Milena Dzienisiewicz - psycholog, psychoonkolog, psychoterapeuta

Milena Dzienisiewicz - psycholog, psychoonkolog, psychoterapeuta Psycholog, psychoonkolog, certyfikowany psychoterapeuta poznawczo - behawioralny (certyfikat nr 1569)

28 Maja - Światowy Dzień Świadomości Nowotworów Krwi 🩸To dzień, który nie ma na celu świętowania, a przypomnienie o tysi...
28/05/2026

28 Maja - Światowy Dzień Świadomości Nowotworów Krwi 🩸

To dzień, który nie ma na celu świętowania, a przypomnienie o tysiącach osób, które każdego dnia mierzą się z diagnozą białaczki, chłoniaka czy szpiczaka. Nowotwory krwi często rozwijają się po cichu, a ich objawy bywają niejednoznaczne.

Co możemy zrobić, by okazać wsparcie?
📍Pamiętać o profilaktyce: Zwykła morfologia krwi, wykonywana raz w roku, pozwala wykryć wiele niebezpiecznych zmian na wczesnym etapie.
📍Zrozumieć: Edukacja na temat chorób układu krwiotwórczego pomaga przełamywać lęk i budować wspierające otoczenie dla pacjentów.
📍Rozważyć pomoc: Rejestracja w bazie dawców szpiku to cichy gest, który dla kogoś może stać się szansą na przyszłość.

Maj jest miesiącem świadomości nowotworów skóry.To dobry moment, żeby przypomnieć sobie o profilaktyce: ochronie skóry p...
27/05/2026

Maj jest miesiącem świadomości nowotworów skóry.

To dobry moment, żeby przypomnieć sobie o profilaktyce: ochronie skóry przed promieniowaniem UV oraz regularnym oglądaniu znamion i innych zmian na skórze.

Warto zwracać uwagę na zmiany, które są nowe, zmieniają kształt, kolor lub wielkość, swędzą, krwawią albo po prostu budzą niepokój. Taką zmianę należy skonsultować z dermatologiem.

Chroń skórę przed słońcem. Zrezygnuj z solarium. Przyjrzyj się swojej skórze. To kilka prostych działań, które mają znaczenie.

Wyobraź sobie, że przez ostatni rok Twoje życie kręciło się wokół jednego miejsca. Szpital, poczekalnia, gabinet lekarsk...
25/05/2026

Wyobraź sobie, że przez ostatni rok Twoje życie kręciło się wokół jednego miejsca. Szpital, poczekalnia, gabinet lekarski, wyniki badań. Chemioterapia w środy, kontrole w piątki. Znałaś pielęgniarki z imienia. Wiedziałeś, które krzesło w poczekalni jest wygodniejsze. A potem nadszedł dzień, na który czekałeś. Lekarz powiedział: wszystko wygląda dobrze. Możesz wracać do normalnego życia.

I właśnie wtedy zaczął się problem.

Bo nikt nie wyjaśnił, co to znaczy normalne życie. Nikt nie powiedział, że ciało będzie regenerować się jeszcze długo po tym, jak leczenie oficjalnie się skończyło. Że praca może już nie wyglądać tak samo. Że bliscy, którzy przez ostatni rok trzymali się dzielnie, teraz też potrzebują odetchnąć. I nie bardzo wiedzą, jak rozmawiać z kimś, kto jest już zdrowy. Że słowa „jesteś wyleczony” nie wyłączają lęku przed nawrotem.

Pracuję z pacjentami onkologicznymi od ponad dekady. I wiem, że moment zakończenia leczenia to jeden z najtrudniejszych psychologicznie etapów całego doświadczenia. Paradoksalnie dla wielu osób trudniejszy niż samo leczenie.

Dziś chcę Wam opowiedzieć o tym, co dzieje się z człowiekiem, gdy system medyczny uznaje go za zdrowego, a on sam jeszcze nie wie, kim jest.
Pierwszą rzeczą, która często się zmienia, jest ciało. I nie chodzi tylko o wygląd. Chodzi o budzenie się w ciele, które jest jednocześnie znajome i obce.

