19/01/2026
Prawda czy nie? 😉
𝗠𝗢𝗥𝗦𝗢𝗪𝗔𝗡𝗜𝗘 𝗦𝗭𝗞𝗢𝗗𝗭𝗜 𝗞𝗢𝗕𝗜𝗘𝗧𝗢𝗠
KIlka lat temu pisałam o morsowaniu. Sporo moich znajomych to robi i nie przyjmują do wiadomości faktu, że morsowanie nie jest dla kobiet. Zawsze spotykam się z wielkim oporem, gdy o tym mówię, bo morsowanie dzisiaj, to jak egzamin kwalifikujący do bycia członkiem jakiejś społeczności.
Internet pęka w szwach od filmów, w których widzimy mężczyzn wskakujących do wody z lodem, wyglądają oni wtedy na silnych, potężnych, prawdziwych wojowników. To jest atrakcyjne wizualnie, buduje pewien obraz siły i wytrzymałości, który przyciąga uwagę. W dzisiejszym świecie, gdzie granice między płciami się zacierają, wiele kobiet też chce być postrzeganych jako takie wojowniczki, dorównać mężczyznom w ich ekstremalnych wyczynach. Chcemy czuć się silne, niezależne i zdolne do pokonywania wyzwań.
Ale tutaj musimy pamiętać o jednej ważnej rzeczy. To, co działa na zewnątrz i wygląda "cool" na filmiku, nie zawsze jest zgodne z tym, co dzieje się w naszym ciele, w naszej biochemicznej fabryce. Mężczyźni mają inną konstrukcję i ich system hormonalny jest bardziej odporny na takie wstrząsy. Ich biologia jest zaprogramowana na siłę i walkę, więc takie ekstremalne wyzwania mogą im służyć.
Nasze kobiece ciało jest inne, bardziej delikatne, stworzone do ochrony i budowania. Kiedy próbujemy naśladować męskie zachowania i fundujemy sobie szok termiczny, to tak jakbyśmy próbowały dopasować okrągły kołek do kwadratowej dziury. Przez chwilę możemy poczuć tę adrenalinę i poczuć się jak wojowniczki, ale pod spodem nasze hormony, takie jak progesteron, zaczynają wariować. Organizm wchodzi w tryb alarmowy, a to na dłuższą metę wyczerpuje nas, zamiast wzmacniać.
Bycie silną kobietą to nie naśladowanie męskich wyczynów, ale dbanie o swoje unikalne potrzeby i słuchanie własnego ciała. Prawdziwa kobieca siła to równowaga, spokój i harmonia, a nie ciągła walka o przetrwanie.
Kiedy wchodzisz do lodowatej wody, Twoje ciało przeżywa prawdziwe trzęsienie ziemi, bo w jednej sekundzie musi uruchomić wszystkie systemy obronne. Najważniejszy jest tu kortyzol, czyli główny hormon stresu. To on jest sygnałem dla organizmu, że dzieje się coś ekstremalnego i trzeba natychmiast walczyć o przetrwanie.
Oprócz niego do krwi trafia potężna dawka noradrenaliny i adrenaliny. To one sprawiają, że serce bije jak szalone, oddech przyspiesza, a naczynia krwionośne się kurczą, żeby krew mogła chronić najważniejsze narządy wewnętrzne.
Dlaczego dla nas, kobiet w kwiecie wieku i przed menopauzą czyli w okresie kiedy mamy rodzić dzieci, ten koktajl hormonów bywa ryzykowny? I nie ważne czy chcą rodzić, czy nie. Ciało kobiety ma swój cykl biologiczny trwający kilkadziesiąt lat i jego rolą jest wydanie potomstwa.
- 𝗧𝗥𝗬𝗕 𝗔𝗟𝗔𝗥𝗠𝗢𝗪𝗬: Wysoki poziom kortyzolu mówi Twojemu mózgowi, że jesteś w niebezpieczeństwie. Dla organizmu, który jest biochemicznie zaprogramowany do ochrony potencjalnego życia, taki sygnał to znak, że warunki do funkcjonowania są skrajnie trudne.
- 𝗕𝗟𝗢𝗞𝗔𝗗𝗔 𝗛𝗢𝗥𝗠𝗢𝗡𝗢́𝗪 𝗣Ł𝗖𝗜𝗢𝗪𝗬𝗖𝗛: Kiedy kortyzol rządzi w Twoich żyłach, ciało uznaje, że cykl miesięczny czy produkcja hormonów takich jak progesteron to luksus, na który nie może sobie teraz pozwolić. Cała energia idzie na ogrzanie wnętrza, a nie na dbanie o Twoją kobiecą równowagę.
- 𝗦𝗧𝗥𝗘𝗦 𝗕𝗜𝗢𝗖𝗛𝗘𝗠𝗜𝗖𝗭𝗡𝗬: U mężczyzn ten wyrzut hormonów nie koliduje z tak skomplikowanym cyklem miesięcznym, więc ich biologia szybciej wraca do normy. U nas takie "atrakcje" mogą rozregulować delikatną oś hormonalną na długie tygodnie.
