów dla kobiet, które uczą się stawiać granice bez poczucia winy

Magda przegląda relacje na Facebooku i nie wierzy własnym oczom. Gośka siedzi na tarasie domu nad morzem. Z prosecco. Ob...
17/04/2026

Magda przegląda relacje na Facebooku i nie wierzy własnym oczom. Gośka siedzi na tarasie domu nad morzem. Z prosecco. Obok - jej nowa szefowa, Ola. Śmieją się do aparatu.

Ten sam dom.
Pół roku temu Magda wynajęła go na tydzień Gośce i jej dzieciom, bo Gośka miała finansowy dołek i nie byłoby dla nich wakacji. Magda załatwiła. Magda zapłaciła. Magda ucieszyła się, że pomogła.

A wczoraj Gośka napisała, że nie pomoże w przeprowadzce Magdy, bo dzieci chorują na wirusówkę od tygodnia.

Chore dzieci. Prosecco. Taras. Uśmiech do kamery.

Magda siedzi z tym telefonem w ręku i nic nie rozumie.
Chociaż rozumie.
Ciało rozumie pierwsze. Uderzenie w żołądku, mdłości, ciepło na twarzy, ten moment ciszy we własnej głowie, kiedy jeszcze nie wiesz, czy się rozpłaczesz, zwymiotujesz czy zacznie Cię trząść złość.

Ale nie o Facebooku jest ten post.
Jest o tym, co Magdy ciało zapisywało w tle przez te ostatnie dziesięć lat.

Biurko w biurko, od kiedy Gośka przyszła do nich do firmy. Magda pokazywała, kto z kim w dziale, na kogo uważać, a z kim warto szczerze. Potem pożyczyła raz pieniądze, drugi raz, trzeci, na szkolenie, na awans Gośki, na adwokata przy rozwodzie i na wakacje z dziećmi. Wspierała. Wysłuchiwała. Doradzała.

Swoją Olę - fajną znajomą, szefową ciekawej firmy - poznała z Gośką sama. Wyszły we trzy na kolację. Było naprawdę miło.
Potem Gośka dostała pracę u Oli.
I nagle, po prawie dekadzie, jej grafik się zmienił.

"Dziecko choruje."
"Muszę strasznie dużo pracy."
"Zadzwonię w przyszłym tygodniu, obiecuję."

Dziesięć lat rozmów, podczas których Magda słuchała Gośki 90 minut, zanim wtrąciła jedno zdanie o sobie. Dziesięć lat urodzin, o których Gośka zapominała. Dziesięć lat Magdy trudnych chwil, przy których Gośka była "teraz za bardzo zawalona, ale trzymam kciuki".

Ciało to wszystko notowało. Głowa udawała, że nie widzi.
Bo głowa bardzo chciała mieć przyjaciółkę...

Magda zaczęła w zeszłym roku terapię.
Wiedziała, że ma z czymś problem. Nie umiała odmawiać. A kiedy już odmówiła - mniejsza sprawa, większa, wszystko jedno - czuła się jak zły człowiek. Naprawdę paskudny. Przez tydzień. Czasem dłużej.

Nie działo się nic spektakularnego. Raz na jakiś czas, tylko w miesiącach, w których sama była na zero finansowo albo nie miała już siły, mówiła Gośce "tym razem Ci nie pożyczę". Albo "w ten weekend nie dam rady zająć się Twoimi dziećmi, bo muszę odsapnąć".

I właśnie wtedy pojawiło się to.
"Kiedyś taka nie byłaś."
"Ale dlaczego nie? Przecież wiesz, że mi jest trudniej. Sama wychowuję dwójkę dzieci."
"No dobrze, ale dlaczego akurat teraz?"

Magda wtedy tłumaczyła. Długo. A potem przez cały tydzień nie mogła spać z poczucia winy. Kręciła się w łóżku i ciągle mieliła te same myśli.

Ciało Magdy zapisywało dalej. Że nawet najmniejsze NIE kosztowało ją wykład. Że musiała się tłumaczyć z tego, że raz na dwa miesiące chciała zająć się sobą. Że poczucie winy po każdej odmowie zalewało ją jak fala.

Najtrudniejsze pytanie, które wychodzi z takiej historii, brzmi nie "jak mogła mi to zrobić?".
Brzmi: "Czym ja się karmiłam, że przez dziesięć lat nie zauważałam?"

Bo przyjaźń jednostronna przecież jakoś karmi. Daje poczucie, że jesteś komuś potrzebna. Że masz wpływ. Że kogoś ratujesz. Dla kobiety, która od dziecka uczyła się, że bezpieczna jest tylko wtedy, kiedy jest pomocna - taka relacja jest jak ciepły koc.

Koc, który grzeje tylko jedną stronę. Bo tylko jedna strona go niesie. Tylko jedna pożycza pieniądze, pamięta o urodzinach, wynajmuje dom nad morzem.

A kiedy ta druga strona dostaje ofertę cieplejszego koca - lepszą pracę, nową szefową-przyjaciółkę, weekend z prosecco - przyjaciółka odchodzi tam, gdzie jej cieplej. Bez pożegnania. Bez "dziękuję za te dziesięć lat".

Dopiero wtedy Magda nie może już dłużej udawać i musi dostrzec, że jej nigdy nikt nie otulał. Tylko wolała tego nie widzieć.

To nie jest post o tym, żeby być ostrożną w przyjaźniach.
To jest post o tym, że relacja, która opiera się głównie na Twoich TAK, być może wcale nie jest tak głęboka, jak wolisz myśleć. Może jest tylko jednostronną umową świadczenia usług?

Prawdziwa relacja wytrzymuje Twoje NIE. Wytrzymuje Twoje urodziny, o których mówisz głośno. Wytrzymuje Twoje "dziś nie mogę, mam własną ciężką sprawę".

A jeśli Twoje NIE spotyka się z "kiedyś taka nie byłaś" albo "ale dlaczego akurat teraz?" - zatrzymaj się.
To nie jest pytanie. To jest test.
Test, który sprawdza, czy nadal umiesz się wycofać z siebie, żeby ją zachować.

Jeśli ta relacja miała trwać tylko dlatego, że Ty się wycofywałaś ze swojego życia, to ona już dawno była martwa. Ty się tylko nie dowiedziałaś na czas.

Napisz w komentarzu "znam to", jeśli czytałaś i coś w Tobie drgnęło.
Nic więcej. Tyle wystarczy.

🌹
Kasia Aleksandrzak
psycholożka · interwentka kryzysowa · psychoterapeutka integracyjna in spe
autorka warsztatów i procesów dla kobiet, które uczą się stawiać granice bez poczucia winy

Adres

Dziatwy 5a/4
Warsaw

Telefon

+48791418838

Strona Internetowa

https://youtube.com/live/AJ6lJUU4daU, https://psyc

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Psycholożka Psychosomatyczna Kasia Aleksandrzak umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Psycholożka Psychosomatyczna Kasia Aleksandrzak:

Udostępnij