Dr Iza Jąderek

Dr Iza Jąderek Edukatorka seksualna, doradca okołotestowy ds. HIV/AIDS Krajowego Centrum ds. AIDS, Agendy Ministra Zdrowia.

Iza Jąderek
Psycholog, psychoterapeuta, seksuolog kliniczny Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego, psychoseksuolog Europejskiego Towarzystwa Medycyny Seksualnej i Europejskiej Federacji Seksuologicznej. Certyfikowana nauczycielka uważności / mindfulness programu MBSR (Mindfulness-Based Stress Reduction), nauczycielka programu compassion MBCL (Mindfulness-Based Compassionate Living). Współpracowniczka organizacji pozarządowych (Fundacja Polski Instytut Mindfulness, Fundacja Edukacji Społecznej, Fundacja Promocji Zdrowia Seksualnego, Fundacja Trans-Fuzja, Stowarzyszenie Akceptacja, Stowarzyszenie Przyjaciół i Rodzin Osób z Zaburzeniami Psychicznymi "Pomost"). Prowadzi psychoterapię indywidualną i par, terapię seksualną, treningi mindfulness, szkolenia dla specjalistów i warsztaty dla osób zainteresowanych rozwojem osobistym. Pracuje również jako psycholog w Szpitalu Bielańskim w Warszawie, oraz jako wykładowca w Centrum Medycznym Kształcenia Podyplomowego, gdzie również kończy doktorat.

Dziś 2 stycznia. Jak Wasze życie (noworoczno) piątkowe? 😎Ja mam dla Was myśl-zaproszenie, które do mnie regularnie wraca...
02/01/2026

Dziś 2 stycznia. Jak Wasze życie (noworoczno) piątkowe? 😎

Ja mam dla Was myśl-zaproszenie, które do mnie regularnie wraca!

Ani o planach, celach czy o tym, co „trzeba zrobić w tym roku”, tylko pytanie, które warto miec przy sobie i zobaczyć, co się z nim dzieje w codziennym życiu (bez presji, że musi wyglądać tak samo przez dwanaście miesięcy, bo hej, 12 miesięcy to szmat czasu, i my i też nasze postawy się zmieniamy!)
- jakie jedno słowo/ postawę chcę w tym roku w sobie pielęgnować?

Nie: realizować, dowozić, odhaczać, tylko pielęgnować, jak coś co rosnie w swoim tempie, co potrzebuje uwagi, światła a czasem zupełnie nie nic potrzebuje - żadnych zadań, żadnej presji, tylko pamięci 🙃

I wcale nie musi być „mądre” albo „rozwojowe” a już tym bardziej efektowne - bo np. dla kogoś to będzie „łagodność”, dla drugiej osoby „zdrowie”, jeszcze dla kogoś „lekkość”, „czas wolny” i „sen”, albo zupełnie coś innego.

To pytanie o to, co chcecie mieć przy sobie jak kamyczek pamięci, kiedy życie i tak będzie robiło swoje 😁☀️

No heej!! Jak się macie? 1.01 zawsze przypomina się jeden z moich ulubionych filmow, czyli Lejdis, gdzie cztery wspaniał...
01/01/2026

No heej!! Jak się macie?

1.01 zawsze przypomina się jeden z moich ulubionych filmow, czyli Lejdis, gdzie cztery wspaniałe bohaterki robiły swoją własną tradycję świętowania Nowego Roku w lecie 🥳

Ja to jestem team, ze Nowy Rok jest symbolem, wcale nie magicznym progiem biologicznym lub egzystencjalnym. Wiem, że wiele osób robi sobie podsumowania i plany i to jest ok, i równie ok jest zostawienie tego zupełnie na boku.

Dla mnie rzeczywistość 1.01, ta w której sie dziś obudziłam jest dokładnie taka sama, w jakiej pozlam spać, niezależnie od tego jaką byśmy narracje na nią nałożyli.

Dlatego ani nie robię wielkich podsumowań, ani planów, bo one są turbo umowne, życie dalej się toczy dzień po dniu, bez żadnego harmonogramu, z taką samą wrażliwością, śmiechem, łagodnością lub ich brakiem. I to jest naprawdę piekne. I wcale nie odbiera sensu świętowaniu, cieszeniu się, byciu. Znaczenie można nadać sobie poprzez brak obietnic, które są dla nas surowe, bez poprzeczek za które będziemy sobie dowalać za tydzień i rezygnować, a nie mam wątpliwości, że właściwe znaczenie i pełne dobra dla siebie buduje się poprzez przeniesienie uwagi z przyszłości i magicznego „jutra” na „dziś” (a jeśli coś Wam w najbliższym tygodniu nie wyjdzie, nic straconego, za chwilę będzie Chiński Nowy Rok, po drodze na pewno macie urodziny, okazji do świętowania bez liku - a zawsze wg własnej uwmoy 😉).

Dlatego jeśli miałabym czegoś Wam zyczyc, to zadawnia sobie co dzień pytania:
„co zrobię dziś, żeby stanąć bardziej po swojej stronie?”

