17/12/2025
Dziś nie możemy udostępnić nic innego. Czujemy ogromny smutek i współczucie dla wszystkich, których dotyka ta tragedia.
"Nie kupujcie smartfonów dzieciom pod choinkę" - usłyszałam od suicydologia, psychologa i terapeuty pracującego z dziećmi i młodzieżą. Potem, kilka godzin później zostałam poproszona do TVN24 żeby wypowiedzieć się w sprawie tego, co wydarzyło się w Jeleniej Górze. Jeszcze póżniej przyszła do mnie pacjentka, której wychowawczyni dziecka w szkole, tak delikatnie jak umiała, komunikowała, że dzieci najprawdopodobniej oglądają obfitujący w brutalne sceny i opowieści serial dla dorosłych, bo o tym właśnie rozmawiają w klasie. Tak, oczywiście, nie wiemy jeszcze dlaczego (w Jeleniej Górze) stało się to, co się stało. Akty przemocy, także tej ostatecznej (we wspomnianym przypadku podejrzewa się zabójstwo) za każdym razem trzeba rozpatrywać osobno (tak prawnie, jak i psychologicznie). Niemniej, trudno nie mieć refleksji na temat szerszego kontekstu kulturowego, społecznego i psychologicznego tych tragicznych zdarzeń. Wspomniany terapeuta dziecięcy i młodzieży, który spędził na warsztatach i rozmowach z dzieciakami setki godzin, mówił prosto i pokazywał - to nasza, dorosłych wina (przepraszam za dosadność).
Uwierzyliśmy, że można wreszcie "uspokoić" dzieci przez treści, które niemal "same" generują się w internecie. W sprzedaży są już nocniki dla kilkumiesięcznych dzieci z miejscem na tablet. Dzieci "są grzeczne". Nie mówią, nie domagają się niczego, ich wzrok jest skupiony, buzia otwarta z wrażenia i skupienia, patrzą w ekran telefonu czy tabletu. Dzieci w wieku 9-10 lat "na pierwszą komunię" lub "by mieć z nami kontakt" dostają smartfon, w którym błyskawicznie mają szansę zetknąć się z treściami, czy komunikatami, które z pewnością nie są na ich wiek, możliwości poradzenia sobie emocjonalnego, etap rozwoju kory mózgowej. Ich doświadczenia poza wirtualnym światem są ograniczone, albo bardzo, bardzo słabe. Wirtualne jest realne. To, co dorosły mózg "odsącza" od fantazji gier, filmów, horrorów itd. nie zostaje obrobione przez młody, nie do końca rozwinięty mózg. Tu, gdzie dorosły jest w stanie spokojnie włączyć "stop", młody mózg nie daje rady. Zachowujemy się, jakbyśmy tego nie wiedzieli. A psychologia, psychiatria i neuronauką podają nam tę wiedzę na tacy.
Drugą rzeczą jest uczenie się. To też nie nowość - uczenie się przez modelowanie, czyli obserwowanie. Nie chodzi mi tylko o to, że jeśli Ty siedzisz z telefonem w domu skoncentrowany/a na treściach, które czytasz czy oglądasz, nie oczekuj, że Twoje "mądrości" o "oderwaniu się od telefonu" zostaną przyjęte przez dziecko, czy młodzież. Chodzi mi o coś dużo bardziej trudnego - to jak pokazywana i oceniana jest przemoc? W grach, w filmach, nie mówię tu już o nieograniczonej fantazji social mediów. Nie tylko, że przemoc jest niemal wszędzie, począwszy od kreskówek dla dzieci. Ale, że jest "cool" (to na pewno nie jest "młodzieżowe słowo roku", więc spieszę wyjaśnić, że oznacza "fajny", "na czasie", "warty uznania"). Bardzo, bardzo stare badania Alberta Bandury, pokazują, że uczymy się zachowań przez obserwację. Ale co zdecydowanie ważniejsze - uczymy się błyskawicznie tych zachowań, które są nagradzane. Przemoc, która jest nagradzana, jest natychmiast umacniana poprzez uczenie się i odtwarzana. Dodatkowo tam, gdzie liczy się grupa rówieśnicza i bycie "cool" jest super ważne.
Wszystko to "wiemy" (mamy tę wiedzę z badań, dane ze statystyk i trendów - tak dotyczących wzrostu przemocy różnego rodzaju wśród młodzieży, jak i wzrastające statystyki samobójstw, depresji itd), a jednak nadal jakbyśmy preferowali magiczne myślenie, że "to nas jakoś nie dotyczy".
Mówimy czasem, że żyjemy w "narcystycznych czasach" (polecam książkę Jonathana Haidta "Niespokojne pokolenie", w której pokazuje min, jak taki "drobiazg" jak kamerka tel. skierowana w drugą stronę potrafiła zmienić i indywidualną mentalność i społeczne normy). Obyśmy nie musieli zastanawiać się jak przetrwać w "psychopatycznych czasach" - gdzie empatia nie istnieje, a poczucie winy nie zdążyło się wytworzyć. Bo to może grozić nam wszystkim. AI itd. ale jest szansa, że bez tego (jako społeczeństwa, a może jako gaatunek) nie przetrwamy.
fot. Alain Fleischer, L'âme au couteau, 1984. Zdjęcie pobrane z Internetu, widziałam w oryginale na ostatniej wystawie "Paris Photo" w Grand Palais. Autor zdawał się być niezwykle przyjaznym i ciekawym człowiekiem i mam nadzieję, że nie nadużywam Tutaj jego praw.