Psychoterapia Siebielubna

Psychoterapia Siebielubna 🌿 Magdalena Borkowska | Psycholog, Psychoterapeutka Integracyjna, Twórca Produktów Cyfrowych Magdalena Borkowska - psycholog, psychoterapeutka integracyjna
(1)

Dziś zapraszam Cię do refleksji - jak reagujesz na materiały dodawane przez psychologów, psychoterapeutów, coachów? Czy ...
30/03/2026

Dziś zapraszam Cię do refleksji - jak reagujesz na materiały dodawane przez psychologów, psychoterapeutów, coachów? Czy to, co wybierasz służy Ci i do czego? Co Cię "zatrzymuje"?

Załączam zamiast obrazka tekst koleżanki po fachu na ten temat. Może wesprze i Twoje rozmyślania?

Moje są podobne. Również - jak widzisz - nie opisuję tutaj historii pacjentów. Osobista historia pacjenta to intymny skarb, nienaruszalny i nieużywalny, chociaż bardzo inspirujący, a pewnie dla wielu ciekawy.

Nie opowiadam w swoich social mediach historii z gabinetu. Nie publikuję anegdot z sesji, nie wyciągam dialogów, nie pokazuję „jak to wygląda od środka”. Nie dlatego, że nie miałabym czym zaciekawić ludzi. Właśnie dlatego, że mogłabym.

Gabinet jest miejscem, którego nie da się podejrzeć. Nie da się tam zajrzeć z ciekawości, nie da się podejrzeć kulis, nie da się zobaczyć „jak pracuje terapeuta”, jeśli nie jest się osobą, która naprawdę po to przychodzi. I właśnie to działa jak magnes. Tajemnica sprzedaje się świetnie. To, co niedostępne, budzi ciekawość. To, co uchylone, ale nie do końca odsłonięte, przyciąga uwagę.

Tak samo sprzedaje się prywatność. Dom, rodzina, bliscy, codzienność. To ociepla wizerunek, buduje zaangażowanie, zwiększa zasięgi. Tylko że moi bliscy nie są częścią mojej oferty. Nie są dodatkiem do marki osobistej. Nie są treścią.

I pewnie tak, tracę na tym. Może mam mniej odsłon, mniej reakcji, mniej „internetowej skuteczności”. Ale naprawdę uważam, że są zawody, w których nie wszystko powinno stawać się contentem.

Nie chcę, żeby osoba, która przychodzi do mnie po wsparcie, kiedykolwiek przeczytała mój tekst i pomyślała: czy to o mnie? Nawet jeśli zmieniłabym szczegóły. Nawet jeśli połączyłabym kilka historii. Nawet jeśli nikt poza nią nie miałby szans się domyślić.

I myślę też o tych, którzy dopiero rozważają terapię albo inną formę pomocy. Kiedy widzą kolejne „historie z gabinetu”, cytaty z sesji, scenki „z życia terapeuty”, nawet jeśli częściowo albo całkowicie zmyślone, nie mają skąd wiedzieć, gdzie kończy się kreacja, a zaczyna czyjaś prawdziwa historia. A to naprawdę może podkopywać zaufanie.

Dla mnie poufność nie jest ozdobnikiem tego zawodu. Nie jest hasłem do bio. Ma być realna. Ma być odczuwalna. Ma być czymś, czego nie sprzedaje się za większy zasięg, więcej serduszek i lepsze wyniki w internecie.

I chyba warto świadomie wspierać tych twórców, którzy pokazują swoją pracę bez naruszania cudzych granic. Tak, żeby wpuszczanie odbiorców na zaplecze czyjejś historii nie stawało się najbardziej kuszącym przepisem na sukces.

Czy umiesz zatrzymać się, skupić, zaniechać automatycznego dopełniania strzępków spraw, które już zdążyły do Ciebie dotr...
26/03/2026

Czy umiesz zatrzymać się, skupić, zaniechać automatycznego dopełniania strzępków spraw, które już zdążyły do Ciebie dotrzeć, spokornieć, zaciekawić się, otworzyć i w takiej właśnie postawie SŁUCHAĆ?

Siebie,
Uczuć,
Ciała,
Bólu,
Drugiego,
Innego,
Swojego,
Przyrody,
Kultury,
Zwierzaka,
Dziecka,
Muzyki,
Wiatru,
Szumu,
Morza,
Płaczu,
Krzyku,
Śmiechu,
Bezruchu,
Tańca,
Zabawy,
Opowieści,
Skargi,
Obrazu,
Snu...