01.01 nie jest tym właściwym momentem, ale jeśli obudziliście się z myślą „o, czas na postanowienie!”, to możecie zacząć od tego. Plany są najlepsze wtedy, kiedy są dla nas a nie przeciwko nam 🥰

A to mój Sylwester! czasem wystarczy po prostu iść w stronę słońca, a reszta się układa w swoim tempie ☀️🥳

Miejcie się lekko 💕

Za mną intensywny i niezwykle poruszający wknd na międzynarodowej konferencji Polskie Towarzystwo Seksuologiczne "Budowa...
08/12/2025

Za mną intensywny i niezwykle poruszający wknd na międzynarodowej konferencji Polskie Towarzystwo Seksuologiczne "Budowanie mostów. Współpraca specjalistów dla zdrowia seksualnego".

Intensywny, bo miałam przyjemność i wysiłek współtworzyć zespol Komitetu Organizacyjnego, prowadzić jedna z niedzielnych sesji i pierwszy dzień podczas sesji plenarnej, a poruszający, bo miałam okazje z tak bliska zobaczyć, jak wiele osób - z Polski i zagranicy, rożnych specjalności / specjalizacji, zawodów, towarzystw: naukowych, terapeutycznych, organizacji pozarządowych - wkłada serce i ogrom kompetencji w rozwijanie edukacji dotyczącej zdrowia seksualnego.
Cudownie było patrzeć i oklaskiwać nowych seksuologów / żki kliniczne i superwizorki - zebrała się grupa chyba około 30 osób! W tym wiele moich serdecznych koleżanek - tyle radości i cieszenia się wraz z nimi. A jak słuchałam wystąpień, badań, perspektyw - to byłam oniemiała - takie bogactwo mądrości, wiedzy, pomysłów, zainteresowań. Musimy te konferencje robić częściej, żeby się tym ze światem dzielić, bo „na co dzień” tego nie widać. Zachwyt, doprawdy. A sesji którą prowadziłam w niedziele najchętniej bym nie kończyła, moje koleżanki porwały mnie swoją wrażliwością - te badania i perspektywy mogą realnie nasza rzeczywistość zmieniać.
Do tego na całej konferencji masa osób - prawie 1000 łącznie (na żywo i online).

To co dla mnie najcenniejsze wydarzyło się jednak pomiędzy punktami programu: rozmowy w kuluarach, komentarze, życzliwe pytania, uśmiechy, uważne słuchanie, wzajemne poznawanie się, a czasem mrugnięcie okiem i słowo „dziękuję”, które dla mnie niosą w sobie więcej niż komukolwiek się wydaje.

W tym gronie naprawdę budowaliśmy mosty: między specjalistami, między dyscyplinami, między różnymi sposobami myślenia o seksualności i zdrowiu. I, co dla mnie ważne, także mosty relacyjne: te, które powstają wtedy, kiedy spotkanie jest prawdziwe.

Dziś jestem z docenieniem za każde spotkanie, za każdą osobę, która chciała wnieść swoją perspektywę, za kontakty, wymianę, radości i śmiechy, nowe kontakty, budowanie relacji i poczucia przynależności. I za to, że chcemy siebie słuchać.

Ta konferencja nie byłaby taka, gdyby nie zespół Medycyny Praktycznej, który dopiął wszystko na ostatni guzik oraz najlepszy i jedyny dream team Komitetu Organizacyjnego: Dorota Baran, Joanna Jarocka, Natalia Andrzejczyk-Malczyk, Izabela Fornalik i ja ze swoimi grosikami. Takich dwóch, jak nas 5, to nie ma ani jednej i jednego 😄

A już z bardziej osobistej notki! W niedziele podczas sesji dotyczącej zaburzeń seksualnych miałam okazje przedstawić swoje badanie dotyczące mindfulnessu i seksu i stwierdziłam, ze chrzanie konferencyjne wystąpienia 😀 i zaprosiłam uczestniczące osoby do medytacji - 7 minut wprowadzenia do oglądania w sobie zgody i doświadczania przyjemności 🙂 miałam swoje dzwoneczki, które przypomniały mi, jak po raz pierwszy robiąc badanie nimi dzwoniłam. Wzrusz ❤

Przychodzę dziś do Was z polecajka - idźcie na film „Być kochaną”. A jeśli byliście, bardzo jestem ciekawa Waszych refle...
03/12/2025

Przychodzę dziś do Was z polecajka - idźcie na film „Być kochaną”.
A jeśli byliście, bardzo jestem ciekawa Waszych refleksji i odczuć.

Ten film działa pod skora i zostaje. Widziałam go juz chwile temu, ale równie sporą chwile potrzebowałam go w sobie ułożyć, żeby Wam dwa słowa napisać - i o nim, i o tym, co to znaczy być zależnym w relacji (jakiejkolwiek, nie tylko romantycznej), pozwalać sobie i komuś, żeby był potrzebny, pozwalać sobie budować bliskość, która nie jest o festiwalu sukcesów, a o tym, żeby umożliwić sobie i stworzyć warunki w sobie (emocjonalne), żeby być obejmowanym i trzymanym. I jak bardzo nasze wychowanie, nasze znane „bądź dzielna”, „bądź samodzielna/y”, „grunt to niezależność” robią nam tak, ze perspektywa rozpuszczenia się w czyichś dłoniach, wywołuje w nas lęk, ze ktoś nas nie utrzyma, zostawi, odrzuci.

