21/12/2025
„(...) Mam przekonanie, że bliskość to słowo ‘wytrych’. Niby oczywiste, niby wszyscy wiedzą, ale koniec końców nie ma jasności czym naprawdę jest.(…) Ludzie, często mówiąc o bliskości, identyfikują się tylko z tą częścią drugiego człowieka, która im się podoba, którą akceptują. Natomiast realna bliskość polega na byciu z kimś, kto nie jest idealny, ale mimo tego przeważa rodzaj sympatii i czegoś dobrego, co się między ludźmi wydarza. To jest dojrzała bliskość. Mnie podoba się definicja, według której, bliskość między ludźmi jest wtedy, kiedy znają swoje zalety, ale też wady, jednak nie wykorzystują ich przeciwko sobie.
Tak, bliskość jest też rodzajem zaufania, kiedy mogę się odsłonić przed drugim człowiekiem i nie bać się zranienia. Wtedy można mówić o prawdziwym związku czy relacji, bo człowieka nie da się podzielić na pół i wybrać tylko tej jego części, która jest fajna, i z którą jest nam przyjemnie.(...)
Czy tego chcemy, czy nie, Święta to czas, kiedy nasze relacje z ważnymi dla nas osobami bierzemy pod lupę. Sięgamy pamięcią czasów dzieciństwa i wszystkich Wigilii przy rodzinnym stole, nawet tych, z którymi wiążą się często trudne wspomnienia. Nie zliczę ile razy słyszałam, że dla wielu, to najgorszy czas w roku… Łatwiej więc nie pamiętać albo rzucić się w wir świątecznych przygotowań – gotowania, kupowania prezentów, sprzątania czy pracy – by choć przez moment nie myśleć o tym, jak daleko nam do siebie. Dlaczego to takie trudne?(...)
Każdy z nas ma swoją miarę bliskości. Uczymy się tego od dziecka, wynosimy z domu, najczęściej jako powielenie lub zaprzeczenie relacji z rodzicami. Dzieci są blisko organicznie. Potrzebują dotyku, przytulenia, poczucia, że mama przyjdzie zawsze, na każde zawołanie.
Kiedy dorośniemy, warto zadać sobie pytanie, co faktycznie oznacza dla nas bliskość w relacjach rodzinnych. Jak ją rozumiemy, jak możemy być blisko innych, ale też jaka jest nasza potrzeba bliskości, zwłaszcza taka, w której możemy dawać, nie tylko brać. Definicja bliskości zawsze będzie subiektywna, bo odnosi się do naszych potrzeb.(...)
(...) żyjemy w czasach, w których media narzucają nam obraz tego, jak powinno wyglądać nasze życie? Wystarczy przyjrzeć się reklamom. Wszystkie prezentują wyidealizowany obraz rodziny, który w rzeczywistości rzadko kiedy istnieje, bo przecież w relacjach międzyludzkich nigdy tak nie jest.(...) Wokół nas jest mnóstwo papierowych, cukierkowych obrazków, które są niezwykle pociągające, ale jednocześnie płytkie, bardzo fasadowe i niezdrowe.(...) Prawda o życiu jest taka, że nawet w najlepszych związkach i rodzinach, dzieją się trudne rzeczy i tylko umiejętność bycia z tymi dobrymi i trudnymi daje gwarancję pełnego związku. Każda skrajność jest zła, a każda idealizacja kończy się dewaluacją. Więc z relacjami jest tak jak ze zdrowiem. Raz na jakiś czas warto się wsłuchać w swój organizm, pójść do lekarza, czasem poddać leczeniu, bo wcześnie wykryta choroba jest uleczalna. Tak samo jest ze związkami. Zwracanie uwagi na różne trudne aspekty, na to, co nas uwiera, może rani, czego nie było, a co się pojawiło i wczesne identyfikowanie objawów, może zapobiec oddaleniu się od siebie.
