25/05/2026
"Jem, żeby nie czuć. Potem czuję jeszcze więcej."
Usłyszałem to zdanie od pacjentki na pierwszym spotkaniu. Powiedziała je cicho, jakby się wstydziła. A ja pomyślałem - to jedno z najtrafniejszych opisów tego, co widzę w gabinecie od lat.
Nic dziwnego, że tak to wygląda. Jedzenie naprawdę działa. Na chwilę. Obniża kortyzol, podnosi dopaminę, daje ulgę w momencie gdy wszystko się wali.
Mechanizm jest prosty: Twój mózg nauczył się jednej rzeczy - jedzenie = ulga. Szybka, dostępna, działająca. Więc gdy pojawia się napięcie, smutek, złość albo po prostu zmęczenie - mózg sięga po jedyne narzędzie, które zna.
Problem? Ulga trwa 7 minut. Potem przychodzą emocje wtórne:
👉 Wstyd ("znowu mi się nie udało")
👉 Żal ("po co w ogóle próbuję")
👉 Napięcie ("od jutra dieta")
I właśnie to napięcie "od jutra" nakręca kolejny napad.
To nie jest słaba wola. To pętla, którą Twój mózg zbudował w dobrej wierze - żeby Ci pomóc. Problem w tym, że pomaga źle.
Rozwiązanie nie polega na silniejszej woli. Polega na tym, żeby dać mózgowi inne narzędzie. Takie, które nie zostawia po sobie wstydu.
Co czujesz najczęściej zanim sięgniesz po jedzenie wieczorem?
Napisz jedno słowo w komentarzu. 👇
Ps. Sam przez lata myślałem, że to kwestia charakteru. Okazało się, że to kwestia nieodrobionej pracy domowej z emocjami.
PsPs. Chcesz porozmawiać o swojej relacji z jedzeniem ze specjalistą? Napisz mi wiadomość "CZEŚĆ", a z chęcią sprawdzę, jak mogę Ci pomóc.