11/04/2026
Mam intencję poprowadzenia najbliższego MINDFULNESS⎰z⎱Serca Ciszy 🐋 8 tyg Proces Ucieleśniania Obecności - poniedziałki prosto & mocno.
Obecność jest jak morze 🌊 nieprzewidywalne, nie dające się ujarzmić, nieskończenie cierpliwe i bezemocjonalne.
A tak serio, to nie wiem już zupełnie jak reklamować te moje kursy.
Być może i ten się nie odbędzie, bo mam na razie jedną chętną osobę, a nie zamierzam używać chwytliwego, chociaż zazwyczaj kłamliwego, sloganu : "ostatnie miejsca!" , żeby kogoś mobilizować. Nie lubię namawiać. Na kursach u mnie są zawsze osoby, które wiedzą, że chcą tu być. Bez namawiania. Wiem, że to luksus, i być może, już niedługo, niedostępny. Zobaczymy.
Zdecydowałam też, że zamiast pisania o kursie, jego formie i korzyściach (bo już nie mam siły pisać w kółko tego samego - tym bardziej, że samo uczestniczenie w kursie jest wartością, a nie pisanie o nim), napiszę o tym w jakim jestem miejscu i o zawodzenie nauczycielki mindfulness, który możliwe, że tracę i przyznam, że bardzo mnie to stresuje, i zwyczajnie boję się tego, co będzie dalej ...
Może też więcej ludzi tutaj jest w takim miejscu. Jeśli tak, to szczerze współodczuwam i widzę Cię.
To ciekawe, że gdy byłam znacznie mniej doświadczona, kilka lat po otrzymaniu dyplomu nauczyciela MBSR w 2011 roku, co oznacza, że, mimo lat praktyki zen, nie było możliwości, żebym nie pracowała ze swojego magulcowego ego - czyli nieświadomie i niewinnie, miałam bardzo dużą popularność. Na kursach były tłumy, a ja ledwie wyrabiałam na zakrętach, bo w tym czasie też umarły dwie bliskie mojemu sercu istoty, oraz doświadczyłam największych rozczarowań, zdrad i porzuceń w relacjach romantycznych. Taki czas, który ledwie przetrwałam ...
To było już bardzo dawno temu, jeszcze grubo przed tzw. pandemią. Potem doszłam do wniosku, że to ze mną musi być coś nie tak, więc rzuciłam się w wir pracy psychoterapeutycznej, próbując się naprawić i przekształcić tą "wadliwą osobę", rożnymi, trafionymi i nie, sposobami.
Po tym czasie, gdy już wystarczająco się poturbowałam, zaczęło do mnie dochodzić, że nie znajdę ratunku ani w duchowości, ani w psychoterapii, ani pewnie nigdzie. Że te dyscypliny mogą mnie wesprzeć, ale że zapominam tutaj o jakimś podstawowym elemencie - o zaufaniu sobie - temu co mnie zawsze prowadziło, wyciągało z największych tarapatów, często ratowały życie i zawsze było niezawodne.
Wraz z pandemią, powoli (bo nie od razu), zaczęło mnie zatrzymywać ... Oooooo, jakże takie wyhamowywanie nie jest komfortowe! W kolejnych latach przyszła menopauza, fala odkorkowanych emocji, szlifowanie i polerowanie tej ludzkiej powłoki, usuwanie kolejnych warstw opakowań, a często też ludzi, którzy przypływali i odpływali na przeróżne sposoby, bardziej lub mniej tajemniczo, z przytupem lub po cichutku. Jedna i druga forma, przyznam, mocno bolesna dla magowych części, znających aż za dobrze, destrukcyjny efekt odrzucenia ...
Wtedy to też, zaczęłam się orientować, że w świecie polskiego "mindfulness" porobiło się dużo różnych stowarzyszeń i ugrupowań, które ze sobą rywalizują, szkolą lub, w swoich kręgach, się wspierają, i że ja jestem całkowicie poza nawiasem tego wszystkiego. Podejrzewam, że to dodatkowo zaczęło pogłębiać mój brak klientów. Przyszły myśli, że może powinnam się cofnąć i spróbować, posprawdzać, i wybrać którąś grupę. To jednak zostało w strefie fantazji, bo to moje prowadzenie, które kiedyś ignorowałam, a teraz już po prostu nie da się mu nie ulec, jak bezlitosna morska fala, odwodziła mnie od tych pomysłów za każdym razem, zostawiając na bezludnej, magowo-głupcowo-maindfulnessowej wyspie pod tytułem "nie wiem".
I tak sobie na niej stoję do tej pory 🏝️
Teraz nadal używam starych form reklamowania się, bo nie umiem inaczej. Jest to dzielenie się (bez śladu AI - próbowałam, nie mając żadnych uprzedzeń, ale ta relacja szybko okazała się niedopasowana i nietrwała) tym z czym jestem, najuczciwiej i najotwarciej jak potrafię. Moje posty są już prawie zupełnie niewidoczne w sieci. To już trwa tak długo, że raczej nie mam złudzeń, że także i ten gdzieś utonie w tym wielkim hałasie.
Piszę to jednak, jak zresztą pewnie za każdym razem, dla siebie, bo to lubię, bo jest to moją formą kontaktu z ludźmi, ekspresji, poczuciem połączenia i jakąś relacją z Wami tutaj.
Jestem artystką, a artysta tworzy. Nie dla zysku i poklasków, ale dlatego, że tak ma, że coś go do tego popycha i zwyczajnie nie może inaczej.
Zawsze to robiłam, robię i będę robić. No chyba, że porwie nie depresja, czego nie wykluczam, to wtedy pewnie zniknę i stracę sens istnienia. Mam jednak wielką nadzieję, że tak się nie stanie, bo wiem, że mam w sobie zasoby i życiowe doświadczenie, które może wesprzeć i pomóc wielu istnieniom.
Na koniec (chociaż to pewnie najważniejszy punkt tego długiego wywodu) chciałabym gorąco podziękować moim Przyjaciołom, którzy są blisko i przy których czasem zdarza mi się popłakać i być bezbronną. Jaki to luksus 🙇🏽♀️
Jakże łatwo w tym brutalny świecie zapomnieć o tym najważniejszym fakcie, że miłość jest i nawet jeśli stracimy wszystko inne, wszystkie dobra materialne, pokój, a może nawet i całą planetę, to miłość zostanie.
Prowadzę kursy po to, żeby chociaż na moment, tego doświadczenia, które jest smakiem miłości, dotknąć. Bo to wystarczy. Potem już nic nie jest takie jakie było, chociaż w jakimś sensie, nic się nie zmienia ...
Zapraszam na kurs, i na sesje 🧘🏽♀️
Maga