Pracownia Środka · Anna Siudut-Stajura

Pracownia Środka · Anna Siudut-Stajura Wsparcie psychologiczne dla rodziców małych dzieci i psychoterapia osób dorosłych Pracuję z ludźmi w obszarze rozwoju - indywidualnie i grupowo - od 2004 roku.

Jestem psychologiem, trenerem, psychoterapeutą Gestalt, prywatnie żoną i mamą trójki dzieci. Moja ścieżka zawodowa prowadzi od doświadczeń wspierania ludzi w organizacjach aż po indywidualne wsparcie w zmianie wewnętrznej w gabinecie terapeutycznym. Cenię sobie pracę z rodzicami małych dzieci, gdyż właśnie w okresie wczesnego dzieciństwa zaczyna się zdrowie psychiczne. Obok podejścia Gestalt, czer

pię z takich nurtów jak uważność (Mindfulness), Porozumienie bez przemocy (NVC) oraz samoregulacji (Self-Reg). Staram się uważnie towarzyszyć moim Klientom w podróżach ku równowadze, życiowym zmianom czy ważnym celom. Wierzę w moc relacji z drugim człowiekiem, która pomaga budować kontakt z samym sobą: odświeżyć nasz wewnętrzny kompas i odzyskać dostęp do własnych zasobów.

Przez ostatnich kilka miesięcy doświadczałam głębokiego zanurzenia w świat dziecięcej zabawy i możliwości pracy, spotkan...
24/10/2023

Przez ostatnich kilka miesięcy doświadczałam głębokiego zanurzenia w świat dziecięcej zabawy i możliwości pracy, spotkania, budowania relacji z dzieckiem, jakie ta aktywność stwarza. Powiedzieć, że mnie to zachwyca to nic nie powiedzieć. Pozostaję wielką fanką i pokorną adeptka tej metody!

Kto miał okazję być w Pracowni przez ostatnie miesiące, mógł obserwować jak wraz z kolejnymi pomysłami, inspiracjami i poszerzaniem mojego warsztatu po kolejnych zjazdach szkoleniowych, zmieniał się też gabinet stając się przestrzenią zabawy, sztuki i działań kreatywnych. Efektów mogły doświadczać zarówno dzieci, jak i dorośli, którzy odważali się wejść głębiej w swoje własne procesy terapeutyczne.

Pewien etap tej podróży domknął się w ostatnią niedzielę, wraz z kończącym się procesem szkoleniowym. Teraz jest czas trawienia, praktykowania, intensywnych superwizji i spotkań - naturalnego ciągu dalszego, na który ogromnie się cieszę.

Dziękuję za te miesiące pracy zarówno Play Therapy Polska Nina Ambroziak , jak i osobom, które razem ze mną zdecydowały się w tą podróż wyruszyć: Anna Starzyńska - Brzuska - trener relacji wszelkich, Maria Staszczuk-terapeutka i Beacie Zaleskiej.

Dziękuję za otwartość, wymianę, wspólne wyzwania uczenia się a więc pozwalania sobie na bezbronność i bycie "wyeksponowanym" w tym wchodzeniu w nowe doświadczenia. Chyba nic nie buduje tak dużej pokory wobec dziecięcego procesu uczenia się, jak doświadczenie własnej nauki i tych wszystkich miękkich miejsc, które ten proces za sobą pociąga.

A jak przystalo na tak czułe miejsca, podatne na zranienia, bardzo jestem przy potrzebie bycia uważnym na jakość towarzyszenia w nauce i zdobywaniu życiowych doświadczeń, mierzenia się z nowościami: niezależnie, czy jesteśmy w roli rodzica, nauczyciela czy terapeuty.

Odrabiam tą lekcję po raz kolejny. I mam nadzieję, że pozostanie w mojej pamięci komórkowej jako stała jakość pokory, wyrozumiałości i akceptacji 🙏

Są takie momenty w mojej pracy z rodzicami, w których przepełnia mnie poczucie głębokiego sensu i wdzięczności za możliw...
11/06/2023

Są takie momenty w mojej pracy z rodzicami, w których przepełnia mnie poczucie głębokiego sensu i wdzięczności za możliwość towarzyszenia w zmianach w relacjach z dziećmi. Najczęściej nie są to łatwe ścieżki, wymagające odkrywanie własnych bolesnych miejsc, niedokończonych historii z dzieciństwa, raniących relacji wewnętrznych - z samym sobą.