Wiec kilka refleksji i o filmie i tym, czym jest zależność.

1. Ten film piknie pokazuje ból zależności

Bohaterka nie odrzuca miłości i troski dlatego, że „nie chce”, tylko broni sie, bo nauczyła się, że miękkość jest równoznaczna z zagrożeniem.
Jej zależność jest wybiórcza: chce, żeby maz ją kochał, ale w momencie gdy ta miłość się pojawia wraca jej stary algorytm: „to się za chwilę skończy, więc pokażę ci że jesteś gorszy, a wtedy ode mnie nie odejdziesz / albo będzie lepiej jesli ja odsunę się pierwsza, bo i tak mnie zostawisz jak zobaczysz jaka jestem” (to relacjonuje w pewnym momencie przyjaciółce). I pięknie to widać również w scenie terapii, kiedy terapeutka przykrywa bohaterkę kocem: „nie będę ci zabierać czasu, ty masz innych pacjentów”. I to nie jest uprzejmość z jej strony. To jest lęk przed bezbronnością i kruchością w czyichś dłoniach: że jeśli komuś umożliwimy danie nam czasu tylko dla nas, pełnej uwagi, troski, to może będzie nas „za dużo” albo ktoś nas odrzuci.
W tej scenie terapeutka mówi: „mój czas i uwaga są dla ciebie” i ten właśnie komunikat trafia w nas najglebej - i bohaterka i my się rozpuszczamy, bo przez całe życie wielu z nas nigdy nie poznało sytuacji, że czyjaś uwaga była dla nas, kiedy ni mniej ni więcej tylko po prostu byliśmy. Była często kiedy byliśmy „niegrzeczni”, albo kiedy „zasłużyliśmy najlepszymi ocenami”, a w przypadku tego co działo się w nas wewnętrznie wielu z nas musiało być „dzielnym” i przede wszystkim sobie radzić i radzić samodzielnie.

2. Sabotaż bliskości w relacji czeto nie wynika z braku miłości tylko z braku umiejętności / zgody na to, żeby ktoś był dla mnie dobry.

Bohaterka i my czasami reoragnizujemy codzienność tak, żeby potwierdzić swoje przekonanie: „nikt mnie nie utrzyma”. I kiedy jej mąż tańczy i bawi się z dziećmi ona składa ubranka, kiedy on wyciąga ręce, ona sztywnieje, a kiedy on opowiada o pasji, ona natychmiast generuje problem, który go wycofuje.
Czy to jest chłód? Wcale nie. Tak się reguluje i uspokaja narastający lęk: jeśli wciągnie mnie czyjaś czułość, przyjemność, swoboda, lekkosc, spontanicznosc, to nie będę wiedzieć co robić z ta miloscia, bo mój wzór to obowiązki, zadania, presja, nacisk i powaga.

3. W tym filmie bardzo wyraźnie widać, że deficyt troski rodzi dwie reakcje: pragnienie i odrzucenie.
I ten rozdźwięk jest dobrze zagrany: ona chce bliskości, ale nie ma żadnego mięśnia, który był trenowany do jej przyjęcia. Dlatego wszystko, co daje jej mąż lub ktoś inny (piękna scena w parku, kiedy przyjaciolka probuje ja przytulić) odbiera jako „za dużo”, „zagrażające”, „nieodpowiednie” albo „dzikie” czy „krępujące”. I to tez jest o uczeniu się, ze można być dla kogoś ważnym bez „starania się”, albo „bez walki”. I można po prostu być i wcale nie na 100procent.

4. To jest także film o tym, jak kobiety często są uczone być „lepszą matką/pracowniczką/koleżanka niż partnerką”.

Każdy ma jakiś „bezpiecznik”, w który ucieka, kiedy relacja robi się zbyt intymna: praca, opiekuńczość, obowiązki, mówienie komuś „ja wiem lepiej”. U niej funkcja matki (składanie ubranek, pokazywanie ze wie lepiej jakie są dzieci i czego chcą) chroni ją przed byciem partnerką, bo partnerstwo wymaga odsłonięcia miękkiego brzuszkaa: chcenia, tęsknoty, polegania na kimś, ufania.

5. I wreszcie: to film o tym, jak trudno jest pozwolić sobie być przyjęta/ym
Scena, kiedy terapeutka przykrywa ją kocem, to taki moment zgody na to, żeby ktoś był dla nas dobry, kiedy sami tego nie czujemy. I kiedy pozwalamy, żeby ktoś się o nas zatroszczył, zanim sami umiemy to zrobić.

W tym filmie - kobieta, która całe życie marzyła o bezpieczeństwie, gdy je dostaje, nie wie, co z nim zrobić. I to wcale nie jest prosta sprawa, jakby mogło się nam wydawać.

Bezpieczeństwo wcale nie jest rzeczownikiem w głowie.
Bezpieczeństwo to czasownik, który potrzebuje znaleźć miejsce w naszym ciele, a ono często przez cale życie uczyło się żyć w kontroli i napięciu, czujności, ostrożności, oglądaniu się za siebie, zasługiwaniu i obserwowaniu czy to co zrobię nie wycofa akceptacji i miłości naszych opiekunów.

