Beata Balsiewicz-Ulbrich - psychoterapia, terapia traumy

Beata Balsiewicz-Ulbrich - psychoterapia, terapia traumy Jestem psycholożką, certyfikowaną psychoterapeutką oraz terapeutką traumy. Ukończyłam szkolenie Brainspotting - Faza 1. Uzyskałam certyfikat PTPG i EAGT.

Jestem psycholożką, certyfikowaną psychoterapeutką Gestalt (EAGT, PTPG), Somatic Experiencing® Practitioner w trakcie szkolenia, terapeutką EMDR, ukończyłam szkolenie Brainspotting (Faza 1) W pracy z traumą korzystam z metod: Somatic Experiencing®, EMDR, Brainspotting oraz z psychoterapii Gestalt. Jestem praktyczką Somatic Experiencing® w trakcie szkolenia oraz terapeutką EMDR po 2-częściowym szkoleniu podstawowym w tym podejściu i po dodatkowych szkoleniach. Pracuję psychoterapeutycznie w nurcie Gestalt. Ukończyłam 4-letnie szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Integralnej Psychoterapii Gestalt, akredytowanym przez EAGT (European Association for Gestalt Therapy) oraz PTP (Polskie Towarzystwo Psychologiczne). Jestem absolwentką Wydziału Psychologii (UW) i Studium Interwencji Kryzysowej (DCP). Jako psycholożka pracowałam z osobami dorosłymi i młodzieżą, m.in. w: Specjalistycznym Ośrodku Wsparcia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie, Ośrodku Interwencji Kryzysowej "Akson", w Dziennym Domu Pomocy i w placówkach oświatowych (m.in. szkoła podstawowa z oddziałami gimnazjalnymi, liceum). Od kilku lat należę do zespołu Ośrodka Trzeci Biegun we Wrocławiu. Współpracuję ze Szkołą Gestalt w Warszawie. Odbyłam ponad 400 godzin praktyk na oddziałach: III Psychiatrycznym dziennym i II Psychiatrycznym dziennym w Dolnośląskim Centrum Zdrowia Psychicznego we Wrocławiu oraz w Oddziale Psychiatrycznym Ogólnym I w Wojewódzkim Szpitalu Psychiatrycznym w Złotoryi. Swoją pracę poddaję regularnej superwizji. Pracuję zgodnie z kodeksem etycznym PTPG (Polskiego Towarzystwa Psychoterapii Gestalt). Dbam o ciągły rozwój w zawodzie, uczestnicząc w szkoleniach, treningach terapeutycznych oraz warsztatach specjalistycznych. Uczestniczę w 3-letnim kursie Somatic Experiencing®. Pracuję w gabinecie oraz online (Google Meet, Whatsapp). Prowadzę konsultacje oraz psychoterapię w języku polskim i francuskim.

Jestem świeżo po lekturze książki Sabiny Sadeckiej "Powrót do ciała. Jak odzyskać siebie po doświadczeniu traumy". Żałuj...
20/01/2026

Jestem świeżo po lekturze książki Sabiny Sadeckiej "Powrót do ciała. Jak odzyskać siebie po doświadczeniu traumy". Żałuję, że nie mogłam, z uwagi na zaplanowany wyjazd, dotrzeć na spotkanie autorskie we Wrocławiu. Przejdę do samej książki.
Wyobrażam sobie, że czytelnik, nie mający terapeutycznego wykształcenia, może po lekturze "Powrotu do ciała": lepiej zrozumieć swój układ nerwowy, z większą akceptacją przyjąć to, kim w efekcie traumy się stał, poczuć nadzieję na poprawę swojego funkcjonowania. Szczególnie cenne wydają mi się ćwiczenia, które autorka proponuje. Opierają się przede wszystkim na uważności ciała, czerpią z podejścia Somatic Experiencing i innych metod pracy z traumą, w jakich autorka się kształciła. Nawet jeśli lektura książki i samodzielne wykonywanie ćwiczeń dla części osób może się okazać niewystarczające w poradzeniu sobie z traumą, to na pewno może być to świetny wstęp lub uzupełnienie terapii traumy.
Zacznę od tego, że autorka normalizuje reakcje układu nerwowego: "Wszystko to, co w traumatycznym momencie oraz bezpośrednio po nim zrobiły nasz układ nerwowy, nasze ciało i umysł, jest przejawem niezawodnie działającego instynktu przetrwania"(s.60).
Czytając "Powrót do ciała" nieraz myślałam o tym, że Sabina Sadecka pamięta o układach nerwowych swoich czytelników. Osoby znajdujące się obecnie w stanie przeciążenia zachęca np. do pominięcia listy kategorii potencjalnie traumatycznych sytuacji, po to by oszczędziły sobie niepotrzebnej aktywacji. Jestem wdzięczna Sabinie za wiele pytań do refleksji własnej, kończących każdy rozdział, np.za to: "Jakie piękne, spokojne, twórcze, budujące wydarzenia zawiera linia twojego życia?"(s.58). Te pytania mogą przekierować uwagę czytelników na ich zasoby. Dobrze mi było czytać i być w tej lekturze prowadzoną przez pisarkę świadomą wpływu swoich słów na inne układy nerwowe-to nieczęste dla mnie doświadczenie. Reasumując: to wartościowa książka, która przyda się zarówno klient_m/pacjent_m, jak i ich terapeut_:)

