Katarzyna Ewa Borkowska

Katarzyna Ewa Borkowska 🔺 PTSD, CPTSD
🔺 Holistyczna praca z traumą
🔺Interwencja Kryzysowa
🔺 Pedagog
🔺 Trener umiejętności społecznych To właśnie chcę Ci ofiarować." DLACZEGO TO ROBIĘ?

O MNIE – TERAPEUTKA, TRENERKA, SPECJALISTKA PRACY Z TRAUMĄ Z POWOŁANIA
Towarzyszka w Twojej podróży

„Wierzę, że każdy człowiek ma w sobie siłę, by sięgnąć po zmianę – czasem potrzebuje tylko bezpiecznej przestrzeni i towarzysza w tej podróży." Zanim zostałam terapeutką, sama przeszłam przez ciemny las. Wiem, jak to jest czuć się zagubionym, przytłoczonym własną historią. I wiem też, że wyjście jest zawsze możliwe – czasem potrzebujemy tylko kogoś, kto poda nam latarkę i powie: 'Idziemy dalej, krok po kroku'. KWALIFIKACJE I DOŚWIADCZENIE:
- Magister pedagogiki (specjalność: resocjalizacja oraz praca socjalna i opiekuńczo wychowawcza) – ukończone studia dały mi zrozumienie mechanizmów wykluczenia i trudnych ścieżek życiowych.
- Psychotraumatolog w trakcie certyfikacji – pracuję z traumą, wykorzystując podejście oparte na dowodach naukowych.
- Studium Integracyjnej Terapii osób po Traumie
- Trenerka umiejętności społecznych – pomagam budować zdrowe relacje, asertywność i pewność siebie.
- Absolwentka szkoły ustawień systemowych – rozumiem wpływ rodzinnych wzorców na obecne życie.
- Absolwentka Studium Psychologii Stosowanej
Szkolenia z:
- terapii traumy (w tym pracy z PTSD),
- Interwencja Kryzysowa,
- regulacji układu nerwowego, mindfullness
- kurs"Trzymająca Krąg",
- jak pracować z osobą, która doświadczyła przemocy domowej
-efektywna komunikacja w zespole,
- Trauma i PTSD (diagnoza, narzędzia i techniki pracy)
- Fragmentacja osobowości jako konsekwencja dorastania w rodzinie dysfunkcyjnej,
- Przemoc seksualna w rodzinie,
Oraz liczne konferencje z dziedziny psychologii i psychotraumatologii. JAK PRACUJĘ?
Łączę wiedzę akademicką z podejściem holistycznym. Moja praca to:
- Bezpieczna relacja – jestem tu, by słuchać bez oceny.
- Narzędzia dopasowane do Ciebie – od dialogu motywującego po techniki somatyczne.
- Empatia i konkret – znajdziesz tu zarówno wsparcie, jak i praktyczne strategie. Ponieważ widziałam, jak przemiana jest możliwa – nawet tam, gdzie wydaje się niemożliwa. Moją misją jest towarzyszenie w odkrywaniu „własnej siły i wolności”. Zapraszam Cię na konsultację – razem znajdziemy drogę do spokoju i równowagi. Katarzyna Ewa Borkowska

☎️ 606 161 098

🤷‍♀️ Dostałam bluzę z napisem: „wystarczasz światu”.I poczułam coś bardzo dziwnego.Bo dla wielu osób to zdanie jest ciep...
21/03/2026

🤷‍♀️ Dostałam bluzę z napisem: „wystarczasz światu”.

I poczułam coś bardzo dziwnego.
Bo dla wielu osób to zdanie jest ciepłe, wspierające, podnoszące na duchu.
A dla mnie… było przez chwilę jak echo bardzo starego pytania.

„Czy ja jestem wystarczająco dobra?”

To pytanie, które osoby z wczesnodziecięcą traumą często noszą w sobie jak niewidzialny program działający w tle. Program, który uruchamia się w relacjach, w pracy, w miłości, w chwilach ciszy.
Program, który mówi: musisz bardziej, lepiej, ciszej, grzeczniej, mocniej się starać… bo inaczej nie będziesz wystarczająca.

I przez długi czas nawet nie przychodzi nam do głowy, żeby zadać inne pytanie.

Nie pytamy:
czy świat był dla mnie wystarczający,
czy ktoś był dla mnie wystarczająco czuły,
czy moje potrzeby były wystarczająco widziane,
czy moje granice były wystarczająco szanowane.

Bo kiedy jesteś małym człowiekiem, nie masz luksusu takiej refleksji.
Twoje przetrwanie zależy od tego, żeby wierzyć, że to z tobą jest coś nie tak.

Dopiero później, czasem po latach terapii, nauki, odkrywania siebie zaczyna się coś zmieniać.

I nagle pojawia się nowe pytanie.

Nie: „czy ja wystarczam światu?”

Tylko:
czy to jest wystarczające dla mnie?

Czy ta relacja jest dla mnie wystarczająco bezpieczna.
Czy ta praca jest dla mnie wystarczająco dobra.
Czy ta rozmowa jest wystarczająco uważna.
Czy ja sama jestem dla siebie wystarczająco łagodna.

To nie jest bunt przeciwko światu.
To jest powrót do siebie.

