Renata Romanowska Psycholog Psychoterapeuta

Renata Romanowska Psycholog Psychoterapeuta Dane kontaktowe, mapa i wskazówki, formularz kontaktowy, godziny otwarcia, usługi, oceny, zdjęcia, filmy i ogłoszenia od Renata Romanowska Psycholog Psychoterapeuta, Psycholog, Ulica Smolna 13, Warsaw.

28/09/2025

Serdecznie zapraszam na moją stronę :

Nie trzeba rozumieć życia, trzeba po prostu nim żyć   Tym cytatem kończy się książka „Biblioteka o północy” Matta Haig’a...
04/09/2022

Nie trzeba rozumieć życia, trzeba po prostu nim żyć

Tym cytatem kończy się książka „Biblioteka o północy” Matta Haig’a, którą niedawno skończyłam czytać. Książka niesamowita nie dlatego, że przygodowa i wciągająca, ale w sposób niezwykły opisująca zwykłe życie zwykłej dziewczyny.
Kto z nas nie zastanawia się czasem jak potoczyłyby się jego losy, gdyby kiedyś podjąć inną decyzję, pójść inną drogą. Przecież co chwilę dokonujemy mnóstwo wyborów – tych dużych i tych małych. Całe nasze życie to wybory, decyzje, wybory, decyzje itp.,itd. O ile te duże i ważne raczej pamiętamy- niekiedy przez całe życie, to większość po prostu ulatuje z naszej pamięci i uwagi. Czy zastanawiamy się bowiem np. co by się stało tamtej środy w I klasie gdybyśmy usiedli w ławce z kimś innym? Albo gdybyśmy dali/lub nie ściągnąć koledze z sąsiedniej ławki – jaki wpływ miałoby to na tamtą znajomość i na inne? Gdyby wybrać inną szkołę, inną klasę, inną uczelnię czy miejsce na wakacje? Ba, nawet inną trasę czy środek lokomocji na tamte wakacje! A ten czy inny lajk na Fc lub Insta? Wybór innej pracy? Być może tamta czy inna decyzja zmieniłaby bieg naszego życia, bo jakąś drobną jego część na pewno. A ta z kolei wpływa, powoduje kolejny drobne zmiany, te – większe i… tak się toczy nasze życie. Lubimy wierzyć, że mamy nad wszystkim kontrolę, trzymamy stery swojego życia, relacji, swojej kariery, wszystkiego. A tymczasem los się z nas cicho „śmieje” i dodaje niepostrzeżenie to i owo od siebie. A wokół mnóstwo innych ludzi i ich decyzji splątanych z naszymi.
Jedni wierzą w boga, inni w przeznaczenie, jeszcze inni w swoje wartości. I bardzo dobrze – bo to nam często pomaga w codzienności, w sytuacjach trudnych i bolesnych. Warto więc mieć uważność na życie, na wszelkie drobnostki – ważne i śmieszne, dobre i trudne, piękne i okrutne. Bo z nich składa się nasze życie i takie będziemy mieć wspomnienia na koniec żywota. Fajnie byłoby na przysłowiowym łożu śmierci zacytować niezapomnianą (przynajmniej dla mnie) Edith Piaf – „ no, je ne regrette rien”.
Tak chyba mogła powiedzieć moja wieloletnia, nieoceniona superwizorka Hanna Jaworska, która w wydanej tuż przed Jej śmiercią książce Justyny Dąbrowskiej „Zawsze jest ciąg dalszy” – udzieliła fantastycznego i szczerego wywiadu. Choć pracowałam z Nią wiele lat, do końca potrafiła mnie zaskoczyć swoją mądrością, wiedzą i spostrzegawczością. Do dziś uśmiecham się gdy przychodzą wspomnienia – jak opowiadam o jakichś swoich ważnych spostrzeżeniach czy wątpliwościach dotyczących pacjenta, a Pani Hanna z nieodgadnioną miną i przymkniętymi powiekami wygląda jakby dawno spała…I nagle mówi 1 – 2 zdania- i to jest w tzw punkt! Nie raz przysłowiowe szczęki opadały Jej uczniom, nam superwizantom, a już na pewno studentom.
I choć ciężko mi było ze stratą Pani Hanny, to cieszę się, że kiedyś niesamowity (naprawdę!) splot zdarzeń, spotkań i decyzji doprowadził mnie do spotkania Jej na mojej zawodowej (ale też i z czasem trochę prywatnej) drodze!
RER

13/08/2022

No cóż...

