23/02/2026
Fragment wywiadu:
"Co w myśleniu o depresji było dla pani ostatnio przełomem?
– Na pewno postrzeganie depresji jako stanu upośledzonej plastyczności mózgu.
Co to znaczy?
– Mózg traci zdolność do adaptacji, czyli gorzej dostosowuje się do zmieniających się warunków i wyzwań. Zresztą w depresji mamy do czynienia z zaburzeniem regulacji wielu systemów, m.in. osi stresu: podwzgórze – przysadka – nadnercza.
Kolejnym zwrotem w myśleniu o depresji jest znalezienie powiązań między różnymi sytuacjami psychospołecznymi, jak np. osamotnieniem czy traumą, a różnymi procesami biologicznymi w organizmie. Takie sytuacje mogą np. aktywować procesy zapalne lub zmieniać reakcję organizmu na stres. Dlatego właśnie brak wsparcia społecznego zwiększa ryzyko nawrotu depresji.
Czy te odkrycia przekładają się na nowe, lepsze metody leczenia?
– Tak, ale też dostarczają dowodów na to, że to, co zalecamy pacjentom, naprawdę ma sens. Podam przykład badań, które przeprowadzono jeszcze w latach 90., ale wspominam je, bo ich wyniki były przełomowe. One udowodniły, że psychoterapia zmienia przepływy krwi i metabolizm w różnych regionach mózgu. Nie jest więc „czczym gadaniem" ani „głaskaniem po główce", tylko procesem, który prowadzi do poważnych zmian w mózgu.
Czy chodzi o to, że kiedy podczas psychoterapii uczymy się np. inaczej interpretować rzeczywistość i jeśli wielokrotnie to zrobimy, wytworzymy nowe połączenia neuronalne, nowe ścieżki w mózgu?
– O to też. Pokazały to już badania Erica Kandela – laureata Nagrody Nobla, który wykazał na ślimakach morskich, że uczenie się zwiększa liczbę połączeń synaptycznych. Wraz z rozwojem metod neuroobrazowania mogliśmy obserwować wiele tych zmian, np. na skutek psychoterapii niektóre struktury mózgu zwiększały objętość i zwiększały albo zmniejszały aktywność. Oczywiście te efekty są możliwe pod warunkiem, że pacjent trochę się podczas sesji wysili i będzie gotów zaangażować się w nią emocjonalnie.
A co panią zaskoczyło, jeśli chodzi o najnowsze badania?
– Ostatnio zdobyliśmy dowody na to, że zalecenia typu: lepiej się odżywiaj, ćwicz i wysypiaj się są nie tylko takimi „dobrymi babcinymi radami", ale mają kluczowe znaczenie w terapii. Badania pokazały m.in., że wyregulowanie snu to interwencja, która w leczeniu lekkiej depresji przynosi podobne efekty jak łagodne leczenie farmakologiczne. Jeszcze kilkanaście lat temu zaburzenia snu traktowaliśmy przede wszystkim jako objaw depresji. Dziś wiemy, że one często ją wyprzedzają. Jeśli w porę się nimi zajmiemy – zadbamy o stałe pory snu, także w weekendy, o poranną ekspozycję na światło dzienne, to możemy zapobiec rozwojowi choroby. Dlatego przestrzegamy pacjentów przed pracą zmianową, zarywaniem nocy i częstymi podróżami do innych stref czasowych. Kolejny, mogłoby się wydawać, banał, to aktywność fizyczna.
Wciąż słyszymy, że ruch świetnie wpływa na nasz dobrostan, ale nie wiem, czy wszyscy w to wierzymy.
– Badania naukowe nie pozostawiają wątpliwości, że podejmowany 3-5 razy w tygodniu wysiłek aerobowy (taki, który trochę przyspiesza oddech i tętno) z elementami siłowymi ma działanie przeciwzapalne i poprawia neuroplastyczność mózgu. Podnosi nastrój i zmniejsza ryzyko nawrotu depresji. Ja zawsze rozmawiam z pacjentami o wysiłku fizycznym. Często słyszę: „Mam depresję, to mi się nie chce, nie sprawia mi przyjemności" i wtedy zaczynamy szukać aktywności, którą podejmują z najmniejszym obrzydzeniem. Coś w końcu znajdujemy. Nawet jeśli to nie jest wysiłek aerobowy, na początek to wystarczy. Często też proponuję pacjentom, by rozważyli opiekę nad jakimś psiakiem. Ona przynosi wiele efektów terapeutycznych, m.in. zmusza do ruchu i pomaga wyregulować rytm dobowy."
Przełomem w leczeniu depresji jest to, że nie musimy już czekać na efekty leczenia kilka tygodni. Są już substancje, których podanie przynosi niemal natychmiastowy efekt. Ale zdobyliśmy też dowody na to, że 'dobre babcine rady' mają kluczowe znaczenie w terapii. Rozmowa z prof. dr hab. n....