I to jest piękna i bolesna metafora dla bardzo wielu z nas.
I historia o tym, ze wszyscy i każdego dnia uczymy się jak to jest kochać, jak to jest być blisko, jak to jest kłócić się, jak to jest ufać, jak to jest być sobą przy kimś i swobodnie oddychać.

I na koniec chce jeszcze powiedziec:
- przyjmowanie troski to jest kompetencja, a nie charakter i nie cos, z czym się rodzimy, tylko proces nauki.

I to nie jest tak, ze ktoś jest wybrakowany, zepsuty, tylko że część z nas nigdy nie była uczona bycia w miękkości, dobru, lekkości.
A ten film pokazuje, że jak się raz spróbuje, choćby przez przykrycie kocem, to nasze ciała, serca, dusze reagują od razu: czasem płaczem, czasem ulgą, czasem zakłopotaniem i zagubieniem, czasem usztywnieniem. A czasem, po jakimś czasie, większa przestrzenia w brzuchu i klatce piersiowej i przyjemnością na doświadczenie przyjmowania.

Możemy chcieć relacji, tęsknić za czułością, ale kiedy ona przychodzi, to od razu odpalamy nasze mechanizmy: wyzszlosc, dystans, chlod, obowiazki, prace, sztywnosc. Dlaczego? Bo zależność jawi się nam często jako ryzyko utraty gardy albo ze ktoś nas puści, kiedy będziemy chcieli się o te osobę oprzeć.
I tak jak w filmie, tak i w zyciu, kiedy ona na chwile przestaje być „dzielna” i pozwala się przykryć kocem przez terapeutkę, to ta nie tylko tego nie nadużywa, ale bierze to na siebie: daje strukturę, daje obecność, towarzyszenie, czas, uwagę i troskę. I w takich sytuacjach wszystko w nas, i w filmie peka.
A jak pęknie i się wyleje, wyplacze, odtaja, doświadczy i poczuje, to można to miejsce w sobie i w relacji zapamiętać i UCZYĆ się powtarzać: smakować milosci, dotykać jej, pozwalać sobie doświadczać bycia otoczoną/ym, chcianą/ważnym, kochaną / kochanym.

A te sceny z terapii i z kocem i wyciągniętymi dłońmi, są tak piękne dlatego bo są symbolem k metafora tego, co się w nas dzieje kiedy pierwszy raz pozwalamy, żeby troska nas dotknęła.

Wszystkim ten film - gorąco ❤️

Fot ściągnęłam ze strony Gutek Film.

Dziś mijają dokładnie dwa lata od mojej obrony doktoratu o mindfulness i seksualności.I myślę sobie, że to wciąż temat, ...
23/11/2025

Dziś mijają dokładnie dwa lata od mojej obrony doktoratu o mindfulness i seksualności.
I myślę sobie, że to wciąż temat, który dopiero zaczyna być rozumiany tak, jak na to zasługuje. Albo w ogóle jest jeszcze nierozumiany. Wcale nie polega na tym, żeby „być tu i teraz”, tylko żeby w ogóle usłyszeć siebie - to co przezywam, co wspominam, co mnie kształtuje, co się dzieje obecnie we mnie i w mojej relacji - bez nadawania temu interpretacji, żeby podążać za ciałem, żeby nauczyć się jego języka, słuchać go i odpowiadać sobie z poziomu troski. Żeby uruchomić wcale nie myśli i analizę, ale nas w posadach rozruszać, dać sobie więcej swobody, energii, witalności i życia w tym czym jestem.

Wrzucam Wam więc 5 powodów, dla których mindfulness jest ważny w pracy z seksualnością, z moich badan i z mojej praktyki 🙂

1. Seksualność nie dzieje się w ciele, które jest odcięte od doznań i sygnałów

Mindfulness przywraca zdolność rozpoznawania różnych subtelnych stanów fizjologicznych: napięcia, o pobudzenia, wycofania, niechęci, pożądania, pragnienia, reakcji lękowych. Każdy z nich ma swoja manifestacje w ciele i to właśnie z tych sygnałów zaczyna się cały seksualny proces. Bez kontaktu z ciałem trudno odróżnić „nie chcę” od „boję się”, a „jestem obojętna” od „jestem przeciążony”. I to wcale nie jest uważność medytacyjna, tylko uważność neurofizjologiczna (stad jak juz może się domyślacie u mnie tak wielka pasja do układu nerwowego którym staram się Was zarażać na wszelkie możliwe sposoby 😀

2. Pożądanie jest dynamiczne a uważność uczy patrzeć na dynamikę a nie na efekt

Współczesne modele seksualności, w tym model Rosemary Basson, pokazują, że seksualność to układ naczyń połączonych: emocji, bezpieczeństwa, bliskości, wyobraźni, fizjologii i kontekstu. Mindfulness pozwala widzieć tę dynamikę w trakcie, zanim powstaną interpretacje w naszej głowie typu „coś ze mną jest nie tak”. Dzięki temu zaczynamy traktować pożądanie jak proces do obserwowania, a nie ocenę swojej „seksualnej sprawności”