Powoli wracam do gabinetu. W grudniu dotarła do mnie pomoc w pracy narzędziem Brainspotting: piękne, kolorowe końcówki d...
29/12/2025

Powoli wracam do gabinetu. W grudniu dotarła do mnie pomoc w pracy narzędziem Brainspotting: piękne, kolorowe końcówki do wskaźnika. Są wykonane z minerałów albo ze szkła, a do wskaźnika przyczepiają się magnesem. Klient/ka może teraz sam/a wybrać, na której kulce chce skupiać wzrok w czasie sesji z użyciem Brainspottingu:)

Jutro Wigilia-na okres świąteczny i Nowy Rok życzę sobie i Tobie: spokoju, miłości, bliskich i dobrych spotkań, odpoczyn...
23/12/2025

Jutro Wigilia-na okres świąteczny i Nowy Rok życzę sobie i Tobie: spokoju, miłości, bliskich i dobrych spotkań, odpoczynku, wielu chwil dziecięcej radości i zachwytu🌲

Ilustracja: Marcin Minor

Dziś tekst Alicji Biłozor- dla terapeut_ i nie terapeut_ - bo wszystko co Autorka pisze możemy pewnie przełożyć na relac...
15/12/2025

Dziś tekst Alicji Biłozor- dla terapeut_ i nie terapeut_ - bo wszystko co Autorka pisze możemy pewnie przełożyć na relacje rodzinne, przyjacielskie, sąsiedzkie.
Czy chcę być lubiana/y?

Wczoraj podczas jednej z sesji wrócił do mnie temat, który od lat obserwuję u terapeutów, u adeptów terapii, u trenerów psychoterapii… u siebie samej.

Czy terapeutka, trenerka chce być lubiana?

To pytanie rzadko pada na głos, ale bardzo często dzieje się w ciele, w napięciu, w ostrożności, w tym dziwnym miejscu między „chcę być pomocna” a „chcę, żeby mnie lubili”.

I widzę to naprawdę często.
U początkujących terapeutów — którzy boją się „zepsuć relację”.
U terapeutów w procesie szkoleniowym — którzy boją się rozczarować trenera.
U trenerów - którzy chcą być dobrze oceniani przez szkoły, uczestników szkoleń.
U doświadczonych — którzy noszą w sobie stary schemat „bądź miła, wtedy będziesz bezpieczna”.

I widzę to też u siebie, bo przez lata też to niosłam.

To pragnienie bycia lubianą jest bardzo ludzkie.
Mamy swoje historie, lęki, lojalności i cienie. Każda z nas w jakimś momencie kariery chciała być „tą dobrą”, „tą delikatną”, „tą co rozumie”, „tą bezpieczną”.

Ale prawdziwa trudność zaczyna się tam, gdzie „być lubianą” staje się ważniejsze niż być użyteczną.

Bo wtedy…
– unikam konfrontacji,
– łagodzę coś, co powinno wybrzmieć,
– znikam, gdy powinnam być obecna,
– filtruję swoje reakcje, żeby nie było „za dużo”,
– dbam bardziej o wizerunek niż o kontakt.

Widziałam to wiele razy u terapeutów, których szkolę — i zawsze pojawia się w tym jakiś rodzaj smutku, że „nie mogę być sobą, bo ktoś może się odsunąć”.

