Katarzyna Sokołowska Psychoterapeuta

Katarzyna Sokołowska Psychoterapeuta Jestem psychologiem, psychoterapeutą systemowym, specjalistą psychoterapii uzależnień z wieloletnim doświadczeniem. Od 2004 roku pracuję z pacjentami.

Postanowiłam wesprzec koleżankę i jej pieska w kłopocie. Link do zrzutki-matki w komentarzu 🙏https://zrzutka.pl/8522ty?f...
05/03/2026

Postanowiłam wesprzec koleżankę i jej pieska w kłopocie. Link do zrzutki-matki w komentarzu 🙏
https://zrzutka.pl/8522ty?fbclid=IwdGRjcAQWv1ZjbGNrBBa_TWV4dG4DYWVtAjExAHNydGMGYXBwX2lkDDM1MDY4NTUzMTcyOAABHva11q-b2DYLnBAgBNv-EUQsmu75eAAyXXmtSRmXLMYp4gKCQylg4zeHfnzY_aem_Pz58-dtV-j0sLYUTlLdeUQ

Cześć,mam na imię Niki i razem z moim opiekunem chcemy pomóc mojemu koledze – Fąflowi. 🐾Cztery lata temu moja koleżanka pojechała do schroniska w Sejnach. Właśnie tam spotkała Fąfla. Od tamtej chwili są nierozłączni. Razem spędzają każdy dzień – na spacerach, zabawach i wsp....

05/03/2026

Od kwietnia wolna będzie godzina 16 we wtorek (jako regularny termin). Jeśli ktoś chcialaby rozpocząć proces psychoterapii zapraszam do kontaktu i na konsultacje.

Świetna opowieść o chorobie afektywnej-dwubiegunowej (CHAD)
09/02/2026

Świetna opowieść o chorobie afektywnej-dwubiegunowej (CHAD)

❤️
08/02/2026

❤️

„To nie mój film” – psychologia relacji, która straciła język.„To nie mój film” Marii Zbąskiej to opowieść, którą można ...
02/02/2026

„To nie mój film” – psychologia relacji, która straciła język.

„To nie mój film” Marii Zbąskiej to opowieść, którą można czytać nie tyle jako historię o kryzysie związku, ile jako studium emocjonalnego utknięcia. Film nie pokazuje gwałtownego rozpadu ani dramatycznych zwrotów akcji. Zamiast tego skupia się na stanie znacznie trudniejszym do uchwycenia — na relacji, która trwa, choć coraz mniej wiadomo, po co.
Wanda i Janek decydują się na pieszą wędrówkę wzdłuż zimowego Bałtyku, traktując ją jako test dla swojego związku. Psychologicznie jednak nie jest to próba odbudowy bliskości, lecz raczej ostatnia próba nadania sensu relacji, która funkcjonuje już głównie z przyzwyczajenia. Ich problemem nie jest brak uczuć, lecz brak dostępu do nich — zmęczenie, które nie przeradza się w konflikt, ale w emocjonalną ciszę.
Z perspektywy psychologii relacji film trafnie pokazuje mechanizm minimalnego kontaktu emocjonalnego. Bohaterowie są razem fizycznie, rozmawiają, żartują, irytują się sobą, ale rzadko dochodzi między nimi do prawdziwego spotkania. Ironia i drobne uszczypliwości pełnią funkcję ochronną — pozwalają zachować dystans tam, gdzie bliskość stała się zbyt ryzykowna.
Surowy krajobraz morza wzmacnia ten stan. Zimny, obojętny, pozbawiony pocieszenia, staje się metaforą emocjonalnej przestrzeni między bohaterami. W terapii par często podkreśla się, że relacja zaczyna się rozpadać nie wtedy, gdy partnerzy się kłócą, ale wtedy, gdy przestają być sobą nawzajem ciekawi. W tym filmie ta utrata ciekawości jest wyczuwalna niemal w każdej scenie.
Tytuł „To nie mój film” można interpretować jako psychologiczny mechanizm obronny. To zdanie, które pozwala zdystansować się od własnych wyborów i odpowiedzialności za życie. Łatwiej uwierzyć, że znaleźliśmy się w cudzej historii, niż przyznać, że to my przestaliśmy aktywnie ją tworzyć. Wanda i Janek funkcjonują właśnie w takim zawieszeniu — między trwaniem a odejściem, bez gotowości na jedno i drugie.
Film nie udziela jednoznacznej odpowiedzi, czy ta relacja powinna się zakończyć. I właśnie w tym tkwi jego siła. Z psychologicznego punktu widzenia nie każdy związek kończy się dlatego, że „nie ma miłości”. Czasem kończy się dlatego, że nie ma już przestrzeni na rozwój, a bycie razem staje się formą unikania straty.
„To nie mój film” to cichy, uważny portret emocjonalnego impasu. Nie oferuje pocieszenia ani prostych rozwiązań, ale stwarza przestrzeń do zadania sobie pytania, które w relacjach bywa najtrudniejsze: czy wciąż jestem obecna w swoim życiu i związku — czy tylko odgrywam znaną rolę?