3. Uważność reguluje lęk antycypacyjny, który jest jednym z głównych wrogów przyjemnościi.

Nie mówimy o klasycznym lęku przed seksem, tylko o czym o niebo barizej subtelnym: „a jeśli znowu się nie uda”, „a jeśli będę za bardzo”, „a jeśli on/ona dziwnie zareaguje”. A te glosy w głowie odcinają dopływ bodźców z ciała, zmieniają nasza uwagę i ustawiają cały układ nerwowy w trybie kontroli. Mindfulness nie usuwa lęku jako takiego, ale pozwala zobaczyć, że to lęk, a nie „prawda o mnie”. To zmienia wszystko i lęk właśnie wtedy i tylko wtedy może się oddalić

4. Przyjemność potrzebuje przestrzeni a uważność tę przestrzeń realnie powiększa

Uważność nie jest techniką, jak większość osób jest uczona, tylko sposobem organizacji uwagi, jest forma ucieleśniania sposobu bycia. Gdy nasz system, nasza uwaga przechodzi z trybu zadaniowego w tryb doświadczeniowy priorytetem stają się bodźce zmysłowe: dotyk, ciepło, ciężar, rytm. A to przesuwa seksualność z „wykonać”, „sprawdzić”, „doprowadzić”, "zrobić" na „zauważyć” i DOŚWIADCZYĆ a wtedy doznania stają się bardziej dostępne nawet bez zwiększania intensywności stymulacji

5. Mindfulness przywraca możliwość wyboru w seksualności

Uczymy się rozpoznawać, na co naprawdę mamy gotowość i ochotę, a nie na co mamy reagować z automatu: czy wchodzi w seks z napięcia, z potrzeby bliskości, z presji relacyjnej, z ciekawości. Uważność zwraca nam seksualność. Zwraca ją "osobowo". A odzyskanie zdolności wyboru jest jednym z najbardziej terapeutycznych momentów w pracy nad pożądaniem i przyjemnością 🙂

Wiecie, ze dzisiaj jest Dzień Życzliwości? Nawet miałam dla Was post o tym, co oznacza to słowo, które robi dziś tak wie...
21/11/2025

Wiecie, ze dzisiaj jest Dzień Życzliwości? Nawet miałam dla Was post o tym, co oznacza to słowo, które robi dziś tak wielką karierę (obok słowa czułość, co sprawia, ze prawdziwa czułość zamienia się w czułostkowość, ale to temat na tzw. "innym razem"), ale pomyślałam ze z tej okazji zamiast definicji o życzliwości w praktyce. I to wobec siebie!

Więc! Dziś, z okazji dnia życzliwości - co to znaczy "układać dobrze dzień", co to znaczy "dbać o swój rytm", co to znaczy "dbać o energię w ciągu tygodnia", a wreszcie: "jak nie mieć poczucia, że gonię ze wszystkim i ledwo co wyrabiam na zakrętach pozwolić naszemu układowi nerwowemu funkcjonować możliwie spokojnie"?

Oto 10 sposobów układania dnia i tygodnia, które realnie uspokajają nasz układ nerwowy i porządkują energię:

1. Stałe „punkty programu” w tygodniu zmniejszają chaos decyzyjny.
Jeśli wiemy, że poniedziałki mamy zdalne, środy półwolne, a piątki krótsze, to nasz układ nerwowy nie musi za każdym razem rozwiązywać skompliowanje zagadki „jak dziś wygląda mój dzień?". Stałość (i stabilność, od dzieciństwa już zresztą) jest zawsze sygnałem bezpieczeństwa: łatwiej wtedy przełączamy się z ciągłej mobilizacji na koncentrację

2. Najbardziej wymagające zadania warto robić wtedy, kiedy mamy naturalnie najmocniejszą energię

Nie chodzi mi tu o produktywność i efektywność, tylko o to, że gdy jesteśmy wyspani i spokojniejsi (dla większości osób ten czas jest rano), to nasz mózg lepiej toleruje napięcie wynikające z różnych trudnych zadań. Wieczorne „męczenie” ważnych rzeczy podbija lęk i rozdrażnienie, gorzej różniej śpimy, jeśli w ogóle zasypiamy

3. Bloki pracy redukują przeciążenie, bo nie każą nam zmieniać kontekstu co 20 minut.
Jeśli umawiamy się ze sobą na 2–3 bloki dziennie, każdy o jednym profilu (np. spotkania, administracja, odpisywanie na mejla etc), to nie musimy, ergo nasz układ nerwowy nie musi robić nieustannych rozpędzeń i hamowań (nasz wewnętrzny silnik nie rusza i nie hamuje co chwile - wiemy co to znaczy dla prowadzenia auta, dla nas znaczy o niebo gorzej)

4. Jeden dzień tygodniowo bez spotkań daje nam / naszemu mózgowi przestrzeń na myślenie a nie ciagle na reagowanie.
To może być dzień, w którym kończymy to, co czeka i zalega albo pracujemy koncepcyjnie. I wlanie wtedy jesteśmy mniej przeciążeni w pozostałe dni, bo nie nosimy zalegających zadań i myślenia o nich (to turbo męczące, wiedza osoby, które zostawiają rzeczy na tzw. "potem")

5. Aktywności „pod domem” warto wbudować w stałe dni, żeby nie generować dodatkowych bodźców i pośpiechu
Jeśli trening mamy blisko to dajemy sobie poczucie, że życie jest logistycznie prostsze. Mniej dojazdów = mniej przeciążeń układu nerwowego. 100punktow na 100!

