Agnieszka Helwing-Brodala Psychoterapia

Agnieszka Helwing-Brodala Psychoterapia Prowadzę
– psychoterapię osób dorosłych;
– poradnictwo rodzicielskie;
– wsparcie i terapię dla kobiet w okresie okołoporodowym

W Nowym Roku życzę Państwu, sobieodwagi widzenia świata i ludzi bardziej złożonymi niż nam się wydaje.Zgody na"nie wiem"...
01/01/2026

W Nowym Roku życzę Państwu, sobie
odwagi
widzenia świata i ludzi bardziej złożonymi niż nam się wydaje.
Zgody na
"nie wiem", "pomyliłam się", "przepraszam".

Poczucia bezpieczeństwa,
które pozwala być sobą we wszystkich odmianach;
oraz wdzięczności,
co uczy przyjmować każdą odrobinę.

🌱💚🥀

23/12/2025

W klasycznym tekście „Negative Reactions to Christmas” (1941) Jule Eisenbud zwraca uwagę, że święta – a szczególnie okres Bożego Narodzenia i Nowego Roku – stanowią w kulturze moment wyjątkowy: czasowe „zawieszenie” zakazów, ulgę w rygorach superego, społeczne przyzwolenie na przyjemność, nadmiar i regresję. To, co przez większą część roku podlega kontroli i tłumieniu, na moment ulega rozluźnieniu.

Ale święta nie działają jak neutralny „prezent” kultury. Raczej – jak lustro. Ujawniają to, jak przeżywamy własne pragnienia, jak radzimy sobie z towarzyszącym im poczuciem winy oraz jak znosimy zależność od tych, od których czegoś oczekujemy. Dla jednych są czasem radości i ożywienia, dla innych – nasilonego napięcia, smutku, drażliwości czy depresji.

Eisenbud pokazuje, że tzw. „negatywna reakcja na święta” nie wynika z samej symboliki Bożego Narodzenia, lecz z trudności w przyjęciu przyjemności jako czegoś dozwolonego.
Tam, gdzie radość została wcześnie skojarzona z rozczarowaniem, karą lub utratą, święto może reaktywować dawne konflikty — między potrzebą miłości i bycia obdarowanym a lękiem przed zależnością, winą i rozczarowaniem.

Może więc warto pamiętać – także w naszej klinicznej i środowiskowej perspektywie – że nie wszyscy przeżywają ten czas „zgodnie z kalendarzem”. Dla niektórych święta są nie tyle przerwą od codzienności, ile momentem, w którym to, co wyparte, domaga się głosu.

Obraz: Marcel Rieder, Dekorowanie choinki

"Człowiek emocjonalnie dojrzały dopuszcza do siebie całą gamę uczuć - radość, zachwyt, ale też przeżycia trudniejsze: zł...
22/12/2025

"Człowiek emocjonalnie dojrzały dopuszcza do siebie całą gamę uczuć - radość, zachwyt, ale też przeżycia trudniejsze: złość, wściekłość, urazę - potrafi je od siebie odróżnić, wytrzymać, nie wszystko musi od razu wyrażać.
I w tym naturalnym procesie rozwoju w pewnym momencie pojawia się także miejsce na wdzięczność."
D. Golec: Czyim życiem żyjesz?

Ten Drugi, Inny„Spotkanie dwóch osobowości przypomina kontakt dwóch substancji chemicznych: jeżeli nastąpi jakakolwiek r...
19/12/2025

Ten Drugi, Inny

„Spotkanie dwóch osobowości przypomina kontakt dwóch substancji chemicznych: jeżeli nastąpi jakakolwiek reakcja, obie ulegają zmianie. ”
Carl G. Jung

Mam przed oczami taką scenę:
Pięcioletnia dziewczynka na spotkaniu u znajomych zaczepia mężczyznę, którego rzadko widzi. Coś ciągnie ją do niego. Kilkukrotnie podchodzi i wbija mu palec w policzek. Tyka go palcem wskazującym, jakby bezdźwięcznie mówiła – “Ty! Ty! Ty!”.