Może naprawdę coś ważnego tracisz, jeśli nie możesz tego robić?
Może są jakieś powody, dla których dla Ciebie (jak dla wielu ludzi) to takie trudne?

Słuchaj...
A jeśli nie możesz słuchać, może możesz czule zaopiekować się tym tematem, aby móc wyzdrowieć, a z czasem usłyszeć to, co pozostawało dla Ciebie zupełnie niedostępne?

______________________________
Jeśli poszukujesz psychoterapii, która ma w sobie coś ze sztuki słuchania - zapraszam: www.psychoterapiaintegracyjna.org

Jak bardzo musiałeś skomplikować zamek do swojego serca, aby nikt niepowołany się tam nie dostał? Żeby nie pasował żaden...
23/03/2026

Jak bardzo musiałeś skomplikować zamek do swojego serca, aby nikt niepowołany się tam nie dostał? Żeby nie pasował żaden z kluczy, którymi uderzali, smagali, wpychali, zastraszali, błagali, poniżali, wychwalali...

I teraz stoisz sobie może z tym sercem zamkniętym na tysiąc spustów, z zamkiem skomplikowanym i ciężkim i może tęsknisz sam za sobą, szukając klucza?

To nie Twoja wina, że trudno Ci ze sobą. To nie tak, że jesteś zepsuty, wybrakowany, pusty, nikim, kimś złym. Może po prostu nie było innego wyjścia, by przeżyć. Zamek na szczęście mógł się tak wykrzywić, żebyś jednak przetrwał. Żeby Twoja wrażliwość, żywotność, prawda nie zniknęły, a schowały się bezpiecznie. I wyobrażam sobie, że bardzo trudno jest żyć dalej, gdy już sam nie wiesz, gdzie i jaki jest klucz. Może już o nim zapomniałeś? Może nigdy nie powstał? Pewnie sam próbowałeś już wszystkiego? Pewnie teraz sam w siebie uderzasz, smagasz, wpychasz, zastraszasz, błagasz, poniżasz, wychwalasz - a to wszystko mając nadzieję, że sobie pomożesz? Że otworzysz swoje serce i odzyskasz życie? To nie działa. Na szczęście nie działa!

Bo po co to, co schowane przed warunkami, w których żyć się nie dało, ma się otwierać i próbować żyć, skoro warunki są nadal te same? Tak, te same! Tyle, że już Ty sam jesteś ich autorem albo osobą, która je wybiera spośród wielu różnych dostępnych możliwości... A może możesz już inaczej? Może, decydując się na leczenie, rozwój, pogłębianie rozumienia i kontakt ze sobą, możesz stworzyć nie tylko klucz, ale też możliwość, by bezpiecznie było go używać?

Bardzo Ci tego życzę. Bo "żyć" to dużo więcej niż "przeżyć". Może przeżyłeś, aby z czasem móc powrócić do tego, co schowało się głęboko i pozwolić nareszcie życiu, aby mogło się rozwijać?

__________________________________________
Jeśli szukasz psychoterapii - zapraszam: www.psychoterapiaintegracyjna.or

19/03/2026

Wyświetlił mi się dziś ten filmik. Wprawdzie jest po angielsku, ale pomyślałam, że idealnie rozgości się na tej stronie - przecież jest o czułej rozmowie, zaciekawieniu się drugą osobą, docenianiu bycia razem w kontakcie, wymianie między pokoleniami - myśli, emocji, historii, doświadczeń, dotyku, docenienia, zaciekawienia, perspektywy.... To nie byłoby możliwe bez czułości, zaciekawienia i docenienia siebie. Nie ma prawdziwej obecności przy kimś bez obecności przy samym sobie.

Cel, do celu, celowo, celnie, celująco... Nieźle popłynęliśmy jako ludzie w niedocenianiu drogi. Czasem wydaje mi się, ż...
19/03/2026

Cel, do celu, celowo, celnie, celująco...

Nieźle popłynęliśmy jako ludzie w niedocenianiu drogi. Czasem wydaje mi się, że cel stał się nowym bogiem. I jak stary bóg może stać się elementem rozwijającym i poszerzającym życie lub elementem je ograniczającym, a nawet je zabierającym/pochłaniającym. Jak to? Przyjrzyj się temu, jak ustalasz cele i jak do nich dążysz. Czy widzisz to wszystko, co jest dookoła, po drodze, na innej ścieżce, której nie wybierasz, wybierając swój cel? Na ile świadomy jesteś tego, co poświęcasz, a co zyskujesz?

