A ciało wiedziało - psychoterapia

A ciało wiedziało - psychoterapia "Celem (...) terapii jest pomóc ludziom rozwinąć (...) umiejętność dawania i otrzymywania miłości"
A. Lowen Obecnie szkole się w nurcie psychoanalitycznym.

Nazywam się Olga Sieczka, jestem psychologiem (ukończyłam SWPS) i psychoterapeutką w nurcie psychodynamicznym oraz w Analizie Bioenergetycznej, zwanej metodą Lowena. W swojej pracy terapeutycznej pragnę towarzyszyć pacjentom w ich drodze - drodze do siebie samych, do własnego, prawdziwego Ja; drodze, która często jest niełatwa, bo związana z koniecznością spojrzenia na stare zranienia, z konieczno

ścią przeżycia ponownie trudnych emocji i stanów, od których pacjent często bardzo długo uciekał, próbował się odcinać. Psychoterapię widzę właśnie jako drogę - często niełatwą - która pomaga w dotarciu do przyczyny problemu. I dzięki obecności psychoterapeuty Pacjent nie jest w tej drodze sam. Pracuję w podejściu psychodynamicznym, psychoanalitycznym oraz lowenowskim z pacjentami indywidualnymi w gabinecie w Warszawie. W nurcie psychodynamicznym szkoliłam się w Instytucie Studiów Psychoanalityznych im. Hanny Segal. W psychoanalitycznym szkolę się w Psychoanalitycznej Szkole Psychoterapii PTPP w Warszawie. Jestem członkiem nadzwyczajnym Polskiego Towarzystwa Psychoterapii Psychoanalitycznej. W nurcie lowenowskiej pracy z ciałem prowadzę także grupy i warsztaty - jestem psychoterapeutką w trakcie certyfikacji w Analizie bioenergetycznej (ukończyłam 4-letnie szkolenie w AB certyfikowane przez FSBA) oraz certyfikowaną facylitatorką w tej metodzie. Ukończyłam też 2-letnie Szkolenie z Psychoterapii Osób z Problemem Uzależnienia oraz szkolenie z Psychoterapeutycznej opieki okołoporodowej i pracy z diadą matka - dziecko. Pracuję z osobami dorosłymi. Swoją pracę poddaję regularnej cotygodniowej superwizji. Odbyłam staż kliniczny na Oddziale dziennym Instytutu Psychiatrii i Neurologii, gdzie pracowałam głównie z chorymi dotkniętymi schizofrenią i depresją.

"Rodzina, przyjaciele i partnerzy osób uzależnionych mogą czasem zadecydować tylko w jednej sprawie: być z osobą uzależn...
30/04/2026

"Rodzina, przyjaciele i partnerzy osób uzależnionych mogą czasem zadecydować tylko w jednej sprawie: być z osobą uzależnioną taką, jaka jest, czy z nią nie być. Nikt nie ma obowiązku wytrzymywania nieszczerości, niepewności i wycofania emocjonalnego, czyli sposobu bycia osoby uzależnionej. Bezwarunkowa akceptacja drugiej osoby nie oznacza pozostania z nią w każdych warunkach, niezależnie od ceny, jaką przyjdzie nam zapłacić. Ten obowiązek spoczywa tylko na rodzicach wobec niedorosłego dziecka. W relacjach między dorosłymi akceptacja może po prostu oznaczać dostrzeżenie, że druga osoba jest taka, jaka jest, nie osądzanie jej i nie zatruwanie własnej duszy żalem, że nie jest inna. Akceptacja nie oznacza, że jak święci będziemy ponosić ofiary i tolerować nieustanne łamanie obietnic, krzywdzące wybuchy gniewu czy złości. Czasami ktoś decyduje się zostać z osobą uzależnioną w obawie przed poczuciem winy, że ją opuścił. Usłyszałem kiedyś od terapeuty: "Jeżeli masz wybrać między poczuciem winy, a żalem, zawsze wybierz poczucie winy". To mądrość, którą wiele razy przekazałem dalej. Jeżeli odnowa wzięcia odpowiedzialności za działania drugiej osoby wywołuje w tobie poczucie winy, a branie tej odpowiedzialności powoduje, że czujesz do niej żal, wybierz winę. Żal to samobójstwo dla duszy."

