04/12/2025
Początek grudnia zaczął się dla mnie zajęciami z maturzystami na temat motywacji. Miałam niezły ubaw, przygotowując materiały do zajęć. Sporo miejsca poświęciłam pop-psychologicznemu wymiarowi motywacji. Prezentacja przeplatana jest filmikami, motywacyjnymi hasłami do wieszania na ścianach (możesz wszystko, możesz być kimkolwiek tylko chcesz, masz nieograniczone możliwości, sukces to decyzja…). Dodajmy do tego podcasty motywujące, kursy roztaczania aury bogactwa… No uzbierało się tego trochę i tak naprawdę moglibyśmy spędzić całe półtorej godziny, dyskutując wyłącznie o tym. Wśród tych wszystkich treści umieściłam również słynny wykład Jacka Walkiewicza „Pełna moc możliwości”. Przesłuchałam go ponownie przed zaproponowaniem go uczniom i doszłam do wniosku, że nieźle się „zestarzał”, choć kto wie, przy jakim wniosku będę po siódmym odsłuchu z ostatnią grupą uczniów 😉 Niby padają tam dość oczywiste stwierdzenia, ale całość nadal „niesie”. Tak się złożyło, że wczoraj dowiedziałam się na jednej z sesji w gabinecie, że Walkiewicz mierzy się aktualnie z chorobą. I nagle uderzyło mnie to, że gdyby nie ta odwaga, o której pan Jacek mówi w swoim wystąpieniu, dziś, z perspektywy choroby, mogłoby się wydarzyć dokładnie to o czym on tam opowiada, czyli dziś mógłby patrzeć na możliwości, które miał, a z których nie skorzystał, bo się bał, a teraz nie skorzysta z innych powodów. Sama nie wiem, do czego właściwie zmierza ten wpis, a puenta jakaś musi być. Może to wpis o tym, że nie ma przypadków, w końcu nie zwróciłabym uwagi komuś że pewne stwierdzenia brzmią jak „wyjęte z Walkiewicza”, gdybym dzień wcześniej nie przesłuchała znów tego wystąpienia, nie dowiedziałabym się o chorobie i nie skleiłoby mi się to w głowie w całość. Uznajmy więc, że to wpis o fantastycznych zbiegach okoliczności. W końcu mamy grudzień i przydałoby się trochę grudniowej magii 😉