Może intryguje ją jego inność, którą chce w ten sposób oswoić – niski, głęboko rezonujący głos, specyficzny australijski akcent, tak inny od jej rodzimego? Może trochę się go boi i w ten sposób oswaja lęk? Albo złości się na niego, bo nie podjął zabawy, kiedy go zapraszała. Nie wiem.

Kolejny raz kieruje ku niemu swoje kroki z wyciągniętym paluszkiem. Wyrywam się, żeby ją zatrzymać, widzę zniecierpliwienie na twarzy mężczyzny. Ostatecznie powstrzymuję się. Jest dorosły, myślę, potrafi się obronić przed małą dziewczynką.

Ona tyka go ponownie.
– Jeszcze raz to zrobisz, a obleję cię wodą – mówi on i pokazuje szklankę.
Ona patrzy na niego zaciekle, mocą swojej woli chce przepędzić jego groźbę i zmusić go do uległości. Wysuwa palec przed siebie jakby mówiła: sprawdzam! Boleśnie wciska się w jego ciało. On jej nie zatrzymuje. Podnosi szklankę, szybkim ruchem wylewa jej wodę na twarz. Dziewczynka kamienieje. Próbuje zrozumieć co się przed chwilą wydarzyło. Po krótkiej chwili zaczyna krzyczeć na całe gardło.

Mała, już z bezpiecznej bazy na kolanach mamy, pomstuje na mężczyznę. Kobieta cierpliwie trzyma ją w ramionach.
– Nie można kogoś dotykać, jeśli ktoś tego nie chce – mówi. – Bardzo ci się nie podoba, że wylał na ciebie wodę.

Mężczyzna patrzy. Kiedy rozpacz dziecka słabnie, odzywa się:
– Powiedziałem ci, że to zrobię. Mężczyzna robi to, co mówi, że zrobi. Musisz się tego nauczyć.
Mała warczy na niego zajadle, paluszkami wygiętymi w szpony rozrywa przestrzeń pomiędzy nimi. On odwraca wzrok. Nikt z obecnych nie ucisza dziewczynki. Gdy fala wściekłości opada, mężczyzna patrzy na nią życzliwie.
– Dalej cię lubię i dalej możemy się bawić, jeśli chcesz.
Słowa te wywołują tsunami nienawiści.

Na mężczyźnie jej manifestacje nie robią większego wrażenia. Obserwuje je ze spokojem. Uważny, zainteresowany, gotowy do kontaktu. Nie mam wątpliwości, że wie, co robi. Wygląda, jakby niczym innym się w życiu nie zajmował. Okiełznawanie dzikiej, nieograniczonej ekspresji – jego chleb powszedni.

Mała cichnie. Uspokaja się. Towarzystwo wraca do rozmów, ktoś gra kilka nutek na przyniesionym instrumencie. Na stole lądują smakowite przekąski przyniesione przez gospodynię.

Po kilku minutach dziewczynka schodzi z kolan mamy i podchodzi do swojego oprawcy. Patrzy. On uśmiecha się do niej nienachalnie. Ona kładzie mu rękę na nodze, próbuje się wdrapać. On pomaga jej wejść.
– Nie oblewaj mnie.
– Nie będę, jeśli nie będziesz mnie tykać.
– Dobra.
Mała przytula się do niego całą sobą.

Rysunki z terapii ❤️
18/12/2025

Rysunki z terapii ❤️

Ukryć głębokoza warstwą wstydupragnienia,tak naturalne jak oddech.
17/12/2025

Ukryć głęboko
za warstwą wstydu
pragnienia,

tak naturalne
jak oddech.

Zmiana w czasie dojrzewa choć nieoczywistaskamieniałych przekonań opuszcza okowypowoli, niecierpliwość studzona lękiemcz...
16/12/2025

Zmiana w czasie dojrzewa
choć nieoczywista

skamieniałych przekonań opuszcza okowy
powoli, niecierpliwość studzona lękiem
czy zdoła
unieść niezależność sądów
własną bezradność przyjąć jak nieopierzone pisklę
rodzącą się siłę pomieścić i się jej nie wyprzeć.

