07/11/2025
„Dom dobry” – o przemocy, której nie widać. Refleksje terapeutyczne
Film „Dom dobry” Wojciecha Smarzowskiego to opowieść, która długo zostaje w ciele. Nie tylko w głowie — właśnie w ciele, bo tam najczęściej zapisują się doświadczenia przemocy, napięcia, strachu i chaosu emocjonalnego. To historia o rozpadzie poczucia bezpieczeństwa, o utracie kontaktu ze sobą i o tym, jak trudno odnaleźć drogę wyjścia z relacji, które miały być domem, a stają się pułapką.
Jako psychoterapeutka towarzyszę na co dzień osobom, które próbują zrozumieć, jak to się stało, że weszły w relację raniącą. I dlaczego tak trudno jest z niej wyjść — nawet wtedy, kiedy rozsądek krzyczy, że tak trzeba. Film Smarzowskiego pokazuje te procesy z niezwykłą wrażliwością: od pierwszych chwil idealizacji aż po stopniowe zanikanie siebie.
Love bombing – początek, który wszystko komplikuje
Przemoc w bliskiej relacji rzadko pojawia się nagle. Zazwyczaj zaczyna się od czegoś, co wygląda jak spełnienie marzeń: intensywnej uwagi, czułości, zainteresowania, obietnicy „domu”, którego wiele osób nigdy wcześniej nie doświadczyło.
Love bombing nie jest po prostu miłością „z fajerwerkami”. To strategia uwikłania. To sposób na szybkie stworzenie więzi, przepiękny splot emocji, w którym druga osoba zaczyna czuć, że wreszcie została zauważona, wybrana, wyjątkowa.
W filmie te pierwsze sygnały są subtelne — jak zawsze w realnym życiu. Granica, która zostaje naruszona, jest tak cienka, że ofiara często jej nie widzi. Dopiero z czasem intensywna troska zamienia się w kontrolę, a czułość w manipulację.
Emocjonalny rollercoaster — jazda bez trzymanki
Smarzowski niezwykle trafnie pokazuje dynamikę przemocy: przemienne ocieplenia i odrzucenia, bliskość i jej nagłe wycofanie, narastające napięcie, które ofiara stara się „rozładować”, przewidując nastroje partnera.
To nie chaos. To system.
I właśnie ten system sprawia, że osoba doświadczająca przemocy zaczyna żyć w ciągłym trybie przetrwania: czytając mikrosygnały, usprawiedliwiając, tłumacząc, minimalizując. Jej własne potrzeby schodzą na ostatni plan. Ważne jest tylko jedno: żeby nie wywołać „kolejnego wybuchu”.
Wyuczona bezradność – kiedy nie widzimy już drzwi
W pracy terapeutycznej bardzo często spotykam się z pytaniem:
„Dlaczego ona/on nie odeszła? Dlaczego nie zgłosiła tego wcześniej? Dlaczego wracała?”
Film pomaga zrozumieć, że pytanie nie powinno brzmieć dlaczego, tylko jak — jak to możliwe, że system przemocy tak skutecznie niszczy zdolność widzenia wyjścia.
Wyuczona bezradność nie oznacza słabości. Jest naturalną, psychologiczną reakcją na sytuację, w której przez długi czas:
próby obrony nie przynoszą efektu,
sprzeciw prowadzi do eskalacji,
rzeczywistość jest systematycznie podważana (gaslighting),
poczucie wartości jest niszczone,
wsparcie społeczne zostaje odcięte.
Kiedy osoba w takiej relacji patrzy na swoje życie, widzi nie drzwi — lecz ścianę.
Konsekwencje, które trwają długo po zakończeniu relacji
Smarzowski pokazuje jeszcze jeden wymiar przemocy: jej długofalowe skutki.
Wyjście z przemocowego związku nie kończy cierpienia. To dopiero początek.
Trauma relacyjna sprawia, że:
zaufanie do innych staje się ryzykowne,
bliskość bywa mylona z zagrożeniem,
emocje przestają być kompasem,
ciało reaguje stresem na drobne sygnały,
osoba sama dla siebie staje się „obca”.
W terapii często pracujemy nie tylko nad tym, co zewnętrzne — lecz nad odbudowywaniem wewnętrznych fundamentów: prawa do granic, prawa do złości, prawa do bezpieczeństwa, prawa do bycia ważnym.
Czy można odzyskać siebie?
Film — choć trudny — niesie nadzieję. Bo prawda jest taka, że ludzie wracają do życia po doświadczeniu przemocy.
Powoli. Z pomocą. Z czułością wobec siebie.
To proces, w którym:
uczymy się ponownego zaufania,
budujemy granice tam, gdzie wcześniej ich nie było,
pracujemy z traumą zapisaną w ciele,
odkrywamy, czym jest zdrowa relacja,
i uczymy się tworzyć więzi, które nie ranią.
To nie jest droga prosta — ale jest możliwa.
---
Na zakończenie
„Dom dobry” to film, który nie daje łatwych odpowiedzi. Ale pokazuje coś niezwykle ważnego: przemoc to nie „historia o kimś innym”. To zjawisko, które dzieje się w domach, których często nie posądzilibyśmy o ból.
Piszę o tym z myślą o każdej osobie, która nadal szuka wyjścia lub wciąż próbuje zrozumieć to, co się wydarzyło.
I z myślą o tych, którzy towarzyszą im w zmianie.
Żaden dom nie jest „dobry”, jeśli nie ma w nim bezpieczeństwa.