„Wielki Błękit” – o zgodzie na to, kim drugi człowiek jest.Jestem fanką filmu Wielki Błękit. Od czasów licealnych wracam...
26/01/2026

„Wielki Błękit” – o zgodzie na to, kim drugi człowiek jest.

Jestem fanką filmu Wielki Błękit. Od czasów licealnych wracam do niego co kilka lat. Choć inspirowany jest prawdziwą historią, świadomie odnoszę się do samego filmu — do dzieła, które od pierwszego seansu wryło się we mnie jako film totalny.
Nie potrafię dziś jednoznacznie powiedzieć, co dokładnie mnie w nim zafascynowało za pierwszym razem. Pamiętam jednak bardzo wyraźnie jedno uczucie: chciałam, żeby się nie kończył. A było to o tyle zaskakujące, że jako piętnastolatka byłam dzieckiem niecierpliwym, nadpobudliwym, z trudem wysiedziałam w miejscu — a film był długi.
Sam fakt, że w ogóle po niego sięgnęłam, też ma swoją historię. Nigdy nie byłam orłem z fizyki ani nauk ścisłych (choć trafiłam do klasy matematyczno-fizycznej w Staszicu). Po jednej z odpowiedzi dostałam jedynkę. Nauczyciel zaproponował mi nietypowy „układ”: jeśli na następną lekcję obejrzę Wielki Błękit i napiszę jego recenzję, skreśli mi dwie jedynki.
Był to wspaniały nauczyciel. Do dziś jestem mu wdzięczna za to, że nie niszczył tych, którym nauka przychodziła trudniej, a tych, którzy chcieli się rozwijać, potrafił realnie wspierać. Osobowość niezwykła.
Od tamtej pory oglądałam Wielki Błękit co kilka lat. I do dziś ten film się dla mnie nie zestarzał. Wręcz przeciwnie — z każdym kolejnym seansem widzę w nim więcej. Zmienia się nie on, lecz ja. A wraz ze mną sposób, w jaki patrzę na bohaterów: coraz mniej przez pryzmat ocen, coraz bardziej przez pryzmat ich historii.
Film przedstawia dwie bardzo wyraziste postaci. Jedna z nich bywa pokazywana w sposób niemal karykaturalny — jako narcystyczna, głośna, skupiona na sobie. A jednak uważniejszy obserwator dostrzeże pod tą fasadą dużą wrażliwość i potrzebę bycia widzianym, a nie jedynie podziwianym. Drugi bohater to jego przeciwieństwo: introwertyczny, charyzmatyczny pasjonat, żyjący w swoim wewnętrznym świecie. Człowiek głęboko zanurzony w tym, co nadaje jego życiu sens. Równie łatwo można by go nazwać egoistą — kimś zamkniętym, niedostępnym emocjonalnie, skoncentrowanym wyłącznie na sobie.
I jest jeszcze ona — kobieta, która świadomie wiąże się właśnie z nim. Zakochuje się w tym introwertycznym, nieoczywistym mężczyźnie, wiedząc, kim on jest i jaki jest. Pragnie relacji, bliskości, wspólnego życia, rodziny. Z czasem coraz mocniej doświadcza frustracji i złości, bo on nie porzuca tego, co dla niego fundamentalne, nie dopasowuje się do jej oczekiwań, nie zmienia swojej natury.
W tym miejscu bardzo łatwo sięgnąć po proste etykiety: narcyz, egoista, niedojrzały emocjonalnie. Łatwo też uznać, że „powinien się zmienić”, „dorosnąć”, „zrezygnować z pasji i wreszcie być normalnym mężem i ojcem”. Tylko że ta kobieta weszła w relację z nim takim, jakim był od początku. Z jego światem, jego ciszą, jego wyborem życia.
I właśnie tu ten film najmocniej dziś ze mną rezonuje.
Z perspektywy dnia dzisiejszego Wielki Błękit jest dla mnie opowieścią o granicach oczekiwań wobec drugiego człowieka. O tym, że nie mamy prawa żądać od kogoś, by się zmienił tylko dlatego, że jego sposób istnienia jest dla nas trudny, niezrozumiały albo budzi w nas lęk. Za tym, kim ktoś jest, stoją zawsze ważne doświadczenia, wrażliwość, historia — nawet jeśli jej nie znamy.
Ten film przypomina mi również, jak łatwo oceniamy i deprecjonujemy to, czego nie rozumiemy. Jak często zamiast ciekawości pojawia się krytyka, zamiast próby zrozumienia — pogarda, a zamiast akceptacji — presja zmiany. Tymczasem być może najdojrzalszą formą szacunku wobec drugiego człowieka jest pozwolenie mu być takim, jakim jest — nawet jeśli to oznacza, że nie potrafimy z nim stworzyć życia, jakiego pragniemy.
Dlatego tak ważne jest, by dać sobie czas przed wejściem w relację. Czas na zobaczenie drugiego człowieka w całości — nie tylko w zakochaniu, ale i w codzienności, w wyborach, w wartościach. I dopiero wtedy odpowiedzieć sobie na pytanie: czy potrafię kochać tego człowieka takim, jakim jest naprawdę? Czy mogę być z nim szczęśliwa — nie z wyobrażeniem, potencjałem czy nadzieją na zmianę, ale z nim realnym?
Wielki Błękit porusza oczywiście znacznie więcej ważnych tematów. Jednak po ostatnim seansie to właśnie ten wątek pozostał we mnie najmocniej.
Z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że to film z mojego osobistego top 5.
I że czas działa wyłącznie na jego korzyść.