To, co mnie wewnętrznie porusza, to zarówno odwaga rodzica do tego, by stanąć twarzą w twarz z własnym lękiem, ograniczeniem, niedoskonałością by móc chwilę później stanąć w swojej własnej sile i poczuciu sprawstwa....
Bać się i iść naprzód
Wstydzić i nie atakować
Złościć i nie ranić...

Porusza mnie też każda rodzicielska opowieść, w której jest dziecko: zobaczone, usłyszane, wzięte od uwagę. Wtedy czuję każdą komórką ciała, że nie ma na świecie spraw ważniejszych, niż właśnie ta rozmowa rodzica z dzieckiem. I że te momenty naprawdę zmieniają wszystko.

Och jak my potrzebujemy takich mądrych Ojców, którzy zadbają o odpowiednie wsparcie dla Mam! Bo nawet najdzielniejsza z ...
03/02/2023

Och jak my potrzebujemy takich mądrych Ojców, którzy zadbają o odpowiednie wsparcie dla Mam! Bo nawet najdzielniejsza z Mam potrzebuje odpoczynku, którego w tych pierwszych miesiącach jest jak na lekarstwo.

Na zdjęciu widzicie część prawdziwego ogłoszenia, na które trafiłam wczoraj. Udostępniam za zgodą autora, z którym miałam okazję zamienić parę zdań, czym jeszcze bardziej ujął mnie za serce.

Rodzicielstwo w partnerstwie i wzajemnej uważności na potrzeby 💜

🙏
18/01/2023

🙏

Bądźmy ze sobą blisko❤

Dzieci na ogół nie umierają jeżeli zostawia się je same, żeby się wypłakały. Ale moment w którym wreszcie przestają płakać i zasypiają, to stan całkowitego wyczerpania. W takiej chwili dziecko jest bliskie śmierci; czuje, że wyczerpało limit swojej energii. Na szczęście wtedy przychodzi sen, a nie śmierć. Nie zawsze dziecko uczy się tego już za pierwszym razem.

Może być tak, że podczas kolejnych nocy samo usypia się płaczem, za każdym razem wcześniej osiągając stan wyczerpania. Wreszcie zasypia, ale doświadczywszy już bliskości śmierci, której nigdy nie zapomni. Aby przetrwać tłumi w sobie pragnienie kontaktu i miłości, żeby nie płakać za czymś, czego nie może dostać.

- A. Lowen "Głos ciała"

Niektórzy rodzice pytają mnie, o różnicę między wyobraźnią (fantazją) a kłamstwem. Inni martwią się, że ich dzieci wydaj...
11/01/2023

Niektórzy rodzice pytają mnie, o różnicę między wyobraźnią (fantazją) a kłamstwem. Inni martwią się, że ich dzieci wydają się zagubione w świecie fantazji. Kłamstwo jest objawem czegoś, co nie jest właściwe dla dziecka. Jest to raczej sposób zachowania niż fantazja, choć czasem łączą się one ze sobą.

Dzieci kłamią, ponieważ boją się zająć stanowisko względem samego siebie. stawić czoło rzeczywistości takiej, jaka jest. Często pogrążają się w strachu, braku wiary w siebie, złym obrazie siebie lub poczuciu winy. Nie są w stanie poradzić sobie z otaczającym je światem, dlatego uciekają się do zachowań obronnych, zachowując się przeciwnie do tego, jak naprawdę się czują.

~Violet Oaklander
Okna do naszych dzieci. Terapia dzieci i młodzieży w podejściu Gestalt, Oficyna Związek Otwarty / OZO

Zdjęcie Jelleke Vanooteghem at Unsplash

08/01/2023

Czasami zadaję sobie pytanie: czy w taki sposób zwróciłabym się do dziecka, które spotykam w gabinecie? Albo co bym zrobiła, gdyby chodziło o grupę dzieci, z którymi pracuję, gdyby nie chodziło o moje własne dzieci?