20/03/2022

Ja – czyli kto..
Ten tekst miał być zupełnie o czymś innym…o zmianie wizji siebie wobec innych. O tym, że nadmiernie dbając o siebie i swoje potrzeby, stajemy się ślepi i głusi na wartości i potrzeby innych. Ale to miało być w czasach spokoju i pokoju…
Tymczasem za naszym progiem toczy się okrutna wojna. Wojna prawdziwa, gdzie z prawdziwej broni zabija się prawdziwych ludzi i oni naprawdę i bezpowrotnie umierają. Teraz wszyscy widzą realność obrazów, które jeszcze do niedawna były znane jako zdjęcia archiwalne lub jako fabuła o dawno zakończonej wojnie. Od tej minęło blisko 80 lat, a zachowanie żołnierzy okupanta wydaje się jakby żywcem wyjęte z historii…
Pamiętam opowieści swojej Babci – która przeżyła I i II wojnę światową. Z obu wyłaniały się wspomnienia radzieckiego żołnierza – głodnego, kiepsko ubranego, źle uzbrojonego i bardzo brutalnego. Kradli i rabowali co im wpadło w ręce – często nie mając pojęcia co to takiego. Żołdak kręcił korbką od maszynki do mięsa i złościł się, że mu nie gra… Bijący zegar rozstrzelać – bo on strzela do nich… Każdy zna opowieści, że nic nie cieszyło ich tak jak kilka zegarków na ręku… a kobiety ubrane w nocne koszule polskich kobiet, dumnie w nich paradowały uznając stój nocny za wytwornie wieczorowy… Pili, bili, gwałcili i mordowali brutalnie.
Kiedy teraz czytam relacje z Ukrainy i słucham nagrań rozmów telefonicznych rosyjskich wojaków z rodzinami – słyszę, że któryś ukradł telewizor, a inny maszynkę do mięsa, wielu futra dla swoich kobiet…
Tak jak kiedyś – słuchając wspomnień – tak i dziś zadajemy sobie pytanie – dlaczego ci ludzie tak się zachowują, skąd u nich taka żądza grabieży i okrucieństwa?
Kilka tygodni temu, jeszcze przed wojną, wpadła mi w ręce książka „Porzucony” autorstwa Alana Philips,a i Johna Lautsky’ego z 2009 roku. To przerażające historia chłopca z rosyjskiego domu dziecka, która wydarzyła się naprawdę na początku lat 90-tych ubiegłego wieku. Opisywany Wania i jego towarzysze niedoli to dziś trzydziestoparolatkowie, choć z tamtych dzieci pewnie niewielu przeżyło koszmar, który zafundował im rosyjski państwowy system opieki nad sierotami i dziećmi porzuconymi.
Łączę to dlatego, że zwykle okrucieństwo w zachowaniach dorosłych ma swoje korzenie w okrutnym traktowaniu ich jako dzieci. Opisywane dzieci jednego z moskiewskich domów dziecka były pozbawione opieki przez większość doby. Bez okrycia, wrzucone do metalowych łóżek, na goły plastikowy materac, często przywiązywane, aby „nie sprawiały problemów”, taplały się we własnych odchodach. Bardziej ruchliwe dostawały uspokajacze w zastrzykach. Jedzenie podawano im w butelkach, bo nikt nie uczył posługiwania się sztućcami. Nikt nie zwracał większej uwagi czy dzieciaki naprawdę coś jedzą. Dlatego w takich przybytkach śmiertelność bywała bardzo wysoka. Nikogo to jednak nie martwiło, bo na to miejsce natychmiast dowożono kolejne dziecko. Przeżywały taki koszmar tylko najsilniejsze, a i te zwykle lądowały w zakładach zamkniętych zwanych internatami, z diagnozą: imbecyl, opóźniony, wyraźny kretynizm. Naprawdę nielicznym, mającym wyjątkowe szczęście i mnóstwo zaangażowanych w ocalenie ludzi – jak bohater wspomnianej książki – udaje się dostać do adopcji. Ale przecież nawet dzień pobytu w takim koszmarze zostawia w psychice dziecka, a potem dorosłego nieodwracalne zmiany. Pracownicami owych placówek były prawie same kobiety, czyli prywatnie także matki. Nie wydaje się, by będąc całkowicie obojętną na los obcego dziecka, w domu stawały się troskliwymi matkami swoich dzieci. A nawet jeśli miały takie odruchy, na drodze stawał system – bezduszne procedury łamiące każdy odruch człowieczeństwa.
Okrucieństwo rodzi okrucieństwo. Mijają lata, obecnie w różnego rodzaju domach dziecka na terenie Rosji może być około 700 000 dzieci, choć dane są skrzętnie ukrywane. W ostatnich latach prasa donosi czasem o przypadkach znęcania się nad rosyjskimi sierotami. W 2015 r opisywano praktyki wychowawcze – przywiązywanie dzieci do słupa i polewanie ich zimną wodą. Wciąż pojawiają się przypadki stosowania tzw psychiatrii karnej – czyli odsyłanie sprawiających kłopoty dzieci do szpitali psychiatrycznych.
Cóż – nie można żadnej teorii uogólniać, ale… Władymir Władymirowicz też był niechcianym dzieckiem i wychowywał się w kilku rodzinach. Do domu dziecka raczej nie trafił, ale losy jego wczesnego dzieciństwa są owiane ścisłą tajemnicą. Kilku zbyt dociekliwych poszukiwaczy prawdy zmarło w niewyjaśnionych okolicznościach. Choć oficjalna wersja jest dość zwyczajna, to fakty zgadzają się dopiero od 9 roku życia chłopca. Wcześniej tułał się po różnych domach doznając biedy, głodu, chłodu i bicia. Jakich krzywd musiał doznać poniewierany chłopak, by w dorosłości stać się bezdusznym tyranem, za nic mającym życie innych?... Jednak cokolwiek to było, nie jest żadnym usprawiedliwieniem…
RER