A kiedy przychodzi rachunek - czy jesteś zdziwiony, zawiedziony, wściekły, załamany?

Przecież nie da się nie poświęcić niczego, jednocześnie będąc świetnym w jakiejś jednej sprawie. Cel nie uświęca środków, ale ich potrzebuje. Jakimi środkami osiągasz swoje pięcie się po szczeblach kariery, edukacji? Jakich środków używasz, by osiągać cele, jakie stawiasz sobie w relacjach? Ile Cię kosztuje cel wyglądowy, relacyjny, finansowy?

Jednak coś z tego wyboru wnika - może czasem koszty są adekwatne do zysków, a cele adekwatne do tego co postanawiasz zainwestować czy poświęcić.
Bo jakie to uczucie zobaczyć nowiutką zakupioną właśnie rzecz? Jaki to stan nareszcie poczuć bliskość z drugą osobą? Jak to dla Ciebie jest dostać nagrodę, zdać egzamin, doświadczyć sukcesu do którego dążyłeś?

Całość obrazka to połączenie tych jakości, a może czasem o tym zapominamy w szaleństwie skupionym na celujących osiągnięciach...

Czy dla Ciebie poświęcenie zdrowia w imię wygranej w olimpiadzie to adekwatny koszt, który chcesz ponosić, czy coś, co Ci umyka?
Czy bezpieczeństwo osiągnięte poprzez akt agresji jest dla Ciebie okej, czy przekracza Twoje wyobrażenia i chęci?
Czy pieniądze płynące z rąk, które nadużywają, są warte bycia nadużywanym?
Czy "święty spokój" wynikający z wyśmiania czyichś stanów to coś, w co celujesz świadomie?
Czy dobrostan i bezpieczeństwo Twojego małego dziecka jest warte Twoich nieprzespanych nocy i niewygód dnia?
Czy Twój rozwój i zdrowie psychiczne jest warte Twojego czasu i trudu - emocjonalnego, duchowego, finansowego, czasowego - włożonego w psychoterapię?

Nie zastanawiamy się nad tym, powszechnie prawda? A można by zapytać: jakim kosztem zdobywałeś swoje cele życiowe, czy naprawdę wybrałbyś znów tę drogę, gdybyś znał rachunek. Czasami odpowiedź byłaby negatwna, czasami nawet największy trud był wart poniesienia - prawda? I nie, nie sugeruję, że koszt zawsze jest znany i przewidywalny. Prawdę mówiąc nie sądzę, że kiedykolwiek w całości jest. Czasami strzelasz, wypuszczając strzałę z bardzo napiętej cięciwy łuku, widząc przed sobą cel bardzo wyraźnie, a dopiero później okazuje się, że oczy miałeś zamknięte - śniłeś, fantazjowałeś, nie doceniałeś jakiejś sfery. Otwierasz oczy i widzisz, ile spraw - mniej lub bardziej niewidocznych - „przeciąłeś”, puszczając strzałę w tym stanie. I czasami było to konieczne i wartościowe, a czasami przynosi to jeszcze więcej trudu. Ilu ludzi tak osiąga cele, ilu zamyka oczy swoim dzieciom, aby tak właśnie żyły, ilu tak zarządza firmami, państwami...

A może gdyby jakością i wartością - co najmniej tak ważną jak "cel" - była "droga"? Czy mogłoby być inaczej? Jak sądzisz?

Droga, zdrożny, bezdroża, udrożnienie, dróżka, podróż... drożyzna? ;)

Różnie można mówić o współczesności. Dziś myślę o jej złożoności, sprzeczności. Na zewnątrz "U mnie świetnie" - rozwój, ...
16/03/2026