Gabor Maté"Bliskie spotkania z uzależnieniem. W świecie głodnych duchów"

Zdjęcie: Pixabay

"W życiu z osobą uzależnioną często doświadcza się bólu emocjonalnego, frustracji i złości. Rodzina, przyjaciele i partn...
30/04/2026

"W życiu z osobą uzależnioną często doświadcza się bólu emocjonalnego, frustracji i złości. Rodzina, przyjaciele i partnerzy mogą czuć, że mają do czynienia z kimś o podwójnej osobowości, z których jedna jest zdrowa i kochana, a druga przebiegła i nieczuła. Wciąż mają nadzieję, że ta pierwsza jest prawdziwa, a ta druga niedługo zniknie. Jednak tak naprawdę ta druga jest cieniem pierwszej i - podobnie jak rzucany na ziemię cień jakiegokolwiek obiektu - zniknie dopiero wtedy, gdy światło padnie z innej strony.
Chociaż to naturalne, że bliscy osoby uzależnionej chcieliby ją zmienić, nie jest to możliwe. Silny opór wobec jakiegokolwiek przymusu zawsze stanie na przeszkodzie nawet najszczerszym wysiłkom, żeby zmienić drugą osobę. Jest wiele innych czynników, wśród nich silnie ukształtowane szlaki emocjonalne i fizjologia umysłu, od których uzależnienie się zaczyna. Osoba uzależniona zareaguje na próbę wyrwania jej z nałogu, tak jak kochanek zareagowałby na próbę oddzielenia go od kochanki - wrogością. Wszelkie próby zawstydzenia również wywołają złość. Dopóki osoba uzależniona nie postanowi odzyskać kontroli, nikt nie będzie w stanie zmusić jej, żeby to zrobiła. "Nie ma żadnych metod, by zmotywować ludzi, albo sprawić, żeby stali się niezależni", napisał psycholog Edward Deci. "Motywacja musi przyjść z wewnątrz, nie z metody. Jest wynikiem decyzji, że są gotowi wziąć odpowiedzialność za siebie"".

Gabor Maté "Bliskie spotkania z uzależnieniem. W świecie głodnych duchów".

Zdjęcie: Pixabay

"Substancja obojętna na zniszczenia nie musi być silna"Serial "Kości"Zdjęcie: Pixabay
26/04/2026

"Substancja obojętna na zniszczenia nie musi być silna"

Serial "Kości"

Zdjęcie: Pixabay

"Zaprzeczenie uczuciom, charakterystyczne dla wszystkich jednostek narcystycznych, najbardziej przejawia się w ich zacho...
25/04/2026

"Zaprzeczenie uczuciom, charakterystyczne dla wszystkich jednostek narcystycznych, najbardziej przejawia się w ich zachowaniach wobec innych. Mogą być bezlitośni, sadystyczni, wykorzystywać innych czy wpływać na nich destrukcyjnie, ponieważ są niewrażliwi na cierpienie czy uczucia innych. Ta niewrażliwość bierze się z niewrażliwości na własne uczucia. Empatia, zdolność do wyczuwania nastrojów czy uczuć u innych, to funkcja oddźwięku. Możemy czuć czyjś smutek, ponieważ on nas zasmuca; możemy brać udział w czyimś odczuwaniu radości, gdyż ona wywołuje w nas pozytywne odczucia. Jeśli jednak nie potrafimy odczuwać smutku czy radości, nie potrafimy też reagować na nie u innych osób. Możemy nawet wątpić w to, że one przeżywają takie uczucia. Kiedy zaprzeczamy swoim uczuciom, zaprzeczamy również temu, że inni je mają".

Aleksander Lowen "Narcyzm. Zaprzeczenie prawdziwemu "ja""

Zdjęcia: Pixabay

"(...) Wszyscy pacjenci pragną, by ktoś ich zrozumiał. W dzieciństwie nie rozumieli ich rodzice - nie patrzono na nich j...
25/04/2026

"(...) Wszyscy pacjenci pragną, by ktoś ich zrozumiał. W dzieciństwie nie rozumieli ich rodzice - nie patrzono na nich jak na osoby, które mają swoje uczucia, ani nie szanowano ich jako ludzi. Pacjentom narcystycznym można pomóc wtedy, gdy ujrzy się ich ból, poczuje się ich lęk i pozna intensywność, z jaką we własnym ciele walczą o zachowanie zdrowia psychicznego (...)"

