26/03/2026
Dziś był ciężki dzień, na szczęście dobrze się kończy.
Warsztaty antyprzemocowe. Między innymi klasa 7 szkoły podstawowej.
Rzadko kiedy spotykam się z takim chamstwem, totalnym brakiem szacunku, wywaleniem na wszystko.
Tak było dziś. Usłyszałam od młodych ludzi, że mają mnie w d@pie. Tak samo jak te warsztaty.
Kiedy zapytałam dlaczego - powiedzieli, że oni nie są zainteresowani takimi spotkaniami, bo nikt ich nie pyta jakie są ich potrzeby...
Więc stworzyłam im taką możliwość, mogli zadawać pytania na które mieliśmy poszukać odpowiedzi.
Oto kilka z nich:
Czy Pani jest wolna? Dla kolegi pytam.
Czy wieży Pani w Boga?
Na kogo Pani głosowała w wyborach?
Itp.
Ale pojawiły się też poważne zagadnienia na temat hejtu, depresji, szantażu emocjonalnego, odrzucenia.
Niestety nie było mi dane rozwinąć tematów, choć chcę wierzyć, że to co udało mi się powiedzieć trafiło do autorów pytań.
Zajecia zakończyły się, a ja jedyne co usłyszałam od nauczycielki, że pocieszyła się, że klasa zachowuje się tak nie tylko u niej, ale wszędzie.
Ale wiecie co?
Mnie nie dziwi zachowanie tych nastolatków, wszak "ryba psuje się od głowy".
A to psucie mogłam zaobserwować w pokoju nauczycielskim rano, kiedy nauczycielki nie zauważyszy mojej obecności i prześciagały się w prezentowaniu jak krzyczą i ubliżają uczniom, bo przecież z tą "chołotą" inaczej się nie da. Nie, nie zaprzestały kiedy zauważyły mają obecność.
A kiedy dostały informację od dyrekcji (tak pani dyrektor też tam była), że mam szkolenie z uczniami jedna z pań nauczycielek skwitowała ku radości pozostałych:
Szkolenie? A z czego? Przecież te matoły i tak się niczego nie nauczą i nic z nich nie będzie.
Pani nauczycielka myliła się, "matoły" nauczyły się od swoich nauczycieli wiecej niż powinny, tylko pytanie, czy tego chciały ich nauczyć nauczycielki?