I może właśnie na tym polega zdrowienie, że przestajemy całe życie zdawać egzamin z bycia „wystarczającą”,
a zaczynamy sprawdzać, czy życie, które tworzymy, wystarcza nam.

Więc kiedy dziś patrzę na tę bluzę, myślę:

może to zdanie można przeczytać inaczej.

Nie jako wyrok.
Nie jako kolejne wymaganie.

Ale jako przypomnienie, że moja wartość nie zależy od tego, czy świat uzna mnie za wystarczającą.

Bo ja już nie próbuję wystarczyć światu.

Ja sprawdzam,
czy świat jest wystarczający dla mnie.

Katarzyna Ewa Borkowska

🤷‍♀️Mogę być kimś, będąc nikimś. Mogę być nikimś, będąc kimś.Czasem największy paradoks naszego istnienia polega na tym,...
13/03/2026

🤷‍♀️Mogę być kimś, będąc nikimś.
Mogę być nikimś, będąc kimś.

Czasem największy paradoks naszego istnienia polega na tym, że im bardziej staramy się „być kimś”, tym dalej od siebie się znajdujemy.
Świat nieustannie uczy nas, że wartość człowieka mierzy się tym, co posiada, kim jest w oczach innych, jak głośno potrafi zaznaczyć swoją obecność.
W tym wyścigu o znaczenie łatwo zapomnieć, że prawdziwe „bycie kimś” nie zawsze jest widoczne z zewnątrz.

Można być kimś, będąc nikimś.
Można nie mieć tytułów, wielkich osiągnięć, rozpoznawalnego nazwiska.
Można iść przez życie cicho, niemal niezauważenie, a jednak w środku nosić świat bogatszy niż niejeden człowiek stojący w blasku reflektorów.
„Nikimś” w oczach świata bywa często ktoś, kto nie wpisuje się w jego definicje sukcesu.
A jednak to właśnie tacy ludzie potrafią być najpełniej sobą, bo wolni od potrzeby udowadniania swojej wartości.

Jednocześnie można być nikimś, będąc kimś. Można mieć władzę, uznanie, podziw innych, a mimo to czuć w sobie pustkę.
Człowiek może stać wysoko w hierarchii świata, a jednocześnie nie odnajdywać własnej tożsamości.
Bo „bycie kimś” nadane przez innych nie zawsze oznacza prawdziwe istnienie w zgodzie ze sobą.

Słowo „nikimś”, choć w języku brzmi niecodziennie niesie w sobie coś bardzo ludzkiego.
Jest przestrzenią pomiędzy.
Nie jest całkowitym zniknięciem, ale też nie jest pełnym określeniem.
To stan, w którym człowiek nie musi udawać wielkości, aby mieć wartość.
Być może właśnie w tej niejednoznaczności kryje się wolność.

Może więc nie chodzi o to, by za wszelką cenę być kimś w oczach świata.
Może ważniejsze jest, by nie zgubić siebie w drodze do tej definicji.
Bo czasem dopiero wtedy, gdy przestajemy walczyć o bycie kimś, zaczynamy naprawdę istnieć.

I wtedy odkrywamy coś zaskakującego:
że można być kimś, nawet jeśli świat nie widzi w nas kogoś.
I że można stać się nikim, gdy zapomni się, kim naprawdę się jest.

Katarzyna Ewa Borkowska

🧠 Czy wiesz, że trauma może dosłownie "zablokować" twój nerw błędny? 🧠I nie mówię tu tylko o wielkich tragediach chodzi ...
11/03/2026

🧠 Czy wiesz, że trauma może dosłownie "zablokować" twój nerw błędny? 🧠
I nie mówię tu tylko o wielkich tragediach chodzi też o dzieciństwo, przewlekły stres, toksyczne relacje…

👉 Jest coś takiego jak nerw błędny czyli najdłuższy nerw w twoim ciele.
Łączy mózg z sercem, płucami, jelitami.
To dlatego, gdy się denerwujesz, „ściska cię w żołądku”, a gdy jesteś bezpieczny możesz w końcu swobodnie odetchnąć.

✨ Ale trauma zmienia wszystko. ✨

Kiedy doświadczasz czegoś trudnego, twój układ nerwowy uczy się, że świat jest niebezpieczny. Nerw błędny przestaje działać jak powinien. Zamiast się wyciszać to zaczyna włączać alarm.

🚨 Efekt?

· Ciągłe napięcie
· Problemy z trawieniem (zespół jelita drażliwego, mdłości)
· Kołatanie serca bez powodu
· Uczucie „odcięcia” od własnego ciała
· Trudność w relacjach, bo nie czujesz bezpieczeństwa przy innych

Dzieje się tak, bo trauma „programuje” twój nerw błędny na tryb przetrwania. A on nie odróżnia przeszłości od teraźniejszości. Twoje ciało wciąż żyje w tamtej sytuacji.

💔 Dlatego mówi się, że trauma to nie to, co ci się przydarzyło, ale to, co zostało w twoim ciele.

Dobra wiadomość?
NERW BŁĘDNY MOŻNA „PRZEPROGRAMOWAĆ”.
Oddech, śpiew, taniec, dotyk, joga, śmiech to wszystko go reguluje. To nie „głupie gadki” to neurobiologia.