Zdałam sobie sprawę, że to bywa pomocną strategią do tego, żeby zbudować niezbędny dystans od trudnej sytuacji lub uczucia, pozwolić sobie na jeden dodatkowy oddech, dzięki któremu jeszcze mogę zmienić bieg wydarzeń. Zareagować bardziej świadomie, być mniej reaktywną a bardziej obecną i wspierającą.

Kiedy wieczorem znów o tym myślę, zdaję sobie sprawę z tych różnic między sytuacjami z moimi dziećmi a innymi, tymi które wspieram zawodowo. Tutaj jestem rodzicem, tam psychologiem, terapeutą, innym dorosłym. Ta zmiana ról kompletnie zmienia perspektywę. W gabinecie, na każdym warsztacie, obozie psychoedukacyjnym jest jakiś limit czasu, po którym sytuacja się domyka a ja mogę uwolnić głowę, oddać odpowiedzialność i przełączyć uwagę na inną rzeczywistość. By wrócić do niej za tydzień z niezbędną świeżością i regeneracją zasobów, sięgnąć po wsparcie superwizyjne czyli dodatkową parę oczu i otwarte serce...

W roli rodzica sprawa nieco się komplikuje. Bo albo jesteśmy z dziećmi cały czas, albo wracamy do nich po jakiejś aktywności zawodowej, uszczupleni o zasoby, bardziej zmęczeni. Dzień w dzień. I w nocy. A po jednej rozwiązanej sytuacji nie zamykamy drzwi z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku ale najczęściej zabieramy się za pranie, sprzątanie gotowanie albo wydarza się kolejna sytuacja: kłótnia rodzeństwa, rozpacz po nieudanej próbie w zabawie, upadek albo po prostu ból istnienia, bo to już czwartek wieczór po długim tygodniu...

I to jest w rodzicielstwie najtrudniejsze, ten częsty brak wydechu, przerwy na wytchnienie, urlopu dla podratowania zdrowia psychicznego i fizycznego. Stare sposoby na samoregulację i powroty do stanu równowagi zawodzą, bo teraz jesteśmy nonstop na ostrym dyżurze. Nawet jeśli w danym dniu mniej obfitującym w sytuacje nagłe i skrajne, to jednak wymagającym chronicznie naszej dostępności i bycia w zasięgu, gotowym do akcji. A to już samo w sobie jest ogromnym stresem, powodującym ciągły stan gotowości, podwyższonej czujności, napięcia....

Pamiętacie jeszcze, jak dawniej łapaliście ten niezbędny oddech? Jak odpoczywaliście po pracy, spędzaliście weekendy, ładowaliście baterie? Większość tych sposobów, odkąd pojawiły się dzieci przestała się sprawdzać albo nie jest w ogóle możliwa, bo np. cisza to dobro luksusowe dostępne dopiero wtedy, kiedy dzieci padną wieczorem a między pracą a domem trudno złapać wydech i łagodnie się przełączyć, bo praca odbywa się z domu albo na wariackich papierach musimy zdążyć, żeby zmienić partnera, nianię albo odebrać dziecko z przedszkola czy szkoły. A one w tym przedszkolu nawrażeniowane rozpoczynają pierwszą scenę już w szatni biegając w kółko albo nie chcąc się ubrać. Ale to potem, bo wcześniej jeszcze przecież negocjacje, że za wcześnie jesteście albo rozpacz i pretensje, że właśnie za późno albo akurat w złym momencie, bo zabawa była najlepsza....

Nawet teraz opisując proste historie z życia rodzica czuję, jak łapię zadyszkę emocjonalną, choć to zaledwie fragment opowieści, miejsce w którym scenariusz dopiero się rozkręca a prawdziwe akcja dopiero ma szanse się zawiązać. No ale to przecież prawda. Rodzicielskie życie wypełnione jest po brzegi, a często nawet te brzegi przekracza...