Włosy mogą odrosnąć inaczej, cieńsze albo nie tak, jak człowiek się spodziewał. Waga może się zmienić. Czasem przez leczenie. Czasem przez leki. Czasem przez menopauzę, zmęczenie, ból albo ograniczoną sprawność ruchową.

Mogą być blizny. Widoczne blizny, ukryte blizny. Blizny, których inni nie zauważają, ale które człowiek widzi każdego dnia.

Niektóre zmiany są przejściowe, ale niektóre są trwałe. Usunięta pierś. Stomia. Obrzęk limfatyczny. Uszkodzenie nerwów. Niepłodność. Przedwczesna menopauza. Przewlekły ból. Niepełnosprawność, której wcześniej nie było.

A potem jest zmęczenie. Nie takie zwykłe zmęczenie. Nie takie, które mija po jednej dobrej nocy. To zmęczenie może trwać miesiącami. Czasem latami. Może wpływać na pracę, życie rodzinne, relacje, koncentrację i najprostsze codzienne czynności.

Kiedy więc mówimy: wróć do normalnego życia, często zapominamy o jednej rzeczy. Ta osoba może nie wracać w tym samym ciele. A jeśli ciało się zmieniło, zmienia się też tożsamość.

Bo nasze ciało to nie tylko coś, co mamy. To też część tego, jak poruszamy się po świecie. Jak czujemy się atrakcyjni. Jak pracujemy. Jak odpoczywamy. Jak jesteśmy blisko innych ludzi. Jak rozpoznajemy siebie.
Po leczeniu wiele osób nie pyta tylko: czy jestem zdrowy? Pyta: czy wciąż czuję się sobą?

A potem przychodzą relacje. Choroba nowotworowa zmienia relacje w bardzo szczery sposób. Czasem boleśnie szczery. Część ludzi znika. Nie zawsze dlatego, że im nie zależy. Czasem dlatego, że się boją. Czasem dlatego, że nie wiedzą, co powiedzieć. Czasem dlatego, że choroba przypomina im o rzeczach, o których nie chcą myśleć. Na początku się odzywają, piszą. Potem coraz rzadziej. Potem cisza. I dla wielu pacjentów to jest jeden z najbardziej bolesnych elementów życia po raku. Nie tylko to, co stało się z ciałem. Ale kto był. I kogo nie było.

Jest jednak druga strona. Część ludzi pojawia się w sposób, którego nikt się nie spodziewał. Kolega z pracy. Sąsiadka. Dawny znajomy. Ktoś, kto przywozi jedzenie. Ktoś, kto wozi na leczenie. Ktoś, kto pamięta datę badania kontrolnego. Ktoś, kto nie próbuje niczego naprawić, ale po prostu zostaje.

Niektóre relacje stają się silniejsze. Niektóre pary stają się sobie bliższe. Ale niektóre związki się rozpadają.
Bo choroba nowotworowa nie dotyka tylko pacjenta. Wchodzi w cały system rodzinny. Wchodzi w związek. Wchodzi do sypialni, kuchni, kalendarza, finansów, planów, ciszy między dwojgiem ludzi.

Czasem jedna osoba chce rozmawiać o tym, co się stało. Druga chce iść do przodu. Czasem jedna osoba wciąż się boi. Druga jest wyczerpana byciem w strachu. I oboje są samotni na różne sposoby. Dlatego życie po leczeniu to nie tylko kwestia medyczna. To też relacje, emocje i codzienność.

Wiele osób po raku opisuje zmianę wartości. Rzeczy, które kiedyś były ważne, przestają być ważne. A rzeczy, które były na dalszym planie, nagle stają się centralne. Czas. Spokój. Zdrowie. Rodzina. Szczerość.

Wielu pacjentów mówi: mam teraz mniejszą tolerancję. Mniejszą tolerancję na udawanie, na rozmowy, które donikąd nie prowadzą, na pracę, która pochłania wszystko. Na relacje, które zabierają energię, a nic nie dają. Nazywam to roboczo „nietolerancją na błahostki”. Brzmi nieoficjalnie, ale wiele osób po leczeniu rozumie to natychmiast. Oznacza to: życie jest za krótkie na to, co puste. Za krótkie na ciągłe zadowalanie innych. Za krótkie na życie według czyjejś wersji dobrego życia.