W oddali przodkowie nasi…..     (Mojej Mamie)     Czytając książkę Marcina Kydryńskiego „Dal – listy z Afryki minionej” ...
02/01/2021

W oddali przodkowie nasi…..

(Mojej Mamie)

Czytając książkę Marcina Kydryńskiego „Dal – listy z Afryki minionej” – przyglądam się nie tylko zamieszczonym tamże zdjęciom, ale z prawdziwą przyjemnością zanurzam w czarującej lekturze opisów obrazów zatrzymanych w kadrze.
Ta nietypowa lektura dotycząca przeszłości odległej, a jednocześnie tak przecież niedawnej, wywołuje nie tylko mnóstwo emocji, ale też refleksji na temat przeszłości w ogóle, przeszłości własnej rodziny, tego, co z tamtego świata dziś nam zostało. Zaglądam do rodzinnych albumów i patrzę w oczy swoich przodków sprzed 100 i więcej lat… ludzi, których nigdy nie poznałam, a bez których nie byłoby mnie dzisiaj…
Wtedy średnio żyliśmy około 40 lat i mieliśmy sporo czasu na wszystko – rodzinę, posiłki, podróże. Dziś – o paradoksie – żyjemy niemal dwa razy dłużej – i czasu brakuje. Ciągle i na wszystko. A na życie szczególnie. Nieustający pośpiech towarzyszy nam stale, nawet na krótkich wakacjach. Bo przecież nikomu nawet nie marzą się 2 czy 3 miesięczne wyjazdy „do wód” , co 100 lat temu było normą. Choć oczywiście nie dla wszystkich.
Dziś z dobrodziejstw wypoczynku (czy rzeczywiście? – bo przecież trzeba „zaliczyć” kolejne atrakcje, punkty i miejsca na mapie) korzysta więcej ludzi, ale na krócej.
Owe 100 lat temu zdecydowanie inaczej wyglądał nie tylko świat i podróże, ale przede wszystkim nasze międzyludzkie kontakty. Ważny był drugi człowiek, rodzina, przyjaciele i czas spędzony z nimi. Był on bowiem jedyną istniejącą formą bycia obok drugiego człowieka. Nie było telefonów, internetu, a mimo to nikt nie czuł się samotny. Choć na świecie było niemal pięciokrotnie mniej ludności niż teraz! (teraz około 7540 mln, a w 1900 roku – około 1650 mln). Żyliśmy w grupach i trzymaliśmy się stadnie – bynajmniej nie z konieczności. Dumas’owskie hasło: „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”, aktualne jeszcze pół wieku temu u Goscinny’ego, dziś w dobie kultu jednostki i samorozwoju wydaje się zamierzchłym archaizmem niezrozumiałym dla współczesnych. Bohaterów książkowych zastąpili celebryci youtuberzy. Czy ktoś dziś czyta Dostojewskiego, pamięta Herberta czy Stachurę? Czy wszystko zastąpił nam wszechmocny Netflix – dostępny wszędzie i o każdej porze. Bez wychodzenia z domu, poszukiwań w księgarniach, bibliotekach czy zbiorach rodziny i przyjaciół. Powszechna dostępność niegdyś tak pożądanych i upragnionych dóbr nie uczyniła nas – o dziwo – wcale szczęśliwszymi. Samotni w tłumie – tacy dziś się czujemy.
Obecna sytuacja dla wielu szczególnie dotkliwa, bo nie spotykają swoich bliskich, dla innych – paradoksalnie – jest szczęśliwa, bowiem pod pretekstem bezpieczeństwa pozwala spędzać czas z tymi, których wybieramy, a nie z tymi, z którymi wypada. Przypominam, że współczesne małżeństwa zawarte zostały niemal w 100% z własnej i nieprzymuszonej woli małżonków.
A gdyby pandemia zamknęła nas w domach owe 100 lat temu – w małych w większości przestrzeniach, po trzy - cztery pokolenia. Bez telewizji, internetu, telefonów komórkowych, ba – nawet bez radia, które 100 lat temu dopiero raczkowało. A często nawet bez elektryczności. Pomyślcie, że mieszkacie w domu dziadków – z nimi, rodzicami, swoimi partnerami i potomkami. Czy ktoś jest w stanie dziś to sobie w ogóle wyobrazić???.....
RER

GRANICE W ZWIĄZKU   Kiedy spotykasz na swej drodze mężczyznę swojego życia, to niezależnie czy jest to partner pierwszy ...
17/11/2019