6. Zadania, które nas emocjonalnie wysysają lepiej wstawiać po aktywnościach, które nas stabilizują.
Dla przykladu: jeśli wiemy, że spotkanie z X zawsze nas rozstraja, można je ustawić po spacerze albo bloku, który daje poczucie wpływu. Wchodzimy na spotkanie spokojniejsi. Po spotkaniu warto zrobić przerwę na "deregulację". Kolejność zadań i reset naprawdę ma znaczenie

7. Przerwy warto planować tak samo świadomie jak zadania (na receptę).
Przerwa to jak codzienne BHP. Nie „jak starczy czasu”. Nie w trakcie wyjścia na siku. Regularne, krótkie przerwy obniżają poziom pobudzenia / stresu, koja nasze nerwy i realnie wpływają na nasz oddech, a w rezultacie na wewnętrzny spokój.

8. Rytm poranka i wieczoru nie musi być idealny, ale powinien być rozpoznawalny (!). Rozpoznawalny, czyli własny, samodzielnie budowany, sprawdzany, korygowany.
Dwa–trzy powtarzalne elementy (np. poranna kawa w ulubionym kubku, wieczorne odpisanie na smsy, uporzadkowanie torby na jutro, pozmywanie naczyń wieczorem żeby kawę rano się dobrze robiło - to nie śmieszne, sprobujcie, serio, reguluje poranek o 200%) dają nam a zatem naszemu układowi nerwowemu sygnał spokoju, wewnętrznej ciszy, stałości i stabilności. Nie trzeba więcej, żeby poczuć ulgę rano i wieczorem.

9. Dni regeneracyjne warto planować z wyprzedzeniem, żeby nie były tylko reakcją na kryzys.
Kiedy odpoczynek jest zaplanowany, nasze ciało nie musi "walić w alarm” temperaturą, przeziębieniem, opryszczką, bólem głowy, żeby go wymusić. Przewidywalny, regularny odpoczynek to sposób na obniżenie napięcia w tle i ciągłego funkcjonowania w stresie

10. Zachęcam do praktykowania odmawiania. Jedno „nie” (chociaż) tygodniowo działa tak dobrze jak jabłko (an apple a day... itd) 🙂
Jeśli mamy w planie jedną sytuację, której świadomie odmawiamy (np. nowego spotkania w czwartek, choć mam okienko), to przypominamy sobie, że to MY regulujemy kalendarz i ze mamy wpływ na własne plany, a nie ze one maja wpływ na nas 🙂 o poczuciu wpływu na zdrowie psychiczne pisałam wielokrotnie, wiec tylko drobniusie zdanie, ze nasz układ nerwowy reaguje na sprawczośc i wpływ jak na delicje, a je warto jak najczęściej smakować 😊

Jak Wam się to widzi? 🎁
co z tego realizujecie a co będziecie? ☀️

Tak wygląda twarz osoby, która może robić to co lubi tak bardzo - szkolić zespoły! Wyposażać je w wiedzę i narzędzia do ...
17/11/2025

Tak wygląda twarz osoby, która może robić to co lubi tak bardzo - szkolić zespoły! Wyposażać je w wiedzę i narzędzia do radzenia sobie z różnymi wyzwaniami, do pomocy innym osobom, a także w dbaniu o siebie. W bonusie - o czym często zapominamy, szkolenie zespołu zawsze przekłada się nie na sam efekt do pracy, ale lepsze zrozumienie dynamiki wspólnego działania, zobaczenia trudności kolegów i koleżanek, co przyczynia się do wzrostu empatii, życzliwości i chęci pomocy sobie.

W sobotę miałam wielką przyjemność szkolić część zespołu Edukacji Społecznej (zajmującej się wspieraniem osób żyjących z HIV), pracujących w Punktach Konsultacyjno-Diagnostycznych, z zakresu interwencji kryzysowej:
„Interwencja kryzysowa. Jak pomóc klientowi w stresie? A przede wszystkim sobie?”.

Osoby pracujące w PKD każdego dnia spotykają klientów/ki w lęku, napięciu, po przemocy, w ogromnej niepewności, bezradności i w poczuciu zagrożenia. Widzą ich nie w ich „normalnym życiu”, ale często w jednym z najbardziej obciążających momentów, gdzie ktoś jest w chaosie, odrętwieniu, czasem reaguje impulsywnie/ agresywnie, czasem nie jest w stanie złożyć zdania, a czasem przychodzi i mówi do doradcy o przemocy jakiej doświadczył, jako do pierwszej osoby w życiu.

I szkolenie było o tym, jak przejąć prowadzenie rozmowy, kiedy druga osoba nie jest w stanie myśleć logicznie, jak obniżyć napięcie w ciele i głowie klienta, żeby mógł w ogóle usłyszeć to, co do niego mówimy, jak dać mu pierwsze stabilne oparcie, zanim wróci po wynik albo zdecyduje się na dalsze leczenie.