Ale ta zmiana nie zawsze jest spokojna i piękna. Czasem ludzie stają się bardziej reaktywni. Jedni stają się silniejsi w stawianiu granic. Inni stają się łagodniejsi. Jedni łatwiej płaczą. Inni stają się bardziej niespokojni. Inni szybciej się złoszczą. Jedni mają mniej cierpliwości do codziennych problemów. A potem czują się winni. Bo myślą: powinienem być wdzięczny. Przeżyłem. Dlaczego wciąż jest mi tak ciężko? Dlaczego nie jestem szczęśliwszy?

Ale wdzięczność i cierpienie mogą istnieć jednocześnie. Człowiek może być wdzięczny za życie i wciąż czuć się zagubiony. Może kochać rodzinę i wciąż potrzebować przestrzeni. Może mieć dobre wyniki badań i wciąż się bać.

I to prowadzi nas do jednego z najczęstszych doświadczeń po leczeniu. Lęku przed nawrotem choroby nowotworowej. Ten lęk ma nazwę. Syndrom Damoklesa. Pochodzi z jednego z mitów o mężczyźnie siedzącym pod mieczem wiszącym nad jego głową na jednym końskim włosie.

I tak właśnie żyje wiele osób po raku. Chodzą do pracy, gotują obiad, spotykają się ze znajomymi, uśmiechają się. Ale gdzieś w tle jest pytanie: a co, jeśli wróci?

Ból głowy to już nie tylko ból głowy. Ból pleców to już nie tylko ból pleców. Zmęczenie to już nie tylko zmęczenie. Ciało staje się miejscem, które trzeba obserwować, skanować, sprawdzać, interpretować.
To jest nadmierna czujność. I ona ma sens. Ciało było kiedyś miejscem, w którym pojawiło się niebezpieczeństwo. Więc układ nerwowy nauczył się je monitorować. Problem polega na tym, że ciągłe monitorowanie nie tworzy bezpieczeństwa. Często tworzy więcej strachu.

A potem przychodzą badania kontrolne. Dla wielu ludzi badania kontrolne to nie tylko wizyty medyczne. To wydarzenia emocjonalne. Jest lęk przed badaniem. Lęk podczas badania. Lęk w oczekiwaniu na wynik. Część osób nie może spać ani pracować. Jedni stają się drażliwi. Inni zamykają się w sobie. Jedni wyobrażają sobie każdy możliwy scenariusz. To jest lęk przed badaniem kontrolnym. I może wracać co kilka miesięcy. Nawet lata po zakończeniu leczenia.

Wróćmy do osoby z początku. Tej, której powiedziano: możesz wracać do normalnego życia. Ona nie potrzebuje, żeby jej mówić, że powinna być wdzięczna. Ona wie. Nie potrzebuje słyszeć, że inni mają gorzej. To nie pomaga. Potrzebuje, żeby ktoś powiedział: to, co czujesz, ma sens. To, przez co przechodzisz, ma nazwę. I nie musisz przez to przechodzić sama.

System medyczny robi nadzwyczajną robotę. Ratuje życie. Ale ratowanie życia to nie to samo co towarzyszenie w życiu po. I tu jest luka. Luka, którą widzę w swojej pracy każdego dnia.

Moment zakończenia leczenia powinien być chwilą, w której opieka nie kończy się, ale zmienia formę. Z medycznej na psychologiczną. Z interwencji kryzysowej na wsparcie w reintegracji. To nie jest utopia. To standard, który istnieje w niektórych krajach. I który powinien istnieć wszędzie.

Chcę, żebyście zapamiętali trzy rzeczy.

Po pierwsze: zakończenie leczenia to nie meta. To początek innego etapu. Etapu, który wymaga uwagi, czasu i wsparcia.
Po drugie: trudne emocje po leczeniu nie są oznaką słabości ani braku wdzięczności. Są naturalną częścią zdrowienia.
Po trzecie: jeśli znacie kogoś, kto właśnie skończył leczenie, nie mówcie: cieszę się, że już po wszystkim. Zapytajcie: jak teraz jest? I zostańcie na odpowiedź.