Tak jak prawdą jest to, że potrzebujemy nowych strategii radzenia sobie w tej wymagającej rzeczywistości. Odpuszczenia i opłakania różnych sposobów odpoczywania, do których jesteśmy przyzwyczajeni i poszukania takich, które rodzicielska rzeczywistość jest w stanie pomieścić. Tak jak obowiązkiem osoby, która pracuje we wszelkich zawodach pomocowych jest higiena psychiczna tejże pracy, podobnie rodzic warto, żeby na wszelkie dostępne w danym momencie sposoby próbował o siebie zadbać, czasami z superwizją włącznie (od wygadania się przyjacielowi, po konsultacje psychologiczne w sprawach wychowawczych czy dla własnego zdrowia psychicznego).

A na co dzień pytanie siebie, jak się mam i co właśnie teraz mogę dla siebie zrobić? Bo w zasięgu mamy czasem więcej możliwości niż nam się wydaje. Prostszych, innych, często przegapianych.

Jak ta myśl dystansująca: a gdyby nie chodziło o moje dziecko, co bym wtedy zrobiła, jak zareagowała w trudnej sytuacji? Kiedy dzieci czy dziecko akurat dobrze się bawi - włączenie na słuchawkach ulubionej muzyki na kilka minut aby poczuć przyjemność. Wyciągnięcie się, wyprostowanie kręgosłupa, rozluźnienie napiętych mięśni, opuszczenie ramion, westchnięcie i dłuuugi, niespieszny wydech. Sesja oddechowa nad patelnią naleśników, skorzystanie z rytmiczności tej czynności. Wybór zabawy z dzieckiem w pozycji leżącej, żeby oddać ciężar własnego ciała i poczuć ten rodzaj ugruntowania na ziemi. Aż po wygłupy, wspólny śmiech czy przytulasy z dziećmi....

01/11/2022

W ramach kwesty przy cmentarzach częstowano dziś dzieci lizakami, co wywołało ich ogólną radość.

Sprawiło także, że zamiast myśleć o osobach, którym zapalaliśmy świeczki, dzieci zajmowały się porównywaniem smaków i kolorów swoich zdobyczy. Na koniec zapytały jeszcze, czy możemy kupić więcej lizaków przy wyjściu.

To taka krótka przypowieść o tym, jak dzięki nagrodom łatwo zgubić prawdziwy sens działań.

Bardzo na czasie, dziękuję Tulistacja - Aneta Zychma za ten cytat i refleksję nad dziecięcym prawem do żałoby 🙏Dzieci ro...
31/10/2022

Bardzo na czasie, dziękuję Tulistacja - Aneta Zychma za ten cytat i refleksję nad dziecięcym prawem do żałoby 🙏

Dzieci rozumieją więcej niż nam się wydaje. I czują często mocniej, bo ich uczucia są - nomen omen - żywe i spontaniczne, pozbawione filtrów racjonalizacji a wiele z nich jest całkowicie nowym doświadczeniem.

• ŻAŁOBA NIE JEST PROBLEMEM •


"(...) żałoba nie jest problemem, który ma być rozwiązany. Nie jest czymś „złym”, czymś, co można „naprawić”. Nie jest chorobą, z której trzeba się wyleczyć.

Zakładamy, że jeśli coś powoduje dyskomfort, to jest czymś złym. Ludzie sądzą więc, że żałoba jest „zła”, ponieważ sprawia ból. Wciąż słyszymy o uśmierzaniu bólu, o pozbywaniu się bólu, marzymy o przyszłości, w której bólu nie będzie.

Zachowujemy się tak, jakby żałoba była czymś, od czego trzeba się jak najszybciej uwolnić, aberracją wymagającą leczenia, a nie naturalną reakcją na stratę.

Nie potrzebujemy nowych metod wychodzenia z żałoby. Potrzebujemy umiejętności życia z nią – z własną żałobą i z żałobą innych.

(...)
Jako zbiorowość mamy ogromny bagaż zaległych, bo niewysłuchanych historii żałoby. Nie wysłuchaliśmy ich, ponieważ nie mamy opowieści, które nauczyłyby nas ich słuchać.

Potrzebujemy więc nowych opowieści, które będą przekazywać prawdę o cierpieniu, miłości, życiu. Nowych opowieści o męstwie w obliczu spraw, których nie da się cofnąć ani naprawić.