GRANICE W ZWIĄZKU

Kiedy spotykasz na swej drodze mężczyznę swojego życia, to niezależnie czy jest to partner pierwszy czy piąty, zwykle masz nadzieję, że to ten ostatni, najwspanialszy i na całe życie. Jakiż bowiem byłby sens zaczynania czegoś, gdybyś z góry wiedziała, że się nie uda. Wchodzisz więc w tę relację całą sobą i dając wszystko to co masz – klucz do serca, swoich tajemnic, domu, a czasem nawet konta. Oddajesz więc całą siebie, bo to dla ciebie takie oczywiste, że w miłości nie ma granic, a wszystko jest wspólne. Tym samym od niego oczekujesz tego samego. Tymczasem często okazać się może, że wasze rozumienie tego co twoje, jego, wasze jest zupełnie różne i to w wielu zasadniczych kwestiach.
Kiedy pewnego dnia zerkasz na wasze wspólne konto i odkrywasz tam brak sporej sumy jesteś nie tylko zaskoczona ale i wściekła . Przecież były tam także twoje pieniądze. Jeśli nigdy wcześniej nie ustaliliście zasad korzystania ze wspólnych funduszy – czas najwyższy aby to zrobić. Nie postawiłaś bowiem partnerowi dotychczas żadnych granic, więc jemu prawdopodobnie nie przyjdzie do głowy, że w tej sytuacji mogłaś poczuć się po prostu wykorzystana. Dopiero jasne powiedzenie: „chcę byśmy wspólnie ustalali wydatki z naszego konta” – pokaże mu, że w sprawach finansowych oboje jesteście równoprawnymi decydentami. W przeciwnym bowiem razie pozostaniesz z poczuciem nierównowagi, a nawet krzywdy, co prowadzi do dyskomfortu, stresu, niskiej samooceny, a nawet depresji.
Podobnie rzecz ma się gdy chodzi o wspólnie spędzany czas. Jeśli wraz z wejściem w związek masz przekonanie, że odtąd każdą chwilę powinniście spędzać już tylko razem, ustal to ze swoim mężczyzną. Może się bowiem okazać, że on wcale nie zamierza rezygnować z cotygodniowych wyjść z kolegami na piwo, mecz, trening czy wędkowanie. Tyle, że tam nie zabierze ciebie. Nie oznacza to jednak ani braku miłości, zainteresowania, przywiązania czy szacunku dla twojej osoby. Po prostu ma potrzebę spotkania się z kolegami, bowiem robi to od wielu lat. Może więc lepiej ustalić wspólnie stały grafik tygodniowy i wpisać w nim, że określone dni spędzacie razem, a pozostałe oddzielnie. Potrzebna jest do tego spokojna rozmowa, nigdy w chwili zdenerwowania czy wypominania sobie żalu. Konstruktywna rozmowa może odbyć się jedynie wówczas, gdy oboje jesteście spokojni.
Warto uświadomić sobie, że partnerzy potrzebują w związku także własnej przestrzeni i jasnego ustalenia co robimy razem, a co osobno i dlaczego. Jeśli masz ochotę na spędzenie weekendu z dawną przyjaciółką – możesz spokojnie mu to wytłumaczyć, upewniając, że nie znaczy to wcale końca twojej miłości czy waszego związku.
Nie realizowanie swoich potrzeb np. kontaktów z innymi ludźmi czy własnego hobby prowadzić może do frustracji, wzajemnego obwiniania się i rozluźnienia więzi, którą z czasem odbudowywać będzie coraz trudniej.