22/01/2026

Dziś przyglądamy się zawodowi psychoterapeuty. Oto kolejna perspektywa

Justyna Dąbrowska: Co to znaczy według Ciebie, że „słowa mogą leczyć”? Kiedy one leczą?
Bogdan de Barbaro: Niech pomyślę. Słowa leczą, jeżeli otwierają namysł, który pozwala mu sięgnąć w głąb siebie samego. Taki namysł, z którego wynika albo lepsze rozumienie siebie, albo pocieszenie, albo znalezienie jakiejś innej drogi niż ta dotychczasowa - błędna, albo potrafią pomóc w zrozumieniu drugiego, z którym dotąd było się w konflikcie. Refleksję nad słowami, które leczą, możemy ograniczyć do psychoterapii, ale gdyby słowo „leczyć”, rozumieć szerzej, to wtedy moc słowa pojawia się też w rozmowie ludzi bliskich. Słowo niesie ulgę w cierpieniu, może być znakiem bliskości, daje pocieszenie, wydobywa z bolesnej samotności.
JD: Zatrzymajmy się przy psychoterapii, bo myślę, że tutaj możemy otworzyć furtkę osobom, dla których to jest zagadkowe. Czym rozmowa lecząca w gabinecie, różni się od tej przyjacielskiej, partnerskiej?
BdB: Możliwe, że psychoterapeuta ma trafniejsze domysły, co musiałoby się w rozmowie stać, żeby dotrzeć do tego, co bolesne, a schowane. W psychoterapii dbamy o poczucie bezpieczeństwa rozmówcy, żeby móc - mówiąc w żargonie - zdejmować obrony. Po co to robimy? Bo te obrony doraźnie bronią, ale na dłuższą metę podtrzymują cierpienie. Czyli w psychoterapii rozmawiamy w taki sposób, żeby tam zaglądać, gdzie na ogół się nie zagląda, a gdzie znajduje się źródło cierpienia, drzazga, która boli, a która nie jest widoczna przed tą rozmową. Każdy z nas ma w sobie jakiś opis siebie i świata zewnętrznego. W terapii namyślamy się nad tym opisem: w jakich fragmentach powoduje on ból, kiedy prowadzi do destruktywnego konfliktu.
JD: Pomyślałam, że to co również jest leczące, to słowa, które potrafią opisać coś, co jest trudne do opisania. Ten ból wewnętrzny, jakieś nieznośne, wewnętrzne poruszenie. Ktoś przychodzi do nas wypełniony bólem, czuje, że ma różne rany, na przykład z powodu traumy i mówi „brak słów, żeby opisać co mnie spotkało”. I wtedy próbujemy dać rzeczy odpowiednie słowo, w efekcie ból przestaje być taki nieokreślony, bezkształtny. Staje się mniej palący.
BdB: Tak, bo dać odpowiednie słowo, to znaczy, że w słowie możemy coś zamknąć, dopowiedzieć, dodefiniować i dodefiniowawszy sprawiamy, że ten ból jest do okiełznania, do zamknięcia i do zarchiwizowania.