Aleksander Lowen "Narcyzm. Zaprzeczenie prawdziwemu "ja""

Zdjęcie znaleziono w internecie. Autor poszukiwany.

"(...) Wszyscy pacjenci pragną, by ktoś ich zrozumiał. W dzieciństwie nie rozumieli ich rodzice - nie patrzono na nich j...
25/04/2026

"(...) Wszyscy pacjenci pragną, by ktoś ich zrozumiał. W dzieciństwie nie rozumieli ich rodzice - nie patrzono na nich jak na osoby, które mają swoje uczucia, ani nie szanowano ich jako ludzi. Pacjentom narcystycznym można pomóc wtedy, gdy ujrzy się ich ból, poczuje się ich lęk i pozna intensywność, z jaką we własnym ciele walczą o zachowanie zdrowia psychicznego (...)"

Aleksander Lowen "Narcyzm. Zaprzeczenie prawdziwemu "ja""

Zdjęcie znaleziono w internecie. Autor poszukiwany.

"Jestem przekonany, że życie w ciele niezdolnym do odczuwania jest najbardziej samotnym wariantem samotności".James Lync...
11/04/2026

"Jestem przekonany, że życie w ciele niezdolnym do odczuwania jest najbardziej samotnym wariantem samotności".

James Lynch
Za: Joyce McDougall

Zdjęcie: Pixabay

04/04/2026
23/02/2026

💎 odc. 3️⃣ Tożsamość psychoterapeuty…

Wyobraź sobie psychoterapeutę jak przewodnika górskiego. Nie jest to ktoś, kto niesie wspinacza, turystę na szczyt ani zna wszystkie ścieżki. Jest obecny na szlaku, uważnie obserwuje teren i zmieniające się warunki, zna swoje siły i słabości, zna topografię terenu, potrafi czytać mapy i potrafi zatrzymać się, kiedy droga staje się zbyt trudna. Skręcić. Zawrócić. Albo zostać w jednym miejscu tak długo, jak jest to konieczne.

Przewodnik ten towarzyszy w wędrówce po wewnętrznym krajobrazie, po obszarach świadomych i nieświadomych. Turysta czy wspinacz nie zawsze rozumie, dlaczego czuje to, co czuje, dlaczego robi to, co robi albo dlaczego powtarza pewne wzorce. Dlaczego wybiera niebezpieczne ścieżki albo wybiera drogę pełną ryzyka. Albo wciąż gubi się w tym samym miejscu, wciąż nieodpowiednio przygotowuje się do wyjścia w teren.

Psychoanaliza zakłada istnienie nieświadomości, przestrzeni, w której zapisane są doświadczenia, pragnienia i konflikty, które nie zawsze są dostępne bezpośrednio dla świadomości. Przewodnik nie wyciąga tych treści na siłę, ale pomaga je zauważyć, nazwać i zrozumieć, gdy pojawiają się na powierzchni, trochę jak kamienie pod nogami, które nagle stają się widoczne w świetle.

Czasem milczy, pozwalając znaleźć rytm oddechu w stromym podejściu. To milczenie ma znaczenie: daje przestrzeń do projekcji i refleksji. W terapii mówi się o zjawisku przeniesienia, kiedy osoba w terapii zaczyna nieświadomie przenosić na terapeutę uczucia i oczekiwania związane z ważnymi postaciami z przeszłości. Przewodnik nie obraża się, nie reaguje automatycznie, obserwuje ten proces, który wiele może powiedzieć o wewnętrznym świecie wspinacza. Z kolei przeciwprzeniesienie, reakcje emocjonalne terapeuty, również staje się informacją, którą można rozumieć.

Przewodnik pokazuje czasem niewielki most, może nawet skrót, małą asekurację, ale nie podaje gotowej drogi na szczyt. Psychoterapia nie podaje prostych rozwiązań, pomaga w rozumieniu znaczeń. Symptom, lęk, nawracająca myśl, trudność w relacjach, może być pacjenta jak znak na szlaku.

Idziemy dalej, przewodnik zna mgłę, kamienie, deszcz, czyta pogodę, patrzy na niebo. Te zmienne warunki są jak metafora stanów psychicznych: okresów stabilności i kryzysu, momentów regresji i rozwoju. Przewodnik wie, że regresja nie zawsze oznacza porażkę, czasem jest potrzebna, by odnaleźć zasoby i bezpieczeństwo, podobnie jak w koncepcji „wystarczająco dobrej opieki” opisanej przez Winnicotta. W takich chwilach nie chodzi o pęd do przodu, lecz o stworzenie przestrzeni, w której można poczuć się bezpiecznie i stopniowo rozwijać zdolność do radzenia sobie z trudnościami.

