20/12/2020
Cześć, nazywam się Anna.
Dzisiaj opowiem Ci swoją krótką historię.
Dlaczego chcę to zrobić ❓
Jako trener i matka, wielokrotnie zdarzyło mi się pracować z kobietami w ciąży, które świeżo urodziły, lub od lat zmagały się z sylwetką, jaka zostawiła im dziewięcio miesięczna przygoda z byciem brzemienną.
W marcu, tego roku urodziłam bliźniaki, cesarskim cięciem. Mój świat zmienił się o 180*. Całe życie byłam sportowcem, trenowałam boks, kolarstwo i pływanie. Siłownia zawsze była obok, asystowała mi w rozwoju powyższych dyscyplin.
Dlaczego o tym wspominam❓
Po urodzeniu chłopców mój sportowy świat załamał się. W zasadzie, to cały mój świat jaki znałam legł w gruzach‼️Byłam słaba, wątła. Moje mięśnie, wypracowane latami nagle zniknęły, kondycja pozwalająca biegać maratony nagle wyparowała. Byłam słaba. Nie przywykłam do braku siły, tchu, czy nawet motywacji.
Od pierwszych dni wiedziałam, że czeka mnie ciężka przeprawa, żeby odbudować to, co straciłam w czasie ciąży. Nie mówię tu o przeciętnej kondycji osoby uprawiającej sport. Nie jestem przeciętna. Byłam w stanie przejechać rowerem 250km, a dzień wcześniej zrobić 40km biegiem. Mogłam trenować kilka razy dziennie, a moje plecy były większe i silniejsze, niż niejednego dobrze wprawionego chłopaka z siłowni‼️
➡Zaczęłam powoli, od nauki chodzenia, kontroli mięśni. Od początku był ze mną mój partner i trener Mania dźwigania - Oskar Bar, który zaopiekował się mną i pokazał, że nasze ciało jest DOSŁOWNIE z plasteliny i można je lepić tak, jak nam się podoba.
Miesiąc po porodzie robiłam już pierwsze treningi z TRX’em i gumami, powolutku wracałam do normalności. Z czasem zaczęłam wracać do delikatnych treningów ciężarem, jak tylko blizna zagoiła się.
Pół roku po urodzeniu, odzyskałam swoją sprawność. Może nie dawną, ale regularnie ćwiczyłam i sprawnie funkcjonowałam. Sylwetka powolutku zaczęła odzyskiwać dawne kształty. Mimo to, trenowałam z przyzwyczajenia. Bez celu, bez motywacji. Musiałam to robić, żeby móc dalej pracować w swoim zawodzie i nie zwariować.
W momencie, kiedy tylko ogłoszono, że będą Debiuty w Trójboju Siłowym, Oskar wkręcił mnie w zawody.
Powiedział, że jestem pieprzonym sportowcem i nawet bliźniaki mi tego nie zabiorą.
Zaczęłam trenować trójbój siłowy. Szybko zrozumiałam, jak małą mam kontrolę nad swoim ciałem, kiedy pojawia się ciężar na plecach. Myślałam, że już wszystko w porządku, przecież ćwiczyłam i biegałam!
Mimo to, nie poddałam się. Musiałam od nowa nauczyć się techniki ćwiczeń i dopasować ją do swoich aktualnych predyspozycji. Musiałam od nowa nauczyć się pracować brzuchem, pośladkami, stabilizować. Wszystkie oczywiste dla mnie rzeczy sprawiały problem. Wystarczyło kilka kilogramów więcej na sztandze, żeby moje ciało od nowa zaczęło świrować.
Jak trenowałam, widzieliście we wcześniejszych wpisach. Nie zawsze było lekko.
Gdyby nie czujne oko trenera i cierpliwość Oskara, wsparcie mojej przyjaciółki i partnerki treningowej Grażyny Woźniak i Marta Różacka - Terapia z Martą, nie uwierzyłabym że dam radę wystartować w zawodach!
Mimo to, zrobiłam to‼️
Dziewięć miesięcy po urodzeniu przez cesarskie cięcie zrobiłam w trójboju 312,5kg. Kolejno robiąc 107,5kg w przysiadzie, 70kg w wyciskaniu sztangi leżąc i 135kg w martwym ciągu.
Dziewięć miesięcy po urodzeniu.
Jestem sportowcem.