fragment rozmowy dla czasopisma "Charaktery" - rozwinięcie tematu w książce "Swoją drogą..." wyd. Agora, pod patronatem LP.
fot Mateusz Skwarczek

Terapia uzależnień – czym jest, a czym nie jest.O granicach pomocy, kolejności interwencji i odpowiedzialności terapeuty...
19/01/2026

Terapia uzależnień – czym jest, a czym nie jest.
O granicach pomocy, kolejności interwencji i odpowiedzialności terapeutycznej.

W pracy poradni terapeutycznych coraz częściej zgłaszają się osoby z problemem uzależnienia lub z jego konsekwencjami. Nierzadko są to osoby z bogatą, poruszającą historią życiową, doświadczeniem traumy, zaniedbania, przemocy czy strat. Ich narracja bywa spójna, emocjonalnie intensywna i łatwo budzi empatię.
W takich sytuacjach istnieje szczególne ryzyko, że terapeuta — kierując się chęcią ulgi w cierpieniu pacjenta — rozpocznie proces terapii pogłębionej z pominięciem właściwego leczenia uzależnienia. Choć intencje są dobre, konsekwencje takiego postępowania mogą być dla pacjenta destrukcyjne, a dla procesu terapeutycznego — nieetyczne i nieskuteczne.

Celem niniejszego tekstu jest:
wyjaśnienie, czym jest terapia uzależnień, a czym nie jest,
opisanie drogi, jaką przechodzi osoba uzależniona,
wskazanie momentu, w którym terapia pogłębiona staje się zasadna i bezpieczna.

1. Uzależnienie jako specyficzny stan kliniczny
Uzależnienie nie jest jedynie „problemem emocjonalnym”, „nieadaptacyjną strategią radzenia sobie” ani wyłącznie skutkiem traumy. Jest przewlekłym, nawrotowym zaburzeniem, obejmującym:
sferę biologiczną (układ nagrody, regulacja impulsów),
psychiczną (mechanizmy obronne, zaprzeczanie, racjonalizacja),
relacyjną i społeczną (wzorce więzi, współuzależnienie),
egzystencjalną (poczucie sensu, tożsamości).
Osoba uzależniona nie funkcjonuje w pełni w kontakcie z rzeczywistością, dopóki aktywne są mechanizmy uzależnienia. Dotyczy to także okresów pozornej abstynencji.

2. Czym jest terapia uzależnień
Terapia uzależnień jest procesem strukturalnym i etapowym, którego nadrzędnym celem jest:
zatrzymanie używania substancji / zachowania,
rozpoznanie i osłabienie mechanizmów uzależnienia,
odbudowanie zdolności do autorefleksji i regulacji emocjonalnej,
przygotowanie pacjenta do dalszej pracy terapeutycznej.
Kluczowe elementy terapii uzależnień:
konfrontowanie zaprzeczania (a nie jego interpretowanie),
praca na faktach, konsekwencjach i odpowiedzialności,
wzmacnianie motywacji do abstynencji,
uczenie regulacji emocji bez używania,
psychoedukacja,
jasne ramy, kontrakt i granice.
Terapia uzależnień nie jest terapią pogłębioną, choć może być relacyjna, empatyczna i wspierająca.