Bo życie po raku to nie powrót. To budowanie czegoś nowego. Często z innymi priorytetami, innym ciałem, innymi relacjami. Ale też z czymś, czego wcześniej nie było. Z inną jakością obecności. Z głębszą świadomością tego, co naprawdę ważne.

I to, moim zdaniem, zasługuje na taką samą uwagę jak wszystko, co było wcześniej.

Maj jest miesiącem świadomości zdrowia psychicznego. Zdrowie psychiczne nie oznacza, że zawsze czujemy się dobrze. To ta...
24/05/2026

Maj jest miesiącem świadomości zdrowia psychicznego.

Zdrowie psychiczne nie oznacza, że zawsze czujemy się dobrze. To także umiejętność zauważania, kiedy jest nam trudno, korzystania ze wsparcia i traktowania własnych potrzeb poważnie.

Lęk, obniżony nastrój, bezsenność, przeciążenie czy poczucie osamotnienia nie powinny być powodem do wstydu. Czasem pierwszym krokiem jest rozmowa. Z bliską osobą, psychologiem, psychoterapeutą lub lekarzem.

Nie trzeba czekać, aż będzie naprawdę źle, żeby poprosić o pomoc.

„Przepraszam, że płaczę”. Słyszę to regularnie w gabinecie. Czasem ktoś urywa zdanie w połowie, bo łzy pojawiają się szy...
18/05/2026

„Przepraszam, że płaczę”. Słyszę to regularnie w gabinecie. Czasem ktoś urywa zdanie w połowie, bo łzy pojawiają się szybciej niż słowa. Czasem odwraca wzrok, sięga po chusteczkę i zanim jeszcze zdąży złapać oddech, mówi: „przepraszam”.

Myślę wtedy o tym, czego nas nauczono, skoro naturalna reakcja emocjonalna tak szybko uruchamia odruch przepraszania.

A przecież łzy nie są błędem, ani brakiem kontroli. Nie są dowodem na to, że ktoś „sobie nie radzi”. Płacz ma swoją funkcję.

Badania pokazują, że łzy mają znaczenie nie tylko dla osoby, która płacze, ale też dla relacji z innymi. Mogą być sygnałem: „to jest dla mnie ważne”, „coś mnie poruszyło”, „potrzebuję obecności”. Mogą też uruchamiać wsparcie.

Problem zaczyna się wtedy, gdy uczymy się, że płacz trzeba szybko zatrzymać. Ukryć, przeprosić, obrócić w żart albo wrócić do „normalności”. Wiele osób słyszało kiedyś: „nie płacz”, „nie przesadzaj”, „weź się w garść”. I z czasem płacz zaczyna kojarzyć się ze wstydem albo robieniem komuś kłopotu. A łzy nie są czymś, co z definicji trzeba naprawiać.

Warto też powiedzieć jasno: płacz nie zawsze przynosi ulgę. To, czy po płaczu czujemy się lepiej, zależy między innymi od sytuacji, znaczenia wydarzenia, reakcji otoczenia i tego, co dzieje się później.

Dlatego tak ważne jest, jak reagujemy na łzy innych osób. Jeśli ktoś reaguje napięciem, zawstydzeniem albo szybkim „już dobrze, nie płacz”, osoba płacząca może poczuć, że musi zatroszczyć się nie tylko o siebie, ale też o komfort drugiego człowieka. I wtedy pojawia się: „przepraszam”. Jakby te przeprosiny miały powiedzieć: „Nie martw się, zaraz się ogarnę”, „Nie będę cię obciążać”, „Wróćmy do normy”.

Można płakać i nadal mówić sensownie, być kompetentnym, być dorosłym, nie wymagać od nikogo natychmiastowego ratowania. Można płakać, bo ciało właśnie znalazło sposób, żeby wyrazić coś ważnego.

Płacz nie wymaga przeprosin. Tak jak nie wymaga ich drżenie rąk ze stresu, wzdychanie, milczenie przez chwilę albo głos, który się łamie.

Czasem najbardziej wspierające zdanie brzmi po prostu: „Możesz płakać. Nie musisz za to przepraszać”.