Znaleźć człowieka
w sobie.

"Oczy tej małej" Dziękuję Pani Magdo ❤
15/12/2025

"Oczy tej małej"
Dziękuję Pani Magdo ❤

Koncert Magdy Umer zarejestrowany w warszawskim Teatrze Polonia w 2013 roku.Pobierz lub posłuchaj płyty "Wciąż się na coś czeka" Magdy Umer: https://backl.in...

Wraz z Gabinet Psychoterapii i Rozwoju Osobistego - dr hab. Wiktor Żłobicki  zapraszamy na superwizję dla psychologów i ...
12/12/2025

Wraz z Gabinet Psychoterapii i Rozwoju Osobistego - dr hab. Wiktor Żłobicki zapraszamy na superwizję dla psychologów i pedagogów szkolnych.

Superwizja jest skuteczną formą doskonalenia kompetencji zawodowych oraz osobistych. Uczestnictwo w tego rodzaju pracy może być nie tylko okazją do poszukiwania rozwiązań problemów szkolnych, ale także może służyć pogłębianiu samoświadomości własnej i rozwijaniu osobistych umiejętności komunikacyjnych, mediacyjnych i mentalizacji (umiejętności lepszego rozumienia umysłu drugiego człowieka). Superwizja jest w istocie procesem pogłębiania poznawania siebie w kontekście pełnionej roli zawodowej. Naszym celem jest więc zarówno dobrostan wychowanków-uczniów, jak i pedagoga, psychologa szkolnego.

Podczas spotkań przyglądać się będziemy trudnym sytuacjom wychowawczym w szkole przedstawionym przez uczestników.

Uczestnictwo w spotkaniach superwizyjnych:
– sprzyja pełniejszemu rozpoznaniu osobistych zasobów i ograniczeń w relacji pomagania;
– sprzyja głębszej analizie etycznych aspektów udzielania wsparcia psychologiczno-pedagogicznego oraz własnej relacji z uczniami-wychowankami, ich rodzicami i nauczycielami;
– rozwija niezbędne w pracy tzw. „kompetencje miękkie”;
– zapobiega wypaleniu zawodowemu.

Terminy: poniedziałki, 1x w miesiącu, w godz. 17-20
w roku 2026: 12.01, 16.02, 09.03, 13.04, 11.05, 08.06

Miejsce: Instytut Pedagogiki Uniwersytetu Wrocławskiego ul. Dawida 1a, Wrocław

Koszt uczestnictwa w cyklu 6 trzygodzinnych spotkań superwizyjnych wynosi 700 zł

Organizatorem jest Stowarzyszenie FamiLANDIA, które umożliwia uczestnikom uzyskanie dofinansowania w placówce edukacyjnej.

Osoby uczestniczące w całym cyklu otrzymają certyfikaty ukończenia szkolenia.

Prowadzący:

Agnieszka Helwing-Brodala – mgr pedagogiki o specjalności poradnictwo, psychoterapeutka w trakcie certyfikacji. Ukończyła 4-letnie szkolenie całościowe z psychoterapii akredytowane przez Polskie Towarzystwo Psychiatryczne, Szkołę Pomocy Psychologicznej organizowanej przez Ośrodek Edukacji Psychologicznej we Wrocławiu oraz liczne kursy i szkolenia w tym zakresie. Prowadzi psychoterapię osób dorosłych, warsztaty i konsultacje wychowawcze dla rodziców, szkolenia dla nauczycieli oraz świadczy opiekę okołoporodową dla matek i ojców. Członkini Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego oraz Sekcji Naukowej Terapii Rodzin.

Wiktor Żłobicki – doktor habilitowany nauk humanistycznych, pedagog z doświadczeniem pracy na stanowisku pedagoga szkolnego, wieloletni nauczyciel akademicki i emerytowany profesor Uniwersytetu Wrocławskiego, certyfikowany psychoterapeuta (nr certyfikatu PTPG 092023-209), członek między innymi: Polskiego Towarzystwa Psychoterapii Gestalt, Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego i Sekcji Naukowej Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, Dolnośląskiego Stowarzyszenia Psychoterapeutów i honorowy członek Polskiego Towarzystwa Pedagogicznego.

