03/05/2026
„(…) związek dwojga ludzi prowadzi do powstania zbioru „my”, ale… by móc nazwać to bliskością potrzebne jest, żeby „ja” i „ty” nadal istniało, one muszą zostać zachowane.
Czyli bliskość to nie jest symbioza?
Absolutnie nie może nią być. Musi być zachowany margines indywidualności.(…)
(…) kiedy ludzie zlewają się ze sobą – funkcjonują jak jeden organizm, wszystko i zawsze robią razem, wierzą w teorię, że są jak dwie połówki tego samego owocu.
Przede wszystkim konsekwencją jest zanik pożądania. Kiedy partnerzy są jednością, prędzej czy później, giną ekscytacja, pasja, namiętność. Ponadto stan zlania się z kimś w dorosłym życiu zawsze jest iluzoryczny. Oznacza to, że któreś z partnerów, być może oboje, swoją odmienność, to co różnie od partnera, chowają pod dywan, jest to usuwane poza pole widzenia. To rodzaj fałszu, sztuczności, który w ogólnym rozrachunku musi wpływać na relację destrukcyjnie. Prędzej czy póżniej da o sobie znać i rozsadzi symbiozę.(…)
(…) mamy w swoim życiu etap bycia w związku symbiotycznym, ale on dotyczy wyłącznie okresu po narodzinach. I koniec. A tymczasem bywa, że w dorosłym życiu bliskość miesza nam się z symbiozą. I choć to w efekcie toksyczne, powód jest dość jasny – łatwiej jest tęsknić do stanu, w którym nie ma „ja” i ‚ty”, bo wtedy w relację nie trzeba wkładać żadnego wysiłku, nie trzeba stawiać granic, itd.(…)
Bliskość to sytuacja, w której jesteśmy prawdziwi. Więc jedną z tych rzeczy, których możemy się obawiać jest właśnie prawda. Prawda o sobie i o drugim człowieku. Jak zajrzę w siebie, w jego/nią mogę zobaczyć coś, czego zobaczyć nie chcę…Boimy się utraty niezależności, czyli boimy się, że staniemy się od partnera zależni. Emocjonalnie, materialnie, że już sami nie decydujemy o sobie. Boimy się także utraty kontroli. Bo jeśli jesteśmy z kimś blisko w prawdziwy sposób, pojawia się spontaniczność, a nad spontanicznością nie można mieć kontroli.(…) W teorii spontaniczność cenimy, w praktyce się jej obawiamy. Spontaniczność rozwiązuje ręce, usta, czyni nas bezbronnymi.(…)
Wolność, autonomia i bycie sobą są ważnymi elementami bliskości, ale muszą mieć swoje granice. Jeżeli mój partner w kłótni, „otwiera się” przede mną na tyle, że mówi bez żadnego hamulca wszystko, co w danym momencie myśli, rani mnie, poniża, to granice zdecydowanie przekracza! Słowa mają moc. Zostają w nas. I taki rodzaj „bycia sobą”, brak szacunku bliskości nie buduje, ale ją bardzo mocno narusza, a wręcz niszczy.(…)
Jest jeszcze inny aspekt: na ile mocno tęsknimy do bliskości? Postawię tezę, że dzisiejszy świat pozwala tę tęsknotę zminimalizować, bo łatwo jest być samowystarczalnym. Zatem, jeśli jesteś wykształconą, świetnie radzącą sobie w życiu zawodowym kobietą, a masz w sobie strach przed bliskością, to nie ma tego, co jest motorem dążenia do bliskości, nie ma tego co cię pcha do tego, by być blisko drugiego człowieka.(…) Jeżeli musisz dzielić z kimś fizyczną przestrzeń, jeżeli potrzebujesz kogoś, bo nie jesteś technicznie, czy materialnie samowystarczalna, to łatwiej jest, by więzi się zadzierzgnęły.(…) Dziś jest wiele takich silnych, wykształconych, świetnie zarabiających kobiet, które żyją w pojedynkę, prawda? Jednym z powodów jest właśnie to, że ich sytuacja nie zmusza do konfrontowania się ze swoim silnym strachem przed bliskością.
Czy to znaczy, że potrzeba bliskości nie jest w nas tak naturalna, wrodzona, silna? Potrzebuje wyzwalacza?!
Nie! Ona jest absolutnie fundamentalna. Być może jest nawet silniejsza niż głód. Tylko wielu z nas, i tu dotykamy kolejnego wątku, bardzo się jej boi z racji złych doświadczeń. I tu „wyzwalacz” w postaci sytuacji, w której jesteśmy idzie z pomocą, sprawia, że stajesz do walki ze swoim lękiem.(…) Mówimy o osobach, u których w tych pierwszych bliskich relacjach, czasem już w dzieciństwie, zdarzyło się coś, co przyniosło cierpienie. Nie było oparcia, poczucia bezpieczeństwa, akceptacji, czułości, przewidywalności i pewności.(…) Oczywiście, prędzej czy później, prawdopodobnie zajmiemy się tym kawałkiem siebie, bo potrzeba bliskości będzie w nas wyć, ale szybciej zrobi to ktoś, kto nie jest w prawie każdym sensie samowystarczalny. Samowystarczalny, jak już stanie na nogach po traumie, powie: „O nie, dziękuję, dalej idę w pojedynkę”. Samowystarczalnemu łatwiej jest zdusić w sobie potrzebę bliskości.(…)
Boimy się, i ten lęk jest ogromny, odrzucenia. Jak się przed kimś mentalnie rozbierzesz, jest ryzyko, że coś mu się nie spodoba.(…) Zresztą ryzyko odrzucenia i zawodu jest zawsze wpisane w relację. Więc, jeśli ktoś przekonuje, że tak zupełnie bliskości się nie boi, nie bardzo mu wierzę. Raczej mam wtedy poczucie, że „woli” nie zdawać sobie z czegoś sprawy… Kiedy podchodzisz do drugiego człowieka, zawsze coś ryzykujesz.(…) Bo w bliskości trzeba się trochę niepokoić. Pewien rodzaj ciągłego napięcia jest jednym ze źródeł przyjemności, spełnienia.(…)
Myślę, że w bliskości boimy się też wpływu. To nie jest sytuacja, w której jest miło i trochę nudno. Tu musi być miejsce na pewien rodzaj suspensu, zaskoczenia, zaciekawienia, one są elementem zabawy, gry, którą partnerzy miedzy sobą toczą.(…) Zatem bliskości, paradoksalnie, boi się też ten, kto boi się zmiany, choć powszechnie kojarzymy ją ze stałością. Bliskość prowadzi do zmiany, bo w prawdziwej, głębokiej relacji ludzie na siebie wzajemnie, w zdrowych rozmiarach, ale wpływają. Jeśli w żadnym sensie nie poddajesz się wpływowi relacji, raczej nie jesteś tak naprawdę blisko drugiego człowieka.(…)”
„LĘK PRZED BLISKOŚCIĄ TO STRACH PRZED PRAWDĄ O SOBIE.”
https://zwierciadlo.pl/psychologia/522870,1,lek-przed-bliskoscia-to-strach-przed-prawda-o-sobie.read