Różnie można mówić o współczesności. Dziś myślę o jej złożoności, sprzeczności. Na zewnątrz "U mnie świetnie" - rozwój, technologie, lajki, folowersi, piękno, prestiż i bogactwo, władza, kontrola, wszechmoc. Pod tą błyszczącą skórą - jeśli tylko odważyć się tam zajrzeć - epidemia zaburzeń psychicznych dzieci i młodzieży, samotność, zatopienie w nieistniejących światach i relacjach np ze sztucznymi osobami czy inteligencjami, ogromne zmęczenie i frustracja, rozżalenie i lęk tak wielu ludzi próbujących dać radę z wypełnieniem niemożliwych wymogów co do spędzania czasu, rodzicielstwa, rozwoju, zdrowia, sportu, myślenia, związku, nie mówiąc o ślepocie na starość, biedę, zło, przemoc, kolejne rewelacje o przestępstwach które nie doczekują się osądu, katastrofie klimatycznej czy wojnach i ludobójstwach, na powierzchni nazywanych z dumą "koniecznymi operacjami specjalnymi". W samych trzewiach natomiast (a tam na prawdę niełatwo zajrzeć, nie zawsze się udaje) - ze schowaną bardziej lub mniej miłością, pasją, pragnieniem, duchem, czuciem, ruchem, prawdą, głębią samego istnienia.

Pewnie "trzewia" nie są tym, co pierwsze wpada do głowy prawda?
W którejś z książek przeczytałam o mamie, która nastoletniemu dziecku bojącemu się zobaczonej w telewizji relacji z wojny, zwróciła uwagę na to, że zawsze kiedy obraz wygląda tak źle można się przyjrzeć i zobaczyć tych, którzy tam pomagają. Lekarzy, wolontariuszy, ludzi dobrego serca, służby, organizacje, interwentów - tych, których często nie widać, a którzy są tam nie ze względu na konflikt, czasem nawet obojętnie po której stronie, a pchani miłością i człowieczeństwem. Może to właśnie było o "trzewiach"?

Można się w tym pogubić. Można świata nie rozumieć, można nie rozumieć też siebie - to takie ludzkie. Czasem najtrudniej jest zobaczyć, że nie zawsze to co się świeci i błyszczy to to, co ożywia. Czasem to, co ożywia schowane jest pod całą masą brudu i trudu, którego nie chce się widzieć. Można nawet próbować go posypać tym świecącym "pozytywnym" brokatem, udawać że nie istnieje, odwracać oczy, za wszelką cenę wygładzać i kolorować, ale z czasem i tak okazuje się, że to po prostu nie działa.

Może rozwój, zdrowienie i poznawanie siebie jest właśnie o tym? o zobaczeniu i nazwaniu "Skóry", tego co pod nią bolesne i - z czasem - o poznaniu tego co w samym środku, w trzewiach - ożywiające, nie poprzez błysk i prestiż, a poprzez ruch, prawdę, miłość, człowieczeństwo? Często tak to widzę. Tę rzeczywistość, którą spotykam na co dzień w pracy i życiu, będącą przecież częścią tak złożonej i sprzecznej "współczesności". A jak widzisz to Ty? Jak czujesz swoje zaglądanie lub nie-zaglądanie w siebie, w świat, w rzeczywistość?

________________________________
Jeśli poszukujesz możliwości rozwoju w relacji, zdrowienia poprzez wspólne zastanowienie, psychoterapii - zapraszam Cię do umówienia konsultacji. Jestem psychologiem, psychoterapeutką integracyjną osób dorosłych. Pracuję zdalnie i w gabinecie na Warszawskich Bielanach. Szczegóły znajdziesz tutaj:
www.psychoterapiaintegracyjna.org

Jak to jest w Twoim życiu z konfliktem?Pewnie myślisz od razu o konfliktach z innymi, ale może dziś zobacz ten temat sze...
12/03/2026

Jak to jest w Twoim życiu z konfliktem?

Pewnie myślisz od razu o konfliktach z innymi, ale może dziś zobacz ten temat szerzej - zwracając uwagę zarówno na relacje z innymi, jak i konflikty wewnętrzne. Mają bowiem trochę wspólnego…

W sytuacji konfliktowej możesz reagować bardzo różnorodnie. Możesz szukać konfliktu, zaogniać go, unikać go, dążyć za wszelką cenę do konfrontacji lub do jej braku, czuć się w konflikcie jak ryba w wodzie albo nie dostrzegać żadnych konfliktów, w jakich jesteś. Może masz szybkie, wybuchowe konflikty lub takie zabetonowane, długoletnie, które jakby już wrosły w codzienność…

Gdybyś na moment zatrzymał się i zobaczył ten element swojego życia, jego rozwój, zmiany, elementy historii, które wpływały na to, jak jest teraz, ale i na to, jak to, jak jest, wpływa na Ciebie i Twoje tu i teraz, oraz przyszłość.