Poza tym, czasy zawsze jakieś są. Tak było od zawsze. Owszem, obecnie liczy się bezrefleksyjna konsumpcja, ale to nie znaczy, że równie bezrefleksyjnie mamy temu ulegać. Życie polega też na umiejętności zatrzymania się i zadania sobie pytania "zaraz, ale o co tutaj chodzi". Czy na przykład święta to lukrowany obrazek rodzinnego spotkania, czy może mają one bardziej znaczenie duchowe w kontekście spotkania z bliskimi, prawdziwego kontaktu z nimi…
Brak uważności i wewnętrznego rozeznania mogą sprzyjać nakręcaniu spirali stresu. Zatrzymanie się, umiejętność niepoddawania się impulsom, zachowanie trzeźwości umysłu, są oznaką dojrzałości, która z kolei chroni nas przed zamieszaniem świata zewnętrznego. Pomaga dojść do tego, co dla nas ważne, a przede wszystkim do tego, co w życiu wartościowe. W kontekście świąt, uważność skierowana do wewnątrz pozwoli nam zadać sobie pytania: jak chcemy spędzić ten czas, z kim, co jest ważne w tym czasie, czy faktycznie gotowanie i sprzątanie, czy może jednak coś innego. Chociaż to niezwykle trudno dostrzec, ale my naprawdę mamy wybór. Możemy wziąć to, co dla nas dobre.(...)
(...) w bliskości chodzi nie tylko o uważność, ale też o umiejętność rozpoznawania cudzych potrzeb. Bliskość to pewien rodzaj ścierania się moich potrzeb i czyichś potrzeb, które najczęściej są przecież bardzo różne. Jeśli potrafię rozpoznać potrzeby nie tylko swoje, lecz także drugiego człowieka, można mówić już o pewnej dojrzałości wewnętrznej.(...) Nazwanie własnych i cudzych potrzeb jest podstawą do tego, żeby się porozumieć, żeby być blisko. Ludzie bardzo często mówią o bliskości, ale potem okazuje się, że im nie wychodzi. Nie wychodzi im, bo najczęściej nie potrafią rozmawiać o swoich potrzebach, nie potrafią ich nazywać.(...) Ludzie tego nie robią, nie pytają się o potrzeby, ponieważ boją się, że będą musieli je zaspokoić. To oczywiście nie jest prawdziwe. Potrzeby są jedynie potrzebami, i to nie znaczy, że wszystkie trzeba zaspokoić.(...) Potrzeba to nie jest rozkaz.(...)
Elementem bliskości jest też obecność i kiedy przychodzą mi na myśl różne świąteczne obrazki, to pojawia się też między innymi taki, gdzie ludzie zamiast razem porozmawiać prędzej pooglądają telewizję.(...) Jestem jako ktoś, kto słucha, jestem jako ktoś, kto się dzieli tym, co się ze mną dzieje, jestem dla ciebie i daję ci tą moją obecność odczuć. Chodzi w tym o autentyczność, o jakąś prawdę, którą ten drugi człowiek poczuje. Bez uważności nie ma dojrzałości.(...) trzeba jednak wziąć pod uwagę, że oni wspólnie tę sytuację tworzą, i że to nie dzieje się tylko w święta, ale przecież musi się dziać na co dzień. Więc jeśli razem je stworzyli, to tylko razem mogą je zmienić. Jedna osoba sama nie zmieni. Żeby zmienić cokolwiek, należy zamiast szukać winy, najpierw zrozumieć jak to się u nas dzieje, skąd to się bierze.(...) Wtedy pojawia się możliwość, żeby zamiast narzekać, zrobić z tego ciekawy rodzaj poznawania siebie i faktycznego usłyszenia perspektywy drugiego człowieka. Wtedy mamy szansę otworzyć dyskusję, w której jest miejsce na przedstawienie swoich stanowisk, jak rozumiemy różne rzeczy, a nie na kłótnię kto ma rację. To jest dojrzała ciekawa dyskusja, gdzie różnice mogą zbliżyć.(...)
(...) to, co najcenniejszego, można dać drugiemu człowiekowi – to czas i uwaga…
I to są akurat dobra organiczne, których nie kupimy w żadnym supermarkecie, bo mamy je w sobie. To relatywnie mało kosztuje, ale dla drugiego, ważnego dla nas człowieka jest absolutnie bezcenne.(...)"
„BLISKOŚĆ W XXI WIEKU. LUBIMY UŻYWAĆ TEGO SŁOWA, ALE NIE WIEMY, CO SIĘ ZA NIM KRYJE.”
https://natemat.pl/165943,bliskosc-w-XXI-wieku-lubimy-uzywac-tego-slowa-ale-nie-wiemy-co-sie-za-nim-kryje