Poza tym, interwencja kryzysowa to także dbanie o siebie doradcy! W takiej pracy (i każdej gdzie kryzys może mieć miejsce) nie da się „być odpornym na wszystko”. To jest nierealne. Drażliwość, pośpiech, poczucie przytłoczenia, nie są błędami tylko sygnałami przeciążenia. A jeśli umiemy je zauważyć i zatrzymać choćby na kilka sekund, to chronimy i siebie, i osoby, które do nas przychodzą.
I tym się też zajmowaliśmy - czyli jak tworzyć prawdziwe BHP w zawodach pomocowych 🪴

Magdzie Ankiersztejn Bartczak, prezesce FES, dziękuję za zaufanie i zaproszenie.
A wszystkim obecnym Osobom za zaufanie również, i za pytania, za wrażliwość i za gotowość do rozmowy o najtrudniejszych momentach w pracy z drugą osobą.

To była dla mnie ważna i piękna praca ❤️

Przychodzę dziś do Was, żeby powiedzieć Wam trochę o swoich refleksjach o serialu Heweliusz w reżyserii Jana Holoubka. J...
14/11/2025

Przychodzę dziś do Was, żeby powiedzieć Wam trochę o swoich refleksjach o serialu Heweliusz w reżyserii Jana Holoubka.
Jestem nim i poruszona, i zachwycona.

I od razu powiem - nie „ocenię” tu ani reżyserii, ani scenariusza, czy zdjęć, bo kim ja jestem, żeby w tym temacie się wypowiadać - nie mam o tym zielonego pojęcia. Ale mogę powiedzieć trochę o emocjach, zbudowanych psychologicznie postaciach, o mechanizmach i o tym, czego możemy się nauczyć od Reżysera i Jego postaci. I o atmosferze serialu, która przedstawia dramat, ale pozwala nam oddychać.

Mam kilka refleksji i kilka w związku z tym rekomendacji w tym serialu dla Was.

1. Niesamowite w tym serialu jest to, ze każda z tych postaci to osoba, która znalazła się jendoczesnie i w sytuacji GRANICZNEJ i dodatkowo bez „mrocznego tła” dla tej sytuacji.
W bardzo wielu współczesnych produkcjach filmowych ‚wina’ lub ‚odwaga’ poszczególnych postaci są konkretnie uzasadnione: albo jako pochodna traumy, albo jakiejś historii z dzieciństwa, kontekstu rodzinnego. Innymi słowy: osoba jest taka, bo „ jej coś zrobiono”, a tutaj tego w ogóle nie ma W tym serialu każda decyzja jest przedstawiona „tu i teraz” - nie jest ważne, skąd przychodzi bohater, ale to co robi, kiedy staje prosto w oczy z sytuacją.
I to, w moim odczuciu, jest niezwykle i dojrzale, bo takie prowadzenie:
- nie usprawiedliwia nikogo
- nie romantyzuje cierpienia
- nie obciąża świata winą za wybory określonej osoby.

Taki zabieg jest na tle „standardowego kina” turbo antypsychologizujący, a przez to paradoksalnie jeszcze bardziej psychologiczny. Dlaczego?
Bo pozwala zobaczyć nam osobę na styku z rzeczywistością, a nie jako figurę „uformowaną” przez przeszłość i wobec której juz nam się rodzą refleksje, związki przyczynowo-skutkowe, teksty „o, to dlatego, ze mial w dzieciństwie…”. Reżyser nie musiał nam niczego wyjaśniać, dopowiadać, tłumaczyć, żeby było wiadomo, że jakieś zachowanie jest po prostu ludzkie.

2. A do tego, w kontekście sytuacji granicznych. Wtedy, zawsze:
- pękają w nas nasze schematy i konstrukcje
- wychodzą rzeczy, które nigdy by nie wyszły w zwykłej codzienności.

Możemy być być jednocześnie dobrzy i pogubieni, lojalni i tchórzliwi, pełni miłości i zdolni do zdrady samych siebie.
I nawet tego nie podsumowuje serial, nie daje jakieś puenty. Te postaci nie mają dramatycznych monologów wyjaśniających ich motywacje, nie są prowadzone narracyjnie pod określoną tezę.
I tez dlatego wydaja się mi i takie ogromnie głębokie-prawdziwe, i „płaskie”, ale w tym dobrym znaczeniu - bo nie mają nadbudowanych ozdób do siebie.
Pokazują, że w życiu, gdy dzieje się cos naprawdę naprawdę dramatycznego: nie tłumaczymy się, nie wygłaszamy monologów, nie budujemy poetyckich metafor o cierpieniu, tylko działamy, ale działamy chaotycznie, czasem tchórzliwie, czasem zle, czasem z godnością, o której sami nie wiedzieliśmy, ze tak możemy. Tu jest ktoś z krwi i kości, a nie figura dydaktyczna. I przez to oddycha.

