Gabinet Psychoterapii Joanna Kożuch Materek

Gabinet Psychoterapii Joanna Kożuch Materek psycholog , dyplomowany psychoterapeuta psychodynamiczny, psychoterapia indywidualna, psychoterapia pary

psychoterapia indywidualna
psychoterapia par
konsultacje, diagnoza

❤️❤️❤️
24/01/2026

❤️❤️❤️

Społeczeństwo depresyjne, wpisane w obieg globalizacji gospodarczej, który zmienia ludzi w przedmioty, nie chce już słuchać o poczuciu winy, zmyśle intymności, sumieniu, pragnieniu, nieświadomości. Im bardziej zamyka się w logice narcystycznej, tym bardziej ucieka od idei podmiotowości. Interesuje się jednostką jedynie po to, aby policzyć swoje sukcesy, a podmiotem cierpiącym – aby patrzeć na niego jak na ofiarę. A jeśli bez przerwy stara się obliczyć deficyt, zmierzyć niepełnosprawność, oraz oszacować uraz, to po to, żeby nie zadawać sobie więcej pytań, skąd owe przypadłości się biorą.

Élizabeth Roudinesco, Po co psychoanaliza?

❤️❤️❤️
19/01/2026

❤️❤️❤️

I nasuwa się też pytanie: czy obowiązkiem dorosłego dziecka jest miłość okazywana starszemu i chorującemu rodzicowi?

Trudno mi myśleć o miłości w kategoriach obowiązku. Ale uważa się, że fundamentem dobrego życia jest więź miłosna, doświadczana w dzieciństwie od bliskich, zwłaszcza od rodziców. Dziecko czuje się kochane i tę miłość odwzajemnia. Jest to więc świat troski, czułości, bliskości wyrażanej werbalnie i pozawerbalnie. Jest tu miejsce na spojrzenie pełne zachwytu, przytulenie, pocieszenie w razie kłopotów, czuwanie, gdy zajdzie potrzeba całonocnej opieki. W tej relacji naturalnie odpowiedzialność spoczywa na rodzicu, trudno przecież, by relacja między trzylatkiem a jego najbliższymi zależała od dziecka. Chciałoby się, by dorosły rzeczywiście dorósł do swojej roli.

A jeśli nie dorósł? Jeśli dziecko czuło się niekochane, a teraz ma zająć się rodzicem?

Dorosłe dziecko ma obowiązek materialnego zabezpieczenia rodziców. Jednak zdarza się, że sąd może zwolnić dorosłe dziecko z tego obowiązku, jeżeli zostanie wykazane, że rodzic rażąco zaniedbywał swoje rodzicielskie obowiązki.

Jednak pytanie postawione przez panią dotyczy sytuacji bardziej skomplikowanej, bo przecież zdarza się, że rodzice kochają swoje dziecko, ale wyrażają to, powiedzmy, niezdarnie. Np. poprzez stanowcze wymagania, wysokie oczekiwania wobec córki. Bywa, że ta po latach, już jako dorosła kobieta, przypadkiem dowiaduje się od znajomych, że w dzieciństwie rodzice byli z niej dumni, ale jej o tym nigdy nie powiedzieli. A ona mogła się czuć niekochana.

I co teraz?

W dorosłym dziecku może się kłębić żal i tęsknota za niespełnionymi uczuciami z dzieciństwa, poczucie obowiązku, miłość połączona z gniewem. W tym stanie emocjonalnym, w pewnym sensie, córka staje się rodzicem swojej matki. Jednocześnie taki jest cykl życia rodzinnego. Role odwracają się: rodzice wchodzą pod skrzydła dzieci. I to może być trudne dla obu stron. Ten etap był łatwiejszy w czasach, kiedy pod jednym dachem żyliśmy w rodzinach wielopokoleniowych.