A przecież terapia nie jest po to, żeby nas lubiano.
Terapia jest po to, żeby klient mógł wzrastać.

A wzrastanie czasem wymaga konfrontacji.
Granicy.
Milczenia.
Frustracji.
Nieidealności terapeuty.
I tego, że nie zawsze będzie „miło”.

Dzisiaj — po tych paru latach pracy — naprawdę wiem jedno:

mogę chcieć być lubiana, ale nie pracuję po to, żeby mnie lubili.
Pracuję po to, żeby być obecna, uczciwa, przytomna i użyteczna w procesie.

A to czasem oznacza, że ktoś wyjdzie z sesji niezadowolony.
Że ktoś z treningu wyniesie frustrację.
Że komuś moja granica nie przypadnie do gustu.

I to jest w porządku.
To część ich procesu.
I część mojego.

Szczerze?
Uważam, że to o wiele bardziej uczciwe i rozwojowe niż trzymanie się wyłącznie „miłej” atmosfery.
Bo rozwój często zaczyna się tam, gdzie przestaje być wygodnie.

A jeśli jesteś terapeutką, terapeutą w trakcie szkolenia, albo dopiero zaczynasz — bardzo Cię zapraszam, żeby to pytanie naprawdę wziąć do siebie:

Czy chcesz być lubiana — czy chcesz być użyteczna?
Nie zawsze da się być jednym i drugim jednocześnie.
Pozdrawiam ciepło

---------------------------
Zapraszam również na mój profil na Instagram - https://www.instagram.com/psychoterapia_bez_sciemy/

Wczoraj, po kilku miesiącach, wróciłam do gabinetu nr 1 w Trzecim Biegunie. Gabinet ucierpiał kilkukrotnym zalaniem desz...
09/12/2025

Wczoraj, po kilku miesiącach, wróciłam do gabinetu nr 1 w Trzecim Biegunie. Gabinet ucierpiał kilkukrotnym zalaniem deszczem i potrzebny był w nim rozłożony w czasie remont. Dobrze mi wrócić na "stare śmieci":)
O reakcjach na przeciwności losu tak mówi psycholog George A. Bonanno badający studentów w USA po zamachach z 11 września: "Elastyczność jest adaptacyjna, ponieważ różne rodzaje przeciwności tworzą różne rodzaje wymagań. Im lepiej potrafimy zaadaptować się do tych wymagań, tym większa szansa, że przeżyjemy. Intrygującą konsekwencją tej idei jest fakt, że w pewnych okolicznościach adaptujące jest myślenie lub zachowywanie się w sposób, który normalnie uznalibyśmy za nieodpowiedni, albo nawet niezdrowy". Bonanno zauważył, że studenci, którzy byli elastyczni - po wydarzeniach z 11 września umieli stłumić lub wyrazić emocje, zależnie od swojej potrzeby, dwa lata po zamachach byli znacznie mniej przybici.
Michaela Haas "Niezniszczalni. Rozwój po traumie" Wydawnictwo Teofrast, s.183

Wracam pociągiem, ogrzana kontaktem z grupą uczestniczek/ów roku rozwojowego Szkoły Gestalt w Warszawie. Spotkaliśmy się...
30/11/2025

Wracam pociągiem, ogrzana kontaktem z grupą uczestniczek/ów roku rozwojowego Szkoły Gestalt w Warszawie. Spotkaliśmy się w temacie gestaltowskich stylów kontaktu, ale co może ważniejsze - doświadczyłam spotkania z każdą z tych osób - w tym co trudne, ważne, piękne, lekkie. Za oknem pociągu już ciemno, ale widzę śnieg, którego przez parę dni wyjazdu nie widziałam. Internet podpowiedział mi w podróży ciekawą rozmowę na temat traumy relacyjnej/złożonej i sposobów pracy z nią. Być może zaciekawi i Ciebie:

Jak różne podejścia terapeutyczne mogą współbrzmieć, zamiast się wykluczać? W tym odcinku rozmawiamy o integracji, relacji i wspólnym poszukiwaniu tego, co n...