💬 Jeśli ten post do ciebie trafił może twoje ciało też woła o uwagę. Podziel się tym z kimś, kto tego potrzebuje. Może to pierwszy krok do zrozumienia siebie.

👇 A ty? Czujesz czasem, że twoje ciało reaguje, zanim zdążysz pomyśleć?

08/03/2026

🥰Drogie Panie,
z okazji Dnia Kobiet życzę Wam przede wszystkim poczucia sprawczości i bezpieczeństwa we własnym ciele i umyśle. Niech to święto będzie przypomnieniem o Waszej sile, która często drzemie w kruchości, oraz o prawie do bycia sobą w całej swojej złożoności i autentyczności.
Życzę Wam odwagi w stawianiu granic, łagodności w mówieniu do siebie i mądrości, by szukać wsparcia, kiedy jest Wam ono potrzebne. Pamiętajcie, że troska o siebie to nie egoizm, a fundament.
Wszystkiego dobrego! 🩷🤗

✨ Gość we własnym życiu, czyli o tym, jak trudno zamieszkać we własnej historiiZnasz to uczucie?Siedzisz przy biurku, pa...
06/03/2026

✨ Gość we własnym życiu, czyli o tym, jak trudno zamieszkać we własnej historii

Znasz to uczucie?

Siedzisz przy biurku, patrzysz na swoje osiągnięcia , dyplomy na ścianie, wiadomości z podziękowaniami, zakończone projekty a w głowie kołacze Ci się tylko jedna myśl: „Kiedy wszyscy zorientują się, że tak naprawdę nic nie umiem?”.

„Miałam po prostu szczęście”.
„Trafiłam na dobrych ludzi”.
„Gdyby wiedzieli, ile się jeszcze muszę uczyć, na pewno by mi nie zaufali”.

Brzmi znajomo?

To nie jest skromność.
To nie jest brak wiary w siebie w zwykłym tego słowa znaczeniu.
To syndrom oszusta: cichy, uprzejmy, ale bezwzględny wewnętrzny krytyk, który podpowiada Ci, że Twoje sukcesy to przypadek, a porażki to jedyna prawda o Tobie.

I tu pojawia się pewien paradoks.

Bo syndrom oszusta ma jedną, bardzo przewrotną cechę: im bardziej jesteś kompetentny, tym głośniej on mówi.

Dlaczego?
Bo im więcej wiesz, tym lepiej widzisz, jak wiele jeszcze przed Tobą.
Im bardziej rozwijasz swoją wrażliwość, tym bardziej obawiasz się, że komuś sprawisz zawód.
Im głębiej rozumiesz innych, tym trudniej Ci uwierzyć, że sam zasługujesz na zrozumienie i uznanie.

A prawda jest taka, że ten głos ten, który mówi Ci, że jesteś za mało, że się nie nadajesz, że ktoś w końcu Cię zdemaskuje to nie jest obiektywna prawda o Tobie.

To tylko echo.
Echo dawnych opinii, dziecięcych lęków, szkolnych porównań, głosów, które kiedyś powiedziały Ci, że musisz być najlepszy, żeby być kimś.

I posłusznie w to uwierzyłeś.
Uwierzyłaś.

Zastanawialiście się kiedyś, co by się musiało wydarzyć, żebyście w końcu uwierzyli, że na to wszystko zasługujecie?

Bo tu nie chodzi o to, żeby nagle stać się aroganckim.
Tu nie chodzi o to, żeby przestać się rozwijać.
Tu chodzi o coś znacznie trudniejszego: o zgodę na to, że można być wystarczająco dobrym, nie będąc idealnym.

Że można nie wiedzieć wszystkiego, a jednocześnie mieć ogromną wiedzę.
Że można czasem wątpić, a jednocześnie iść do przodu.
Że można czuć się małym, a jednocześnie zajmować ważne miejsce w życiu innych ludzi.

Syndrom oszusta to nie dowód, że jesteś do niczego.
To dowód, że Twoje standardy są tak wysokie, że nawet mistrz by przy nich zbladł.

A może dziś, czytając ten tekst, pozwolisz sobie na małą rewolucję?
Może zatrzymasz się na chwilę i pomyślisz:

„Nie jestem tu przez przypadek. Jestem tu, bo ciężko pracowałem. Bo mam w sobie mądrość, której nikt mi nie dał za darmo. Bo mam serce, które nie boi się być blisko. Bo mam odwagę, by iść dalej, nawet wtedy, gdy nie widzę całej drogi.”

I wtedy, w tym jednym momencie, może uda Ci się zamieszkać we własnej historii na stałe.

Już nie jako gość, który boi się, że go wyproszą.
Ale jako gospodarz, który wie, że ten dom jest jego.

💬 A Ty? Znasz ten wewnętrzny głos, który podpowiada Ci, że jesteś oszustem? Skąd według Ciebie się bierze?

Katarzyna Ewa Borkowska

🤷‍♀️Czy zastanawiasz się czasem, dlaczego z dzieciństwa pamiętasz tylko strzępy?Mgiełka, pojedyncze zdjęcia, historie op...
03/03/2026

🤷‍♀️Czy zastanawiasz się czasem, dlaczego z dzieciństwa pamiętasz tylko strzępy?

Mgiełka, pojedyncze zdjęcia, historie opowiedziane przez innych ale Twojej własnej, spójnej historii brak.

