BeVital Beata Marciniak - pracownia terapii i rozwoju

BeVital Beata Marciniak - pracownia terapii i rozwoju Terapia traumy Somatic Expieriencing, Brainspotting, Psychoterapeutyczna praca przez ciało w nurcie Analizy Bioenergetycznej, TRE - uwalnianie stresu i traumy

03/03/2026

Gaslighting nie zaczyna się od wielkich dramatów.
Zaczyna się od drobnych pęknięć w rzeczywistości.

Od sytuacji, w których coś czujesz — a ktoś mówi Ci, że tego nie czujesz.
Od momentów, w których pamiętasz zdarzenie — a ktoś przekonuje Cię, że to się nie wydarzyło.
Od subtelnego, powtarzalnego podważania: tonu głosu, interpretacji, emocji, granic.

I za każdym razem Twój układ nerwowy staje przed niemożliwym wyborem:
ufać sobie czy ufać relacji.

Dla dziecka odpowiedź jest oczywista — musi ufać opiekunowi, bo od niego zależy przetrwanie.
Dla partnera w relacji zależnej — często również.
Więc mózg robi coś, co z zewnątrz wygląda jak „uległość”, a w rzeczywistości jest adaptacją przetrwania: zaczyna kwestionować siebie.

To jest moment, w którym rodzi się wewnętrzne rozszczepienie.

Jedna część czuje napięcie w brzuchu, ścisk w klatce piersiowej, niepokój.
Druga część mówi: „Przesadzasz. Znowu dramatyzujesz. To Twoja wina.”

Chroniczny gaslighting wprowadza organizm w stan długotrwałego stresu relacyjnego.
Ciało migdałowate uczy się, że bliskość = zagrożenie.
Układ współczulny utrzymuje czujność.
A jednocześnie pojawia się zamrożenie — bo nie możesz uciec ani walczyć z kimś, kogo potrzebujesz.

To napięcie nie ma gdzie się rozładować.
Zostaje w ciele.

Z czasem przestajesz wiedzieć, co jest Twoją intuicją, a co „nadwrażliwością”.
Przestajesz ufać swoim wspomnieniom.
Przestajesz ufać swoim emocjom.

I to właśnie tutaj zaczyna się podłoże C-PTSD.

Nie chodzi tylko o konkretne zdarzenia.
Chodzi o długotrwałe życie w rzeczywistości, w której Twoje doświadczenie jest systematycznie unieważniane.

To prowadzi do:

– chronicznego wstydu („coś jest ze mną nie tak”)
– zaburzonego poczucia tożsamości („kim ja właściwie jestem?”)
– hiperczujności w relacjach
– trudności z granicami
– emocjonalnych skoków między nadmierną odpowiedzialnością a wycofaniem

Bo jeśli przez lata uczysz się, że Twoja percepcja nie jest bezpieczna — mózg przestaje traktować siebie jako stabilny punkt odniesienia.

Gaslighting niszczy nie tylko relację.
On niszczy relację z samym sobą.

A bez tej relacji trudno budować regulację, bliskość, poczucie bezpieczeństwa.

Dlatego wychodzenie z C-PTSD po gaslightingu nie polega wyłącznie na zrozumieniu, że „to była przemoc”.
To dopiero początek.

Prawdziwa praca zaczyna się wtedy, gdy powoli uczysz układ nerwowy, że Twoje czucie jest realne.
Że napięcie w ciele coś znaczy.
Że Twoje wspomnienia mają sens.
Że emocje nie są dowodem słabości, tylko sygnałem.

Uzdrowienie to proces odzyskiwania zaufania do własnej percepcji.

Krok po kroku.
Od środka.

Joanna | I hear YOU

25/02/2026

Czasami osoby z C-PTSD słyszą, że reagują „za mocno”. Że są nadwrażliwe. Że dramatyzują. I z czasem zaczynają wierzyć, że problem tkwi w ich charakterze, w ich osobowości, w jakiejś wewnętrznej wadzie.

Tymczasem w neurobiologii istnieje zjawisko, które pozwala zrozumieć to zupełnie inaczej. Nazywa się kindling – czyli rozpalanie ognia małymi, powtarzającymi się iskrami.