Zgłoszenia prosimy kierować na adres mailowy: kontakt@familandia.pl najpóźniej do 20. grudnia 2025 r.

Z A P R A S Z A M Y S E R D E C Z N I E 🌻

Ciąg dalszy rozmowy: Okruchy Breslau. Rozmowa o pamięci, lojalności i odzyskiwaniu siebieAnna Mazurczyk: Myślę sobie, że...
11/12/2025

Ciąg dalszy rozmowy: Okruchy Breslau. Rozmowa o pamięci, lojalności i odzyskiwaniu siebie

Anna Mazurczyk: Myślę sobie, że rodzimy się nie tylko w rodzinach, które mają swoją jawną i niejawną historię, ale też w miejscach, które coś pamiętają. Wróćmy do Breslau. Ostatnio odwiedziłyśmy kawiarnię miłośnika starych artefaktów, Cafe Angelus. Rozmowa z właścicielem, Adamem Marecikiem, potoczyła się w zaskakującym kierunku. Nasz refleksyjny dygot, ta potrzeba szukania sensu i śladów, została ostudzona słowami: „Nie ma w tym żadnej głębi.”

I paradoksalnie, to mnie poruszyło. Bo może właśnie w tym nie ma głębi jest jakaś inna głębia? Adam przez lata zbierał znalezione przypadkiem na spacerze z psem przedmioty – kawałki porcelany, metalowe klamki, fragmenty talerzy, guziki. Nic wielkiego, nic co nadawałoby się do muzeum. Po prostu rzeczy, które go zatrzymały i sprawiały, że wyjścia z psem stały się przygodą. Nie wiedział po co, nie miał planu, ale nie potrafił ich wyrzucić. A potem powstała z tego kawiarnia. Miejsce, gdzie te fragmenty dawnych żyć dostały nowe światło, nowy kontekst.

Pomyślałam wtedy o słowach Joanny Chmarzyńskiej-Golińskiej, że przemiana psychiczna nie zawsze postępuje liniowo. Często krąży, zawraca, przemyka niepostrzeżenie — jak sen, który nas śni. Niby nic się nie dzieje, a jednak coś się przekształca w środku.

Te „wewnętrzne ruchy przekształcające” mają w sobie coś z ruchu Adama, zbierania okruchów, które go przyciągają, zanim jeszcze zrozumie dlaczego. One też wymagają przestrzeni, cierpliwości i zaufania. Nie znoszą presji, nie lubią pośpiechu. Działają wtedy, kiedy możemy po prostu być w kontakcie z tym, co nas dotyka, choć jeszcze nie umiemy tego nazwać.

Może właśnie tak działa pamięć miejsc i rodzin. Najpierw przyciąga nas jakiś szczegół – kawałek muru, porcelanowy guzik. I zanim zdążymy zrozumieć, jesteśmy już w środku tej opowieści.

Agnieszka Helwing-Brodala: Podoba mi się stwierdzenie “wewnętrzne ruchy przekształcające” i że one wymagają “przestrzeni, cierpliwości i zaufania”.

Ja to kojarzę z gabinetowym doświadczeniem, kiedy pacjenci mówią: “nie wiem jak to działa, co się takiego stało, ale jest we mnie teraz więcej spokoju”. I jak Cię czytam, to pomyślałam, że odnajdywanie tych artefaktów może dawać pewien rodzaj ukojenia, jak integrowanie dawno zapomnianych lub głęboko ukrytych części siebie. Te kawałki, drobne przedmioty, są symbolem czegoś nienazwanego, ale na głębszym, intuicyjnym poziomie, wyraźnie odczuwanego – że to ważne, że to jest część jakiejś większej całości i dlatego jest warte zachowania pamięci o tym.