W psychotraumatologii mówimy o tym prosto: pamięć chroni nas lepiej niż my sami.

Dziecięcy mózg, konfrontując się z sytuacjami dla siebie "zbyt trudnymi do uniesienia" czyli takimi, które przekraczały jego możliwości pojmowania i regulowania emocji ma pewien mechanizm obronny.
Jeśli nie może uciec ciałem, ucieka... pamięcią.

To nie jest zwykłe zapominanie.
To "amnezja dysocjacyjna".

Kiedy doświadczasz czegoś, co jest:
➡️ zbyt bolesne,
➡️ zbyt przerażające,
➡️ lub zbyt nielogiczne jak na dziecięce rozumienie świata
Twój umysł może to odciąć, "zapakować" i schować głęboko, byś mógł/mogła przetrwać kolejny dzień w rodzinie, w szkole, we własnej głowie.

Paradoks polega na tym, że ciało i układ nerwowy nie zapominają.
Ty nie pamiętasz historii, ale Twoje ciało pamięta lęk przed określonym typem głosu, niechęć do dotyku, napięcie przed wizytą u lekarza czy nagły skurcz żołądka na widok alkoholu.

Jeśli Twoje dzieciństwo to "wielka biała plama" nie znaczy to, że nic się nie działo.
Znaczy to, że działo się za dużo jak na małe serce i dziecięcy umysł.

Pamiętaj: jeśli dziś, jako dorosła osoba, czujesz, że zaczynasz "odzyskiwać" strzępy wspomnień to znak, że jesteś już wystarczająco silna/silny, by wreszcie to unieść.
Być może pierwszy raz w życiu.

Katarzyna Ewa Borkowska

🤷‍♀️Kiedy twoje "NIE" staje się twoim jedynym przewinieniemZnasz to uczucie? Bo ja znam je aż za dobrze. I zanim opowiem...
24/02/2026

🤷‍♀️Kiedy twoje "NIE" staje się twoim jedynym przewinieniem

Znasz to uczucie?
Bo ja znam je aż za dobrze.
I zanim opowiem Ci o tym, co wydarzyło się w moim dorosłym życiu, muszę cofnąć się do źródeł.
Do miejsca, w którym nauczyłam się, że milczenie to złoto, a mówienie "nie" jest niewybaczalną zdradą.

Jako dziecko szybko pojęłam, że moje granice nie istnieją.
Przy opiekunach, którzy sami byli obarczeni swoimi traumami, swoimi nierozwiązanymi konfliktami, swoją nieumiejętnością bycia blisko, nauczyłam się, że miłość trzeba sobie zasłużyć.
Że żeby być kochaną, muszę być grzeczna, cicha, wyrozumiała.
Że moje emocje są niewygodne, moje potrzeby są roszczeniowe, a moja złość jest niedozwolona.

Każda próba postawienia granicy kończyła się tym samym: byłam "trudna", "przewrażliwiona", "niewdzięczna".
I co najgorsze, byłam za to karana ciszą lub biciem kablem.
Szybko zinternalizowałam tę lekcję:
„Bądź cicho, bo stracisz miłość. Bądź wygodna, bo zostaniesz sama".

I byłam.
Przez lata byłam filarem, podporą, słuchaczką, kimś kto zawsze "dawał radę" i "rozumiał".
Byłam osobą, na którą można było zwalić każdy problem, wylać każdą frustrację, bo zawsze przyjmowałam to ze spokojem. Moja cierpliwość była brana za oczywistość, moja dobroć za słabość, a moja gotowość do dawania za niekończące się złoże bez dna.

Konsekwencje w dorosłości były opłakane.

Wchodziłam w relacje, w których odtwarzałam ten sam scenariusz. Wybierałam partnerów, przyjaciół, środowiska pracy, które potwierdzały to, w co kazano mi wierzyć jako dziecku: że jestem tyle warta, ile mogę dać.
I dawałam ile mogłam aż do granic bólu i wytrzymałości.
A jeśli przestanę dawać, przestanę istnieć. Moje poczucie wartości było na sznurku, który dzierżyli inni.
Wystarczyło pociągnąć, a ja tańczyłam tak, jak mi zagrano.

Aż pewnego dnia obudziłam się i poczułam, że coś pękło.
Nie złość, nie agresja, ale zmęczenie.
Głębokie, egzystencjalne zmęczenie byciem matą, po której wszyscy wycierają buty i wylewają swoje fekalia.
I podjęłam decyzję.
Najtrudniejszą i najodważniejszą decyzję w swoim życiu: powiedziałam DOŚĆ.

Nie tylko im.
Przede wszystkim powiedziałam DOŚĆ sobie.
Swojemu wewnętrznemu dziecku, które wciąż wierzyło, że musi zasłużyć na miłość.

Powiedziałam: "Nie zgadzam się na ten ton na to zachowanie”.
Powiedziałam: "To mnie rani". Powiedziałam: "Potrzebuję szacunku". Zdecydowałam się postawić granicę cienką, ale nieprzekraczalną linię, która mówi: "Tu kończę się ja, a zaczynasz ty. I nie pozwolę, byś wchodził w mój ogród z deptał mi kwiaty”.

I wtedy stało się coś, co zabolało bardziej niż lata braku szacunku.