Bogdan de Barbaro w rozmowie z Karoliną Kubisiowską, artykuł w komentarzu

fot. Jakub Ociepa / Agencja Wyborcza

❤️🖤❤️
14/01/2026

❤️🖤❤️

Na ogół załamany człowiek cechuje się szczególną obojętnością wobec życia, biernością i pogodzeniem się z istniejącą sytuacją. […] Bywa, że obojętności takiej osoby towarzyszą nierealistyczne plany, takie jak napisanie powieści lub zostanie przedsiębiorcą. Jednak osoba ta nie podejmuje działań dążących do spełnienia marzeń. Wręcz przeciwnie – owe plany stanowią projekcje rozbitego self. Zniszczone marzenia ilustrują niemożność osiągnięcia sukcesu.
Afekt załamanego człowieka jest w znaczący sposób zubożony. Osoba taka rzadko okazuje emocje, a to, co spotyka ją w życiu nie wywołuje w niej gniewu, lęku ani euforii. Na odwrót – stale trzyma się z dala od emocjonalnych poruszeń; nic nie jest warte wysiłku. Zdarza się, że pacjent identyfikuje się z celebrytą, który jego zdaniem znalazł się w trudnym położeniu i z powodu jakiegoś negatywnego wydarzenia zwrotnego w jego życiu. Koncentracja na takiej osobie znacząco wyróżnia się na tle całkowitego braku zainteresowania polityką, sprawami kultury, środowiska, bądź dietą, dobrą kondycją fizyczną lub czymkolwiek innym związanym z uzdrowieniem self. Upadły celebryta wydaje się odzwierciedlać katastrofę pacjenta. Taka osoba ma jednak ukryte idealne self, które żyje zanurzone w nierealistycznych marzeniach o sukcesie i funkcjonuje jako obronny wymyślony towarzysz, jak gdyby osoba ta próbowała trzymać się aspektów self istniejących przed załamaniem. Moim zdaniem owo ukryte self to duch; smutna reprezentacja tego, czym człowiek – jak sądził – mógł się stać.

Christopher Bollas, Nim nadejdzie katastrofa. Wydawnictwo Fundament, tłumaczenie · Magdalena Bieniewicz-Wolak, Magdalena Kaczorowska-Korzniakow, Joanna Szkudlarek, Barbara Suchańska

Obraz: Leopold Gottlieb, Portret Mieczysława Jakimowicza | 1907, Muzeum Narodowe w Warszawie

❤️❤️❤️
11/01/2026

❤️❤️❤️

Inny problem pojawia się wtedy, kiedy nitek łączących nas z rodzicami jest zbyt wiele. Usłyszałam kiedyś takie zdanie: „Mam z matką wspólną skórę”. Wtedy własny los przestaje być własny. Jesteśmy uwikłani w niejasne lojalności, które mogą powodować trudno wytłumaczalne zachowania i kłopoty. Dlatego warto poznawać przeszłość, bo lęki i traumy mogą być przeżywane przez kilka kolejnych pokoleń.

Nasuwa się pytanie czy naprawianie relacji z rodzicami może i nas naprawić. Wydaje się jednak, że kolejność jest odwrotna. Najpierw trzeba porozumieć się ze sobą, dopiero potem można zacząć myśleć o naprawianiu relacji z rodzicami. Wtedy udaje się myśleć o nich nie z irytacją, a na przykład ze współczuciem, zrozumieć, że może sami mieli trudny start, inaczej nie potrafili. Rodzic przesuwa się wówczas na pozycję przodka, od którego nie trzeba ciągle czegoś się domagać. Jeśli nie wykonamy w tej pracy wewnętrznej, naprawa relacji z rodzicami będzie sztuczna, jak z podręcznika: „Zaczynamy tydzień naprawiania relacji z matką.” Radykalne wybaczanie i tym podobne nieskuteczne zabiegi.

Naprawienie polega na tym, że nieco już podstarzałe dziecko może dojrzalej spojrzeć na relacje z rodzicem. Powiedzieć innym tonem: „Mamo napijemy się herbaty, pogadajmy.” Można zareagować inaczej niż Adaś Miauczyński z filmu „Dzień świra”, kiedy matka stawia na stole pomidorową, mówiąc: „Jedz, ci zupa wystygnie, przynajmniej dobra, pomidorowa.”Może powiedzieć wtedy z pewnym dystansem: „Jak ty o mnie dbasz mamo!” I zrezygnować z myśli, że uda się tę matkę naprawić. Innymi słowy, sprawić, że będzie taka, jakiej potrzebowaliśmy, że da to, czego wcześniej nie dała.

