29/05/2026
Dla matki terapeutki.
Czy pamiętasz te momenty, kiedy po całej nocy czuwania przy swoim dziecku - chorym albo po prostu jeszcze bardzo małym i potrzebującym ciebie - rano szłaś do gabinetu?
Albo wyjazdy na zjazdy, kiedy byłaś gdzieś pomiędzy ulgą, że przez chwilę odpoczniesz od domu, od ciągłego czuwania i bycia potrzebną, a wyrzutami sumienia i tęsknotą, że ciebie tam nie ma?
Bycie obecną i nieobecną. Doświadczanie ulgi i poczucia winy. Potrzeba bycia samej
i poczucie, że stale zawodzisz.
Czy znasz momenty, kiedy siadasz w fotelu terapeutycznym i dopiero wtedy czujesz, jak bardzo jesteś zmęczona? Bo całe przedpołudnie pracowałaś już wcześniej, tylko nikt tego nie nazywa pracą. Obiad, ubrania, szkoła, przedszkole, zakupy, emocje, organizowanie życia bliskich od rana.
Ja znam to bardzo dobrze.
I pamiętam też to dziwne przechodzenie pomiędzy jednym rodzajem opieki a drugim. Bo będąc terapeutkami, w jakimś sensie jesteśmy też dla klientów czymś w rodzaju quasi-matek. Regulujemy, wytrzymujemy emocje, jesteśmy obecne, czasami pomagamy komuś po kawałku składać jego świat. Ale to jest zupełnie inny wymiar „macierzyństwa”. Taki, w którym po drugiej stronie siedzi często dorosły człowiek ze swoim własnym życiem. Człowiek, którego ostatecznie zostawiamy z jego decyzjami, relacjami i konsekwencjami.
Z dzieckiem tak się nie da. To małe bijące serce łaknie obecnej matki a matka jak szalona szuka sposobu żeby pogodzić coś, co nie jest ostatecznie do pogodzenia. Zawsze gdzieś jest strata.
I myślę też czasami o samotnych matkach terapeutkach. O kobietach siedzących na szkoleniach online albo superwizjach, podczas gdy dzieci wchodzą do pokoju, czegoś chcą, przerywają, a One próbują jednocześnie być skupione, obecne, profesjonalne i jeszcze nie zwariować.
No to gdzie wtedy jesteś tak naprawdę?
Ani całkiem w pracy.
Ani całkiem w domu.
Ani całkiem dla innych.
Ani całkiem dla siebie.
Więc jak widzisz to nie jest post o pięknym godzeniu ról. To nie jest post o wspaniałym macierzyństwie, jakich wiele w Dniu Matki. Tak, to już wiemy. Macierzyństwo bywa wspaniałe, a dzieci to skarb.
Ale mój post - jak to mój post - jest raczej o zmęczeniu, ambiwalencji i codziennym próbowaniu pomieszczenia dwóch niepomieszczalnych światów, wymagających ogromnej obecności emocjonalnej. I chyba najtrudniejsze bywa czasami to, że gabinet potrafi być chwilą ulgi od domu, a dom chwilą ulgi od gabinetu.
Przytulam wszystkie mamy ❤
------------------------------
👉 Jestem psychoterapeutką i superwizorką-aplikantką Gestalt. Prowadzę warsztaty i treningi terapeutyczne. Piszę o emocjach, relacjach i procesach w terapii – prosto, konkretnie, bez ściemy. Zapraszam Cię też na mój profil na Instagramie: https://www.instagram.com/psychoterapia_bez_sciemy/