Musimy je stworzyć dla siebie nawzajem. I musimy to zrobić razem, ponieważ ból się zdarza. Ponieważ zdarza się żałoba.

Jeśli naprawdę zależy nam na tym, by pomóc ludziom przeżywającym żałobę, musimy odrzucić dominującą narrację o cierpieniu jako stanie chorobliwym, jako czymś, co wymaga transformacji lub wyleczenia."

[Cierpisz? Masz do tego prawo, Megan Devine]

Mam wrażenie, że dziecięca żałoba jest jeszcze bardziej niewygodna.
Nie potrafimy o niej mówić.
Jesteśmy przekonani, że dziecko powinno mieć beztroskie, lekkie dzieciństwo. W takiej narracji nie ma miejsca na żałobę. Nie widzimy jej. Umyka nam.

Dzieci cierpią więc w samotności.
Bo skoro potrafią kochać, to również potrafią cierpieć.
I na nic nam życzeniowe myślenie o braku trosk, na nic odwracanie głowy, bagatelizowanie ("to tylko dziecko, nic nie rozumie/nie wie, co się dzieje/nie może pojąć śmierci"), na nic próby zaklinania rzeczywistości (unikanie tematu, ukrywanie prawdy).

Potrzebujemy nowej narracji, w której dziecko ma prawo do żałoby, a owa żałoba jest naturalnym procesem, a nie problemem do rozwiązania.



Rys. Elin Manon

O granicach w rodzicielstwie trąbi się na prawo i lewo, chyba nie ma rodzica, który albo sam by o tym nie myślał, albo n...
02/10/2022

O granicach w rodzicielstwie trąbi się na prawo i lewo, chyba nie ma rodzica, który albo sam by o tym nie myślał, albo nie został na jakimś etapie pouczony, że "granice stawiać trzeba, bo dzieci ich potrzebują". A już na pewno nie ma rodzica, który w kontakcie z własnym dzieckiem tychże granic nie dotknął, czasami w sposób bardzo bolesny.

Mam przekonanie graniczące (nomen omen) z pewnością, że granice są dla nas zjawiskiem bardziej abstrakcyjnym, niż niejeden odklejony termin, którego uczyliśmy się na lekcjach biologii, fizyki czy historii. Głównie za sprawą tego, że choć to podstawowa wiedza o życiu, nigdy się tym w szkole nie zajmowaliśmy, dopiero w tak mocnym doświadczeniu jak bycie w intymnej relacji z drugim człowiekiem czy pojawienie się dziecka, staramy się nadrobić zaległości zdając sobie sprawę, jak elementarna jest to wiedza.

I tutaj właśnie wchodzi Jarek Żyliński - Psychoblog Jarka Żylińskiego - cały na biało(-zielono) ze swoją książką (wydaną przez Natuli - dzieci są ważne) I mówi: TADAM, żadna abstrakcja moi drodzy, tylko konkret! I robi z nami ultraciekawą lekcję psychoedukacji.

Po pierwsze daje wiedzę i pomaga ją porządkować, karmiąc umysł, naszą potrzebę rozumienia spraw i układania w głowie, sercu i ciele. Po drugie, robi to w sposób bardzo przystępny, bo posługuje się licznymi przykładami i nawiązaniami do konkretnych sytuacji albo - i to jest coś, co nadaje dla mnie twórczo estetycznego charakteru tej książce - zgrabnie posługuje się bardzo trafnymi analogiami. Dzięki temu łatwo jest przetrawić po swojemu, zrozumieć i zapamiętać sens opisywanego zjawiska. Nie będę też ukrywać, że atutem tej książki jest świetna narracja autora, jak dobrze opowiedziana beletrystyka, gdzie merytoryczna wartość nie budzi żadnych wątpliwości (jako redaktorka kilku książek powiem: prawdziwa sztuka!).

Podoba mi się również możliwość przyglądania się granicom z obu ich stron, nie ma tutaj ani tego biednego dziecka, na które tak bardzo jako dorośli musimy uważać, żeby nie czynić przemocy, ani bezradnego rodzica, któremu dziecko wchodzi na głowę (innymi słowy: nie ma ocen ani jednych ani drugich). Jest natomiast uważna refleksja nad każdą ze stron, która doświadcza trudności spotykając się na granicy dwóch odrębnych światów, co pokazuje, że obie perspektywy są równie ważne aby budować bliskie relacje.