W ostatni weekend uczestniczyłam w szkoleniu online, wprowadzającym do metody NARM (Neuroafektywny Model Relacyjny). NAR...
27/11/2025

W ostatni weekend uczestniczyłam w szkoleniu online, wprowadzającym do metody NARM (Neuroafektywny Model Relacyjny). NARM integruje podejście psychodynamiczne z tymi, zorientowanymi na ciało (Gestalt, Somatic Experiencing), teorią przywiązania i terapią poznawczą. Zostało wymyślone do pracy z klientami/pacjentami zmagającymi się z cPTSD (traumą złożoną)/traumą rozwojową.
Ze szkolenia biorę wiele, w tym przede wszystkim moje zaciekawienie tym sposobem pracy, ale też przypomnienie i rozszerzenie wiedzy na temat traumy szokowej i rozwojowej. T.rozwojowa nie ma wyraźnego początku i końca, niekoniecznie wiąże się z zagrożeniem zdrowia lub życia. To ciągłe, powtarzające się sytuacje, stanowiące część codzienności rozwijającego się dziecka (min. zaniedbanie, różne formy przemocy - których dziecko doświadczało lub było ich świadkiem, skrajna bieda, uzależnienie u rodzica). Jak powiedziała prowadząca warsztat dr Beate Leisse: dziecko rozumie te sytuacje jako część swojej normalności, wzrasta z nimi, jakby codziennie przyjmowało po kropelce truciznę, którą stopniowo integruje w swoje rozwijające się Ja. Pocieszające i dające nadzieje może być to, że z traumą rozwojową można pracować psychoterapeutycznie- różnymi metodami, i w wyniku działań psychoterapeutycznych stopniowo poprawiać jakość swojego życia.

W przerwie między sesjami czytam książkę Sabiny Sadeckiej-o tej książce więcej napiszę w innym poście. Cytat dla mnie na...
25/11/2025

W przerwie między sesjami czytam książkę Sabiny Sadeckiej-o tej książce więcej napiszę w innym poście. Cytat dla mnie na dziś (i na dłużej:): "Terapia jest zatem zawsze wprowadzeniem w nasze życie powolności i łagodności, a nie pośpiechu i impulsywności. Uczenie się nowych reakcji na poziomie emocjonalnym i somatycznym zachodzi powoli".

Cytat pochodzi z książki "Powrót do ciała. Jak odzyskać siebie po doświadczeniu traumy" Sabina Sadecka, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2025, s. 101

16/11/2025

Gdy przyśni mi się coś ważnego/wyrazistego/przerażającego patrzę na sen z trzech - uzupełniających się - perspektyw. Może i dla Was, któraś z tych perspektyw okaże się użyteczna.

1. Sen jest stanięciem na progu. Coś, co nie mogło zostać doświadczone/ujęte przez rozum/zobaczone w pełni (a może nawet po prostu dostrzeżone) wcześniej, już może być obecne w naszej świadomości. Sen nie jest rozwiązaniem, sen jest wskazaniem, że pojawia się więcej opcji rozwiązania (również na mapie wewnętrznego świata) niż miało to miejsce w przeszłości.

2. Każda z postaci snu obrazuje którąś z twoich wewnętrznych części. Jesteś i ofiarą ze swojego snu i prześladowcą, i uczniem piszącym maturę i srogim nauczycielem etc. etc. Sen pokazuje ryzyko dezintegracji i równocześni wskazuje na potencjał integracji. Korzystaj z tego!

3. Sen chce być dokończony - w naszej wyobraźni - już na jawie. Jeszcze zanim się w pełni wybudzisz ze snu, pozwól sobie wyobrazić sobie jego domknięcie/zakończenie/pójście dalej niż pokazuje to twój sen. Możesz dokańczanie snu sobie zobrazować, narysować, możesz dopełnić ruch ciała, który pragnie być dokończony.

Pięknego śnienia

Wartościowy tekst, w kompleksowy sposób tłumaczący pozostawanie w przemocowych związkach.
15/11/2025

Wartościowy tekst, w kompleksowy sposób tłumaczący pozostawanie w przemocowych związkach.

💔Dlaczego ofiary przemocy nie odchodzą?

Po filmie „Dom dobry” sporo osób zastanawia się, dlaczego bohaterka tak długo trwała w przemocowym związku.
Dla osoby, która nie doświadczała przemocy, takie zachowanie jest całkowicie absurdalne i nielogiczne. Bierność krzywdzonej osoby może wywoływać u otoczenia (nie będącego w takim stanie emocjonalnym jak ofiara) nie tylko bezradność, ale też frustrację, czy nawet złość.