3. Czym terapia uzależnień nie jest
Terapia uzależnień nie jest:
analizą wczesnodziecięcych traum w okresie czynnego uzależnienia,
intensywną pracą nad stylem przywiązania przy braku stabilnej abstynencji,
eksploracją narracji ofiary bez równoczesnego odnoszenia się do odpowiedzialności,
terapią skoncentrowaną wyłącznie na cierpieniu psychicznym z pominięciem używania.
Rozpoczynanie terapii pogłębionej w tym czasie:
wzmacnia mechanizmy uzależnienia,
daje pacjentowi poczucie „bycia leczonym” bez realnej zmiany,
może zwiększać ryzyko nawrotu,
bywa nieświadomym współuczestnictwem terapeuty w systemie zaprzeczania.

4. „Uwiedzenie historią” – ryzyko w pracy terapeutycznej
Osoby uzależnione często:
są sprawne narracyjnie,
mówią o bólu, krzywdzie, niesprawiedliwości,
potrafią wzbudzić współczucie i potrzebę ratowania.
To nie jest manipulacja w sensie intencjonalnym, lecz działanie mechanizmu uzależnienia, który chroni dostęp do substancji/zachowania.
Empatia terapeutyczna nie polega na rezygnacji z granic, lecz na stawianiu ich w sposób odpowiedzialny.

5. Droga osoby uzależnionej – etapy procesu terapeutycznego

Etap 1: Zatrzymanie i stabilizacja
abstynencja (lub jej realna próba),
praca nad motywacją,
zabezpieczenie życia i funkcjonowania,
często: leczenie psychiatryczne, detoks, grupa.

Etap 2: Praca nad mechanizmami uzależnienia
rozpoznawanie schematów,
odpowiedzialność za używanie,
praca nad nawrotami,
odbudowa funkcji ego.

Etap 3: Terapia pogłębiona
Dopiero na tym etapie możliwa jest:
bezpieczna praca z traumą,
eksploracja relacji i przywiązania,
terapia systemowa,
praca nad tożsamością i historią życia.

6. Kiedy terapia pogłębiona jest zasadna?
Terapia pogłębiona ma sens wtedy, gdy:
abstynencja jest względnie stabilna,
pacjent rozpoznaje swoje mechanizmy,
potrafi regulować emocje bez używania,
bierze odpowiedzialność za swoje wybory,
relacja terapeutyczna nie zastępuje substancji.
Wcześniej — nawet najlepsza terapia pogłębiona nie leczy uzależnienia.

Terapia uzależnień nie stoi w opozycji do psychoterapii pogłębionej — ona przygotowuje do niej grunt. Pomijanie tego etapu nie jest skróceniem drogi, lecz zboczeniem z niej.
Odpowiedzialność terapeuty polega nie tylko na rozumieniu cierpienia pacjenta, ale również na rozpoznaniu, jaki rodzaj pomocy jest w danym momencie możliwy i etyczny.

Dziś jest 31 grudnia  ;)Po wielu latach obejrzałam ponownie film „Co gryzie Gilberta Grape’a”.Pierwszy raz widziałam go ...
31/12/2025

Dziś jest 31 grudnia ;)
Po wielu latach obejrzałam ponownie film „Co gryzie Gilberta Grape’a”.
Pierwszy raz widziałam go w kinie, mając kilkanaście lat. Trudno uwierzyć, że było to ponad 30 lat temu.
Dziś widzę w tym filmie znacznie więcej niż za pierwszym, drugim czy trzecim razem. Widzę opowieść o szukaniu siebie — i o gubieniu siebie — w mikroświecie, jakim jest rodzinny system. O odpowiedzialności, lojalności, uwikłaniach, które potrafią być jednocześnie miłością i ciężarem.
Te refleksje chciałabym połączyć z życzeniami na nowy rok.
Z życzeniem bycia sobą.
Rozumienia siebie i swoich potrzeb.
Odwagi, by czasem nie oglądać się na innych.
Bo właśnie to jest szczęście.