Zapadła cisza.
Znajoma cisza, która byłam karana jako dziecko.
A po chwili, zamiast zrozumienia, usłyszałam znajome słowa.
Te same, które słyszałam w dzieciństwie, tylko wypowiedziane innymi głosami: "Ale się zmieniłaś", "Jesteś przewrażliwiona", "Znowu robisz problem", "Nie można z tobą wytrzymać", „Jesteś wariatka” itd…

Nagle, z osoby dawnej, cierpliwej i dobrej, stałam się tą "trudną", "roszczeniową", "nielogiczną".
Problemem.

I wtedy dotarło do mnie coś, co stało się przełomem w mojej terapii i w moim życiu.

Nie stałam się problemem, bo się zmieniłam.
Stałam się problemem, bo przestałam być wygodna.
I to samo mówiono mi, gdy byłam dzieckiem i odważyłam się mieć swoje zdanie.

Moje milczenie było wygodne.
Moje przyzwolenie było wygodne.
Moje poświęcanie się było wygodne.
Moje ukrywanie wielu nadużyć psychicznych, fizycznych, emocjonalnych czy seksualnych było wygodne i ukrywające sprawców.
A teraz, gdy odważyłam się powiedzieć, że też mam uczucia, też mam granice, też mam swoją godność to zaburzyłam stary, toksyczny porządek, który chronił sprawców a nie ofiarę.
Najpierw ten z dzieciństwa, potem ten z dorosłości.

To klasyczny mechanizm w relacjach, gdzie brak szacunku stał się normą.
Osoba, która dotąd czerpała korzyści z mojego "bycia grzeczną", nie straciła nagle umiejętności szacunku, ona straciła moją wygodną uległość.
I zamiast spojrzeć w siebie, wolała nakleić na mnie łatkę "tej złej", bo łatwiej jest kontrolować narrację, niż zmierzyć się z własnym toksycznym zachowaniem.

Dziś, jako psychotraumatolog, wiem, że to, co przeżyłam, ma swoją nazwę.
To schemat, który odtwarzają dzieci, które musiały zbyt wcześnie dorosnąć, które musiały zbyt wiele wybaczyć, które musiały zbyt długo milczeć.

Moja zmiana nie była moją porażką.
Moja zmiana była moim zwycięstwem.
To dowód na to, że w końcu wybrałam siebie.
Że w końcu moje potrzeby stały się dla mnie ważniejsze niż strach przed odrzuceniem. Że w końcu uwierzyłam, że jestem warta miłości bezwarunkowej i takiej, która nie znika, gdy powiem "nie".

Dziś wiem to na pewno:
Granice nie są po to, by kogoś wykluczyć.
Są po to, by pokazać, jak chcesz być traktowana, by móc kogoś w swoim życiu zatrzymać ale na zdrowych zasadach.

Jeśli moje "nie" sprawiło, że ktoś zniknął z mojego życia, to nie ja straciłam tę osobę.
To ta osoba straciła możliwość przebywania ze mną bez konieczności okazywania mi szacunku.
I to samo dotyczy moich opiekunów z dzieciństwa, ich utrata nie była moją winą, tylko konsekwencją ich własnych ograniczeń.

Bądź niewygodna.
Bądź tą, która mówi "dość".
Bądź tą, która jest problemem dla tych, którzy chcieli, byś była tylko tłem.
Bo prawda jest taka, że przestając się zgadzać na brak szacunku, nie tracisz siebie.
Wręcz przeciwnie w końcu odzyskujesz siebie.

A to jest najcenniejszy powrót do domu, jaki możesz sobie podarować.
Nawet jeśli droga do niego wiedzie przez bolesne wspomnienia i trudne odkrycia. Szczególnie wtedy.

Trzymajcie się swojej prawdy.
Nawet jeśli dla innych staniecie się "problemem".
Dla siebie staniecie się bohaterką.
I to jest jedyna rola, w którą warto grać do końca.

Katarzyna Ewa Borkowska

Dziś jest Dzień Walki z Depresją. 🖤I choć to trudny temat, dla mnie to również osobista rocznica, bo rocznica tysięcy ma...
23/02/2026

Dziś jest Dzień Walki z Depresją. 🖤
I choć to trudny temat, dla mnie to również osobista rocznica, bo rocznica tysięcy małych i dużych bitew, które stoczyłam we własnej głowie.

Depresja przyszła do mnie cicho.
Nie pytała, czy mam siłę.
Nie patrzyła na to, że "przecież uśmiecham się na zdjęciach".
Po prostu była.
Ukryta w środku.
I zostałam z nią sama.

Bo najbliżsi?
Nie podali mi ręki.
W trudnych chwilach spotkało mnie odrzucenie. Zamykanie drzwi.
Milczenie tam, gdzie najbardziej potrzebowałam słowa.
I wiecie co?
To bolało prawie tak bardzo jak sama depresja.

Ale wtedy wydarzyło się coś, czego się nie spodziewałam.
Pomoc przyszła znikąd.
Od obcych osób.
Od kogoś, kto napisał "widzę Cię".
Od kogoś, kto usiadł obok i nie pytał "czemu jesteś smutna", tylko po prostu był.
Od kogoś, kto wysłuchał bez oceny tego co mi leżało na sercu.
I to mi uświadomiło jedną rzecz: nie wiesz, kiedy Ty możesz być dla kogoś ostatnią deską ratunku.

