22/04/2026
Ja zaciągałam się słonym paluszkiem, z myślą że jak będę duża to wszystko będzie prostsze.
W planach miałam mieć męża i łóżko wodne.
Wkraczanie w dorosłość było jazdą na karuzeli bez zabezpieczeń.
Mówi się, że jak spadać to z wysokiego konia.
Mój był dziki. Bardzo dziki.
Kiedyś walczyłam o przetrwanie.
O kawałek miejsca, do którego będę mogła przynależeć. Znasz to?
-"nadam się",
-"jak się bardzo postaram to się uda".
Nadużywanie siebie by się dopasować i wszystkich zadowolić, to droga do gaszenia siebie.
Po drodze tyle nas spotyka, że zapominamy jak potrafimy świecić, gdy możemy być sobą.
Uwierzyliśmy w swój brak, w swoją małość.
Kiedyś też dałam się nabrać.
Można się wkręcić jak włosy w suszarkę.
Dlatego ja stamtąd zawracam i pokazuję, że prawda o nas jest inna.
Pokazuję, że to czego doświadczałaś i z czym wciąż być może się mierzysz, blokuje Twoje światło.
Można się temu przyjrzeć by odkryć kim jesteś w swojej esencji.
Dzielę się tym wszystkim bo wierzę, że głęboko tęsknimy za sobą.
Za swoją pełnią, gdzie wszystko naprawdę jest prostsze.
Prowadzę do tego miejsca, w którym przynależy się do siebie i nie trzeba niczego udowadniać.
W końcu można odetchnąć, niczego nie trzeba naprawiać, uwalniać, oczyszczać.
Stajesz się bardziej i bliżej siebie.
Nie zahaczasz małym palcem o ostre krawędzie.
W środku pojawia się więcej miękkości i swobody. Prawie jak na łóżku wodnym.
Wal jak w dym. Jeśli chcesz już inaczej.