21/12/2025
W punkt 👇
Jak przetrwać grudzień w Polsce, mając ADHD i będąc kobietą
Grudzień w Polsce to nie jest miesiąc. To stan zagrożenia.
Od połowy listopada ktoś krzyczy do Ciebie z głośników, że są święta...co za różnica, przecież Ty jeszcze nie wiesz, co zjesz jutro na obiad. Jeśli masz ADHD, to jest ten moment, kiedy mózg mówi dobra, to ja wychodzę.
Wszyscy mówią magia świąt.
Jasne. Magia polega na tym, że masz pracować jak zwykle, ogarniać jak perfekcyjna pani domu, kupić prezenty jak infu z instagrama i jeszcze być wdzięczna, że w ogóle żyjesz. A jak masz ADHD, to ta magia wygląda tak, że idziesz po mleko i wracasz z lampkami, świeczką i egzystencjalnym kryzysem.
Zaczynasz od listy. Jednej. Krótkiej. Kup prezenty. I myślisz sobie dobra, ogarnę to. Dziesięć minut później googlujesz czy karta podarunkowa to brak miłości, czy tylko brak siły życiowej. Potem dochodzisz do wniosku, że może coś ręcznie. A potem orientujesz się, że jest druga w nocy, a Ty uczysz się makramy, której nienawidzisz.
Prezenty w Polsce to nie są prezenty. To są testy charakteru. Kupisz za tanio, to jesteś skąpa. Za drogo, to się popisujesz. Praktycznie, to bez serca. Z sercem, to czemu akurat to. W pewnym momencie rozumiesz, że to nie jest gra do wygrania. To jest gra do przeżycia.
Potem sprzątanie. Bo dom na święta musi wyglądać, jakby nikt w nim nie mieszkał. Najlepiej też, żebyś Ty wyglądała, jakbyś spała osiem godzin, piła wodę i miała poukładane życie. ADHD w tym czasie zaczyna sprzątać kuchnię, kończy w szafie, potem w telefonie na zdjęciach z 2014 roku i płacze nad kubkiem herbaty. I to nadal liczy się jako sprzątanie.
No i rodzina. Ten moment, kiedy siadasz i jeszcze nie zdążysz zjeść barszczu, a już leci kiedy ślub, kiedy dzieci i czemu taka zmęczona. To nie są pytania. To są komunikaty pod tytułem popraw się. Najlepsze, co możesz zrobić, to odpowiedzieć zdaniem, które nie zaprasza do rozmowy. Teraz nie mam na to przestrzeni. I wrócić do pierogów. Pierogi nie oceniają.
Najlepsze jest to weź się w garść. Jakby gdzieś istniała garść do wzięcia. Garść dawno się rozsypała, rozsypała się w listopadzie i nikt jej nie pozbierał. I to nie jest Twoja wina. Ty się nie masz bardziej starać. Ty masz mniej dźwigać.
I na końcu Ty. Zawsze na końcu. Zmęczona, przebodźcowana, z mózgiem na dwudziestu kartach i żadnej nie da się zamknąć. Więc jeśli masz zrobić jedną rzecz dobrze, to zaplanuj odpoczynek. Tak normalnie. W kalendarzu. Jak wizytę u dentysty. Zamknij drzwi. Wyjdź na spacer. Zjedz coś ciepłego. Święta nie są warte załamania nerwowego.
Prawda jest taka. Nie będzie idealnie. Będzie głośno, chaotycznie i za dużo. I to jest normalne. Święta nie są testem kobiecości ani dowodem, że jesteś ogarnięta. To tylko kilka dni.
Rób mniej. Olewaj więcej. Nie tłumacz się. Chroń energię jak ostatnią świecę w sklepie 23 grudnia. A jak komuś się nie podoba, zawsze może zrobić święta sam.