Słuchałam ostatnio podcastu Głosy Humanistyki i rozmowy z prof. Marią Mendel z Uniwersytetu Gdańskiego – pedagożki miejsca, badającej tożsamość lokalną mieszkańców. Pani Profesor opowiadała o trudnej historii Gdańska. Punktem wyjścia do jej badań była egzekucja jedenastu oprawców nazistowskich z obozu Stutthof w roku 1946. Ówczesny zarząd sowiecki miasta nagłośnił tę egzekucję, zrobił z niej spektakl, w skutek czego wszyscy mieszkańcy uczestniczyli w niej w charakterze widzów. Wyreżyserowane to było w taki sposób, aby przyczyniło się do zlikwidowania, wymazania poprzednich tożsamości tego miejsca i stworzenia zupełnie nowej tożsamości, nie związanej z historią. Po powieszeniu skazańców tłum rzucił się na nich w rytualnym akcie zemsty i każdy pozabierał sobie jakieś artefakty – kawałki ubrań, sznura, guziki. Ale to, co w afekcie być może wydawało się naturalne, po opadnięciu emocji zaczęło ciążyć. Mieszkańcy wyparli tę część swojego doświadczenia, swój akt agresji. Wokół tych pozabieranych od skazańców artefaktów tworzyły się napięcia, przemilczane, zamknięte w tajemnicy historie. Kolejne pokolenia nie dowiadywały się co oznaczają i skąd pochodzą te artefakty, ale pamięć o historii wydobywała się nieświadomie – dzieci, nie wiadomo dlaczego, bawiły się w wisielców na Pohulance, miejscu egzekucji. Pani Profesor przez kolejne lata prowadziła projekt “Budowanie na (nie)pamięci”, z którego powstała książka “Tożsamość gdańszczan. Budowanie na (nie)pamięci”.

W tym kontekście pomyślałam, że nasza, wrocławska tożsamość, też niejako zbudowana jest na nie-pamięci krzywd tych mieszkańców Niemiec, którzy po wojnie zostali stąd wysiedleni, często pod presją czasu, być może w trudnych okolicznościach. W ich przeżyciu mogło to być dramatyczne, traumatyzujące. Zbieranie dawnych artefaktów po Breslau może być symbolicznie kontaktowaniem się z “cieniem” – tą częścią ludzkiej psychiki, która jest mroczna, trudna, “zła”. I w tym sensie jest aktem odwagi, bo nie każdy przecież jest gotów do tego, aby takie części widzieć w sobie.

Zdaje się, że osoby, które szukają poniemieckich artefaktów są bardzo krytykowane w pewnych grupach?

AM: Niewygodna jest już sama nazwa Breslau. Zagraża fantazji, że Wrocław zawsze był “nasz” słowiański, oswojony. Bo jeśli dopuścimy myśl, że nie był “nasz”, miał innych mieszkańców, inne języki, to pojawia się pytanie czy kiedykolwiek będzie naprawdę “Nasz”. A może my też jesteśmy tylko kolejną warstwą, kolejnym osadem, który ktoś kiedyś przykryje swoją opowieścią?

Słyszałam kiedyś refleksję pewnej psychoterapeutki, że ci, którzy przyjechali tu ze wschodu, „nigdy się do końca nie rozpakowali”. Żyli trochę na walizkach, jakby zawsze gotowi do kolejnego przymusowego wyjazdu. I może właśnie ta niepewność, to poczucie braku zakorzenienia, zaczęło przenikać do psychiki miasta. Miasto, które pamięta rozstania, ma w sobie delikatne drżenie.

Myślę, że dlatego „Breslau” tak wielu ludziom podnosi puls, bo jest słowem, które uchyla klapę w podłodze, prowadząc do piwnicy. A jednak coś w nas wciąż tam schodzi. Jakbyśmy chcieli zrozumieć, czy to miasto może być domem w pełnym znaczeniu jeśli nie poznamy tego, co pod spodem.

Czy uważasz, że żeby naprawdę poczuć się „u siebie”, trzeba dotknąć tego, co niewygodne — historii miejsca, historii przodków, historii własnej psychiki? A może poczucie domu można zbudować także nie zaglądając do tych piwnic?

