11/04/2022
Ci z Was, którzy regularnie tu zaglądają, spotkali się ze słowem, którego często używam: UNIEWAŻNIANIE.
Chciałabym dziś nieco je przybliżyć, bo brzmi zrozumiale i intuicyjnie łatwo jest „wyczuć” to zjawisko, ale czy równie łatwo zrozumieć i zauważyć w życiu?
Unieważnianie – czyli umniejszanie czyichś przeżyć, negowanie emocji, niedawanie prawa do tego, żeby coś czuć lub uznawać za ważne.
Przeciwieństwem unieważniania jest uprawomocnienie – uznanie doświadczeń danej osoby za istotne i mające rację bytu, nawet jeśli my mamy inaczej.
Jak brzmi unieważnianie w komunikacji z drugą osobą?
• mówienie, że ktoś przesadza, wyolbrzymia, szuka dziury w całym
• mówienie, że inni mają gorzej (albo że to my mamy gorzej), więc ktoś „nie powinien narzekać”
• pytanie kogoś, czy ma okres, kiedy mówi o swoich trudnych emocjach
• mówienie dzieciom, że nie powinny płakać albo nie powinny czegoś czuć
• mówienie, że „przecież nic się nie stało”
• mówienie, że coś nie jest problemem, gdy druga osoba wyraźnie powiedziała, że dla niej jest
• sugerowanie, ze my wiemy najlepiej, jak „powinno się” patrzeć na daną sytuację
• dawanie komuś takiego wsparcia, o którym wiemy, że mija się z jego realnymi potrzebami – to również jest w pewnym sensie unieważnieniem (to tak jakby celowo kupić komuś na prezent coś, co mu się nie spodoba, ale podoba się nam, więc skoro „to takie ładne”, to kupujemy – i tym samym unieważniamy potrzeby drugiej osoby)
Agresja – również fizyczna, ale także krzyk, wyzwiska, zmuszanie kogoś do czegoś itp. – to skrajna forma unieważnienia. Naruszamy i tym samym unieważniamy czyjeś granice i prawa.
Generalnie, unieważnieniem może być każde zachowanie, które odbiera prawo do własnych emocji i własnej perspektywy (które CO DO ZASADY są subiektywne, więc nie ma jednego „właściwego” sposobu przeżywania danej sytuacji). Nie trzeba „mieć racji”, by coś czuć! A emocje nie znikają tylko dlatego, że ktoś „zabroni” im się pojawiać.
A co, jeśli mamy dobre intencje? Jeśli chcemy kogoś pocieszyć, uspokoić, np. płaczące dziecko?
Zastanówmy się nad tym, jakie skutki przynosi powiedzenie komuś „Przecież nic się nie stało”, „Nie płacz”, „Nie bój się”, „Nie martw się”.
• Podważa ocenę sytuacji drugiej osoby – wysyła jej sygnał, że jej emocje (a czasem też ból fizyczny) nie mają racji bytu, ucząc tym samym, że nie może ufać swojemu osądowi sytuacji i własnym przeżyciom.
• Przysparza więcej trudnych emocji, a nie ujmuje ich! Kiedy jest mi smutno albo się boję, a od osoby, która ma udzielić mi wsparcia, słyszę, że „powinnam” czuć inaczej, wówczas jest mi podwójnie trudno – oprócz pierwotnej emocji mam jeszcze wtórne poczucie winy, złość na siebie czy przekonanie, że „coś jest ze mną nie tak”.
• Uczy, że trzeba uzyskać „pozwolenie”, by coś myśleć i czuć, by czegoś potrzebować. Uczy tłumienia własnych potrzeb i przeżyć, by zadowolić drugą osobę albo dopasować się do czyichś oczekiwań. A jednocześnie te emocje nie znikają, one nadal buzują w tej osobie, jeśli są niewyrażone.
(Warto zastanowić się też, w jakim celu mówimy takie rzeczy i na ile uciszanie czyichś trudnych przeżyć dla własnego komfortu wynika z dobrych intencji).
Co zatem mówić?
• Rozumiem, że się boisz. Jesteś bezpieczny(-a). Jestem przy tobie.
• Widzę, że to cię martwi.
• Jesteś zły/smutny/radosny.
• Rozumiem, że to dla ciebie ważne/Rozumiem, że tak to widzisz.
• Masz prawo tak czuć.
• Emocje są naturalne.
• Jeśli myślisz X, to naturalne, że czujesz Y (np. „To naturalne, że boisz się o wynik, jeśli sądzisz, że kiepsko ci poszło na egzaminie” albo „Wiele osób w tej sytuacji czuje podobnie”, albo „Ja też się złoszczę, kiedy nie mogę osiągnąć tego, na czym mi zależy”).
Unieważnianie ZAWSZE wyrządza szkodę drugiej osobie, bo sugeruje jej, że to, co przeżywa, nie jest mile widziane TYLKO DLATEGO, że komuś się nie to podoba albo ktoś przeżywa coś inaczej. To nie sprzyja budowaniu relacji, podkopuje za to poczucie własnej wartości drugiej osoby.
! Co istotne, możemy unieważniać nie tylko czyjeś przeżycia i potrzeby, ale również własne. Wtedy mówimy o samounieważnieniu. Wtedy wyrządzamy szkodę samym sobie i jednocześnie uczymy innych, że i oni nie muszą liczyć się z naszymi doświadczeniami i granicami.
I teraz bardzo ważne: nie trzeba bezkrytycznie zgadzać się ze wszystkim, co mówi i robi druga osoba. Chodzi o to, by wyrażać własne zdanie z poszanowaniem potrzeb i granic drugiego człowieka, a także faktów. Uprawomocnienie nie będzie oznaczało aprobaty tego, czego nie pochwalamy, ani uznania za prawdę czegoś, co mija się z faktami – to po prostu empatyczne uznanie czyichś emocji, potrzeb lub opinii.
• Możemy uprawomocnić emocje czy potrzeby, a jednocześnie stawiać granice zachowaniu.
Zamiast: „O co się tak rzucasz?” albo „Nie wściekaj się tak!”
powiedzmy np.: „Rozumiem, że się złościsz, bo to dla ciebie bardzo ważne. Nie zgadzam się jednak, żebyś na mnie krzyczał”.
• Możemy udzielić konstruktywnej krytyki czyjejś pracy czy zachowania bez unieważnienia.
Zamiast: „Zrobiłaś to beznadziejnie” albo „Inni zrobili lepiej”
możemy wskazać, co nam nie odpowiada, odwołując się do faktów i obserwacji, bez oceniania.
• Możemy się z kimś nie zgadzać, nie unieważniając perspektywy drugiej osoby.
Zamiast: „Nie masz racji” albo „Szukasz dziury w całym”
powiedzmy np.: „Rozumiem, że z twojej perspektywy to wygląda w ten sposób. Ja to widzę tak i tak”.
Nie musimy wszyscy patrzeć na świat tak samo i w ten sam sposób doświadczać emocji. Co więcej, nie jest to możliwe. To kwestia mocno indywidualna.
Rzecz w tym, że można mieć inaczej niż ktoś lub wręcz nie zgadzać się na coś, a jednak wciąż uprawomocnić punkt widzenia drugiej osoby – swoim uważnym słuchaniem, swoim językiem i swoją mową ciała. Taka postawa pozwala zatroszczyć się o relację nawet wówczas, gdy nie spełnimy prośby lub postawimy granicę zachowaniu.
Dobrego tygodnia! 💪