Często sytuacja pokrzywdzonej osoby jest obiektywnie bardzo trudna (brak możliwości powrotu do rodziny pochodzenia, konieczność opieki nad małymi dziećmi, brak perspektyw na dobrze płatną pracę np. z powodu wielu lat zajmowania się domem i potomstwem). Bywa jednak, że kiedy bliscy podsuwają rozwiązania, które mogłyby być pomocne, są one już na starcie odbierane jako niemożliwe do zrealizowania. Im dłuższa i intensywniejsza doświadczana przemoc, tym większa beznadzieja i niemoc u poszkodowanej osoby. Nie wszystkim udaje się pomóc. Są osoby tak stłamszone i zaszczute, że nie są już w stanie wydostać się z destrukcyjnego zniewolenia.

Ofiarą przemocy domowej może być każdy - partner, partnerka, córka, syn, starsza schorowana matka czy zniedołężniały ojciec.
Natomiast wspólne jest to, że u każdej z tych osób działają silne mechanizmy psychologiczne, które utrzymują ją w toksycznej relacji pomimo przewlekłego dojmującego cierpienia.

🖤 Więź traumatyczna (trauma bonding).
Emocjonalny rollercoaster w przemocowej relacji (strach, ulga, czułość po przemocy) tworzy silne uzależnienie emocjonalne. W biochemii mózgu przypomina to uzależnienie od substancji psychoaktywnych, powoduje naprzemienny wyrzut noradrenaliny i dopaminy.
Im bardziej przerażający lęk przed oprawcą, tym większy wyrzut dopaminy („hormonu nagrody”) tworzący „emocjonalny haj”, kiedy partner znów staje się czuły, opiekuńczy i ciepły. „Seks po kłótni” może dawać tak dużą przyjemność, że z nawiązką wynagradza ofierze doznane upokorzenia.

Więź traumatyczna powstaje nie tylko w relacjach romantycznych, lecz także w więzi dziecka z przemocowym rodzicem. W takim przypadku jest bardzo duże ryzyko, że w dorosłości taka osoba będzie czuła „chemię” tylko w niestabilnych i toksycznych relacjach (np. z „bad boyami” czy „femme fatale”).

Przemocowcy w rodzinnych relacjach mogą funkcjonować jakby mieli „dwie twarze”. Tą ciepłą, czułą, kochającą i tą drugą - zimną, okrutną, cyniczną i nieobliczalną w ataku furii. Bliscy mogą mieć poczucie, że agresywna osoba tak naprawdę jest dobra, „tylko czasem wychodzi z niej potwór”. Takie wrażenie jest wyjątkowo silne, jeśli do przemocy dochodzi tylko pod wpływem alkoholu, a na codzień sprawca jest oddanym partnerem czy rodzicem. Członkowie rodziny mogą starać się przyjmować przeróżne strategie, żeby nie dopuścić do przemiany w sadystę (wszystkie tak naprawdę sprowadzają się do podporządkowania i spełniania oczekiwań agresora).

W związkach może pojawiać się „syndrom ratownika”; zwłaszcza u kobiet, które są socjalizowane do bycia opiekuńczymi, empatycznymi i wspierającymi. „Ratowniczka”może tłumaczyć agresywne zachowania partnera, np tym, że „miał trudne dzieciństwo”, „nie radzi sobie ze złością, bo sam był bity przez ojca”, „matka zawsze z niego szydziła, a koledzy gnębili, nic dziwnego, że dziś nie potrafi przyjmować krytyki”, „gdyby narzeczona go nie zdradzała, nie byłby teraz taki zazdrosny”. Może widzieć w nim nie sprawcę, a ofiarę przemocy. W związku z tym, ile krzywd go spotkało, bardzo długo może mu wybaczać karygodne zachowania.
Na koniec „ratowniczka” może mieć też nadzieję, że swoją miłością uleczy traumy agresora i pomoże odzyskać wiarę w ludzi. Taka postawa na wiele lat może uczynić z niej zakładniczkę toksycznej bliskości.