AHB: Jeden z moich superwizorów, Pan Kazimierz Bierzyński, powiedział kiedyś takie zdanie: “Dom jest wszędzie tam, gdzie jesteśmy w pełni”. I tak, tak to rozumiem, że być “u siebie” to być w pełni swojego doświadczenia, w pełni swojej historii i też w pełni człowieczeństwa. Wielowymiarowo. Z dostępem do tych trudnych, zamkniętych w “piwnicach” naszej psychiki doświadczeń i z dostępem do wszystkich emocji i stanów, które są przynależne człowiekowi. Dopiero gdy mogę siebie przyjąć z całym, w gruncie rzeczy niechcianym, bo bardzo trudnym, bagażem, to mogę poczuć się “u siebie” – w swoim ciele i umyśle – jak w bezpiecznym domu. Wtedy, gdziekolwiek ten dom będzie, będziemy czuć się “u siebie”. Co Ty o tym myślisz?

AM: Nic dodać, nic ująć. Myślę, że to dobra puenta naszych rozważań. Mam wrażenie, że dałyśmy się wciągnąć tematowi naszego miasta, jego pamięci, śladów po dawnych mieszkańcach. Z miejscem, które zajmujemy dziś, a które kiedyś należało do kogoś innego. I pytanie, jak my się z tym naprawdę mamy, staje się równie ważne, jak sama historia.

Okruchy Breslau. Rozmowa o pamięci, lojalności i odzyskiwaniu siebie - fragment rozmowyAnna Mazurczyk: Oglądałyśmy ostat...
10/12/2025

Okruchy Breslau. Rozmowa o pamięci, lojalności i odzyskiwaniu siebie - fragment rozmowy

Anna Mazurczyk: Oglądałyśmy ostatnio serial kryminalny „Breslau”. I wiesz co? Oprócz śledzenia wątku seryjnego mordercy i wszystkich perypetii bohaterów, pochłonęło mnie coś innego – to, jak film łączy niemieckie Breslau ze współczesnym Wrocławiem. Naszym miastem. Wielowątkowym, wielokulturowym, utkanym z historii i miejskich legend, czasem jasnych, czasem mrocznych. Miastem krasnali i kryminałów.
I w tym wszystkim zaczęłam myśleć o lojalnościach rodzinnych, zasadach, które potrafią budować poczucie bezpieczeństwa, ale też szarpać i ograniczać nasz żywy potencjał. Tak jak Breslau skrywa swoje tajemnice w wąskich uliczkach i starych kamienicach, tak rodzina ukrywa swoje niewypowiedziane prawa, które trzeba najpierw odkryć, żeby zrozumieć, kim jesteśmy.

Agnieszka Helwing-Brodala: Mnie w serialu urzekło przedwojenne moje miasto. Pomyślałam, że mało znam jego historię, a jakże ona jest ciekawa. Przypomniałam sobie jak trudno mi było słuchać historii mojej rodziny, która do Wrocławia przyjechała w 1946 roku z wywózki na Sybir. Wiele lat te opowieści zupełnie nie zostawały mi w głowie, bardzo szybko zapominałam o faktach z życia moich dziadków. I to chyba wiąże się z tym, co napisałaś - te ukryte prawa, które trzeba odkryć, to mogą być traumy, które zamykają możliwość myślenia i mówienia o nich. Niewypowiedziane, bo nie do pomieszczenia w umysłach tych, którzy przetrwali.

AM: W takich sytuacjach dzieci potrafią czuć ciężar, nawet jeśli nie znają historii. Wyczuwają ją w powietrzu domu, w drobnych zawahaniach głosu, w sposobie, w jaki dorośli reagują na słowa czy milczenie. Dziecko nie wie, o co chodzi, ale coś w nim się napina, jakby próbowało utrzymać równowagę w miejscu, gdzie emocje płyną podskórnym nurtem. Zaczyna nosić w sobie lęki, smutki, czasem poczucie winy, bez wyraźnego powodu. Te niewypowiedziane historie żyją pod powierzchnią – pulsują, drgają, czekają. Szukają ujścia: czasem wydostają się w snach, innym razem w ciele, w napięciach, których nie sposób wytłumaczyć. Bywa, że odradzają się w zachowaniach kolejnych pokoleń, jak echo dawnych przeżyć.
Ukryte lojalności mają w sobie niezwykłą moc, potrafią łączyć w sposób głęboki, niemal święty, ale też więzić, gdy stają się zbyt ciasne. Są jak cienkie, niewidzialne nici, które spajają dziecko z historią rodziny, nawet wtedy, gdy ono samo chciałoby pójść w zupełnie inną stronę.