Cieszę się również, że - choć nie mam wątpliwości, że wiele inspiracji ma swoje źródło w NVC - nie musiałam czytać po raz kolejny biografii Marshalla Rosenberga ani poznawać żadnych modeli od strony teoretycznej. Zamiast tego mogłam doświadczyć ich praktycznego wymiaru, poczuć jak kojące w kontakcie bywa życzliwe zainteresowanie uczuciami prawdziwymi potrzebami osoby, która dotknęła swoich granic w jakiejś trudnej dla siebie sytuacji.

Żeby oddać sprawiedliwość, mam też dwa ale. Pierwsze to brak wieku młodego człowieka, który pojawia się w przykładach. Inaczej się "rozmawia" z gryzącym dwulatkiem a inaczej z obrażonym dziewięciolatkiem. Każdy wiek rządzi się swoimi prawami i możliwościami - poznawczymi, emocjonalnymi, społecznymi i myślenie o konkretnej grupie wiekowej miałoby dla mnie większą wartość porządkującą. Druga rzecz, to użycie terminu "mechanizmy obronne" na reakcję, która pojawia się w człowieku w momencie naruszania jego granicy. Dla mnie mechanizmy obronne są tym, co staje na straży niereagowania wprost np. złością czy strachem, czymś co wykształcamy, żeby nie czuć lub nie wyrażać tego, co naprawdę czujemy w takich sytuacjach. Być może dla rodzica nie ma to takiego znaczenia, mnie robiło trochę zamieszania poznawczego.

Zmierzając w stronę puenty, myślę, że naprawdę warto przeczytać tą książkę i na nowo podjąć wysiłek badania własnych granic - zarówno dla siebie jak i dla naszych dzieci. Dzięki lekturze przestają one być abstrakcją a stają się konkretem dnia codziennego, rozpoznawalnym, namacalnym, porządkującym życie i relacje z małymi i dużymi ludźmi (i z nami samymi też!). Warto również sięgnąć po tą książkę dla czystej przyjemności, bo naprawdę dobrze się ją czyta.

21/09/2022

Życie codzienne dzieci, które wyruszyły do przedszkoli i szkół zaczyna się toczyć w pewnych przewidywalnych cyklach. W dużym uproszczeniu czas dziecka zaczyna się dzielić na ten, który spędza w placówce i ten poza nią, domowy w towarzystwie rodziców.

Dobrą analogią tej cykliczności wydaje się być proces trawienny. Czas w placówce to etap spożywania posiłków, kosztowania nowych potraw, karmienia się wrażeniami, interakcjami społecznymi, doświadczania smacznych i tych mniej smacznych pokarmów. Słodko przyjemnych i tych gorzko kwaśnych. To czas zdobywania, chłonięcia, nabywania, w którym naturalne wydaje się być towarzystwo innych osób (rówieśników i dorosłych).

Czas po przedszkolu/ czy szkole, domowy to czas na trawienie doświadczeń i wydalanie ich resztek. Kosztowny energetycznie proces oddzielania tego, co nadaje się do przyswojenia i powoduje wzrost, odżywia i wzmacnia od tego, czego było za dużo, nie jest aktualnie potrzebne lub wręcz szkodzi młodemu organizmowi.

Trawienie może wywoływać napięcie i zabierać zasoby innym procesom organizmu. Niejednokrotnie bywa bolesne dla dojrzewającego układu pokarmowego, który mierzy się z nowościami. Wymaga czasu i cierpliwości.

Pomocna bywa swobodna zabawa, jak swobodny ruch ciała, które samo może znaleźć optymalną pozycję. Pomocna bywa uważna bliskość, w której można pomasować napięty brzuszek, ukoić rozmową, która -jak dotyk- potrafi działać rozkurczowo. A czasem rola rodzica sprowadza się do podania miski, która pomieści wymiotne konwulsje, przyjmie potężną falę emocji, by potem wspólnie przeczekać, aż wróci upragniony spokój.