Pierwotnie opisano je w neurologii, w badaniach nad padaczką. Zauważono, że niewielkie, powtarzające się bodźce elektryczne, które na początku nie wywołują silnej reakcji, z czasem sprawiają, że mózg reaguje coraz gwałtowniej. Próg pobudzenia stopniowo się obniża. W końcu wystarczy drobny impuls, aby uruchomić pełną, intensywną reakcję.

To samo może wydarzyć się w układzie nerwowym osoby, która przez długi czas żyła w napięciu, niepewności lub emocjonalnym zagrożeniu.

W traumie złożonej często nie chodzi o jedno dramatyczne wydarzenie. Chodzi o wielokrotne doświadczenia aktywacji bez bezpiecznego domknięcia.

Co to znaczy?

Wyobraź sobie sytuację, w której dziecko doświadcza napięcia – krzyku, chłodu emocjonalnego, odrzucenia, zawstydzenia, milczenia pełnego wrogości, nieprzewidywalności nastrojów dorosłych. W jego ciele uruchamia się reakcja stresowa. Ciało migdałowate wysyła sygnał alarmowy. Oś HPA aktywuje wyrzut kortyzolu i adrenaliny. Serce przyspiesza, oddech się spłyca, mięśnie napinają.

To jest naturalna reakcja obronna.

Problem pojawia się wtedy, gdy po tej aktywacji nie następuje regulacja. Nie ma bezpiecznego przytulenia. Nie ma spokojnego wyjaśnienia. Nie ma powrotu do równowagi. Nie ma sygnału: „To już minęło. Jesteś bezpieczna/y.”

Układ nerwowy zostaje w stanie podwyższonej czujności.

Kiedy taka sytuacja powtarza się setki razy, mózg zaczyna uczyć się jednego: świat jest nieprzewidywalny, a zagrożenie może pojawić się w każdej chwili. Każda kolejna aktywacja wzmacnia sieci neuronalne odpowiedzialne za alarm. Ścieżki strachu stają się coraz bardziej wydeptane. Reakcja stresowa uruchamia się szybciej i intensywniej.

To właśnie jest neurobiologiczne „rozpalanie ognia”.

Na początku potrzeba realnego zagrożenia, aby wywołać silną reakcję. Z czasem wystarczy podniesiony ton głosu. Później czyjeś wycofanie. Jeszcze później wystarczy drobna zmiana w mimice drugiej osoby. A w końcu czasem wystarczy sama myśl lub wspomnienie.

Próg reakcji zostaje obniżony, ponieważ układ nerwowy został wytrenowany w czujności.

Kiedy mówimy o „ilości powtórzeń aktywacji bez bezpiecznego domknięcia”, mówimy właśnie o tym procesie. O sytuacjach, w których ciało wielokrotnie wchodzi w stan alarmu, ale nie ma okazji nauczyć się powrotu do spokoju. Nie ma doświadczenia zakończenia cyklu stresowego. Energia mobilizacji nie zostaje rozładowana, a system nie otrzymuje sygnału, że zagrożenie minęło.

Zamiast tego organizm zaczyna funkcjonować tak, jakby zagrożenie było stanem domyślnym.

W dorosłym życiu może to wyglądać jak „nieproporcjonalne reakcje”. Intensywny lęk w sytuacji, która obiektywnie nie jest niebezpieczna. Gwałtowna złość wywołana drobną uwagą. Poczucie odrzucenia wywołane neutralnym zachowaniem drugiej osoby. Trudność w powrocie do równowagi nawet po niewielkim konflikcie.

To nie jest dowód na niestabilność emocjonalną. To jest efekt wytrenowanego systemu alarmowego, który przez lata uczył się, że musi reagować szybko i mocno, bo od tego zależy przetrwanie.

Dobra wiadomość polega na tym, że ten proces można odwracać.

Tak jak powtarzalna aktywacja bez regulacji obniża próg reakcji, tak powtarzalne doświadczenia bezpieczeństwa i regulacji mogą ten próg stopniowo podnosić. Układ nerwowy może nauczyć się, że napięcie ma początek i koniec. Że można wejść w emocję i z niej wyjść. Że po konflikcie może przyjść naprawa. Że po pobudzeniu może przyjść ukojenie.