Dlatego piszę to dziś głośno:
Jeśli czujesz się źle nie jesteś sam.
Jeśli odrzucili Cię Ci, którzy mieli kochać to nie znaczy, że nie zasługujesz na miłość.
Jeśli myślisz, że nie dasz rady, daj mi szansę, żebym mogła Ci powiedzieć: dasz radę.
Przetrwałam i ja.
Dzień po dniu.
Czasem gorszym, czasem lepszym.

Depresja nie wybiera.
Ale my możemy wybrać, żeby być dla siebie dobrzy.
Możemy wybrać, żeby nie zostawiać innych samych.

Bądźcie dziś czuli.
Dla siebie i dla innych.
I pamiętajcie nawet w najciemniejszym momencie może pojawić się ktoś, kto zapali światło.
Czasem tym kimś jesteś Ty.

Jesteś ważny. Jesteś ważna. Zawsze. 🩷🤗

Katarzyna Ewa Borkowska

🥹Jest we mnie dom, do którego boję się wchodzić.Stoi na uboczu, ma zabite deskami okna, zabezpieczone kratami. Przez lat...
14/02/2026

🥹Jest we mnie dom, do którego boję się wchodzić.

Stoi na uboczu, ma zabite deskami okna, zabezpieczone kratami.
Przez lata myślałam, że jest opuszczony, że nikt w nim nie mieszka.
Ale to nieprawda.
W środku wciąż jest ta mała dziewczynka w sukience, która pewnego dnia doświadczyła czegoś, czego żadne dziecko doświadczyć nie powinno.
Dotyk, który nie niósł ukojenia, ale stał się ciężarem.
Sekret, który nie był zabawą, ale kajdanami założonymi na kostkę u nogi, ręce i całe ciało…

Dorosłość miała być wolnością.
A stała się sceną, na której wciąż odgrywam ten sam stary, cichy dramat.

Moje ciało pamięta to, co umysł chciałby wymazać na zawsze.
Przez lata nie rozumiałam, skąd we mnie ta bezdenna pustka, którą próbowałam wypełnić wszystkim: pracą do utraty tchu, by nie myśleć, związkami, w których gubiłam własne granice, lękiem przed własnym odbiciem w lustrze, przypadkowymi ludźmi, ryzykownymi zachowaniami, katowaniem ciała ekstremalnymi sportami, dietami…
Skąd ten strach przed bliskością, która jest jednocześnie najbardziej wyczekiwaną i najstraszniejszą rzeczą na świecie?
Bo jak zaufać komuś, skoro ci, którzy mieli chronić, stali się źródłem bólu i cierpienia?
Jak pozwolić się dotykać z czułością, skoro pierwszy dotyk, który zapamiętała moja skóra, był kradzieżą, której nie sposób opisać słowami?
Kradzieżą niewinności…

Dorosłość z traumą z dzieciństwa to życie z ciałem, które nie czuje się moje.
To dzielenie go na części, ta jest do pokazania światu, ta jest wstydliwa, tej nienawidzę, tej się boję.
To przekonanie, że jestem zepsuta, inna, brudna, że gdyby ktoś naprawdę poznał moją historię, uciekłby z krzykiem.
To tkwienie w przekonaniu, że może na to zasłużyłam, może sprowokowałam, może powinnam była krzyczeć głośniej.
To cisza, która trwa latami.

Dorosłość z traumą z dzieciństwa to również życie z wyłączonym cały czas alarmem.
Czasem jestem nadmiernie czujna, wyczekująca ataku z każdej strony.
Innym razem całkowicie odrętwiała, bo to jedyny sposób, by przetrwać kolejny dzień.

Ale to nie jest cała prawda o mnie.

Gdzieś w gruzach tego zburzonego domu, w sercu tej przerażonej dziewczynki, przetrwało coś jeszcze.
Ziarno.
Maleńkie, uparte nasiono życia.
Ono zawsze we mnie było, nawet wtedy, gdy zasypywałam je betonem przetrwania.

Zrozumienie, że to, co mi zrobiono, jest moim doświadczeniem, ale nie moją tożsamością, to najtrudniejsza i najpiękniejsza lekcja, jaką odrabiam.
Nie jestem swoją traumą.
Jestem kobietą, która traumę przeżyła i wciąż próbuje oddychać pełną piersią, tańczyć, czuć radość bez wyrzutów sumienia.

Dziś, kiedy czuję, że tamten dom mnie wzywa, nie uciekam pokonując setki kilometrów biegiem rowerem czy pływaniem…
Staję przed nim.
Otwieram drzwi, choćby na oścież.
I biorę tę małą dziewczynkę za rękę.
Przytulam ją do piersi, której wtedy zabrakło.
Mówię jej najważniejsze słowa świata: "Widzę cię. Słyszę twój płacz. To, co się stało, nie było twoją winą. Nie zasłużyłaś na to. Byłaś tylko dzieckiem. I choć tamten czas cię ukształtował, to teraz ja twoja dorosła ja, będę pisać dalsze rozdziały.
Mogę nas obie ochronić.
Mogę nas obie uleczyć.
Powoli.
Po kawałku."