Czy czujesz i doświadczasz wpływu na to, jak konflikty ujawniają się w Twoim życiu? Czy jesteś przekonany, że to, jak wybierasz, długoterminowo służy Twojemu zdrowiu, rozwojowi i dobrostanowi?

Czasami chcielibyśmy, aby życie biegło bez konfliktów. Szczególnie bez tych wewnętrznych. A może to jednak ślepa uliczka? Może życie to wcale nie "święty spokój", a ciągłe radzenie sobie z wewnętrznymi i zewnętrznymi, często wręcz kluczowymi wyzwaniami, również w postaci wewnętrznych konfliktów, jest po prostu w nie wpisane?

__________________________________
Jeśli szukasz psychoterapii osób dorosłych, w formie zdalnej lub w gabinecie (w Warszawie) - zapraszam Cię do zajrzenia tutaj: www.psychoterapiaintegracyjna.org

Dziki ptak w ludzkich rękach - przerażające, prawda? Powinien fruwać! Jak można go dotykać i straszyć?! Dajcie ptakom wo...
09/03/2026

Dziki ptak w ludzkich rękach - przerażające, prawda? Powinien fruwać! Jak można go dotykać i straszyć?! Dajcie ptakom wolność! Zostawcie je w spokoju!

Tak, to prawda... Ale co, jeśli ptak złamał skrzydło, nóżkę, stracił siły i potrzebuje pomocy by móc latać w wolności?

Czasami ruch, który początkowo dodaje cierpienia, tak na prawdę jest konieczny do przeżycia. Istnieje też taki etap psychoterapii, może nawet jest wypełniona takimi - większymi i mniejszymi momentami, przeplatającymi się z jej innymi elementami. Jak rozcięcie jątrzącej się i ropiejącej źle zagojonej rany - nie po to żeby sadystycznie cieszyć się z czyjegoś cierpienia, ale by móc umożliwić mu zdrowienie, wiedząc że bez nacięcia zakażenie może zagrozić jego życiu czy sprawności.

Osłabiony ptak nie może być zabrany do rąk zbyt agresywnie, bo może e efekcie umrzeć na zawał serca, więc trzeba mu zapewnić warunki umożliwiające przetrwanie zabiegów leczących które należy wykonać by mu pomóc. Jednocześnie potrzebuje znieść stres bycia trzymanym i dotykanym, leczonym, by z czasem móc odlecieć ku utraconej przez unieruchomienie wolności. Podobnie jest w psychoterapii. Początkowo razem tworzymy warunki. Z czasem - trochę w tle, a trochę na widoku następuje proces budowania bezpieczeństwa w relacji, sojuszu pacjenta z psychoterapeutą, aby móc - razem - leczyć to, co najbardziej trudne. Rozcinamy rany, albo widzimy, że w sprzyjających okolicznościach po prostu pękają, by krwawić, boleć, wylać całą ropę, straszyć. Jest to moment niezwykle trudny, ale wydarza się aby rany mogły zostać zaopiekowane i nareszcie - często po wielu latach wywoływania znieruchomienia - goić się. Umysł nie zawsze widzi różnicę między pierwotną raną a stanem po jej rozcięciu. W pewnym sensie to ta sama rana. W końcu ból który skrywała "ropa", został w umyśle zapisany poza czasem, poza rzeczywistością "tu i teraz", jak duch, ciągle obecny, prześladujący. Trudno ze środka zobaczyć, że to minie, że to element drogi, że to leczenie, konieczny element procesu życia i zdrowienia. I dziś chciałabym zostać z Wami na tym momencie. Bycia ptakiem, który cierpi, trzymanym w ludzkich rękach, jednocześnie dających jakąś - może odległą dość nadzieję, ale i przerażających w zbliżaniu się do Was. Ile odwagi, chęci życia, siły, nadziei, ufności mimo trwogi wymaga kroczenie tą drogą...

Jeśli jesteś, byłeś, czy planujesz że będziesz takim dzikim ptakiem, który dla odzyskania wolności i życia, pozwolił sobie przetrwać bycie objętym ludzkimi, a może kiedyś zupełnie obcymi rękami, czując jednocześnie i nadzieję i przerażanie - wiedz, że należy Ci się głęboki szacunek. Walczyłeś/walczysz/zamierzasz walczyć w chyba najważniejszej z walk życia, która dzieje się w Tobie - między życiem, a śmiercią, ruchem a bezruchem, obecnością, a brakiem I to jest to, co realnie robisz dla siebie i dla świata - dla wolności, zdrowia, życia. Z serca Cię podziwiam i z serca życzę, abyś doszedł tam, gdzie potrzebujesz Człowieku, a jeśli to mi przyszło/przyjdzie Ci w tym towarzyszyć, zrobię co mogę aby Cię w tym wspierać.

