03/12/2025
Przychodzę dziś do Was z polecajka - idźcie na film „Być kochaną”.
A jeśli byliście, bardzo jestem ciekawa Waszych refleksji i odczuć.
Ten film działa pod skora i zostaje. Widziałam go juz chwile temu, ale równie sporą chwile potrzebowałam go w sobie ułożyć, żeby Wam dwa słowa napisać - i o nim, i o tym, co to znaczy być zależnym w relacji (jakiejkolwiek, nie tylko romantycznej), pozwalać sobie i komuś, żeby był potrzebny, pozwalać sobie budować bliskość, która nie jest o festiwalu sukcesów, a o tym, żeby umożliwić sobie i stworzyć warunki w sobie (emocjonalne), żeby być obejmowanym i trzymanym. I jak bardzo nasze wychowanie, nasze znane „bądź dzielna”, „bądź samodzielna/y”, „grunt to niezależność” robią nam tak, ze perspektywa rozpuszczenia się w czyichś dłoniach, wywołuje w nas lęk, ze ktoś nas nie utrzyma, zostawi, odrzuci.
Wiec kilka refleksji i o filmie i tym, czym jest zależność.
1. Ten film piknie pokazuje ból zależności
Bohaterka nie odrzuca miłości i troski dlatego, że „nie chce”, tylko broni sie, bo nauczyła się, że miękkość jest równoznaczna z zagrożeniem.
Jej zależność jest wybiórcza: chce, żeby maz ją kochał, ale w momencie gdy ta miłość się pojawia wraca jej stary algorytm: „to się za chwilę skończy, więc pokażę ci że jesteś gorszy, a wtedy ode mnie nie odejdziesz / albo będzie lepiej jesli ja odsunę się pierwsza, bo i tak mnie zostawisz jak zobaczysz jaka jestem” (to relacjonuje w pewnym momencie przyjaciółce). I pięknie to widać również w scenie terapii, kiedy terapeutka przykrywa bohaterkę kocem: „nie będę ci zabierać czasu, ty masz innych pacjentów”. I to nie jest uprzejmość z jej strony. To jest lęk przed bezbronnością i kruchością w czyichś dłoniach: że jeśli komuś umożliwimy danie nam czasu tylko dla nas, pełnej uwagi, troski, to może będzie nas „za dużo” albo ktoś nas odrzuci.
W tej scenie terapeutka mówi: „mój czas i uwaga są dla ciebie” i ten właśnie komunikat trafia w nas najglebej - i bohaterka i my się rozpuszczamy, bo przez całe życie wielu z nas nigdy nie poznało sytuacji, że czyjaś uwaga była dla nas, kiedy ni mniej ni więcej tylko po prostu byliśmy. Była często kiedy byliśmy „niegrzeczni”, albo kiedy „zasłużyliśmy najlepszymi ocenami”, a w przypadku tego co działo się w nas wewnętrznie wielu z nas musiało być „dzielnym” i przede wszystkim sobie radzić i radzić samodzielnie.
2. Sabotaż bliskości w relacji czeto nie wynika z braku miłości tylko z braku umiejętności / zgody na to, żeby ktoś był dla mnie dobry.
Bohaterka i my czasami reoragnizujemy codzienność tak, żeby potwierdzić swoje przekonanie: „nikt mnie nie utrzyma”. I kiedy jej mąż tańczy i bawi się z dziećmi ona składa ubranka, kiedy on wyciąga ręce, ona sztywnieje, a kiedy on opowiada o pasji, ona natychmiast generuje problem, który go wycofuje.
Czy to jest chłód? Wcale nie. Tak się reguluje i uspokaja narastający lęk: jeśli wciągnie mnie czyjaś czułość, przyjemność, swoboda, lekkosc, spontanicznosc, to nie będę wiedzieć co robić z ta miloscia, bo mój wzór to obowiązki, zadania, presja, nacisk i powaga.
3. W tym filmie bardzo wyraźnie widać, że deficyt troski rodzi dwie reakcje: pragnienie i odrzucenie.
I ten rozdźwięk jest dobrze zagrany: ona chce bliskości, ale nie ma żadnego mięśnia, który był trenowany do jej przyjęcia. Dlatego wszystko, co daje jej mąż lub ktoś inny (piękna scena w parku, kiedy przyjaciolka probuje ja przytulić) odbiera jako „za dużo”, „zagrażające”, „nieodpowiednie” albo „dzikie” czy „krępujące”. I to tez jest o uczeniu się, ze można być dla kogoś ważnym bez „starania się”, albo „bez walki”. I można po prostu być i wcale nie na 100procent.
