05/02/2026
Gdy peron znika, ciało zostaje.
Zdarza się, że życie zaczyna pędzić
jak peron we mgle —
znikający, odklejający się spod stóp.
Jakby wszystko chciało odjechać
zanim zdążymy złapać oddech.
Ale peron nie istnieje.
To tylko my oddalamy się
od własnej osi.
Ciało wie to pierwsze.
Napina się pod mostkiem,
zamyka w gardle,
kładzie ciężarem na barkach —
nie po to, by nas zatrzymać,
ale by nas przywołać.
„Tu. Wróć do mnie.
Tu zaczyna się Twoja prawda.”
Gdy pozwalamy uwadze opaść
z hałasu świata
do ciepła skóry,
dzieje się coś cichego:
oddech staje się głębszy,
ziemia pod stopami staje się bliższa,
a wewnętrzne światło
zaczyna pulsować
jak odległa gwiazda,
która nagle rozpoznaje nas po imieniu.
Wtedy orientujemy się,
że nic nam nie ucieka.
To my wracamy —
do siebie,
do swojego rytmu,
do kierunku, który był w nas od zawsze.
Bo ciało to nie tylko dom.
Ciało to mandala.
Mapa, na której spotykają się
wszystkie nasze światy.
I kiedy wracamy do ciała,
wracamy do własnej osi świata —
tej, która łączy nas z kosmosem,
a kosmos z nami.
~~ z cyklu Rozmowy z Głosem