Przewodnik zna własne ograniczenia i momenty, kiedy musi się cofnąć. Terapeuta nie jest wszechwiedzący, nie interpretuje wszystkiego, nie zna ostatecznych odpowiedzi. Jest to relacja współpracy i odkrywania, w której odpowiedzialność za zmianę należy do osoby w terapii. Przewodnik może wskazać kierunki, nie może iść za wspinacza. Nie wejdzie w jego buty.

I wie, że każdy wspinacz ma własny rytm, tempo, potrzeby. To echo idei indywidualności doświadczenia psychicznego.

Nie wszyscy chcą wejść na szczyt. Dla niektórych tym szczytem jest droga, jak w filozofii tao: nie cel ważny, lecz droga. Czasem celem nie jest osiągnięcie doskonałości czy „naprawa” człowieka, lecz lepsze rozumienie siebie, możliwość życia w bardziej autentyczny sposób. Lepsza nawigacja swojej drogi. Psychoterapia nie obiecuje szczęścia, oferuje jednak przestrzeń do refleksji i poznania, które mogą prowadzić do większej wolności i swobody wewnętrznej.

W tej metaforze tożsamość psychoterapeuty to przewodnik, który nie wyręcza, nie spieszy, idzie obok, czasem z przodu, czasem z tyłu, pewnie i czujnie, żeby towarzyszyć w trudnych momentach, gdy droga staje się stroma i niepewna. To relacja, w której znaczenie ma obecność. Praca terapeutyczna, podobnie jak wędrówka, jest procesem. Każdorazowo inną, bardzo zróżnicowaną drogą. Przewodnik zostawia czasem turystę samego, pozwala mu iść gdzie chce. Spotyka się z nim potem w innym miejscu, bo rozwój nie zawsze jest liniowy, a spotkania i doświadczenia kształtują nas po drodze.

Przewodnik górski wędrował już z wieloma osobami. Potrafi się dobrze ubrać. Czuwa, a gdy trzeba reaguje. Zna zasady bezpieczeństwa, których respektuje.

Psychoterapia dodaje do tego jeszcze jedną warstwę: uważność na to, co niewidoczne na pierwszy rzut oka, na wewnętrzne krajobrazy, które kształtują nasze decyzje, relacje i sposób bycia w świecie. To właśnie tam, w dialogu i refleksji, może dokonywać się zmiana.

23/02/2026

💎 odc. 2️⃣ Tożsamość psychoterapeuty… bo wszystko brzmi spokojnie i dojrzale, ale w środku jest w tym ogromny koszt…

Bo zgoda na ograniczenia boli, oznacza rezygnację z fantazji, że można kogoś uratować. Odporność na bycie niewystarczającym rani, trzeba wytrzymać cudze rozczarowanie bez obrony i bez odwetu. Uważność na władzę wymaga ciągłego pilnowania siebie, swojego ego, swojej potrzeby bycia „tym, który wie”.

Milczenie czasem drapie w gardle. Bycie poruszonym otwiera własne rany. Brak potrzeby ratowania oznacza zgodę, że ktoś może wybrać drogę, której się nie rozumie albo z którą się nie zgadza… Zawsze jednak można dać pacjentowi, drugiej osobie swoją najlepszą obecność.

👣 Krok po kroku… O tożsamości psychoterapeuty…

1. Zgoda na własne ograniczenia – terapeuta czuje, gdzie może zatrzymywać się jego wpływ i nie próbuje tego maskować.
2. Odporność na bycie niewystarczającym - ma gotowość, by znosić różne swoje stany i stany pacjenta.
3. Uważność na władzę – pamięta, że jego pozycja w relacji z pacjentem ma znaczenie i łatwo ją nadużyć, nawet niechcący.
4. Ciekawość bez ciekawstwa – interesuje się drugim człowiekiem, ostrożnie zagląda tam, gdzie pacjent nie może lub nie chce zapraszać.
5. Umiejętność milczenia – nie z lęku ani pustki, tylko z szacunku do procesu i tempa pacjenta. Chce się zastanawiać z pacjentem.
6. Zdolność do bycia poruszonym – nie jest „przezroczysty”; pozwala, by coś go dotknęło, ale nie zalewa tym pacjenta. Nie reaguje na wszystko, nie ugłaśnia każdej myśli.
7. Odpowiedzialność za swoje reakcje – nie zasłania się teorią, tylko je rozpoznaje, bierze na siebie.
8. Brak potrzeby ratowania – pomaga nie dlatego, że musi być potrzebny, ale dlatego, że potrafi być obecny. Wie, że nie uratuje, ale że możne dać takie warunki, by pacjent mógł ratować się sam korzystając z własnych możliwości.
9. Gotowość do ciągłego uczenia się – także z błędów, także od pacjentów, także z własnych kryzysów.
10. Szacunek dla niejednoznaczności – nie wszystko musi się domknąć, nazwać i zrozumieć do końca, żeby miało sens.