________________________________
Może wiesz, że utknąłeś, że trzeba zrobić odważny krok, aby z czasem móc żyć pełnią siebie. Jeśli w związku z tym poszukujesz psychoterapii - zapraszam:

Jeśli znalazłeś się w swoim życiu w momencie, w którym potrzebujesz specjalistycznej pomocy psychoterapeuty, zapraszam Cię do wspólnej drogi.

Króliczek i topór w wiosennej scenerii?! No co to znów za pomysł?!Przyznajcie się - kto tak pomyślał? ;)Już tłumaczę cóż...
05/03/2026

Króliczek i topór w wiosennej scenerii?! No co to znów za pomysł?!

Przyznajcie się - kto tak pomyślał? ;)

Już tłumaczę cóż to przyszło mi do głowy... a więc siedzę sobie, patrzę na zwierzęce osobniki w mym domu, gryzoniami będące i nagle w mym umyśle rozświetla się myśl - a no właśnie! Nie można by być tak słodkim z pysia i puchatym do cna, malutkim, mięciutkim, a dla niektórych gatunków pewnie i pyszniutkim gdyby nie to, że się ma... ząbki umiejące rozgryzać drewno, gotowość do zwinnego, szybkiego uciekania o nieprzewidywalnej trajektorii "lotu", umiejętność bycia w absolutnej ciszy i wciśnięciu w przestrzeń o połowę mniejszą niż się wydają i świetnie rozpraszający agresora nawyk sikania na odległość z przestrachu (i jeszcze kilka innych umiejętności np. budowanie bliskiego stada, ale dziś chciałam o tych podstawowych sposobach, a nie tych, które w stresie niejako nie są dostępne)...

I myśl z mojego pokoju powędrowała do gabinetu. Ile to razy słyszę o ludzkich wersjach tych zachowań? I wielu, wieeeelu ludzi czuje wstyd, poczucie winy i jakiś rodzaj afrontu, a nawet niechęci wobec siebie, gdy - parafrazując - ugryzie, ucieknie, lub siknie na odległość w dużym stresie. A może taka jest po prostu natura?

Gdy ktoś/coś Cię porządnie wystraszy, a masz bezpieczną przestrzeń w zasięgu - uciekasz, wciskasz się w tą przestrzeń i milczysz, aby Cię nie znalazł.

Gdy ktoś/coś Cię porządnie wystraszy, a bezpieczna przestrzeń jest, ale biegnąc do niej możesz zostać wystraszony jeszcze bardziej - sikasz w tego, kto wystraszył dla rozproszenia i biegniesz ile sił, aby zdążyć się schować i zamilknąć zanim zauważy.

Gdy ktoś/coś Cię porządnie wystraszy, a nie ma jak uciec, nie ma gdzie uciec, a agresor jest zbyt daleko/ zbyt duży, żeby sztuczka z sikaniem zadziałała - gryziesz i to boleśnie, żeby przestał Cię atakować, sam się wystraszył i poszedł sobie.

U zwierzaczków to na pierwszy rzut oka proste i automatyczne - niesłychanie skuteczne w "wychowywaniu" sobie nawet nieporadnych opiekunów, a w naturze do życia i przeżycia. Nie wiadomo w sumie jak skomplikowane jest to w środku, jak przez nie odczuwane. Nasz środek jednak znamy, na tyle na ile dał się poznać zarówno nam samym - poznającym siebie, własne reakcje i wybory, jak i ogólnie - naukom empirycznym czy humanistycznym.