🖤 Wyuczona bezradność.
Przemocowcy bardzo często potrafią dobrze manipulować otoczeniem. Mogą być postrzegani jako pomocni sąsiedzi, wzorowi pracownicy i godni zaufania znajomi. Także w uwodzeniu są w stanie być mistrzami.

Relacje z potencjalną ofiarą przeważnie zaczynają od bombardowania miłością (love bombing) – zasypywania czułością, ujmującymi komplementami, obłędną namiętnością, całkowitą uwagą i deklaracjami, które tworzą iluzję nadzwyczajnej i wyjątkowej relacji.
Szczególnie osoby głodne miłości, poranione traumatycznymi relacjami, łatwo dają się omamić tym niesamowicie romantycznym gestom i zapewnieniom o bezgranicznej miłości.
Przyszli oprawcy wydają się totalnie zadurzeni w ofierze, proponują częste rozmowy i spotkania, tak naprawdę po cichu stopniowo przejmując jej przestrzeń emocjonalną i życiową. Udając troskę, dyskretnie zaczynają ją coraz bardziej osaczać i kontrolować.

Umiejętnie wyczuwają deficyty partnerki/ partnera, oferują „uzdrowienie” dawnych traum, kreują siebie jako jedyne źródło ukojenia, remedium na doznane krzywdy.
Pokiereszowana i pogubiona osoba ma nadzieję, że w końcu odnalazła prawdziwą miłość, która wynagrodzi wszystkie dotychczasowe cierpienia.
Niestety sprawca wcale nie czuje emocji ofiary, ale skrupulatnie skanuje jej słabe punkty, to właśnie one będą źródłem późniejszej kontroli.
Z drugiej strony izoluje ofiarę od alternatywnych źródeł wsparcia; podważa szczerość intencji przyjaciół i rodziny, buduje narrację, że to związek jest jedynym bezpiecznym miejscem.

Kiedy ofiarą jest już emocjonalnie uwikłana, oddana oprawcy i bezbronna, agresor może sięgnąć po kluczowe narzędzie kontroli psychicznej - gaslighting.
Zaczyna coraz częściej zaprzeczać niewygodnym faktom, coraz intensywniej krytykuje i wyśmiewa emocje, dyskredytuje zdolność ofiary do adekwatnej oceny sytuacji, podważa jej sposób widzenia świata, sukcesy i kompetencje, a nawet kłamanie, by całkowicie ją podporządkować i uzależnić od siebie.
Osoba odurzona obezwładniającą miłością jest kompletnie zdezorientowana, nie rozumie co się dzieje, nie potrafi skutecznie się bronić przed ciosami ukochanej osoby.

Takie postępowanie systematycznie odbiera poczucie sprawczości, „podcina skrzydła” i uniemożliwia ucieczkę z klatki przemocy.
Ofiara gaslightingu często czuje się zagubiona, zaczyna wątpić we własną pamięć i zdrowy rozsądek. Pojawia się wstyd, lęk i przekonanie, że „może faktycznie coś jest ze mną nie tak”. Z czasem osoba zaczyna bardziej ufać interpretacjom sprawcy niż swoim własnym, co prowadzi do zależności i wycofania. To doświadczenie często wiąże się też z poczuciem utraty siebie — jakby ktoś powoli przejmował kontrolę nad jej wewnętrznym kompasem.

Wyuczona bezradność jest potęgowana każdą kolejną nieudaną próbą konfrontacji z agresorem czy wyprowadzkami kończącymi się powrotem. Ofiara przemocy może być zaszczuta przez sprawcę i realnie obawiać się zemsty z jego strony, gdyby rzeczywiście zdecydowała się zakończyć relację: choćby pomówień, walki o dzieci czy przemocy wobec osób udzielających jej schronienia.
To wszystko może powodować lęk paraliżujący jakiekolwiek dalsze próby separacji.

🖤 Cykl przemocy domowej.
Nieprzewidywalność zachowań agresora, naprzemienne ciepło i chłód z jego strony powodują, że ofiara jeszcze bardziej stara się spełniać oczekiwania, aby dobre momenty trwały jak najdłużej, aby móc poczuć choć w części to miłosne upojenie z początku relacji.

Bombardowanie miłością to także sposób udobruchania ofiary po okresach najintensywniejszej przemocy. W czasie „miodowego miesiąca” sprawca przeprasza, obiecuje poprawę, jest czuły, kochający i oddany. U poranionej osoby pojawia się nadzieja, że „tym razem będzie inaczej, teraz już napewno zrozumiał/a, że mnie kocha i będzie mnie szanować”.

