09/01/2026
Napisałem ten krótki tekst dla liderów, z którymi na co dzień pracuję.
Ale temat jest uniwersalny.
Dla każdego z nas.
_ _ _ _ _ _ _ _ _ _
🔴 WYSOKO FUNKCJONUJĄCE WYPALENIE
Kiedy „działam” nie znaczy „żyję”.
Większość liderów, których spotykam, nie mówi: „jestem wypalony”.
Mówią raczej:
– „Daję radę, tylko jestem ciągle zmęczony”.
– „To intensywny okres” (który trwa trzeci rok).
– „Tak po prostu wygląda ta rola”.
I właśnie dlatego wysoko funkcjonujące wypalenie jest tak podstępne.
_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _
Czym jest wysoko funkcjonujące wypalenie?
To stan, w którym na zewnątrz wszystko działa, a wewnątrz system człowieka jest chronicznie przeciążony.
Cele są realizowane.
Odpowiedzialność dowożona.
Zespół działa.
Reputacja nienaruszona.
A jednocześnie:
Ciało jest w permanentnym napięciu.
Układ nerwowy nie wraca do stanu regeneracji.
Emocje są spłycone.
Sens pracy zaczyna się rozmywać.
Psychologicznie to nie jest „lenistwo” ani „słaba odporność”.
To adaptacja.
🔳 Dlaczego się do tego przyzwyczajamy?
Bo to działa. Przynajmniej przez jakiś czas.
Z perspektywy neurobiologii:
chroniczny stres → podwyższony kortyzol → mobilizacja → efektywność.
Problem w tym, że organizm nie odróżnia sprintu od maratonu, jeśli maraton trwa latami.
Wielu liderów zbudowało swoją tożsamość wokół bycia:
! Odpowiedzialnym
! Niezastąpionym
! Silnym
! Tym, który uniesie”
Wtedy przeciążenie przestaje być sygnałem alarmowym, a staje się dowodem wartości.
Dlaczego niektórzy potrafią żyć z bólem – fizycznym i psychicznym?
Bo nauczyli się odłączać od sygnałów.
Są w trybie tzw. dysocjacji funkcjonalnej: automatyźmie, odcięciu od emocji, od reakcji w ciele.
„Nie mogę teraz czuć — muszę działać.”
Problem zaczyna się wtedy, gdy:
ból staje się tłem życia,
napięcie normą,
brak radości „ceną sukcesu”.
Wtedy nie pytamy już: „czy to mi służy?”
Pytamy tylko: „jak długo jeszcze wytrzymam?”
Wielu liderów, z którymi pracuję rzadko ma przestrzeń, by powiedzieć:
„Nie wiem”
„Jest mi ciężko”
„Potrzebuję regulacji, nie kolejnego zadania”.
Do tego, łatwiej jest im żyć w napięciu niż zmierzyć się z głębszymi pytaniami o sens.
Takie pytania potrafią otworzyć wiele tematów.
Nie każdy jest na to gotowy.
Konsekwencje takiego stanu często przychodzą cicho.
Nie zawsze jako spektakularny kryzys (choć ten bywa blisko!)
Częściej jako:
spadek empatii,
cynizm,
drażliwość,
utratę kontaktu z ciałem,
reakcje psychosomatyczne
relacje oparte na funkcji, nie obecności.
A potem lider zaczyna się dziwić, że:
zespół „jest trudny”,
ludzie się wycofują,
decyzje kosztują więcej niż kiedyś.
To nie problem kompetencji.
To problem regulacji i sensu.
Co z tym zrobić?
Nie chodzi o:
urlop (choć ten bywa konieczny),
kolejne narzędzie produktywności,
„work-life balance” jako hasło.
Chodzi o:
odzyskanie kontaktu z sygnałami ciała,
zgodę na bycie człowiekiem, nie tylko funkcją,
redefinicję siły — z wytrzymałości na zdolność do regeneracji,
pracę na poziomie tożsamości, nie tylko zachowań.
Bo lider, który nie słucha siebie, prędzej czy później przestaje słyszeć innych.