08/01/2023
Czasami zadaję sobie pytanie: czy w taki sposób zwróciłabym się do dziecka, które spotykam w gabinecie? Albo co bym zrobiła, gdyby chodziło o grupę dzieci, z którymi pracuję, gdyby nie chodziło o moje własne dzieci?
Zdałam sobie sprawę, że to bywa pomocną strategią do tego, żeby zbudować niezbędny dystans od trudnej sytuacji lub uczucia, pozwolić sobie na jeden dodatkowy oddech, dzięki któremu jeszcze mogę zmienić bieg wydarzeń. Zareagować bardziej świadomie, być mniej reaktywną a bardziej obecną i wspierającą.
Kiedy wieczorem znów o tym myślę, zdaję sobie sprawę z tych różnic między sytuacjami z moimi dziećmi a innymi, tymi które wspieram zawodowo. Tutaj jestem rodzicem, tam psychologiem, terapeutą, innym dorosłym. Ta zmiana ról kompletnie zmienia perspektywę. W gabinecie, na każdym warsztacie, obozie psychoedukacyjnym jest jakiś limit czasu, po którym sytuacja się domyka a ja mogę uwolnić głowę, oddać odpowiedzialność i przełączyć uwagę na inną rzeczywistość. By wrócić do niej za tydzień z niezbędną świeżością i regeneracją zasobów, sięgnąć po wsparcie superwizyjne czyli dodatkową parę oczu i otwarte serce...
W roli rodzica sprawa nieco się komplikuje. Bo albo jesteśmy z dziećmi cały czas, albo wracamy do nich po jakiejś aktywności zawodowej, uszczupleni o zasoby, bardziej zmęczeni. Dzień w dzień. I w nocy. A po jednej rozwiązanej sytuacji nie zamykamy drzwi z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku ale najczęściej zabieramy się za pranie, sprzątanie gotowanie albo wydarza się kolejna sytuacja: kłótnia rodzeństwa, rozpacz po nieudanej próbie w zabawie, upadek albo po prostu ból istnienia, bo to już czwartek wieczór po długim tygodniu...
I to jest w rodzicielstwie najtrudniejsze, ten częsty brak wydechu, przerwy na wytchnienie, urlopu dla podratowania zdrowia psychicznego i fizycznego. Stare sposoby na samoregulację i powroty do stanu równowagi zawodzą, bo teraz jesteśmy nonstop na ostrym dyżurze. Nawet jeśli w danym dniu mniej obfitującym w sytuacje nagłe i skrajne, to jednak wymagającym chronicznie naszej dostępności i bycia w zasięgu, gotowym do akcji. A to już samo w sobie jest ogromnym stresem, powodującym ciągły stan gotowości, podwyższonej czujności, napięcia....
Pamiętacie jeszcze, jak dawniej łapaliście ten niezbędny oddech? Jak odpoczywaliście po pracy, spędzaliście weekendy, ładowaliście baterie? Większość tych sposobów, odkąd pojawiły się dzieci przestała się sprawdzać albo nie jest w ogóle możliwa, bo np. cisza to dobro luksusowe dostępne dopiero wtedy, kiedy dzieci padną wieczorem a między pracą a domem trudno złapać wydech i łagodnie się przełączyć, bo praca odbywa się z domu albo na wariackich papierach musimy zdążyć, żeby zmienić partnera, nianię albo odebrać dziecko z przedszkola czy szkoły. A one w tym przedszkolu nawrażeniowane rozpoczynają pierwszą scenę już w szatni biegając w kółko albo nie chcąc się ubrać. Ale to potem, bo wcześniej jeszcze przecież negocjacje, że za wcześnie jesteście albo rozpacz i pretensje, że właśnie za późno albo akurat w złym momencie, bo zabawa była najlepsza....
Nawet teraz opisując proste historie z życia rodzica czuję, jak łapię zadyszkę emocjonalną, choć to zaledwie fragment opowieści, miejsce w którym scenariusz dopiero się rozkręca a prawdziwe akcja dopiero ma szanse się zawiązać. No ale to przecież prawda. Rodzicielskie życie wypełnione jest po brzegi, a często nawet te brzegi przekracza...
Tak jak prawdą jest to, że potrzebujemy nowych strategii radzenia sobie w tej wymagającej rzeczywistości. Odpuszczenia i opłakania różnych sposobów odpoczywania, do których jesteśmy przyzwyczajeni i poszukania takich, które rodzicielska rzeczywistość jest w stanie pomieścić. Tak jak obowiązkiem osoby, która pracuje we wszelkich zawodach pomocowych jest higiena psychiczna tejże pracy, podobnie rodzic warto, żeby na wszelkie dostępne w danym momencie sposoby próbował o siebie zadbać, czasami z superwizją włącznie (od wygadania się przyjacielowi, po konsultacje psychologiczne w sprawach wychowawczych czy dla własnego zdrowia psychicznego).
A na co dzień pytanie siebie, jak się mam i co właśnie teraz mogę dla siebie zrobić? Bo w zasięgu mamy czasem więcej możliwości niż nam się wydaje. Prostszych, innych, często przegapianych.
Jak ta myśl dystansująca: a gdyby nie chodziło o moje dziecko, co bym wtedy zrobiła, jak zareagowała w trudnej sytuacji? Kiedy dzieci czy dziecko akurat dobrze się bawi - włączenie na słuchawkach ulubionej muzyki na kilka minut aby poczuć przyjemność. Wyciągnięcie się, wyprostowanie kręgosłupa, rozluźnienie napiętych mięśni, opuszczenie ramion, westchnięcie i dłuuugi, niespieszny wydech. Sesja oddechowa nad patelnią naleśników, skorzystanie z rytmiczności tej czynności. Wybór zabawy z dzieckiem w pozycji leżącej, żeby oddać ciężar własnego ciała i poczuć ten rodzaj ugruntowania na ziemi. Aż po wygłupy, wspólny śmiech czy przytulasy z dziećmi....