Źródła (wybrane):
✳ Bylsma, L. M., Vingerhoets, A. J. J. M., & Rottenberg, J. (2008). When is crying cathartic? An international study. Journal of Social and Clinical Psychology, 27(10), 1165–1187.
✳ Hendriks, M. C. P., Croon, M. A., & Vingerhoets, A. J. J. M. (2008). Social reactions to adult crying: The help-soliciting function of tears. Journal of Social Psychology, 148(1), 22–41.
✳ Hendriks, M. C. P., Nelson, J. K., Cornelius, R. R., & Vingerhoets, A. J. J. M. (2008). Why crying improves our well-being: An attachment-theory perspective on the functions of adult crying. In Emotion Regulation: Conceptual and Clinical Issues.

O śnie zwykle zaczynamy myśleć dopiero wtedy, kiedy przestaje działać tak, jakbyśmy chcieli. Kiedy trudno zasnąć, kiedy ...
15/05/2026

O śnie zwykle zaczynamy myśleć dopiero wtedy, kiedy przestaje działać tak, jakbyśmy chcieli. Kiedy trudno zasnąć, kiedy pojawiają się wybudzenia nad ranem albo kiedy mimo wielu godzin w łóżku ciało nadal jest zmęczone.

„Wyśpij sobie lepsze życie” Christiana Benedicta to książka, która dobrze pokazuje, dlaczego snu nie warto traktować jak dodatku do życia. Benedict, badacz snu i profesor Uniwersytetu w Uppsali, pisze o tym, co dzieje się z naszym organizmem i psychiką, gdy regularnie śpimy za mało. I robi to w sposób, który odbiega od typowego poradnika z obszaru „zadbaj o siebie”. Zamiast listy wieczornych rytuałów dostajemy rzetelną porcję wiedzy opartej na badaniach, podaną przystępnie i momentami zaskakująco.

Autor pokazuje konkretnie: niedobór snu wpływa na regulację emocji, procesy poznawcze, metabolizm, odporność, a nawet na to, jak postrzegamy innych ludzi i jak funkcjonujemy w relacjach. To już nie jest tylko opowieść o tym, że „sen jest ważny”. To wyjaśnienie mechanizmów, przez które jego brak ma realne konsekwencje dla zdrowia psychicznego i fizycznego.

Z perspektywy psychoterapeutycznej szczególnie cenne jest to, że Benedict nie oddziela snu od emocji. Opisuje zależności między jakością snu a poziomem lęku, nastrojem i zdolnością do radzenia sobie ze stresem.

Nie jest to lektura, która rozwiąże problem przewlekłej bezsenności, bo w wielu przypadkach potrzebna jest diagnoza i praca terapeutyczna, na przykład w nurcie CBT-I. Ale jest to książka, która dobrze tłumaczy, skąd mogą brać się problemy ze snem i dlaczego warto potraktować je poważnie, zanim zaczniemy funkcjonować latami w trybie „jakoś daję radę”.

Jeśli znacie to uczucie przewlekłego niewyspania, które niby „da się przeżyć”, ta książka może być dobrym punktem wyjścia do zmiany perspektywy. Sen nie jest luksusem. Jest jednym z warunków tego, żeby móc lepiej funkcjonować w ciągu dnia.

Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego

12 maja, to Międzynarodowy Dzień Świadomości Fibromialgii (Dzień Wiedzy o Fibromialgii). Fibromialgia nadal bywa chorobą...
12/05/2026

12 maja, to Międzynarodowy Dzień Świadomości Fibromialgii (Dzień Wiedzy o Fibromialgii).

Fibromialgia nadal bywa chorobą, której objawy są długo bagatelizowane, niezrozumiane albo przypisywane „stresowi”, „przemęczeniu” czy „nadwrażliwości”. A za tą diagnozą często stoi długa historia.

Miesiące, a czasem lata bólu. Zmęczenie, które nie mija po odpoczynku. Problemy ze snem. Trudności z koncentracją, pamięcią i codziennym funkcjonowaniem. Kolejne wizyty, badania, konsultacje. Poczucie, że „coś jest nie tak”, ale trudno to nazwać i jeszcze trudniej uzyskać zrozumienie.

Fibromialgia jest chorobą, której często nie widać na pierwszy rzut oka. Osoba może wyglądać „normalnie”, uśmiechać się, pracować, zajmować domem, rozmawiać z innymi, a jednocześnie doświadczać bólu, przeciążenia i ograniczeń, których otoczenie nie zauważa.

