29/12/2025
Słyszę Ciebie…
Widzę Ciebie…
Ważny tekst o żałobie po tym co utracone…
Są w dorosłym życiu momenty, w których pojawia się smutek, którego nie da się łatwo przypisać do jednego wydarzenia. Nic konkretnego się nie stało, nikt nie zrobił nic złego, a jednak w środku pojawia się ciężar, poczucie braku, jakby czegoś bardzo ważnego nigdy nie udało się doświadczyć. To nie jest tęsknota za jednym wspomnieniem, lecz za stanem, który nigdy nie był dostępny.
Dzieciństwo w przemocy nie było czasem rozwoju i odkrywania świata. Było czasem czujności. Dziecko nie mogło skupić się na zabawie, ciekawości czy spontaniczności, ponieważ jego układ nerwowy był zajęty ocenianiem zagrożenia. Uczyło się obserwować dorosłych, przewidywać ich reakcje, dostosowywać się do nastrojów, które mogły zmienić się w każdej chwili. Zamiast myśleć o tym, czego potrzebuje, uczyło się, jak nie pogorszyć sytuacji i jak przetrwać kolejny dzień.
Z zewnątrz mogło wyglądać „normalnie”. Dziecko chodziło do szkoły, funkcjonowało, dorastało. Jednak wewnętrznie nie było przestrzeni na poczucie bezpieczeństwa, na odpoczynek, na bycie prowadzonym przez dorosłego. Była samotność w emocjach i konieczność radzenia sobie z rzeczami, które przekraczały dziecięce możliwości.
W dorosłości ta strata rzadko objawia się wprost. Częściej przybiera formę pustki, której nie wypełniają ani sukcesy, ani relacje, ani kolejne osiągnięcia. Pojawia się trudność w odpoczynku, bo spokój bywa odbierany jako coś nienaturalnego lub wręcz niepokojącego. Ciało pozostaje napięte, nawet gdy rozum wie, że zagrożenia już nie ma. Pojawia się zazdrość wobec osób, które mogą oprzeć się na swoich rodzicach, oraz smutek, który przychodzi nieoczekiwanie, gdy widzi się dzieci doświadczające opieki i bezpieczeństwa.
Wiele osób przez lata nie pozwala sobie tego nazwać. Umniejsza własne doświadczenia, tłumaczy je tym, że inni mieli gorzej albo że przeszłość nie powinna już mieć znaczenia. Jednak ciało i układ nerwowy nie funkcjonują na poziomie logicznych argumentów. One pamiętają, że było zbyt trudno, zbyt wcześnie i zbyt samotnie.
Dlatego tak często pojawia się potrzeba nieustannego działania, bycia odpowiedzialnym, pomagania innym, kontrolowania siebie i świata. Zatrzymanie się oznaczałoby bowiem spotkanie z tym, co zostało utracone, oraz z dzieckiem, które nigdy nie doświadczyło opieki i regulacji ze strony dorosłego.
Żałoba po dzieciństwie, którego nie było, nie polega na obwinianiu ani na rozpamiętywaniu przeszłości. Jest procesem uznania realnej straty. Jest momentem, w którym można powiedzieć, że to było za dużo jak na dziecko, że nikt nie powinien był przez to przechodzić sam i że obecne trudności nie są dowodem słabości, lecz konsekwencją doświadczeń, które miały miejsce zbyt wcześnie.
Dopiero gdy ta strata zostanie zauważona i nazwana, przestaje domagać się uwagi poprzez napięcie, lęk i nadmierne reakcje. Uznanie żałoby nie cofa czasu, ale pozwala stopniowo budować w dorosłym życiu to, czego zabrakło wcześniej: poczucie bezpieczeństwa, łagodność wobec siebie i realne oparcie w sobie.
Jeśli ten smutek pojawia się bez wyraźnego powodu, jeśli w dorosłym życiu towarzyszy poczucie braku, którego nie da się logicznie wyjaśnić, być może jest to właśnie żałoba po dzieciństwie, które nie miało szansy się wydarzyć. I to doświadczenie ma prawo istnieć, tak samo jak potrzeba jego uznania.