Uzdrowienie nie polega na zapomnieniu.
To niemożliwe.
Uzdrowienie to nauka tańca z własnym cieniem.
To moment, w którym przestajesz walczyć z bólem, a zaczynasz go słuchać, bo on próbuje ci powiedzieć, czego ci trzeba: bezpieczeństwa, szacunku, czułości, którą najpierw musisz nauczyć się dawać samej sobie.
To nauka mówienia "nie" bez poczucia winy i "tak" bez lęku.

To droga, którą idzie się samotnie, ale nie trzeba nią iść w osamotnieniu.

Jeśli jesteś w podobnym miejscu wiem jak bardzo boli.
Znam ten specyficzny wstyd, który nie jest nasz, ale w nas zaszyty.
Chcę, żebyś wiedziała/wiedział jedno: nie jesteś zepsuta/zepsuty.
Jesteś zraniona/zraniony.
A rany, choć zostawiają blizny, mogą się zagoić.
Twoje ciało może znów stać się twoje.
Twoja intymność może być twoim królestwem, a nie polem bitwy.

Nie ma odwrotu od przeszłości.
Ale jest droga naprzód.
I jest warta każdego kroku, każdej łzy i każdego, nawet najmniejszego, oddechu ulgi.

Jeśli ten post rezonuje z Twoim doświadczeniem, pamiętaj, że sięganie po pomoc to nie oznaka słabości, ale największej odwagi. Są ludzie i miejsca, które czekają, by Ci towarzyszyć w tej podróży.

Katarzyna Ewa Borkowska

🩷To było coś więcej niż szkolenie 🕯️Kiedy kończyłam Studium Integracyjnej Terapii Osób po Traumie u Igora Rotberga, wied...
12/02/2026

🩷To było coś więcej niż szkolenie 🕯️

Kiedy kończyłam Studium Integracyjnej Terapii Osób po Traumie u Igora Rotberga, wiedziałam, że to nie jest zwykły kurs.
To była podróż.

Igor nie tylko uczy, on prowadzi za rękę przez miejsca, w które jako terapeuci musimy umieć wejść, ale z których równie ważne jest umieć wyjść. Pokazuje, że trauma to nie wyrok to opowieść zapisana w ciele, którą można przepisać na nowo.

Ten dyplom to dla mnie nie tyle „kolejne ukończone studium”, co kolejny kamień milowy w tym, kim się staję jako psychotraumatolog.
I jako człowiek.

Bo żeby naprawdę słyszeć drugiego człowieka, najpierw trzeba nauczyć się słyszeć siebie.
Ta przestrzeń, którą współtworzyliśmy na zajęciach, nauczyła mnie jeszcze większej pokory, czułości i uważności.

Dziękuję Igorze. I dziękuję Wam wszystkim, którzy mi ufacie i dzielicie się swoim światem.

Jestem gotowa iść dalej z jeszcze większym zasobem w sercu.

Jeśli potrzebujesz kogoś, kto nie będzie bał się Twojej historii – jestem.

Katarzyna Ewa Borkowska

🤍

Czy słyszałaś przekonanie: „co cię nie zabije, to cię wzmocni”?Czy wiesz, że to przekonanie bywa bardzo krzywdzące, a je...
09/02/2026

Czy słyszałaś przekonanie: „co cię nie zabije, to cię wzmocni”?

Czy wiesz, że to przekonanie bywa bardzo krzywdzące, a jego powierzchowność nie uwzględnia złożoności cierpienia.
Dla osoby, która doświadczyła złożonej traumy, taka fraza może brzmieć jak unieważnienie bólu i przymus wyjścia z niego "silniejszym".
To tworzy kolejną ranę i poczucie, że nie spełniło się społecznego oczekiwania "wzmocnienia".

To, co cię nie zabije... pozostawia blizny.
A blizny nie są symbolem siły, lecz śladem po ranach, które musiały się zagoić.
Czasem goją się krzywo, ciągną, przypominają o sobie wraz ze zmianą pogody.
Nie czynią nas niezniszczalnymi.
Czynią nas dotkniętymi przez ból.

Mit o „wzmocnieniu” bywa najbardziej podstępną formą przemocy, taką która każe ci wierzyć, że cierpienie miało ukryty, wzniosły cel.
Że było lekcją.
Że dzięki niemu jesteś „mocniejsza”.
A jeśli nie czujesz się silniejsza?
Jeśli czujesz się jak mozaika potłuczonych szyb, sklejona z trudem, wciąż przezroczysta w miejscach pęknięć?
To znaczy, że jesteś prawdziwa.

Twoja trauma nie była kuźnią charakteru. Była pożarem, który strawił część twojego dzieciństwa, twojego zaufania, twojego bezpiecznego ja.
Ocalałaś nie po to, by być stalową wojowniczką, ale by nauczyć się oddychać wśród zgliszcz.
Każdy dzień, w którym wstajesz, choć ciężar pamięci ciągnie cię w dół, jest aktem niezwykłej wytrwałości.
Nie musisz tego nazywać siłą.
Możesz to nazwać przetrwaniem.

Popkultura psychologiczna uwielbia proste narracje: zranienie → walka → zwycięstwo i mądrość.
Twoja historia jest inna.
Jest wielowarstwowa, poplątana, pełna nawrotów i cichych rocznic, które obchodzi tylko twoje ciało.
I to jest w porządku.
Twoja wartość nie zależy od tego, jak „produktywnie” przerobiłaś swoją traumę na inspirację dla innych.