Związek dwojga to z czasem także wspólne terytorium, gdzie bardzo łatwo zatracić własne granice i przekraczać granice partnera. Powszechnie bowiem przyjmuje się, że to wasze mieszkanie, wasza sypialnia czy wasza łazienka. Tymczasem zachowanie w domu pewnych zasad i konwenansów może tylko ułatwić i umilić wspólne życie. Jeśli zamykasz się w łazience, aby np. nałożyć maseczkę, zrobić pedicure i ufarbować włosy, masz prawo być tam sama tyle czasu ile potrzebujesz. Wcześniej warto uwzględnić potrzeby męża i wspomnieć partnerowi, że np. zajmujesz łazienkę na najbliższą godzinę. Jeśli będzie chciał wejść do ciebie w trakcie tego czasu – przyjemnie byłoby gdyby szanując twoją prywatność – najpierw zapukał. Także jeśli partner zamknie się w pokoju i siedzi tam trzecią godzinę z rzędu, nie chcąc naruszać jego granic – przed wejściem powinnaś zapukać. Może bowiem siedzi wlepiony w ekran komputera w jakiejś wciągającej grze i poczułby się nieswojo gdybyś zobaczyła jego głupie miny.
Chcąc porozmawiać warto zapytać czy ma teraz czas i ochotę na rozmowę. Jeśli bowiem od razu zaczniesz swój monolog, w dodatku pełen oskarżeń i pretensji, może się okazać, że niczego oprócz zezłoszczenia partnera (i siebie) nie osiągniesz.
Innym częstym polem naruszania wzajemnych granic jest tajemnica korespondencji. Dlaczego jesteśmy w stanie uszanować tę tajemnicę w stosunku do innych, a tak trudno nam nie naruszać jej wobec partnera. Jeśli twój partner rzuca się na twój telefon kiedy przychodzi do ciebie kolejny sms lub włamuje się do twojej skrzynki emailowej – nie możesz mu na to pozwolić. Tłumaczenie, że się kochacie i nie macie przed sobą żadnych tajemnic jest tylko przykrywką do braku zaufania drugiej osobie i przejawem chorobliwej zazdrości. Najgorszą formą zazdrości jest zazdrość o przeszłość, tej bowiem nie jesteśmy w stanie zmienić. Jeśli więc widzisz u partnera zachowania kontrolujące ciebie i twoje zachowania, czas czy przestrzeń – powinnaś zareagować od razu. Nie licz na to, że on się zmieni, z czasem może być tylko gorzej, a twoje granice coraz mocniej zacieśniane.
Własna, indywidualna przestrzeń jest jedną z podstawowych potrzeb człowieka. Zarówno ta fizyczna jak i emocjonalna. Kiedy jesteśmy sami dużo łatwiej zachować je nienaruszone i w takiej formie, w której czujemy się najlepiej. Kiedy jednak wchodzimy w związek zaczynają się problemy. Nieprawdą jest bowiem, że dobra para to dwie połówki tego samego jabłka. Prawidłowy związek to dwa oddzielne jabłka na jednym talerzu z zachowaniem własnej suwerenności. Im więcej mamy wspólnego, tym oczywiście lepiej, ale każdy ma prawo do swoich indywidualnych celów i potrzeb, pod warunkiem, iż nie będą one wrogie w stosunku do partnera. Zrozumienie ich, zaakceptowanie oraz wspieranie umożliwia zdrowe zachowanie własnych granic oraz utworzenie wspólnego zdrowego terytorium.
RER