Mając na uwadze tę metaforę - może coś o sobie przychodzi Ci do głowy? Może to czym dla Ciebie jest agresor i co powoduje strach, ile potrzeba, abyś musiał zacząć walczyć i jak to się stało że jesteś niewzruszony jak duże drapieżniki sawanny, lub podatny na strach jak gryzoń z łąki? Idąc dalej - jakie zachowania są Twoim gryzieniem, sikaniem na odległość i uciekaniem czy chowaniem się i czy masz świadomość tego co robisz (z obronnego asortymentu) np mówiąc jakieś sarkastyczne zdanie? Czy są inne sposoby, na jakie reagujesz na zagrożenie? A wychodząc z poznawania siebie, a bardziej próbując rozumieć warunki swojego rozwoju i życia - jak byłeś traktowany i co wydarzało się w Twoim życiu gdy te cykle "zagrażający bodziec - strach - reakcja ku bezpieczeństwu" odgrywały się? Czy reakcja np Twoich opiekunów miała znaczenie? Czy gdybyś widział swoje trudności w taki sposób jak proponowany w poście, czy jakkolwiek wpływa to na Twój obraz siebie? Na Twoją wersję historii? A może widzisz czasami, że gryziesz rękę, która nie zagraża Ci wcale w tym momencie, a jednak z jakiegoś (na pewno ważnego) powodu - jednak się jej boisz?

Czasem stojąc w środku koła, nie widać pełnego obrazu - widać tylko zęby, tylko nawyk sikania, tylko uciekinierstwo, tylko topór, tylko puchatość, tylko małość. A może obrazek jest szerszy? Może zawiera całe bogactwo znaczeń, rozumienia, kontekstów i przenikających się z przeszłościami przyszłości?

Może dziś uda Ci się nad tym zatrzymać?

___________________________________________
Jeśli poszukujesz psychoterapii - zapraszam Cię serdecznie do przestrzeni jaką możemy razem tworzyć na Warszawskich Bielanach (w bliskiej okolicy Metra Młociny), oraz zdalnie. Tu znajdziesz szczegóły: www.psychoterapiaintegracyjna.org

Drodzy Czytelnicy, coś się kończy coś zaczyna :)Po rozpoczynaniu pracy terapeutycznej w zupełnie innym miejscu na mapie ...
02/03/2026

Drodzy Czytelnicy, coś się kończy coś zaczyna :)

Po rozpoczynaniu pracy terapeutycznej w zupełnie innym miejscu na mapie Warszawy, pandemicznej nowatorskiej wtedy w Polsce pracy zdalnej i ponad pięciu latach pracy w gabinecie zielonym, od marca zaczyna się moja kolejna przygoda - tym razem w gabinecie niebieskim. 💚👉💙

Mimo przeprowadzki adres naszych spotkań pozostaje jednak bez zmian!
Warszawskie Bielany w okolicy Metra Młociny,
ul. Kaliszówka 2/45 ❤️

Zmiana gabinetu jest podyktowana możliwością jeszcze większego zadbania o nasz wspólny komfort pracy, zarówno w trakcie spotkań na miejscu, jak i w pracy zdalnej. Nowy gabinet jest bardziej przestronny, słoneczny, wyposażony w sprawnie działający system klimatyzacji, a także - co dla mnie bardzo ważne - zaprasza oferując duży komfort spokoju i ciszy, dzięki oddaleniu od wejścia do przestrzeni wspólnej gabinetów. 🌟

Dzięki możliwości zaproszenia Państwa do nowej przestrzeni, otwieram też nowe możliwości spotkań - zapraszam na konsultacje i proces terapeutyczny również wieczorem, w formie stacjonarnej, w terminach dostępnych poprzednio jedynie zdalnie. 🌷

Przyznam, że bardzo cieszę się na te spotkania w nowej przestrzeni. 🍀

W związku z tym, jeśli ktoś z Państwa poszukuje możliwości zapisu na sesje psychoterapeutyczne, a także na konsultacje psychologiczne dla rodziców, zapraszam do poznania szczegółów na stronie: www.psychoterapiaintegracyjna.org - do zobaczenia!

P.s. Załączam z radością zdjęcia nowej przestrzeni, w której będziemy mogli wyruszać we wspólną drogę - dalszą, lub zupełnie nową :)

Czym dla Ciebie jest Miłość?Nie ma chyba jakości o której napisaniu więcej poezji, skomponowano więcej muzyki, wzniecono...
02/03/2026

Czym dla Ciebie jest Miłość?

Nie ma chyba jakości o której napisaniu więcej poezji, skomponowano więcej muzyki, wzniecono więcej wojen i więcej by osiągnięto. A jednocześnie - czy da się ją dookreślić?

Gdyby lekiem na to, co Ci dolega była właśnie ona, to czego szukasz, czego potrzebujesz, czym ona jest?

