16/05/2026
Ustna matura z angielskiego dla uczniów w spektrum autyzmu to namacalny dowód na to, że system nie dojeżdża w kwestii dostosowań egzaminacyjnych dla uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi.
Wczoraj przyszło nam przeegzaminować kilkunastu uczniów, z których zdecydowana większość miała orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego ze względu na spektrum autyzmu lub zespół Aspergera.
Do sali egzaminacyjnej wchodzi wysoka, szczupła, elegancka dziewczyna. Wybiera numer zestawu, zajmuje miejsce i zaczyna odpowiadać na pytania. W pewnym momencie zaczyna się stresować. Stres uaktywnia u niej mimowolne tiki w postaci nieartykułowanych odgłosów, cmokania, klikania. Momentami dochodzą do tego drgawki. Próbuje odpowiadać na pytania i jednocześnie walczy ze swoim ciałem, próbując choć trochę opanować stres i pojawiające się tiki. Jako komisja jesteśmy tylko nauczycielami przedmiotowcami, nie wiemy, jak poprawnie zareagować, żeby jej pomóc.
Staramy się wytworzyć życzliwą i wspierającą atmosferę, ale wobec tej sytuacji czujemy się bezradni. Przez całe pół godziny abiturientka była bardzo dzielna. Udało się jej wejść w dialog z członkiem komisji. Cierpliwie i dokładnie odpowiadała na pytania z zestawu i po wielkim wysiłku dotrwała do końca egzaminu. Wykazała się bardzo bogatym słownictwem i poprawnością językową. Gdy wyszła z sali, pierwsza myśl, która pojawiła się w mojej głowie, była: czy to naprawdę było konieczne? Czy to zdarzenie, gdy przed członkami komisji próbowała mimo tików wykonać zestaw egzaminacyjny, oprócz oczywistego stresu nie było dla niej dodatkowo upokarzające? Czy nie można było jej po prostu – z tej części egzaminu, która nie ma przecież istotnego znaczenia – po prostu zwolnić?
Przecież można było łatwo przewidzieć, że jeśli na egzaminie ustnym spotka dwóch nauczycieli, jednego ze swojej szkoły (ale takiego, z którym nie miała lekcji) i drugiego z innej, którego nigdy wcześniej nie widziała na oczy, to może pojawić się stres i tiki.
Później do sali wszedł ubrany w modny garnitur, ale mocno przestraszony chłopiec. Odpowiadając na pytania, rękoma zasłaniał swoje oblicze przed członkami komisji. Nie chodzi tylko o to, że ta sytuacja była dla niego stresująca – on był widocznie przestraszony i jego poczucie bezpieczeństwa było poważnie zagrożone. Gdyby zaufać procedurom CKE i trzymać się ich przez cały czas trwania egzaminu, nie udałoby się z niego wydobyć wielu cennych rzeczy, które nam powiedział. Używał bardzo bogatego, precyzyjnego i wyrafinowanego języka i w sposób jasny, trafny i logiczny formułował swoje myśli. Zauważał rzeczy, których nikt inny przed nim nie zauważył. Otrzymał maksymalną liczbę punktów. Mam nadzieję, że ten wynik choć trochę w jego pamięci przykryje tę egzaminacyjną traumę.
Podobnych przypadków było więcej. Ten dzień matur dla nas, jako członków zespołu przedmiotowego, był walką o uczłowieczenie egzaminacyjnego absurdu. Zdecydowana większość maturzystów tego dnia wymagała pomocy, a my czuliśmy, że nie jesteśmy w stanie w pełnym zakresie jej udzielić.
Co więcej, musieli oni korzystać z zestawów egzaminacyjnych bez żadnych dostosowań. Owszem, mieli wydłużony czas trwania egzaminu, mieli więcej czasu na przygotowanie odpowiedzi, mogli również częściowo zastąpić swoją wypowiedź ustną wypowiedzią pisemną. Ale co z tego, skoro mieli nieraz problemy z poprawną interpretacją materiału ikonograficznego i otrzymywali pytania typu: „Co osoba na ilustracji czuje?". Inny problem to fakt, że pytania do ilustracji w zadaniu 2. i 3. są widoczne tylko w zestawie dla egzaminatora. Skoro dostosowanie daje czas na przygotowanie odpowiedzi, to czy maturzyście z ASD nie można byłoby ułatwić nieco życia i umieścić tych pytań w zestawie dla zdającego, żeby miał trochę czasu na to, żeby przetworzyć problemy w nich wyrażone? Jeszcze inna sprawa to dialog z zadania pierwszego – czy nie można go po prostu w ramach dostosowań pominąć? Czy ktoś w ogóle pomyślał, jak stresującym doświadczeniem dla wielu osób w spektrum jest wejście w interakcję z osobą, której nie znają, albo którą pierwszy raz widzą na oczy?
Czy przez te wszystkie lata nikt w CKE nie wpadł na to, że osoby z ASD powinny mieć całe zestawy egzaminacyjne dostosowane pod kątem treści i charakterystycznych dla nich trudności?
Naprawdę - życzliwe spojrzenia, potakujące skinięcia głową i stworzenie wspierającej atmosfery to często o wiele za mało, żeby realnie pomóc niejednemu maturzyście w spektrum autyzmu, który musiał przystąpić do egzaminu ustnego.