02/07/2024
...I poczułam, że „wszyscy” to też ja...
To jedno ze zdań, które padło na rundce końcowej Treningu Samoregulacji dla grupy 30 rodziców dzieci z trudnościami rozwojowymi.
Był to warsztat szyty na miarę dla LogoFon Gabinet Logopedyczny i Integracji Sensorycznej Joanna Woźniak w czasie którego Joanna Woźniak świętowała 10 rocznicę pracy terapeutycznej.
Skąd ten pomysł?
Wiele razy rozmawiałyśmy z Asią o tym jak bardzo rodzice dzieci, na których spada diagnoza świadcząca o trudnościach rozwojowych ich dziecka, są pozostawieni sami sobie.
Dziecko reguluje się do układu nerwowego rodzica, zatem oczywista jest rola rodzica w procesie terapeutycznym dziecka.
Jakieś 25 lat temu rehabilitowałam dzieci z wadami postawy. Jednym z głównych powodów mojej rezygnacji była trudność w zaangażowaniu większości rodziców w proces terapii. Na tamten czas bardziej czułam niż wiedziałam, a to nie wystarczało żeby zmotywować rodzica. Wiem zatem, że jakakolwiek terapeutyczna praca z dzieckiem to praca z systemem rodzinnym.
Wada rozwojowa, genetyczna, spektrum autyzmu…
Świadomość, że to co oczywiste dla wielu dzieci, okaże się nieoczywiste dla naszego dziecka, może być przytłaczająca. Podejmujemy różne strategie, które mają chronić nas i nasze dzieci przed konsekwencjami bezczynności. Po czasie może okazać się, że zupełnie zatraciliśmy siebie. I tu nie chodzi o jogę, spacer czy kino, ale o zauważenie w drugiej połowie dnia, że poza kawą i herbatą wypitą w biegu, nic więcej nie mieliśmy w ustach.
Dziecku, które ma tyle granic rozwojowych trudno postawić zdrowe granice rodzicielskie. Jeszcze trudniej uwolnić się od kontroli i lęku o jego przyszłość, bo co wtedy, gdy mnie zabraknie?
Złość tłumiona na sytuację, w której się znalazłam/łem jest złością, z którą trudno wyjść do ludzi i się z nią podzielić.
Cała kombinacja różnych trudnych emocji może powodować utknięcie na poziomie walki/ucieczki co wieczorem i w krótkich wolnych chwilach, przełącza w stan trwania i zamrożenia. Takie osoby doświadczają trudności z wejściem w tzw okno tolerancji, kiedy to układ nerwowy ma dobre warunki do działania i regeneracji.
Ten weekend był czasem kiedy godzina po godzinie miałam możliwość obserwowania jak zmienia się ekspresja twarzy i ciała każdego z uczestników. Ożywienie było zauważalne u wszystkich. Poczucie, że „wszyscy to też ja”, oraz „że nie jestem w tym sama, „są inni, którzy mają podobnie i mnie rozumieją” budowało poczucie bezpieczeństwa, dzięki któremu barki uczestników opadały w dół, twarz łagodniała i oddech spowalniał…
Pięknie Państwu dziękuję za możliwość towarzyszenia w Waszych procesach
Joanna Woźniak oby więcej takich terapeutów dziecięcych jak Ty! Podziwiam Twoją siłę, odwagę do podejmowania trudnych tematów i empatię jaką darzysz ludzi. Oby Twoja praca nadal przynosiła pożytek tylu ludziom! I będąc mi szczególnie bliską osobą - cieszę się, że robisz to pielęgnując swoje granice.