To właśnie niewidoczność objawów bywa jednym z większych obciążeń. Pacjenci słyszą czasem: „ale przecież dobrze wyglądasz”, „może musisz więcej odpocząć”, „wszyscy jesteśmy zmęczeni”. Takie zdania, nawet jeśli wypowiadane bez złej intencji, mogą nasilać samotność, wstyd i poczucie, że trzeba ciągle udowadniać swoje cierpienie.

Fibromialgia wpływa nie tylko na ciało. Wpływa też na emocje, relacje, pracę, plany, poczucie sprawstwa i sposób myślenia o sobie. Życie z przewlekłym bólem często wymaga uczenia się nowych granic, lepszego rozpoznawania sygnałów z ciała, planowania aktywności, odpoczynku i szukania takich strategii, które pomagają funkcjonować mimo objawów.

W tym obszarze pomocna może być także terapia poznawczo behawioralna. CBT nie oznacza, że ból jest „w głowie” i nie polega na przekonywaniu pacjenta, że objawy nie istnieją. Może natomiast pomagać w radzeniu sobie z przewlekłym bólem, zmęczeniem, napięciem, bezsennością, lękiem przed pogorszeniem i ograniczeniami w codziennym życiu.

W Dzień Wiedzy o Fibromialgii warto powiedzieć jasno: to, że czegoś nie widać, nie znaczy, że tego nie ma. A osoba chorująca nie potrzebuje oceniania ani prostych rad. Potrzebuje diagnozy, leczenia, zrozumienia i wsparcia, które uwzględnia realny wpływ choroby na codzienne życie.

Już jutro, 12 maja przypada Międzynarodowy Dzień Świadomości ME/CFS, czyli zespołu chronicznego zmęczenia.ME/CFS to nie ...
11/05/2026

Już jutro, 12 maja przypada Międzynarodowy Dzień Świadomości ME/CFS, czyli zespołu chronicznego zmęczenia.

ME/CFS to nie jest „zwykłe zmęczenie”, które mija po odpoczynku, wolnym weekendzie albo lepszej organizacji dnia. To przewlekła, złożona choroba, która może znacząco ograniczać codzienne funkcjonowanie.

Jednym z najbardziej charakterystycznych objawów jest pogorszenie stanu po wysiłku. Wysiłek nie musi oznaczać intensywnego treningu. Dla części osób obciążeniem może być spacer, zakupy, rozmowa, praca przy komputerze, wizyta lekarska albo spotkanie rodzinne. Objawy mogą nasilać się z opóźnieniem i utrzymywać przez wiele godzin, dni, a czasem dłużej.

ME/CFS może objawiać się między innymi przewlekłym wyczerpaniem, które nie jest proporcjonalne do aktywności, problemami ze snem, trudnościami z koncentracją i pamięcią, bólami mięśni lub stawów, nadwrażliwością na bodźce, zawrotami głowy, kołataniem serca i gorszą tolerancją pozycji stojącej.

W praktyce oznacza to często konieczność zupełnie innego planowania dnia. Czasem trzeba wybierać między rzeczami, które wcześniej były oczywiste: prysznicem, przygotowaniem posiłku, wyjściem do sklepu, rozmową telefoniczną, pracą czy spotkaniem z bliskimi. Nie dlatego, że „brakuje motywacji”, ale dlatego, że organizm ma ograniczoną pulę energii i łatwo przekroczyć granicę, po której następuje pogorszenie.

Co można zrobić?
Ważna jest rzetelna diagnostyka i wykluczenie innych możliwych przyczyn objawów. W codziennym funkcjonowaniu pomocne bywa zarządzanie aktywnością i odpoczynkiem. Nie chodzi o rezygnację z życia, ale o rozpoznawanie własnych granic, planowanie obciążeń, robienie przerw zanim dojdzie do przeciążenia i unikanie cyklu: lepszy dzień, za dużo aktywności, pogorszenie, długa regeneracja.