To nie dzieje się nagle. To nie jest jedno ćwiczenie oddechowe ani jedna rozmowa. To jest proces ponownego uczenia mózgu, że świat nie jest nieustannym zagrożeniem.

Jeśli reagujesz intensywnie, to nie dlatego, że jesteś „za bardzo”. To dlatego, że Twój układ nerwowy przez długi czas musiał być czujny. To jest historia adaptacji, nie wada osobowości.

A adaptację można powoli, cierpliwie przeprogramowywać.

Joanna | I hear YOU

23/02/2026

Nie każda myśl jest prawdą.
Nie każda myśl jest sygnałem.
Nie każda myśl jest zaproszeniem do analizy.

Układ nerwowy – szczególnie po traumie – jest jak czujnik dymu ustawiony zbyt czuło. Reaguje szybciej, głośniej, intensywniej. Czasem wystarczy cień, skojarzenie, ton głosu, zmęczenie – i pojawia się myśl:

„Co jeśli coś się stanie?”
„Co jeśli mnie odrzucą?”
„Co jeśli nie dam rady?”

To nie zawsze jest materiał do głębokiej pracy.
Często to po prostu echo dawnego zagrożenia.

W terapii traumy – czy to w podejściu somatycznym, czy w pracy nad złożoną traumą – uczymy się rozróżniać:
czy to realny problem do rozwiązania,
czy aktywacja układu nerwowego.

Autorzy tacy jak Janina Fisher pokazują, że wiele lękowych myśli to głos części ochronnych. One nie chcą prawdy. One chcą bezpieczeństwa.

A próba „przepracowania” każdej myśli może stać się nową formą kontroli.
Nową obsesją.
Nowym napięciem.

Czasem największą regulacją nie jest analiza.
Jest nią zauważenie i odpuszczenie.

„To tylko myśl.”
„Mój układ nerwowy jest dziś pobudzony.”
„Nie muszę za tym iść.”

W terapii ACT, którą rozwija m.in. Russ Harris, mówi się o defuzji poznawczej – czyli umiejętności patrzenia na myśl jak na zdanie w głowie, a nie jak na fakt.

Nie każda myśl wymaga rozmowy.
Nie każda wymaga rozbierania na części.
Nie każda jest sygnałem z przeszłości do uzdrowienia.

Niektóre są jak chmury.
Przychodzą. I odchodzą.

Czasem uzdrowienie nie polega na tym, że wszystko przepracujesz.
Tylko na tym, że przestaniesz walczyć z każdą falą.

I to jest ogromna ulga.

Joanna | I hear YOU

21/02/2026
Zapraszam na sesje😃
21/02/2026

Zapraszam na sesje😃

Moje kochane TRE® i ja w telewizji. Jak dobrze, że taka informacja idzie szerokim kanałem, że coraz więcej osób dowiaduje się i uświadamia sobie, że w sytuac...

20/02/2026

Samotność nie zawsze jest brakiem ludzi wokół. Często jest stanem układu nerwowego.
🌿
Warto rozróżnić samotność pod względem dwóch stanów autonomicznych:
➡️samotność jako stan układu nerwowego i odłączenie,
➡️ oraz samotność jako tęsknotę za więzią u osoby już względnie wyregulowanej.

SAMOTNOŚC JAKO STAN UKŁADU NERWOWEGO i ODŁĄCZENIE

Można być wśród innych i czuć się głęboko niepołączonym z nimi.
Można mieć relacje, a jednocześnie doświadczać pustki, napięcia, wrażenia bycia „poza”.
🌿
Z perspektywy pracy z ciałem samotność nie jest tylko emocją - jest doświadczeniem fizjologicznym, które zapisuje się w mięśniach, oddechu, rytmie serca i sposobie, w jaki ciało reaguje na obecność drugiego człowieka.
🌿
W podejściu somatycznym samotność często rozumiana jest jako skutek długotrwałej reakcji obronnej układu nerwowego.
🌿
Jeśli w przeszłości relacje wiązały się z bólem, odrzuceniem, brakiem bezpieczeństwa lub nadmiernym napięciem, ciało mogło nauczyć się jednego: BLISKOŚĆ = ZAGROŻENIE
🌿
I nawet gdy umysł pragnie kontaktu, ciało może reagować napięciem, wycofaniem albo odrętwieniem, nie dlatego, że nie chcemy być z ludźmi, a dlatego, że układ nerwowy chroni nas przed czymś, co kiedyś było trudne.
🌿
Samotność jako odłączenie od siebie.