Tłem?
Przestrzenią?
Prezentem?
Byciem?
Postawą?
Uważnością?
Czułością?
Uczuciem?
Potencjalnością?
Przyjęciem czegoś?
Akceptacją?
Ideą?
Iluzją?

Zastanawiałeś się kiedyś co to dla Ciebie znaczy kochać i być kochanym? Co to jest to, czego szukasz, a co to jest to, co dajesz tym których kochasz? Skąd to wiesz i na jakich doświadczeniach opierasz swoje skojarzenia? Kto Cię nauczył miłości albo czym ona nie jest?

Tak dużo czasu spędzamy powszechnie na myśleniu o Różnych Ważnych Sprawach. A kiedy Ty człowieku ostatnio myślałeś o Miłości?

Widziałeś kiedyś obcięte jabłonki, czy inne drzewka, które zanim wypuszczą nowe, gęste gałązki i silne, piękne owoce wyg...
27/02/2026

Widziałeś kiedyś obcięte jabłonki, czy inne drzewka, które zanim wypuszczą nowe, gęste gałązki i silne, piękne owoce wyglądają jakby ktoś je w sumie okaleczył doszczętnie i porzucił w szarudze dni? Jeśli nie - nie masz czego żałować, może prócz obrazu ważnego w tej metaforze ;)

Nam czasem też wydaje się, że obcięto absolutnie wszystko. Że bujność naszego życia została wręcz pognębiona, poraniona, że słowem czy czynem, odejściem, śmiercią, niezgodą na coś, odebrano nam rajskie wręcz pędy, które planowaliśmy rozrosnąć. I są to uczucia głębokie, prawdziwe, przeszywające całość naszego istnienia. Nieumiejętne cięcie potrafi uszkodzić drzewko. Czasem nie ma na to szans, roślina już nigdy się nie odradza. Jednak częściej zdarza się, że nowy pęd wyrasta początkowo słaby, z czasem może troszkę mniej równy, ale nadal dający dobre owoce, a z czasem jakby zastępujący poprzednie gałęzie - coraz mocniejszy. Nie tak rzadko okazuje się, że cięcie nie było wcale końcem. Że wprawdzie coś odeszło, a odchodząc bardzo bolało, ale zrobiło miejsce na coś innego - żywego, zielonego, gęstego, mocnego. I czasami na prawdę tego nie widzimy, a istnieje rodzaj siły i stabilności płynącej z głębokiego zrozumienia rzeki wydarzeń naszego życia - nie tylko dobrych i miłych, ale i tych trudnych, które bywa, że umiemy przekształcić, zaopiekować i wypuścić w ich miejsce coś jeszcze zieleńszego i stabilniejszego. Jeśli pozwolimy życiu działać, czasami zabierając mu spod nóg kłody, dbając o ranę, opiekując, wiedząc co i kiedy uciąć, a co pozostawić i po co to robić, dostrzegając realność zarówno szans jak i ograniczeń, nie prowadząc w stronę tego, czego żądamy, a ucząc się przyjmować zarówno dary jak i frustrację gojenia się i drogi w stronę tego, co jest możliwe do rozwinięcia...

Może jesteś w momencie, w którym widzisz tylko swoje cierpienie i na razie jest Ci to potrzebne?

Może masz za sobą jakieś trudy, ale odciąłeś się od widzenia ich, możliwe że tracąc szansę zarówno na zadbanie o miejsce zranienia, jak i na wyleczenie i dalszy rozwój?

Może dostrzegasz całą linię swojego czasu, a na niej górki i dołki i ich wpływ na siebie zarówno w zakresie Twojego rozwoju jak i trudności napotykanych w ich efekcie?

Może chciałbyś przyjrzeć się temu które gałązki już uschły, a nadal Cię obciążają, a które wydają się przycięte za krótko, które drogi są możliwe, aby móc rozdysponować życiodajne soki i rozwinąć życie jak się da najzieleniej?

__________________________________________________________
Jeśli szukasz psychoterapii - zapraszam. Na Warszawskich Bielanach i w formie zdalnej. Tutaj szczegóły: www.psychoterapiaintegracyjna.org

Adres

Ulica Kaliszówka 2/45
Warsaw
01-909

Strona Internetowa

https://psychoterapiaintegracyjna.o

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Psychoterapia Siebielubna umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij

Share on Facebook Share on Twitter Share on LinkedIn
Share on Pinterest Share on Reddit Share via Email
Share on WhatsApp Share on Instagram Share on Telegram