Cdn…
Zapraszam Was to wspólnego współtworzenia i pomyślenia… ♥️

~ Justyna Rutkowska

psychoterapeuty

23/02/2026

💎 odc. 1️⃣ Tożsamość psychoterapeuty – szczególnie psychoanalitycznego – to nie jest klasyczny zbiór technik ani „rola zawodowa”, którą się zakłada jak fartuch. To raczej sposób bycia z drugim człowiekiem, który dojrzewa w nas latami podczas długich i wymagających szkoleń.

Myślę, że to ktoś, kto zna swoje ciemne kąty i nie musi ich udowadniać ani przed sobą, ani przed pacjentem. Kto wie, że nie „leczy” życia, nie naprawia ludzi i nie ma dostępu do prawdy o nich. Jest raczej świadkiem, towarzyszem, obecnością z własna wrażliwością, ograniczeniami, możliwościami, także pomyłkami.

W psychoanalizie tożsamość terapeuty mocno opiera się na zdolności do wytrzymywania niewiedzy. Także uznania nieświadomości pacjenta i swojej. Także wielu uczuć i stanów, które są często na początku trudne do rozpoznania i wytrzymania. Do siedzenia po prostu z czyimś chaosem, lękiem, złością, bez pośpiechu, bez rad, bez „dobrych odpowiedzi”.
Także ze swoim chaosem, emocjami, doświadczeniami… To wymaga pokory i zgody na to, że zmiana (jeśli jest możliwa) bywa powolna, niepełna, czasem bolesna – i że terapia nie czyni nikogo szczęśliwym, wolnym od cierpienia raz na zawsze.

Dojrzały terapeuta nie idealizuje terapii ani siebie. Wie, że to jest relacja ludzka, z całym jej ryzykiem: przywiązaniem, miłością, rozczarowaniem, impasem. I że sens tej pracy nie polega na byciu mądrym, tylko na byciu wystarczająco obecnym, uczciwym i zdolnym do refleksji – także nad sobą. Kimś, kto najpierw czuje, potem słyszy, myśli, dopiero potem wie.

🩵 Krótko mówiąc: tożsamość psychoterapeuty to zgoda, umowa z sobą, na bycie niedoskonałym człowiekiem, który bierze odpowiedzialność za przestrzeń, w której drugi może spróbować być bardziej sobą i przy sobie. Który czerpie z siebie, z relacji z pacjentem i wspólnego pola. Bez obietnic cudów. Bez zapewnień. Bez iluzji. Ale z uważnością i szacunkiem do siebie i innych. Z czułością taką, do jakiej ma dostęp.

- Justyna Rutkowska

14/02/2026

Freud, inspirując się Arthurem Schopenhauerem, opisał ludzką bliskość poprzez metaforę „dylematu jeża”. Jeże w zimnie muszą się do siebie przytulić, żeby przetrwać. Ale im bliżej są, tym bardziej ranią się kolcami. Zbyt duży dystans oznacza chłód. Zbyt mały to ból. Cała sztuka polega na znalezieniu takiej odległości, która daje ciepło, nie rozrywając skóry.

To trafny obraz miłości. Bliskość jest konieczna, ale nigdy nie jest wolna od napięcia. Pytanie nie brzmi, czy się zranimy, lecz czy potrafimy to wytrzymać i regulować dystans. Głęboka więź nie jest stanem równowagi raz na zawsze osiągniętym. Jest ciągłym dostrajaniem.
Co więcej, w relacji nigdy nie pojawiamy się jako „czyści”. Wnosimy całe swoje dzieciństwo. Reakcje na milczenie, krytykę, oddalenie czy brak uwagi mają historię, często starszą niż sam związek. To, co dziś wydaje się wyłącznie winą partnera, bywa echem dawnych doświadczeń. Dlatego konflikty są tak intensywne. Dotykają nie tylko teraźniejszości, lecz także tego, co dawno zapisane.