Ten etap cyklu jest zdecydowanie mniej elegancki i społeczny, a bardziej wymagający nie tylko dla dziecka, ale przede wszystkim dla rodzica. Może budzić niechęć, frustrować, boleśnie konfrontować ze stanem własnych zasobów.

Jednocześnie jest tak szalenie ważny! Szczególnie, że stanowi przygotowanie do trzeciego etapu cyklu, spokojnego, regenerującego odpoczynku jakim jest sen, któremu sprzyja miękki brzuch. To w tej fazie mózg dziecka zrobi porządki, oddzielając to co ważne (co zapamięta i przyswoi) od tego, co mało istotne (co wyrzuci z pamięci). Zrobi miejsce na kolejną ucztę wrazeń i doświadczeń.

18/09/2022

Jest takie zjawisko jak "latencja snu" - spokojne (samodzielne!) zapadanie w sen małych dzieci, kiedy w odpowiednim momencie - rozbudzone - zostaną odłożone do łóżeczka i nic nie będzie im w tym zasypianiu przeszkadzać. Brzmi jak spełnienie marzeń niejednego rodzica, prawda?

Mam bardzo dużo emocji zawsze, kiedy docieram do tego momentu w opracowaniach naukowych. Bo - owszem - są takie dzieci. Wystarczy im przewidywalność, pełny brzuszek, ciepły kocyk i brak rozpraszaczy w postaci zbędnych bodźców.

Niemniej to nie ich rodzice w rozpaczy drą szaty przegrzebując czeluście internetów w poszukiwaniu sposobów na to, JAK położyć dziecko spać. To nie oni trafiają do mnie zdesperowani, w resztkach sił i poczuciu winy. Bo jeśli to może być takie proste, a tak bardzo im nie wychodzi, to albo coś jest nie tak z ich dzieckiem albo z nimi...

Dlatego tak bardzo mnie cieszą kolejne doniesienia z badań (artykuł w komentarzu), z których wynika, że najłatwiej jest zasnąć maluchom, które najpierw były w ruchu na rękach rodzica, a potem nadal miały tegoż rodzica dla siebie (w bezruchu), póki nie zapadły w głębszy sen. I wtedy stają się odkładalne i dobrze śpią. Wniosek z tych badań wydaje się prosty: dzieci potrzebują ruchu i kontaktu, żeby łatwiej zasypiać.

Cieszy mnie to, że pisze się o tym równie powszechnie, jak powszechnie krytykuje się i zawstydza rodziców, którzy tulą swoje dzieci przed snem. Że głośno mówi się o tym, że jednak jako gatunek jesteśmy noszeniakami i usypianie dzieci nie jest fanaberią rodziców, którzy dają sobie wejść na głowę, ale naturalną praktyką budowania więzi i odpowiadania na realne potrzeby małych ludzi. I cieszy mnie to, że rodzice nieodkładalnych dzieci mogą głębiej odetchnąć i doświadczyć ulgi. Bo paradoksalnie ta ulga - w ciele, oddechu, zmniejszonym napięciu emocjonalnym i fizycznym - jest czymś, co bardzo służy dzieciom w zasypianiu....

Sen wspólnie śniony staje się rzeczywistością, powiedział John Lennon. Ja również marzę 💜
01/09/2022

Sen wspólnie śniony staje się rzeczywistością, powiedział John Lennon. Ja również marzę 💜

Żeby puścić Twoją dłoń, rodzicu, dziecko potrzebuje zobaczyć w Twoim spojrzeniu wiarę w to, że da sobie radę.Zaufanie je...
31/08/2022

Żeby puścić Twoją dłoń, rodzicu, dziecko potrzebuje zobaczyć w Twoim spojrzeniu wiarę w to, że da sobie radę.

Zaufanie jest najlepszym, w co możesz dziecko wyposażyć w obliczu zmiany 🙏

Adres

Kosiby 3/15
Wieliczka
32-020

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Pracownia Środka · Anna Siudut-Stajura umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Pracownia Środka · Anna Siudut-Stajura:

Udostępnij

Kategoria