23/02/2026
Stresujące wydarzenie w życiu – śmierć bliskiej osoby, utrata pracy, przeprowadzka w odległe miejsce, odrzucenie w relacji miłosnej – mogą uruchomić depresję. Jednocześnie depresja może powodować lub pogłębiać stres. Andrew Solomon, wykładowca psychologii klinicznej na uniwersytecie Columbia i świetny pisarz, opisuje, jak jego samego ogarnęła depresja po serii ciężkich zdarzeń w życiu:
Zawsze miałem się za osobę stosunkowo odporną, stosunkowo silną, zdolną do poradzenia sobie ze wszystkim. Ale potem przyszedł ciąg życiowych ciosów. Zmarła moja matka. Zakończył się mój długoletni związek i rozpadło się wiele innych rzeczy. Zdołałem wyjść z tych kryzysów mniej więcej cało, ale po kilku latach zauważyłem u siebie częste poczucie znudzenia […]. Pamiętam, że szczególnie męczyło mnie odsłuchiwanie wiadomości na automatycznej sekretarce po powrocie do domu. Zamiast cieszyć się z kontaktu ze znajomymi, myślałem, ile trzeba będzie teraz wykonać telefonów do tych ludzi. Wychodziła wtedy moja pierwsza powieść i spotkała się z dość pochlebnymi recenzjami. Ale nic mnie to nie obchodziło. Przez całe życie marzyłem o opublikowaniu własnej powieści i właśnie się to spełniło, a ja czułem tylko pustkę. Ciągnęło się to przez dłuższy czas. […].
Potem […] wszystko zaczęło mi się wydawać przeogromnym, przytłaczającym wysiłkiem. Myślałem sobie: „Hmm, wypadałoby coś zjeść na drugie śniadanie”, i zaraz potem: „Ale trzeba by wyciągnąć jedzenie. Położyć na talerzu. Pokroić. Gryźć to. Połykać” […]. Zdawałem sobie sprawę, że doświadczam czegoś idiotycznego. Było to jednak realne, fizyczne i dojmujące, a ja tkwiłem bezradnie w uścisku tego czegoś. W miarę upływu czasu zobaczyłem, że coraz mniej robię, rzadziej gdzieś wychodzę, rzadziej spotykam się z ludźmi, mniej myślę, mniej czuję.
Potem nastał lęk. […]. Najnieznośniejszym piekłem depresji jest poczucie, że nigdy się z niej nie wydobędziesz. Jeśli można złagodzić to poczucie, to wtedy stan, choć nędzny, jest do wytrzymania. Gdyby jednak ktoś mi wtedy powiedział, że będę musiał doznawać tego przeszywającego lęku przez następny miesiąc, to bym się zabił, bo każda sekunda tego miesiąca byłaby nieznośna. To jest nieustanne poczucie skrajnego przerażenia przy jednoczesnej niewiedzy, czego się boisz. Przypomina to odczucie, gdy się poślizgniesz lub potkniesz – to wrażenie, że ziemia nagle na ciebie naciera. Tyle że wtedy ono trwa może półtorej sekundy, a faza lękowa mojej pierwszej depresji trwała sześć miesięcy. To mnie niewyobrażalnie paraliżowało […].
Robiło mi się coraz gorzej, aż w końcu po obudzeniu się pewnego dnia pomyślałem wręcz, że chyba miałem udar. Pamiętam, jak leżałem w łóżku i myślałem, że jeszcze nigdy w życiu nie czułem się tak źle i że chyba powinienem do kogoś zadzwonić. Spojrzałem z łóżka na telefon na nocnej szafce, ale nie miałam siły wyciągnąć ręki i wykręcić numeru. Wreszcie to on zadzwonił. Zdołałem podnieść słuchawkę i powiedziałem: „Mam bardzo poważne problemy”. Wtedy dopiero zacząłem szukać antydepresantów i na poważnie leczyć się ze swojej choroby.
Zaburzony Umysł. Co nietypowe mózgi mówią o nas samych.
Eric R. Kandel