Freud dostrzegł również inny, mniej romantyczny paradoks: trudność w długotrwałym połączeniu miłości i pożądania wobec tej samej osoby. tej formule zawiera się napięcie między bezpieczeństwem a erotyzmem.

Stephen Mitchell, w książce wydanej pośmiertnie w Walentynki 2002 roku, oraz Esther Perel w „Mating in Captivity” rozwijali tę intuicję. Miłość potrzebuje stabilności, przewidywalności, codziennej obecności. Eros rozwija się w przestrzeni nowości, niepewności i tajemnicy. To, co daje poczucie domu, nie zawsze rozpala ogień. To napięcie nie jest patologią. Jest strukturalne.
Na to nakłada się zwykłe życie.

William Doherty z Uniwersytetu Minnesoty ujął to prosto: największym zagrożeniem dla dobrego małżeństwa jest codzienność. Nie dramatyczne zdrady, lecz pranie, kredyty, brak snu, obowiązki. Łatwo wtedy pomylić naturalne osłabienie intensywności z dowodem głębokiego niedopasowania.
Badania Johna Gottmana pokazują, że po narodzinach dziecka około 67% par doświadcza wyraźnego spadku satysfakcji ze związku. To nie musi oznaczać zaniku miłości. Często oznacza przesunięcie energii. Rodzice zakochują się w nowym życiu, a relacja partnerska schodzi na dalszy plan. Można powiedzieć, że na pewien czas „odkochują się” w sobie, intensywnie kochając dziecko.

Freud przeczuwał to już w 1883 roku. W liście do swojej narzeczonej Marthy Bernays pisał o przyszłych „niebezpiecznych rywalach” - domu i dzieciach. Wiedział, że miłość romantyczna nie istnieje w próżni. Musi dzielić przestrzeń z obowiązkami i zmęczeniem.

Miłość więc nie tyle znika, ile zmienia warunki. Wymaga świadomego wysiłku, by nie rozpuściła się w organizacji życia. Wymaga ochrony przestrzeni, w której partnerzy pozostają dla siebie kimś więcej niż rodzicami czy współlokatorami.

W tym miejscu wracamy do głębszego wymiaru dojrzałości. Melanie Klein pisała, że kochać to widzieć drugą osobę jako całość - dobrą i niedoskonałą jednocześnie. Bez idealizacji i bez redukowania jej do chwilowych rozczarowań. To wymaga rezygnacji z fantazji o doskonałym obiekcie.
Donald Winnicott dodawał, że w zdrowej relacji trzeba umieć „przetrwać” siebie nawzajem. Wytrzymać czyjąś złość, wycofanie czy rozczarowanie bez natychmiastowego odwetu albo ucieczki. Miłość nie polega na braku napięcia, lecz na zdolności powrotu po nim.

Dojrzała miłość zaczyna się od uznania, że mam swoje kolce i że druga osoba też je ma. Że reaguję nie tylko na to, co dzieje się dziś, lecz także na to, co kiedyś mnie ukształtowało. To "więcej”, którego często szukamy, nie musi oznaczać zmiany partnera ani zmiany życia. Może oznaczać większą czujność wobec tego, co w nas się uruchamia - wobec dawnych lęków, starych obron, automatycznych interpretacji.

Miłość nie jest utopią ani stanem permanentnej intensywności. Jest procesem regulowania dystansu, odzyskiwania bliskości po przeciążeniu i świadomego chronienia przestrzeni dla pożądania wśród codzienności. To inwestowanie w relację nie z powodu tego, że jest idealna, lecz dlatego, że jest realna. Zdaje się że dojrzała miłość nie unika bólu, lecz wytrzymuje bliskość.

Obraz: Jessica Ross Jackson

Adres

Zamoyskiego 49
Warsaw
03-801

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 12:00 - 17:00
Wtorek 15:00 - 20:00
Środa 08:00 - 15:00
Czwartek 08:00 - 15:00

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy A ciało wiedziało - psychoterapia umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do A ciało wiedziało - psychoterapia:

Udostępnij