Pogodzenie się z faktem, że czegoś nie dostaniemy, pozwala zobaczyć, co w takim razie jest do wzięcia. A często jest tego sporo.”

Danuta Golec, Czyim życiem żyjesz? Dylematy trzydziestolatków, Oficyna Ingenium

Fot: Kadr z filmu Dzień Świra

09/01/2026

To jedna z najbardziej samotnych form żałoby.
Nie ma pogrzebu.
Nie ma kondolencji.
Nie ma społecznej zgody na ból.

Bo przecież matka żyje.
Bo „inni mieli gorzej”.
Bo „to w końcu twoja matka”.

A jednak coś umarło.

Nie opłakujesz osoby.
Opłakujesz relację, która nigdy się nie wydarzyła, choć była obiecywana samym faktem narodzin.
Opłakujesz matkę, która miała być bezpieczna, a była raniąca.
Która miała widzieć dziecko, a widziała głównie siebie.
Która była obecna fizycznie, ale emocjonalnie nieosiągalna, chłodna albo warunkowa.

Ta żałoba jest trudna do nazwania, bo nie pasuje do żadnych znanych ram.
Nie ma jednego momentu „końca”.
Jest raczej długim procesem uświadamiania sobie, że to, na co czekałaś lub czekałeś, nigdy nie nadejdzie.

Często zaczyna się dopiero w dorosłości.
Wtedy, gdy przestajesz tłumaczyć.
Gdy kończy się nadzieja, że „jak będę lepsza/y, spokojniejsza/y, bardziej wdzięczna/y, to w końcu mnie pokocha”.
I właśnie wtedy boli najbardziej, bo umiera nie matka, tylko iluzja.
Iluzja, że wystarczy jeszcze trochę cierpliwości, wysiłku albo poświęcenia.

W tej żałobie pojawia się zamęt.
Smutek miesza się z ulgą.
Złość miesza się z poczuciem winy.
Miłość nie znika, ale nie ma gdzie się bezpiecznie skierować.

I to wszystko jest normalne.

Bo żałoba po żyjącej matce to żałoba po bezpieczeństwie, którego nie było.
Po bezwarunkowej miłości, której zabrakło.
Po dzieciństwie, które musiało dojrzeć zbyt wcześnie.

Najbardziej bolesne jest to, że ta żałoba bywa unieważniana.
Słyszysz, że przesadzasz.
Że dramatyzujesz.
Że powinnaś lub powinieneś być wdzięczny.
Jakby ból trzeba było udowodnić albo zasłużyć na prawo do niego.

A tymczasem to nie jest zdrada.
To nie jest brak lojalności.
To nie jest brak serca.

To jest moment, w którym przestajesz się okłamywać, żeby przetrwać.

Żałoba nie oznacza nienawiści.
Nie oznacza też odrzucenia.
Oznacza uznanie faktu, że czegoś nie było i że to miało realny wpływ na twoje życie.

Dopiero kiedy pozwolisz sobie opłakać matkę, której nie było,
pojawia się przestrzeń na coś nowego.
Na relację z samą sobą lub samym sobą, która nie opiera się na ciągłym braku.
Na wewnętrzne bezpieczeństwo, które nie jest już zależne od czyjejś zmienności.

Żałoba po matce, która żyje, nie zabiera ci przyszłości.
Ona zabiera iluzję.
A w jej miejsce, powoli i nie od razu, może pojawić się coś bardziej prawdziwego.

Nie idealna miłość.
Nie szybkie ukojenie.
Ale uczciwa relacja z samą sobą lub samym sobą, w której nie musisz już zasługiwać na czułość.

I to jest początek.
Cichy, niewidoczny dla innych.
Ale wystarczająco realny, by zmienić kierunek życia.