W SE® samotność nie dotyczy wyłącznie relacji z innymi. Bardzo często jest to również odłączenie od własnego ciała. Kiedy przez długi czas musimy być czujni, silni lub przetrwać trudne doświadczenia, ciało może wejść w stan zamrożenia albo chronicznego napięcia. Wtedy tracimy kontakt z subtelnymi sygnałami płynącymi z wnętrza: z głodem, zmęczeniem, potrzebą bliskości, potrzebą odpoczynku. To odłączenie od siebie często poprzedza odłączenie od świata.
🌿
JAK PRACUJEMY Z SAMOTNOŚCIĄ JAKO STANEM UKŁADU NERWOWEGO?
Praca z samotnością w SE® nie polega na „zmuszaniu się do kontaktu” ani na analizowaniu relacji. Zaczyna się od regulacji ciała i od przywracania poczucia bezpieczeństwa w układzie nerwowym.
🌿
KILKA KLUCZOWYCH ELEMENTÓW TEJ PRACY:

➡️ORIENTOWANIE SIĘ W OTOCZENIU. Łagodne rozglądanie się wokół, zauważanie kolorów, kształtów, dźwięków. To sygnał dla układu nerwowego: jestem tu, teraz, nic mi nie grozi.

➡️BUDOWANIE ZASOBÓW W CIELE. Zamiast skupiać się na braku, uwaga kierowana jest na to, co daje choć minimalne poczucie komfortu: ciepło w dłoniach, podparcie pleców, stabilność stóp.

➡️MAŁE DAWKI KONTAKTU. Nie od razu głęboka relacja. Czasem pierwszym krokiem jest wytrzymanie krótkiego kontaktu wzrokowego, poczucie obecności drugiej osoby w pomieszczeniu, bez konieczności interakcji.

➡️PENDULACJA – ruch między napięciem a zasobem. Zamiast zanurzać się w poczucie pustki, ciało uczy się przechodzić między trudnym doświadczeniem a czymś regulującym. To uczy układ nerwowy, że samotność nie jest stanem bez wyjścia.

➡️WSPÓŁREGULACJA. Obecność terapeuty — spokojna, stabilna, nieinwazyjna — staje się doświadczeniem, które zapisuje się w układzie nerwowym jako: kontakt może być bezpieczny.
🌿
W podejściu somatycznym samotność jest informacją o stanie układu nerwowego i często pierwszym krokiem do głębszego kontaktu ze sobą.
🌿
Kiedy ciało zaczyna się regulować:
➡️oddech pogłębia się,
➡️mięśnie miękną,
➡️pojawia się subtelna ciekawość świata,
➡️a relacje przestają być źródłem napięcia.

Bliskość nie rodzi się wtedy z wysiłku. Rodzi się z poczucia bezpieczeństwa w ciele.
🌿
Samotność często nie oznacza braku ludzi. Oznacza ciało, które kiedyś nauczyło się być samo, żeby przetrwać. A praca z samotnością w Somatic Experiencing® to nie uczenie się „jak być z innymi”. To uczenie się, że można być bezpiecznie w swoim ciele — a dopiero potem z drugim człowiekiem.
🌿
O samotności jako tęsknocie za więzią w kolejnym poście…………
🌿
A dziś układu nerwowego, który czuje się bezpiecznie sam ze sobą i wśród ludzi dziś życzę 💚

Katarzyna J Malysz , SEP

20/02/2026
19/02/2026

Wyobraź sobie, że siedzisz spokojnie w domu. Jest cisza. Nic się nie dzieje.
Ale w Twojej głowie zaczyna się rozmowa sprzed kilku lat. Odtwarzasz czyjeś słowa. Ton głosu. Spojrzenie.

Po kilku minutach czujesz napięcie w brzuchu.
Serce bije szybciej.
Ramiona się unoszą.
Oddech staje się płytszy.

Chociaż fizycznie jesteś bezpieczna, Twoje ciało reaguje tak, jakby sytuacja działa się teraz.