Twoje spojrzenie na świat i na siebie zostało naznaczone.
To fakt.
Ale w tym naznaczeniu jest też coś szczególnego: widzisz odcienie bólu, których inni nie dostrzegają.
Słyszysz ciche drżenie w głosie.
Czujesz napięcie w powietrzu, zanim wybuchnie krzyk.
Twoja wrażliwość, wyostrzona w ogniu cierpienia, nie jest słabością.
Jest głębokim, często bolesnym, sposobem bycia w świecie.
I choć niosłaś ten ciężar nie z własnej woli, to teraz możesz zacząć odkładać go fragmentami.
Nie po to, by zapomnieć, ale by móc w końcu stanąć prosto.

Być może prawda leży nie w stwierdzeniu „to, co cię nie zabije, cię wzmocni”, ale w tym: „To, co cię nie zabije, zostanie z tobą na zawsze.
A ty nauczysz się żyć z tym głosem.
I czasem, w ciszy między jednym a drugim oddechem, znajdziesz chwilę, która będzie należeć tylko do ciebie, nie do bólu, nie do przeszłości.
Tylko do ciebie, tu i teraz.”

Jesteś osobą, która przetrwała.
To wystarczy.
To już jest cały powód, byś była dla siebie miękka.
Byś opatrywała swoje wewnętrzne rany z taką samą troską, z jaką opatrzyłabyś fizyczne.
Nie musisz być wzmocniona.
Wystarczy, że jesteś.
Że trwasz.
I że swoje istnienie uznajesz za dowód wystarczający.

Katarzyna Ewa Borkowska

🤷‍♀️Przeciwieństwem miłości nie jest nienawiść, ale obojętność. O najgłębszej ranie, której często nie widzimy.To zdanie...
02/02/2026

🤷‍♀️Przeciwieństwem miłości nie jest nienawiść, ale obojętność. O najgłębszej ranie, której często nie widzimy.

To zdanie, które pewnie każdy z nas słyszał.
Ale czy zastanawialiście się, dlaczego właśnie obojętność jest tą najostrzejszą bronią?
Dlaczego w terapii traumy widzimy, że ludzie częściej dźwigają ból po tym, czego nie doświadczyli, niż po tym, co złe ich spotkało?

Psychologia traumy mówi jasno:
podstawową potrzebą biologiczną człowieka jest bycie widzianym, słyszanym i ważnym dla innych.
To podstawa naszego istnienia.
Kiedy płaczemy, a nikt nie przychodzi.
Kiedy dzielimy się radością, a spotyka nas mur milczenia.
Kiedy wyciągamy rękę, a w odpowiedzi jest pusta przestrzeń.
Właśnie tam rodzi się trauma porzucenia i zaniedbania emocjonalnego.

Nienawiść to jeszcze forma zaangażowania.
To energia, która, choć bolesna, potwierdza naszą istotność dla drugiej osoby.
Mówi: "Jesteś na tyle znaczący, że wzbudzasz we mnie tak silne uczucie".

Obojętność to unicestwienie.
To komunikat: "Nie istniejesz.
Twoje uczucia, twoje potrzeby, twoje istnienie są dla mnie niczym.
Jesteś powietrzem".
To właśnie ten komunikat rani najgłębiej nie w sercu, ale w najprymitywniejszej części naszej psychiki odpowiedzialnej za przetrwanie.
To rana, która nie krwawi, ale powoli wysysa duszę.
Często jest niewidzialna, bo nie zostawia siniaków, tylko pustkę.

I ta rana, ta "trauma braku", jest często trudniejsza do uzdrowienia.
Bo jak opisać ból po czymś, czego nie było?
Jak żałować miłości, która nigdy nie nadeszła?
Jak wyleczyć ranę po cichym, systematycznym przekazie, że nie jesteśmy warci uwagi?

Jeśli nosisz w sobie tę ciszę po burzy, która nigdy nie nadeszła...
Jeśli czujesz, że Twoja dziecięca tęsknota spotkała się z wielkim Nic...
Wiedz, że to jest prawdziwy ból.
I że Twoja wrażliwość na obojętność nie jest słabością.
To zdrowa część Ciebie, która wie, jak głęboko ludzie mogą się potrzebować.

Dzisiaj chcę powiedzieć jedno:
Twoje istnienie ma znaczenie.
Twoje uczucia zasługują na uwagę.
Twoja potrzeby bycia widzianym są całkowicie słuszne.

Jeśli ten temat Cię porusza, podaj dalej. Może komuś trzeba dziś przypomnieć, że jest ważny.
A jeśli ten ból jest zbyt znajomy i ciężki do udźwignięcia samemu sięgnij po pomoc. Rozmowa z osoba specjalizująca się w traumie może pomóc nazwać tę niewidzialną ranę i zacząć ją leczyć.

Katarzyna Ewa Borkowska

Adres

Złotow
77-400

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Katarzyna Ewa Borkowska umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij

Share on Facebook Share on Twitter Share on LinkedIn
Share on Pinterest Share on Reddit Share via Email
Share on WhatsApp Share on Instagram Share on Telegram