07/01/2026

Ludzie, którzy przeżyli traumatyczne wydarzenie, często wyrażają silny gniew z powodu tego, co ich spotkało. Istnieją jednak pacjenci, którzy - z rozmaitych powodów muszą chronić się przed świadomością własnej złości. Przyczyną tego może być ogrom przeżytej katastrofy, wywołujący nieznośny lęk przed wszelką dalszą gwałtownością - także tą, która płynie z własnej destrukcyjności. Ludzie obawiający się własnej złości tak bardzo, że mogą jedynie bronić się przed nią, są narażeni na długotrwałe odczuwanie paraliżujących skutków traumy. Niektóre z obron przed złością to zaprzeczanie i projekcja - czyli pozbywanie się uczuć poprzez umieszczanie ich w - fantazji - w zewnętrznym świecie i w innych ludziach.
[…]
Naszym zdaniem świadomość własnej agresji jest bardzo ważna, wręcz konieczna dla zdrowienia osoby, która doświadczyła traumy, umożliwia bowiem realistyczną ocenę życiowych zagrożeń. Świadomość własnego gniewu i przyjmowanie go z powrotem do wewnątrz (reintrojekcja) pozwala na odróżnienie go od rzeczywistych, zewnętrznych zagrożeń, z którymi można wówczas radzić sobie w spokojniejszy, realistyczny sposób: na przykład uświadomienie sobie, że pukanie do drzwi zazwyczaj bywa niegroźne. Gniew stanowi przy tym bardzo mocną formę asertywności, która wspiera odbudowę własnego życia po niszczących zdarzeniach. Gniew wiąże się z potencją i poczuciem wpływu na rzeczywistość; bez niego pozostaje jedynie bierność i poczucie klęski.

Linda Young, Elizabeth Gibb, Trauma i żal, w : „Czym jest trauma. Podejście psychoanalityczne” pod redakcją Caroline Garland.
Przełożyli: Danuta Golec, L**h Kalita, Ariadna Rokujżo. Oficyna Ingenium
Obraz Jerzy Nowosielski

❤️
04/01/2026

❤️

Czułość jest tą najskromniejszą odmianą miłości. (...) Pojawia się tam, gdzie z uwagą i skupieniem zaglądamy w drugi byt, w to, co nie jest "ja". Czułość jest spontaniczna i bezinteresowna, wykracza daleko poza empatyczne współodczuwanie. Jest raczej świadomym, choć może trochę melancholijnym, współdzieleniem losu. Czułość jest głębokim przejęciem się drugim bytem, jego kruchością, niepowtarzalnością, jego nieodpornością na cierpienie i działanie czasu.

Olga Tokarczuk
fot. Alexander Mass

❤️
27/12/2025

❤️

To jest właśnie przejście od dziecięcej zależności – bez niego lub niej umrę, nie poradzę sobie, bo przecież jestem tylko bezradnym dzieckiem – do dojrzałej wzajemności na zasadzie: jestem w stanie być z kimś w relacji, obydwoje podtrzymujemy się na naszej drodze przez życie, ale każde z nas przetrwa bez drugiego. Aby tak się stało, człowiek powinien przejść proces, który psychoterapeuci nazywają żargonowo „separacją od rodziny pochodzenia”. (...) Nie konstruuję mojego życia tak, by zadowolić rodziców (czasem od dawna nieżyjących). Wiem, że jestem kimś odrębnym od moich rodziców, tak jak i od innych ważnych osób w moim życiu. Ale jednocześnie te osoby są nam emocjonalnie bardzo potrzebne, jak i my im. Ludzie potrzebują relacji po to, by pełnić wobec siebie rozmaite funkcje psychologiczne. Nie tylko wsparcia i bycia z kimś, kiedy jest ciężko, ale także innych doznań, np. wzajemnego odzwierciedlania, pamiętania wspólnej przeszłości, reagowania na nasze stany emocjonalne, możliwości identyfikacji z grupą. Te doznania są nam potrzebne do końca życia, dlatego większość z nas jednak żyje z ludźmi, choć bywa to uciążliwe.

Zofia Milska-Wrzosińska w rozmowie z Adamem Puchejdą - Samotność można zaleczyć, Kultura Liberalna, nr 455
fot. OĞUZHAN YAVUZ

Adres

Ulica Wałowa 20/22
Wejherowo
84-200

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 08:00 - 20:00
Wtorek 08:00 - 20:00
Środa 08:00 - 20:00
Czwartek 08:00 - 20:00
Piątek 08:00 - 20:00

Telefon

600016854

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Gabinet Psychoterapii Joanna Kożuch Materek umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij

Share on Facebook Share on Twitter Share on LinkedIn
Share on Pinterest Share on Reddit Share via Email
Share on WhatsApp Share on Instagram Share on Telegram