AHB: Tak, wielokrotnie się o tym przekonałam - we własnej historii jak również w gabinecie, z osobami, z którymi pracuję. To, co niejasne, niewypowiedziane i ukryte przed świadomością bardzo silnie wpływa na obecne funkcjonowanie, myślenie, przeżywanie. Zapomniane czy przemilczane przeżycia domagają się odkrycia poprzez symptomy choroby, nerwice, depresje czy objawy psychosomatyczne. Człowiek potrzebuje być jednością - wszystkie wyparte części dadzą prędzej czy później o sobie znać. Ale Ty to nazywasz lojalnością rodzinną - co rozumiesz pod tym pojęciem?

AM: Najprościej mówiąc, lojalność to pewien rodzaj niewidzialnej równowagi między dawaniem a otrzymywaniem w relacjach. Każda rodzina ma swój własny, niepisany system rachunków. Ktoś komuś coś zawdzięcza, ktoś inny poświęcił więcej, ktoś został pominięty. Te subtelne rozliczenia kształtują sposób, w jaki wchodzimy w więzi, jak kochamy, pomagamy, milczymy albo się oddalamy.

Dziecko, które dorasta w takiej sieci zależności, bardzo wcześnie wchodzi w relacyjny układ lojalności. Czuje, że komuś coś „należy się”, że trzeba wyrównać. Może więc wziąć na siebie cierpienie matki, zrezygnować z własnych potrzeb, żeby ulżyć ojcu, próbować „zrekompensować” stratę z wcześniejszego pokolenia. To się dzieje bez słów – jakby z miłości i poczucia sprawiedliwości.
W terapii systemowej mówi się, że taka lojalność ma dwa oblicza: lojalność zdrową i lojalność skrzywioną. Zdrowa opiera się na wdzięczności, wzajemności i szacunku – pozwala zachować więź, ale też rozwijać własne życie. Skrzywiona pojawia się wtedy, gdy dziecko musi płacić za coś, co nie było jego winą, albo spłacać dług, którego nigdy nie zaciągnęło.
Lojalność to dla mnie też bycie zaczepianym przez historie na które się nie miało wpływu, ale one mają wpływ na nas. Czasem mam wrażenie, że żyję na styku historii. Mieszkam przy dawnym cmentarzu niemieckim, po drugiej stronie ulicy jest stary cmentarz żydowski. Dziś to zielony park, miejsce zabaw dla dzieci, spacerów, relaksu i sportu. A jednak spod ziemi wciąż patrzy Breslau. Czasem w postaci fragmentu muru, innym razem fragmentu pomnika z czyjegoś grobu. Przeszłość nie znika, przenika do teraźniejszości. Wciąż tu jest, tylko w innej formie.
Tak samo jest z rodzinną pamięcią. To, co niewypowiedziane, to o czym się nie mówiło „dla świętego spokoju” nie znika. Krąży. Przemienia się w nastroje, w niejasne napięcia, w delikatne uniki rozmów. Milczenie wokół mniejszych i większych wykroczeń, win i krzywd, staje się jak mgła, która osiada w kolejnych pokoleniach. Nie widzimy jej, ale oddychamy nią.
Myślę, że właśnie tak działają lojalności rodzinne, są jak cmentarze pod parkami. Zakryte, ale obecne. Trzymają za kostkę, jakby przypominały: nie wszystko zostało domknięte.
Jak myślisz, czy to „trzymanie za kostkę” można potraktować też jako zaproszenie, nie tylko do rozliczenia się z przeszłością, ale do spotkania z nią? Może czasem to, co nas ciągnie w dół, wcale nie chce nas uwięzić, tylko zostać wreszcie zauważone?