Dlaczego?

Bo ciało migdałowate – struktura odpowiedzialna za wykrywanie zagrożenia – nie analizuje, czy bodziec pochodzi z zewnątrz, czy z wyobraźni.
Dla niego liczy się jedno: czy to jest niebezpieczne?

Jeśli Twoje myśli niosą obraz zagrożenia, odrzucenia, wstydu, utraty – uruchamia się dokładnie ta sama biologiczna kaskada, jak przy realnym niebezpieczeństwie.

Adrenalina.
Kortyzol.
Mobilizacja mięśni.
Przygotowanie do walki albo ucieczki.

A jeśli sytuacja była kiedyś zbyt przytłaczająca – może pojawić się zamrożenie. Odrętwienie. Odcięcie.

To dlatego ruminacje tak wyczerpują.
To dlatego „tylko myślenie” potrafi zmęczyć bardziej niż realne działanie.
Twój układ nerwowy naprawdę przeżywa to, co odtwarzasz.

W traumie ten mechanizm jest jeszcze silniejszy.

Hipokamp – odpowiedzialny za umieszczanie zdarzeń w czasie – może działać słabiej.
Dlatego przeszłość nie jest zapisana jako „to było i minęło”.
Jest przeżywana jako „to dzieje się teraz”.

Ciało nie zna kalendarza.
Zna tylko stan.

Ale tu pojawia się coś niezwykle ważnego.

Jeśli układ nerwowy reaguje na wyobrażone zagrożenie, reaguje również na wyobrażone bezpieczeństwo.

Kiedy świadomie wydłużasz wydech, aktywujesz nerw błędny.
Kiedy wyobrażasz sobie miejsce, w którym czujesz się spokojnie, ciało zaczyna obniżać napięcie.
Kiedy słyszysz ciepły, regulujący ton głosu – Twój autonomiczny układ nerwowy dostaje sygnał: „możesz się rozluźnić”.

To nie magia.
To neurobiologia.

Twoje ciało wierzy w to, co powtarzasz w swojej głowie – bo myśli są dla mózgu bodźcem tak samo realnym jak dźwięk czy dotyk.

Dlatego praca z traumą nie polega na walce z myślami.
Polega na stopniowym uczeniu układu nerwowego, że teraźniejszość jest bezpieczniejsza niż przeszłość.

Powoli.
Rytmicznie.
Przez doświadczenie – nie przez przekonywanie.

Bo układ nerwowy nie reaguje na argumenty.
Reaguje na sygnały bezpieczeństwa.

A bezpieczeństwo można trenować 🤍

Joanna | I hear YOU

18/02/2026

Jung pisał: „To, czemu się opierasz, trwa.”...🥀

Często największą walkę toczymy nie z tym, co jest na zewnątrz, ale z tym, co pojawia się w nas. Myśli, emocje, doświadczenia — im bardziej próbujemy je zagłuszyć, tym mocniej zaznaczają swoją obecność.

Zatrzymanie się nie jest słabością.
Bywa pierwszym momentem, w którym coś może się naprawdę zmienić.

Bo to, co zostaje zobaczone i uznane, traci potrzebę, by wracać z taką siłą.

18/02/2026

TRAUMA...🥀

Trauma nie jest zapisem wspomnienia, lecz utrwalonym stanem układu nerwowego.
Nie podlega chronologii ani narracji „to było kiedyś”.
Dla organizmu czas może pozostać zatrzymany w momencie, w którym doświadczenie przekroczyło zdolność przetwarzania.

Gdy zdarzenie było zbyt intensywne, nagłe lub przeżywane w izolacji, układ nerwowy uruchomił reakcję ochronną polegającą na zahamowaniu.
Zatrzymanie reakcji nie było patologią, lecz adaptacją — dalszy ruch oznaczał wówczas zagrożenie.
Od tego momentu funkcjonowanie mogło wyglądać na prawidłowe, jednak część systemu pozostała w stanie podwyższonej czujności.

Dlatego reakcje emocjonalne i fizjologiczne bywają nieproporcjonalne do aktualnej sytuacji. Nie są one „powrotem do przeszłości”, lecz kontynuacją nierozładowanego stanu.