🖤 Wstyd i poczucie winy.
Agresorzy zawsze za swoje wybuchy oskarżają otoczenie. W końcu ofiara rzeczywiście zaczyna wierzyć, że to ona jest źródłem problemów, ma trudny charakter, nie można z nią wytrzymać. Nie szuka pomocy, ponieważ już nie liczy na lepsze traktowanie.

🖤 Syndrom Sztokholmski.
Ofiara przemocy, czując się całkowicie zależna od oprawcy, przyjmuje jego perspektywę, aby jakkolwiek odzyskać kontrolę i móc przewidzieć, co może spowodować jego złość.

Jest to szczególnie częste u dzieci, ponieważ rodzice są dla nich synonimem bezpieczeństwa, są całkowicie niesamodzielne społecznie i ekonomicznie. Czują, że nie ma dla nich nadziei, że na wiele lat są skazane na życie w takim świecie. Walka z agresywnym rodzicem na dłuższą metę będzie powodować tylko narastające problemy, lepszym rozwiązaniem wydaje się nauka zasad gry i odpowiednie sprawowanie.

🖤 Złożony Zespół Stresu Pourazowego.
Głównym mechanizmem obronnym w PTSD jest dysocjacja. Kiedy poziom cierpienia grozi rozpadem psychiki, umysł „odłącza” niektóre funkcje. Dzięki temu można przetrwać nawet nieludzki ból. Niestety cena płacona za przeżycie to utrata kontaktu z rzeczywistością. Nie widzenie brutalnej prawdy chroni przed szaleństwem, ale uniemożliwia też racjonalną ocenę sytuacji i szukanie skutecznych rozwiązań.

W wyniku dysocjacji ofiara może nie pamiętać najbardziej traumatycznych wydarzeń, odczuwać emocjonalne odrętwienie w trakcie aktywnej przemocy, popadać w derealizację (mieć wrażenie, że świat zewnętrzny jest nierealny, „to wszystko nie dzieje się naprawdę”), lub depersonalizację (odłączyć się od własnego ciała, być obserwatorem patrzącym z boku na wstrząsające zajście).
Z czasem zamrożenie może być reakcją na większość stresowych bodźców, stać się domyślnym stylem funkcjonowania.

🖤 Błąd utopionych kosztów.
Ofiara przemocy nie potrafi zakończyć związku, ponieważ zainwestowała w niego zbyt wiele czasu i energii. Trudno jej zrezygnować z nieustępliwej nadziei na to, że partner w końcu się kiedyś zmieni; pogodzić się z utratą marzeń o możliwej szczęśliwej wspólnej przyszłości. Trudno jej uznać, że poniosła porażkę, zakochując się w niewłaściwej osobie i wiążąc z oprawcą.

🖤 Izolacja społeczna.
Powyższe mechanizmy odbierają ofierze nadzieję na lepsze życie, powodują przekonanie, że „lepsze znane piekło niż nieznane niebo”.
Ofiary przemocy czują, że żyją inaczej niż bliscy czy znajomi, wstydzą się „przyzwalania” na przemoc.
Wstyd może być szczególnie paraliżujący u mężczyzn doświadczających przemocy. W patriarchalnym społeczeństwie nie bezzasadnie mogą obawiać się drwin, wyśmiewania, podważania ich męskości, a w najlepszym wypadku - politowania.
To wszystko powoduje, że krzywdzone osoby zamykają się w sobie, nie oczekują zrozumienia.

A otoczenie często na prawdę nie wie, w jak skomplikowanych mechanizmach utknęła bliska osoba i nie potrafi adekwatnie oferować jej pomocy i wsparcia.
W ten sposób koło przemocy domowej się zamyka…

🆘 Przewlekła przemoc fizyczna nie zaczyna się od pierwszego ciosu, to wynik wielu lat systematycznego manipulowania, kontrolowania, upokarzania i dyskredytowania ofiary przez agresora (wliczając także dzieciństwo).
Ekstremalna przemoc psychiczna też eskaluje z czasem. Zaczyna się zawsze od „niewinnych” żartów z ofiary, „drobnych” kłamstewek czy dyskretnych prób narzucania swojego zdania.

