28/12/2025
Często na tym profilu pisze o dzietności.Bardzo rozsądny głos od Maciej Oniszczuk
Dzietność zacznie zabijać polski rynek nieruchomości już za paręnaście lat
Od kilku dni na Twitterze szeroko komentowana jest mapa dzietności 2024 według powiatów. Obraz który się z niej wyłania jest tragiczny. Przypomnę, że współczynnik dzietności TFR = 1,0 oznacza, że statystycznie jedna kobieta rodzi jedno dziecko w ciągu życia, czyli dwie osoby dorosłe „produkują” jedno dziecko. A to oznacza, że kolejne pokolenie jest o ok. 50% mniejsze.
Tymczasem w Polsce mamy całe regiony poniżej 1 (patrz Sudety, Lubelszczyzna). I teraz coś czego nie powie żaden influencer od nieruchomości: to mapa rynku pokazująca gdzie nieruchomości będą miały wartość, a gdzie staną się bezwartościowe. Demografia działa powoli, ale nieubłaganie. Po stronie popytu: najpierw rodzi się mniej dzieci, potem jest mniej młodych dorosłych. A na końcu rynek odkrywa coś, czego nie da się naprawić żadnym programem wsparcia: brakuje ludzi, którzy chcą i mogą zamieszkać w danym miejscu. Nie brakuje metrów kwadratowych, brakuje przyszłych mieszkańców. Do tego dochodzi podaż czyli brak wnuczków i brak dziedziczenia już istniejących nieruchomości, które trafiają na rynek.
To obraz całych regionów dzisiejszych Korei, Włoch czy Hiszpanii.
W debacie publicznej najczęściej słyszymy, że problemem są pieniądze. Że młodzi nie mają na dzieci, bo mieszkania drogie, bo praca niestabilna, bo inny model społeczny. NIe zgadzam się z 2 powodów:
Z perspektywy historycznej to jest najlepszy moment ekonomiczny w dziejach Polski. Nigdy wcześniej przeciętne gospodarstwo domowe nie miało takiego dostępu do dóbr, bezpieczeństwa i usług. A mimo to dzietność spada do poziomów niższych niż podczas wojny. To prowadzi do niewygodnego wniosku: to nie ekonomia przestała działać, tylko motywacja. Izrael, Francja i Irlandia pokazują, że nawet w drogich krajach ludzie decydują się na dzieci. Model rodziny oczywiście zmienił się i nie potrzeba kilkunastu dzieci do pracy w polu. Ale ta zmiana nie tłumaczy dlaczego całkiem nie ma dzieci, a nie po prostu jest ich mniej.
Drugim mitem jest opowieść o braku mieszkań. Gdyby to był kluczowy czynnik, południe Włoch byłoby jednym z najbardziej dynamicznych demograficznie regionów Europy. Jest dokładnie odwrotnie. Mieszkania są tam dostępne, często dziedziczone, relatywnie tanie. A mimo to całe miasta się wyludniają i trafiają do programu dom za 1 EUR. Życie przyciągają związki i rodziny. A bez rodzin nawet darmowe mieszkanie nie jest wystarczającą zachętą, by zostać.
W tym miejscu warto przypomnieć eksperyment Johna Calhouna, znany jako „mysia utopia”. Stworzono w nim idealne warunki: nieograniczone zasoby, brak zagrożeń, pełne bezpieczeństwo. Populacja rosła do momentu, w którym zaczęła się załamywać. Nie z powodu braku pożywienia czy przestrzeni, lecz z powodu rozpadu ról społecznych, relacji i sensu reprodukcji. Myszom nie zabrakło zasobów. Zabrakło powodu, by się rozmnażać. Aby dzisiaj przewidzieć przyszłość Polski wystarczyć spojrzeć na "mysią utopię" Korei Południowej. Co się dzieje przy TFR poniżej 07-08: całe osiedla poza Seulem tracą wartość, młodzi koncentrują się w kilku metropoliach, prowincja się wyludnia, mimo nowej infrastruktury. System emerytalny rozjeżdża się jeszcze bardziej i zaczyna tracić sens.
Jeśli zatem Twój plan emerytalny to ZUS i dwie kawalerki w Kłodzku to mam złe wiadomości.