AHB: Tak, z pewnością. Nie każdy jednak na to się zdecyduje, bo to jest ciężka praca, obarczona sporym cierpieniem - dotykać swoich traum, włączać do świadomości dawno wyparte czy zaprzeczone bolesne części siebie. To przygoda dla odważnych…

AM: Albo takich, którzy czują, że nie mają wyjścia. Muszą coś zmienić, zrozumieć, bo nie mają siły tkwić w bolesnym i niezrozumiałym.

AHB: Nadzieję może dawać myśl, że da się to przejść, że są ludzie, którzy wyszli z niezrozumiałego i przytłaczającego wewnętrznego stanu do poczucia sprawczości, lepszego rozumienia i akceptacji siebie, poczucia większej siły. To nie dzieje się szybko, niejednokrotnie jest trudne, ale jest możliwe.

Całość rozmowy na stronie - link w komentarzu.

Adres

Ulica Rysia 3/6
Wroclaw

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 08:30 - 14:30
Wtorek 08:30 - 20:30
Czwartek 08:30 - 14:30

Telefon

+48503413851

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Agnieszka Helwing-Brodala Psychoterapia umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Agnieszka Helwing-Brodala Psychoterapia:

Udostępnij

Share on Facebook Share on Twitter Share on LinkedIn
Share on Pinterest Share on Reddit Share via Email
Share on WhatsApp Share on Instagram Share on Telegram

Kategoria

Czym jest psychoterapia?

Psychoterapia jest uczeniem się rozumienia siebie, swoich zachowań i emocji w kontekście swojej historii życiowej. Jest to proces poszukiwania prawdy o sobie i otwierania się na różne możliwości.

Człowiek przychodząc na świat, aby przetrwać, uczy się dostosowywać do środowiska, w którym żyje. W trakcie rozwoju nasiąkamy różnymi treściami, emocjami, postawami. Czasem zdarza się, że środowisko - rodzina, w której wzrastamy, nie są dla nas wystarczająco dobre. Jeśli nasze podstawowe potrzeby nie były w dzieciństwie zaspakajane, w dorosłym życiu możemy odczuwać różne trudności natury emocjonalnej, psychicznej i społecznej. Jakie to są podstawowe potrzeby? L.Heller w książce “Leczenie traumy rozwojowej” wymienia 5 bazowych potrzeb człowieka: kontaktu, dostrojenia, zaufania, autonomii oraz miłości-seksualności. Brak zaspokojenia jednej lub kilku z nich może skutkować wykształceniem u dziecka adaptacyjnych stylów przetrwania, które nie służą w dorosłym życiu. Choć pełniły bardzo ważną funkcję, gdy byliśmy dziećmi, w dorosłości przeszkadzają rozwijać się, wzrastać i budować satysfakcjonujące związki z innymi ludźmi.

Jako psychoterapeuta towarzyszę pacjentom w dostrzeganiu i rozumieniu siebie samych oraz w przeżywaniu emocji i nadawaniu znaczenia ich trudnym historiom. Nie mam czarodziejskiej różdżki, którą mogłabym zaczarować i zmienić sytuację, zachowania czy emocje ich samych oraz ich bliskich. Psychoterapia jest pracą pacjenta, czasem bardzo ciężką pracą, na którą nie wszyscy się decydują. Kiedy psychoterapia byłaby pomocna? Wtedy, gdy przeżywamy jakiś rodzaj cierpienia - w relacji z bliskimi, w samotności, z dużym poziomem lęku, smutku czy złości, gdy doskwierają nam objawy psychosomatyczne, gdy nie możemy pogodzić się ze stratą, gdy nie potrafimy zbliżyć się do drugiego człowieka, gdy nie rozumiemy samych siebie i wiele innych sytuacji, które możemy zdefiniować jako cierpienie czy uciążliwą niewygodę.

Zapraszam, jeśli jest potrzeba, Agnieszka Helwing-Brodala - psychoterapeuta, pedagog tel. 503 413 851 Gabinet Terapeutyczny: Wrocław, ul. Rysia 3/6