Stawanie się ofiarą przemocy jest długotrwałym procesem narastającego popadania w bezradność, podważania swojej sprawczości, odcinania się od przerażającej realności i coraz głębszego uzależniania od oprawcy.

Dlatego pierwszym krokiem nie zawsze jest odejście, ale stopniowe odzyskiwanie kontaktu z własnym „Ja”, z tym wszystkim co w wyniku przemocy zostało ofierze odebrane.

👉 Jeśli znasz kogoś, kto może doświadczać przemocy - nie oceniaj.
Nie pytaj „dlaczego nie odchodzi?” - ofiara często sama nie potrafi nazwać tego, co się z nią dzieje.
Zapytaj „jak mogę Ci pomóc, żebyś nie była sama?”. To wystarczy. Bycie obok, słuchanie, próba zrozumienia, akceptacja.
I zapewnienie, że nie zostawi się bliskiej osoby bez pomocy, jeśli zdecyduje się kiedyś wyjść z toksycznej relacji.

Fot. Materiały prasowe

Jesień rozczarowuje wielu ludzi. W październiku i listopadzie w Polsce jest często mokro, chłodno, szaro. Drzewa stopnio...
10/11/2025

Jesień rozczarowuje wielu ludzi.
W październiku i listopadzie w Polsce jest często mokro, chłodno, szaro. Drzewa stopniowo tracą liście. Można powiedzieć, że jesień nie wychodzi na wprost oczekiwaniom wielu z nas, jakoś-zdaniem części osób- się nie udała. We Wrocławiu jest dziś właśnie taka szaro-bura aura, co inspiruje mnie do podzielenia się z Tobą krótką refleksją dotyczącą oczekiwań.
Gdy skupiam się na wymaganiach ze strony innych i boję się, że im nie sprostam (a zatem rozczaruję/zawiodę drugiego człowieka), czuję napięcie w ciele, niepokój, lęk. Moja uwaga, jak antena satelitarna, jest wtedy skierowana na zewnątrz, ku innym ludziom.

Gdy koncentruję się na tym, czego w danym momencie potrzebuję, co czuję we wrażeniach cielesnych, w emocjach, wtedy tę antenę uwagi mam przekierowaną na siebie samą. Łatwiej mi wtedy być przy sobie, rozumieć siebie, opiekować się sobą adekwatnie.
Gdy godzę się wewnętrznie z tym, że w swoich wyborach mogę stanąć po swojej stronie, bo jestem dla siebie ważna, nawet jeśli to oznacza, że mogę rozczarować różne osoby, to wtedy pojawia się we mnie więcej spokoju i rozluźnienia.

Zauważam teraz w sobie różne pytania, które być może jakoś i z Tobą zarezonują. Czy mogę rozczarować innego człowieka? Skąd znam to doświadczenie bycia rozczarowującą/ym dla drugiej osoby? Czy zadowolę wszystkich wokół? Jeśli tak, jakim kosztem być może się to stanie? Co, jeśli każdy z mojego otoczenia ma trochę inne wymagania i założenia wobec mnie?

Obraz: Autumn vibes (Lore Pemberton, Beautiful Ilustrations)

09/11/2025

"Spokojne przechodzenie jesieni w zimę wcale nie jest przykrym okresem. Zabezpiecza się wtedy różne rzeczy, gromadzi się i chowa jak największą ilość zapasów. Przyjemnie jest zebrać wszystko, co się ma, tuż przy sobie, możliwie najbliżej, zmagazynować swoje ciepło i myśli i skryć się w głębokiej dziurze, w samiutkim środku, tam, gdzie bezpiecznie, gdzie można bronić tego, co ważne i cenne, i swoje własne. (..)"

📖 "Dolina Muminków w listopadzie"
Tove Jansson

🧡

Adres

Ośrodek Psychoterapii Trzeci Biegun, Ulica Kotlarska 42
Wroclaw
50-151

Telefon

+48605632536

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Beata Balsiewicz-Ulbrich - psychoterapia, terapia traumy umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Beata Balsiewicz-Ulbrich - psychoterapia, terapia traumy:

Udostępnij

Share on Facebook Share on Twitter Share on LinkedIn
Share on Pinterest Share on Reddit Share via Email
Share on WhatsApp Share on Instagram Share on Telegram