3. To co tez mi się w tym serialu podoba, to to, ze cierpienie w nim nie jest narzędziem manipulacji na nas/widzach. I choć ciężko się to ogląda w wielu miejscach, to można się spotkać z treścią nie będąc obrzuconym ciężarem cierpienia. I można się spotkać z tym, ze każdy z bohaterów jest zlozony, funkcjonuje w różnym / innym świecie, czegoś innego doswiadcza, niezrozumiałego przez druga strone, i to wszystko nie czyni go od razu ani dobrym, ani zlym, choć może budzić zlosc, tylko bardzo prawdziwym.

4. To, co, wg mnie, naprawdę mocno pracuje w tym serialu, to również:
- godność codzienności i "zwykłości" - nikt tu nie ma być kimś wielkim, każdy chce przeżyć, przejść, wypełnić swoją rolę, jakąkolwiek by ona nie była
- podmiotowość: nawet jeśli postać podejmuje złą decyzję, a my jej za to nie lubimy, to nie jest sprowadzana do „złego człowieka”
- śmierć jest tu czymś, co się wydarza, nawet jeśli skrajnie boleśnie, ale nie czymś, co trzeba efektownie i spektakularnie pokazać. Bez patosu to się dzieje
- i chyba najwazniejsze dla mnie co wybrzmiewało w rożnych scenach, to, cos, co mogłabym podsumować, że „mogło się zdarzyć każdemu i ze każdy próbował po swojemu sobie z tym poradzić".

jeszcze pomyślałam o 3 postaciach/figurach (po dwie postaci są podobne, dlatego włożyłam je w figurę) i chciałabym Was zaprosić do refleksji.

1. Chłopak, który mówi do córki Kapitanowej: „Twój ojciec zabił mojego ojca”. To jest watek, który otwiera watek „dziedziczenia” winy i braku dostępu do prawdy.

Dlaczego? Bo on nie wie, co się wydarzyło, nie był tam, nie widział, ale jego ból jest realny, żal ogromny, tęsknota porażająca, rozpacz i złość ze tata nie żyje ogromne. I w sytuacji, w której nic nie wiadomo, a uczucia tak obezwładniające ten chłopak, jest dzieckiem, który musi stworzyć sobie jakaś logikę świata, jakieś wytłumaczenie, żeby to wytrzymać i unieść. I ze łatwiej mi uczynić sobie wroga z czyjejś córki, bo to jest jedyne dostępne miejsce, żeby ulżyć napięciu, a nie ma w jego świecie doroslych, którzy pomagają mu zatrzymać jego ból (bo matka jest w swojej żałobie).

2. Postać grana przez Justynę Wasilewską (to ta, która mówi na przesłuchaniu że „jest prostą kobietą, ale rozumie”)

Ona z kolei otwiera temat godności. Bardzo zreszta poruszający dla mnie. Dlaczego?
Bo nie ma tu patosu, ta godność jej jest taką wewnętrzną linia: ona sama mówi, ze nie ma statusu, nie ma wpływu, nie ma narzędzi, ani żadnej siatki bezpieczeństwa. Ale ma świadomość własnej prawdy. I jak widać: godność ani nie potrzebuje wielkich słów, ani wielkiej edukacji, istnieje tam, gdzie cały świat się wali, istnieje wcale nie tam, gdzie jest się „kimś”.

3. Dwaj mężczyźni z polityki (wiceminister i ten który „przekupuje”)
Oni są tez bardzo ciekawi, bo wbrew pozorom nie reprezentują „zła”, tylko okrutna logikę systemu. Oni nie stykają się z konsekwencją swoich decyzji, ani na poziomie emocji, ani na poziomie ciała - nie widza tragedii, tylko raport i jakiś układ do ocalenia. Pięknie pokazane odcięcie do realności, które „chroni” psychikę. I równie niezwykle pokazane niedopuszczenie empatii, bo gdyby ją dopuścic to cały misterny mechanizm mogłby się zachwiać i uniemożliwić wykonywanie określonej roli. I ta loljanosc wobec systemu jest tu tez ważna, no a prawda jest prawdą wtedy kiedy służy określonej narracji. Bardzo trudne i świetnie pokazane.

Wiec, jakbym miała to zebrać, to powiedziałabym, ze:
- sytuacje graniczne wyjmują z nas przeróżne cechy, zachowania, postawy
- godność może istnieć w każdej osobie, niezależnie od pozycji, historii, wiedzy, doświadczenia
- przemoc rodzi się m.in. tam gdzie nie ma dostępu do żałoby
- władza to system, który odcina od ciała i to właśnie pozwala działać
- A prawda jest wewnętrzna i każdy ma swoją.

I myślę tez, ze to historia o tym, co w nas zostaje, kiedy wszystko, co mamy traci nagle znaczenie. I ze kiedy nasz świat się rozsypuje, to widać najbardziej naturalne reakcje i zachowania: to, jak chronimy swoich bliskich, jak szukamy winnych, jak próbujemy uratować twarz, jak trzymamy się tego, co jest wg nas nas nie do oddania.

Ciekawa jestem Waszych refleksji. Ja chylę czoła.

Adres

Warsaw

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Dr Iza Jąderek umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Dr Iza Jąderek:

Udostępnij

Share on Facebook Share on Twitter Share on LinkedIn
Share on Pinterest Share on Reddit Share via Email
Share on WhatsApp Share on Instagram Share on Telegram