4. To jest także film o tym, jak kobiety często są uczone być „lepszą matką/pracowniczką/koleżanka niż partnerką”.
Każdy ma jakiś „bezpiecznik”, w który ucieka, kiedy relacja robi się zbyt intymna: praca, opiekuńczość, obowiązki, mówienie komuś „ja wiem lepiej”. U niej funkcja matki (składanie ubranek, pokazywanie ze wie lepiej jakie są dzieci i czego chcą) chroni ją przed byciem partnerką, bo partnerstwo wymaga odsłonięcia miękkiego brzuszkaa: chcenia, tęsknoty, polegania na kimś, ufania.
5. I wreszcie: to film o tym, jak trudno jest pozwolić sobie być przyjęta/ym
Scena, kiedy terapeutka przykrywa ją kocem, to taki moment zgody na to, żeby ktoś był dla nas dobry, kiedy sami tego nie czujemy. I kiedy pozwalamy, żeby ktoś się o nas zatroszczył, zanim sami umiemy to zrobić.
W tym filmie - kobieta, która całe życie marzyła o bezpieczeństwie, gdy je dostaje, nie wie, co z nim zrobić. I to wcale nie jest prosta sprawa, jakby mogło się nam wydawać.
Bezpieczeństwo wcale nie jest rzeczownikiem w głowie.
Bezpieczeństwo to czasownik, który potrzebuje znaleźć miejsce w naszym ciele, a ono często przez cale życie uczyło się żyć w kontroli i napięciu, czujności, ostrożności, oglądaniu się za siebie, zasługiwaniu i obserwowaniu czy to co zrobię nie wycofa akceptacji i miłości naszych opiekunów.
I to jest piękna i bolesna metafora dla bardzo wielu z nas.
I historia o tym, ze wszyscy i każdego dnia uczymy się jak to jest kochać, jak to jest być blisko, jak to jest kłócić się, jak to jest ufać, jak to jest być sobą przy kimś i swobodnie oddychać.
I na koniec chce jeszcze powiedziec:
- przyjmowanie troski to jest kompetencja, a nie charakter i nie cos, z czym się rodzimy, tylko proces nauki.
I to nie jest tak, ze ktoś jest wybrakowany, zepsuty, tylko że część z nas nigdy nie była uczona bycia w miękkości, dobru, lekkości.
A ten film pokazuje, że jak się raz spróbuje, choćby przez przykrycie kocem, to nasze ciała, serca, dusze reagują od razu: czasem płaczem, czasem ulgą, czasem zakłopotaniem i zagubieniem, czasem usztywnieniem. A czasem, po jakimś czasie, większa przestrzenia w brzuchu i klatce piersiowej i przyjemnością na doświadczenie przyjmowania.
Możemy chcieć relacji, tęsknić za czułością, ale kiedy ona przychodzi, to od razu odpalamy nasze mechanizmy: wyzszlosc, dystans, chlod, obowiazki, prace, sztywnosc. Dlaczego? Bo zależność jawi się nam często jako ryzyko utraty gardy albo ze ktoś nas puści, kiedy będziemy chcieli się o te osobę oprzeć.
I tak jak w filmie, tak i w zyciu, kiedy ona na chwile przestaje być „dzielna” i pozwala się przykryć kocem przez terapeutkę, to ta nie tylko tego nie nadużywa, ale bierze to na siebie: daje strukturę, daje obecność, towarzyszenie, czas, uwagę i troskę. I w takich sytuacjach wszystko w nas, i w filmie peka.
A jak pęknie i się wyleje, wyplacze, odtaja, doświadczy i poczuje, to można to miejsce w sobie i w relacji zapamiętać i UCZYĆ się powtarzać: smakować milosci, dotykać jej, pozwalać sobie doświadczać bycia otoczoną/ym, chcianą/ważnym, kochaną / kochanym.
A te sceny z terapii i z kocem i wyciągniętymi dłońmi, są tak piękne dlatego bo są symbolem k metafora tego, co się w nas dzieje kiedy pierwszy raz pozwalamy, żeby troska nas dotknęła.
Wszystkim ten film - gorąco ❤️
Fot ściągnęłam ze strony Gutek Film.