Wspaniale!
21/12/2025

Wspaniale!

Każdy z nas zna ten stan – z jednej strony zależy nam na tym, by zabrać się za działanie, ale z drugiej – odwlekamy to na później, zastanawiamy się, czy się ...

Od stycznia będzie dostępny atrakcyjny termin dla osób które chcą podjąć regularny proces psychoterapii, godzina 16 w śr...
19/12/2025

Od stycznia będzie dostępny atrakcyjny termin dla osób które chcą podjąć regularny proces psychoterapii, godzina 16 w środę
Osoby zainteresowane rozpoczeciem takiej podróży zapraszam do kontaktu
🫶

This is it ;)
11/12/2025

This is it ;)

🧠 𝐍𝐨𝐰𝐞 𝐰𝐲𝐧𝐢𝐤𝐢 𝐛𝐚𝐝𝐚𝐧́ 𝐧𝐚𝐝 𝐬𝐤𝐮𝐭𝐞𝐜𝐳𝐧𝐨𝐬́𝐜𝐢𝐚̨ 𝐭𝐞𝐫𝐚𝐩𝐢𝐢
𝐩𝐬𝐲𝐜𝐡𝐨𝐝𝐲𝐧𝐚𝐦𝐢𝐜𝐳𝐧𝐞𝐣 𝐢 𝐩𝐬𝐲𝐜𝐡𝐨𝐚𝐧𝐚𝐥𝐢𝐭𝐲𝐜𝐳𝐧𝐞𝐣 𝐰 𝐫𝐮𝐭𝐲𝐧𝐨𝐰𝐞𝐣 𝐨𝐩𝐢𝐞𝐜𝐞 𝐳𝐝𝐫𝐨𝐰𝐨𝐭𝐧𝐞𝐣

Naturalistyczne badanie przeprowadzone w Niemczech na 428 pacjentach pokazuje, że psychoterapia psychodynamiczna (PP) oraz psychoterapia psychoanalityczna (AP) prowadzą do znaczącej i trwałej poprawy w wielu obszarach funkcjonowania psychicznego — i to nawet przez 6 lat po zakończeniu leczenia.

🔹 Obie metody przynosiły wyraźną i utrzymującą się poprawę w zakresie:
• liczby diagnoz
• nasilenia objawów
• funkcjonowania osobowości
• problemów interpersonalnych
• satysfakcji z życia

🔹 Terapia psychoanalityczna (AP) dawała większe długoterminowe korzyści niż PP w większości analizowanych obszarów.

🔹 W PP poprawa koncentrowała się głównie w pierwszym roku, natomiast pacjenci w AP kontynuowali wzrost przez cały 6-letni okres obserwacji.

🔹 Co ważne, AP okazała się szczególnie skuteczna dla pacjentów z bardziej złożonymi lub nasilonymi problemami na początku leczenia.

Ze względu na naturalistyczny charakter badania — brak randomizacji, różnice w czasie trwania terapii, częstotliwości sesji oraz duży odsetek braków danych — wyniki należy interpretować ostrożnie.

𝐖𝐧𝐢𝐨𝐬𝐤𝐢:

Psychoanalitycznie zorientowane terapie prowadzone w codziennej praktyce klinicznej mogą mieć pozytywne i trwałe efekty, wykraczające daleko poza okres aktywnego leczenia. Wyniki wskazują także, że terapia analityczna może oferować dodatkowe korzyści, zwłaszcza w bardziej wymagających przypadkach.

https://psycnet.apa.org/fulltext/2026-99062-001.html

Henkel, M., Zimmermann, J., Volz, M., Huber, D., Staats, H., & Benecke, C. (2025). The long-term effectiveness of psychodynamic and analytical psychotherapy in routine care: Results from a naturalistic study over 6 years.Journal of Consulting and Clinical Psychology, 93(12), 814–828. https://doi.org/10.1037/ccp0000985




Adres

Grażyny 13/15 Lok. 16
Warsaw
02-548

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Katarzyna Sokołowska Psychoterapeuta umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij

Share on Facebook Share on Twitter Share on LinkedIn
Share on Pinterest Share on Reddit Share via Email
Share on WhatsApp Share on Instagram Share on Telegram