Zespół Chronicznego Zmęczenia, to nie lenistwo, brak chęci ani „samo zmęczenie”. To choroba, która wymaga zrozumienia, diagnozy i wsparcia uwzględniającego realne ograniczenia organizmu

Światowy Dzień Świadomości Raka JajnikaTegoroczne hasło kampanii, „No Woman Left Behind”, przypomina, że żadna kobieta n...
08/05/2026

Światowy Dzień Świadomości Raka Jajnika

Tegoroczne hasło kampanii, „No Woman Left Behind”, przypomina, że żadna kobieta nie powinna zostawać sama z niepokojącymi objawami, diagnozą, leczeniem ani emocjami, które pojawiają się po drodze.

Przesłanie kampanii można ująć bardzo prosto: słuchaj swojego ciała i ufaj swojemu głosowi. Rak jajnika bywa trudny do wczesnego rozpoznania, a jego objawy często są subtelne i łatwo pomylić je z dolegliwościami trawiennymi, zmęczeniem albo „zwykłym” gorszym samopoczuciem. Dlatego tak ważne jest, by nie ignorować zmian, które są nowe, częste albo utrzymują się dłużej.

To nie chodzi o lękowe obserwowanie ciała. Chodzi raczej o uważność i prawo do powiedzenia: „coś jest inaczej niż zwykle i chcę to sprawdzić”.

Wzdęcia, ból brzucha lub miednicy, szybkie uczucie sytości, trudność w jedzeniu czy częstsze oddawanie moczu nie muszą oznaczać choroby nowotworowej. Ale jeśli są uporczywe, powtarzają się i odbiegają od tego, co dla danej osoby typowe, warto skonsultować je z lekarzem.

Świadomość raka jajnika to także wspieranie kobiet w tym, by ich objawy były traktowane poważnie, a rozmowa z lekarzem dawała przestrzeń na pytania, wątpliwości i dalszą diagnostykę. Bo nikt nie powinien zostawać sam z niepokojem o swoje zdrowie.

5 maja obchodzimy Światowy Dzień Nadciśnienia Płucnego.To rzadka choroba, która wpływa nie tylko na oddech i wydolność o...
05/05/2026

5 maja obchodzimy Światowy Dzień Nadciśnienia Płucnego.

To rzadka choroba, która wpływa nie tylko na oddech i wydolność organizmu, ale też na codzienne funkcjonowanie, plany, emocje i poczucie bezpieczeństwa. Duszność, zmęczenie, ograniczenia aktywności czy niepewność związana z leczeniem mogą stopniowo zmieniać sposób życia osoby chorującej i jej bliskich.

Tegoroczne hasło brzmi: „Hope in Every Trial” („Nadzieja w każdej próbie”) i odnosi się do znaczenia badań klinicznych oraz rozwoju leczenia. Dla wielu pacjentów nadzieja nie oznacza prostego optymizmu, ale dostęp do wiedzy, dobrej opieki, nowych możliwości terapeutycznych i wsparcia w codzienności.

Fundacja Łap Oddech - dla chorych na TNP

Nudności pojawiają się jeszcze przed wejściem na oddział. Czasem wystarczy zapach szpitala, widok gabinetu albo sama myś...
04/05/2026

Nudności pojawiają się jeszcze przed wejściem na oddział. Czasem wystarczy zapach szpitala, widok gabinetu albo sama myśl o leczeniu. To doświadczenie może być zaskakujące i trudne do zrozumienia. Wiele osób zastanawia się, czy to „normalne” i skąd się to bierze.

To zjawisko ma swoją nazwę: nudności antycypacyjne. Nie są efektem podanego leku w danym momencie, tylko wyuczoną reakcją organizmu, który zaczyna kojarzyć leczenie z wcześniejszym doświadczeniem nudności.

W poście wyjaśniam, jak działa ten mechanizm, co może nasilać objawy oraz jakie podejścia rzeczywiście pomagają.

Brzmi znajomo? Czy zdarzyło Ci się odczuwać nudności jeszcze przed leczeniem?

Adres

Warsaw
01-038

Godziny Otwarcia

Wtorek 10:00 - 19:00
Środa 10:00 - 19:00
Czwartek 10:00 - 19:00

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Milena Dzienisiewicz - psycholog, psychoonkolog, psychoterapeuta umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Milena Dzienisiewicz - psycholog, psychoonkolog, psychoterapeuta:

Udostępnij