Dla ciała trauma jest teraźniejszością: utrzymującym się napięciem, zaburzoną regulacją oddechu, automatycznymi reakcjami na bodźce kojarzone z zagrożeniem.

Układ nerwowy nie rozpoznaje, że sytuacja minęła — reaguje według wzorca, który kiedyś zapewnił przetrwanie.

Proces zdrowienia nie polega na zapomnieniu ani wyłącznie na rozumieniu. Polega na stopniowym odzyskiwaniu regulacji: obniżaniu napięcia, przywracaniu elastyczności reakcji, tworzeniu różnicy między „wtedy” a „teraz”.

Zmiana zachodzi wolno i w rytmie organizmu. Często objawia się krótszym czasem pobudzenia, szybszym powrotem do równowagi lub zwiększoną tolerancją na bodźce.

To są mierzalne oznaki ruchu — nie narracyjnego, lecz fizjologicznego.

18/02/2026

Wybuch złości rzadko zaczyna się w tej jednej chwili.
On zaczyna się dużo wcześniej. Czasem lata temu.

To, co inni widzą jako „przesadną reakcję”, często jest reakcją układu nerwowego, który nauczył się żyć w stanie zagrożenia. Trauma nie kończy się wtedy, gdy sytuacja się kończy. Ona zapisuje się w ciele. W napięciu mięśni. W czujnym spojrzeniu. W oddechu, który nigdy nie schodzi naprawdę głęboko.

Kiedy pojawia się bodziec – podniesiony ton głosu, krytyka, cisza drugiej osoby, poczucie odrzucenia – ciało nie analizuje, czy to bezpieczne. Ono reaguje. Szybko. Automatycznie. Jakby znowu było tam, gdzie kiedyś bolało.

Serce zaczyna bić mocniej.
Klatka piersiowa się zaciska.
Szczęka się napina.
W myślach pojawia się jedno: „muszę się bronić”.

W tej sekundzie nie chodzi o rację. Nie chodzi o dialog.
Chodzi o przetrwanie.

Złość bywa najbardziej dostępną emocją. Łatwiej poczuć gniew niż bezradność. Łatwiej podnieść głos niż przyznać: „boję się”, „jest mi wstyd”, „czuję się nieważna”, „czuję się nieważny”.

Dla wielu osób z doświadczeniem traumy złość była kiedyś jedyną formą ochrony. Jedynym sposobem, żeby zaznaczyć granice. Jedyną energią, która dawała poczucie siły w sytuacji, gdy wewnątrz było tylko małe, przestraszone dziecko.

To nie znaczy, że wybuchy nie mają konsekwencji. Mają. Ranią relacje. Oddalają ludzi. Budują mur.
Ale za tym murem bardzo często nie stoi „trudny charakter”. Stoi historia.

Historia systemu nerwowego, który nauczył się być w ciągłej gotowości do walki.

Proces zdrowienia nie polega na tłumieniu złości. Polega na zrozumieniu jej źródła. Na nauczeniu ciała, że dziś jest bezpieczniej niż kiedyś. Na powolnym budowaniu regulacji – przez terapię, świadomą pracę z oddechem, relacje, w których można być autentycznym bez lęku przed odrzuceniem.

Kiedy układ nerwowy zaczyna doświadczać bezpieczeństwa, reakcje przestają być tak gwałtowne. Między bodźcem a odpowiedzią pojawia się przestrzeń. A w tej przestrzeni rodzi się wybór.

Wybuch złości nie definiuje tego, kim jesteś.
Może być echem tego, co musiałaś lub musiałeś kiedyś przetrwać.

A ciało, dopóki nie poczuje się naprawdę bezpieczne, będzie próbowało chronić Cię tak, jak potrafi najlepiej.

Joanna | I hear YOU

Adres

Ulica Domańskiego 14 A
Złotow
77-400

Telefon

+48508341607

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy BeVital Beata Marciniak - pracownia terapii i rozwoju umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do BeVital Beata Marciniak - pracownia terapii i rozwoju:

Udostępnij

Share on Facebook Share on Twitter Share on LinkedIn
Share on Pinterest Share on Reddit Share via Email
Share on WhatsApp Share on Instagram Share on Telegram

Kategoria