Podobnie działają głodówki. Brak jedzenia to dla kobiecej biochemii kolejny dowód na to, że trwa walka o życie, co tylko podbija poziom kortyzolu i pogłębia stan zagrożenia wewnątrz organizmu.
W naszym kobiecym świecie wszystko kręci się wokół równowagi między hormonami, a te ekstremalne pomysły jak zimna woda czy brak jedzenia wywracają tę układankę do góry nogami. Progesteron to taki nasz wewnętrzny opiekun, który uwielbia spokój, ciepło i poczucie bezpieczeństwa. Kiedy on jest na właściwym poziomie, czujemy się spokojne, mamy ładną cerę i dobrze śpimy.
To on przygotowuje nasz organizm na ewentualne przyjęcie nowego życia i dba o to, żeby w naszym „biochemicznym domu” było przytulnie.
Gdy nagle fundujemy sobie lodowatą kąpiel albo głodówkę, organizm wpada w panikę i progesteron natychmiast ucieka. Dzieje się tak, bo nasze ciało musi wyprodukować wspomniany wcześniej kortyzol, a robi go z tych samych półproduktów, co progesteron. W sytuacjach zagrożenia mózg zawsze wybiera hormon stresu zamiast hormonu spokoju. Efekt jest taki, że zostajemy z rozchwianym nastrojem i ciałem, które czuje się, jakby uciekało przed niedźwiedziem w środku zimy.
Z testosteronem sprawa wygląda jeszcze inaczej. My też go mamy, ale w znacznie mniejszych ilościach niż panowie. U mężczyzn taki zimny szok może wręcz podbić testosteron, co daje im siłę i energię do działania. U nas natomiast nadmiar stresu biochemicznego może sprawić, że proporcje między żeńskimi a męskimi hormonami zostaną zaburzone. Zamiast czuć się kwitnąco, stajemy się po prostu zmęczone i poirytowane, bo nasza biologia nie jest stworzona do tego, żeby działać na męskich zasadach rywalizacji z naturą.
To uczucie euforii po wyjściu z zimnej wody to nie jest złudzenie, bo ono faktycznie się pojawia, ale warto wiedzieć, skąd się bierze. Nasz mózg w obliczu tak ogromnego szoku, jakim jest lodowata kąpiel, zalewa nas dopaminą i endorfinami.
To jest naturalna reakcja na stan zagrożenia życia. Ciało wyrzuca te substancje, żebyśmy nie czuły bólu i miały siłę uciekać przed tym ekstremalnym zimnem.
Czujemy się wtedy jak superbohaterki, mamy mnóstwo energii i wydaje nam się, że możemy góry przenosić.
Problem polega na tym, że ten stan jest bardzo złudny i kosztowny dla naszej wewnętrznej fabryki.
To trochę tak, jakbyś wzięła bardzo wysoką pożyczkę w banku z ogromnym oprocentowaniem. Przez chwilę masz portfel pełen gotówki i czujesz, że stać Cię na wszystko, ale potem przychodzi moment, w którym trzeba to spłacić z ogromnymi odsetkami. Dla kobiecego organizmu tą spłatą jest właśnie rozregulowany progesteron i chronicznie podniesiony kortyzol, o których wspominałam wcześniej.
Wiele kobiet faktycznie ulega modzie i opowieściom o tym, jakie to jest zdrowe, bo w grupie łatwiej zignorować sygnały płynące z wnętrza. Kiedy widzisz uśmiechnięte koleżanki na zdjęciach, podświadomie chcesz czuć to samo. Jednak biochemii nie oszukasz filtrem na zdjęciu.
Ciało kobiety w okresie, w którym może rodzić dzieci, które regularnie przechodzi takie wstrząsy, w pewnym momencie powie stop. Może to być nagłe zmęczenie, problemy z cerą, zatrzymywanie wody czy kłopoty z cyklem, których na początku w ogóle nie łączymy z morsowaniem.
Mężczyźni czerpią z tego korzyści, bo ich biologia działa na innych zasadach i ich testosteron wręcz lubi takie wyzwania. Nasza kobieca natura potrzebuje ochrony i stabilizacji, a nie ciągłego trybu walki o przetrwanie.
Jeśli czujesz, że Twoje ciało wysyła Ci sygnały, których nie do końca rozumiesz, albo po prostu chcesz odzyskać swoją naturalną równowagę bez robienia sobie krzywdy modnymi trendami, odezwij się do mnie.
--
🆘 p.s.
Jeśli szukasz sprawdzonego i dobrego programu Kliknij, otwórz messenger https://m.me/SzkolaJedzeniaFanpage i wpisz "𝗖𝗛𝗖𝗘̨ 𝗗𝗢 𝗣𝗥𝗢𝗚𝗥𝗔𝗠𝗨". Odezwę się najszybciej, jak to możliwe.