05/05/2019

Nauczmy się siebie

Czytając ostatnio ciekawy, kolejny artykuł o rozwoju ludzkiej mowy na przełomie dziejów – kiedy i jak zaczęliśmy się porozumiewać werbalnie, przewrotnie zaczęłam się zastanawiać nad tym, kiedy owa umiejętność zaniknie.
Obserwując bowiem współczesną komunikację międzyludzką, widać iż na pewno dąży ona do minimalizacji i skrótów. Już nawet nie mówi się „okey”, tylko „ok”. Takich przykładów każdy z nas używa codziennie mnóstwo.
Zajmując się także zawodowo komunikacją interpersonalną z niejakim przerażeniem obserwuję i doświadczam zaniku potrzeby i umiejętności wielu form komunikacji międzyludzkich. Kto bowiem pisze dziś listy czy pamiętniki? Co najwyżej wpis na fejsie, insta lub nada napakowanego gotowymi sformułowaniami maila lub smsa naszpikowanego ikonkami – zastępującymi już nie tylko słowa ale całe zdania.
Będąc jednocześnie w trakcie niesłychanie wciągającej, bo pisanej pięknym, obrazowym językiem książki Andrzeja Bobkowskiego „Szkice piórkiem” – nie mogę oprzeć się wrażeniu, że podobne lektury odchodzą do lamusa nie tylko dlatego, że mało kto tak dobrze i dużo pisze, ale przede wszystkim mało kto ma czas i ochotę czytać ponad pięć setek kartek czyichś codziennych doznań.
Ma to jednak – niestety – oddźwięk w naszym codziennym życiu, bo także z najbliższymi porozumiewamy się niewiele, a jeśli już to skrótowo, byle jak, przez smsy itp. komunikatory. Nie służy to ani podtrzymaniu umiejętności konwersacji – jakże dziś deficytowej umiejętności – o zgrozo - ani poznaniu drugiego człowieka, ani też zaprezentowaniu własnej osoby. O przeżywaniu emocji podczas rozmowy – nie wspomnę! Jakże przez to staliśmy się ubożsi, nawet tego zwykle nie dostrzegając…
Prowadząc od lat terapię par, małżeństw oraz rozmaite dla nich warsztaty i treningi – spotykam na swej zawodowej drodze bardzo wiele rozmaitych przypadków, problemów, traum, zaburzeń, choć też radości i szczęścia. Gro jednak z tychże problemów ma swe podłoże w kompletnym braku podstaw umiejętności komunikacji i porozumienia pomiędzy dwojgiem bliskich sobie ludzi. Porozumiewanie się to sztuka na wielu płaszczyznach – rozmawiać, a potem zrozumieć język partnera, to tylko z pozoru powszechna i prosta umiejętność.
Dlatego serdecznie zapraszam na kolejną edycję warsztatów dla par – tym razem w dniach 26-27 maja 20 19 roku.

All rights reserved
😄

Adres

Ulica Smolna 13
Warsaw

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 12:00 - 22:00
Wtorek 12:00 - 22:00
Środa 12:00 - 22:00
Czwartek 12:00 - 22:00

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Renata Romanowska Psycholog Psychoterapeuta umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij

Share on Facebook Share on Twitter Share on LinkedIn
Share on Pinterest Share on Reddit Share via Email
Share on WhatsApp Share on Instagram Share on Telegram