Katarzyna Ewa Borkowska - Holistyczny Rozwój Osobisty

Katarzyna Ewa Borkowska - Holistyczny Rozwój Osobisty Dzielę się drogą do siebie, bez lukru za to z prawdą. Bo najważniejsza podróż, to ta do własnego wnętrza. To właśnie chcę Ci ofiarować." DLACZEGO TO ROBIĘ?

O MNIE – TERAPEUTKA, TRENERKA, SPECJALISTKA PRACY Z TRAUMĄ Z POWOŁANIA
Towarzyszka w Twojej podróży

„Wierzę, że każdy człowiek ma w sobie siłę, by sięgnąć po zmianę – czasem potrzebuje tylko bezpiecznej przestrzeni i towarzysza w tej podróży." Zanim zostałam terapeutką, sama przeszłam przez ciemny las. Wiem, jak to jest czuć się zagubionym, przytłoczonym własną historią. I wiem też, że wyjście jest zawsze możliwe – czasem potrzebujemy tylko kogoś, kto poda nam latarkę i powie: 'Idziemy dalej, krok po kroku'. KWALIFIKACJE I DOŚWIADCZENIE:
- Magister pedagogiki (specjalność: resocjalizacja) – ukończone studia dały mi zrozumienie mechanizmów wykluczenia i trudnych ścieżek życiowych.
- Psychotraumatolog w trakcie certyfikacji – pracuję z traumą, wykorzystując podejście oparte na dowodach naukowych.
- Trenerka umiejętności społecznych – pomagam budować zdrowe relacje, asertywność i pewność siebie.
- Absolwentka szkoły ustawień systemowych – rozumiem wpływ rodzinnych wzorców na obecne życie.
- Ukończone studium psychologii stosowanej oraz liczne szkolenia z:
- terapii traumy (w tym pracy z PTSD),
- regulacji układu nerwowego, mindfullness
- kurs"Trzymająca Krąg"),
- interwencji kryzysowej
- jak pracować z osobą, która doświadczyła przemocy domowej
Oraz liczne konferencje z dziedziny psychologii i psychotraumatologii. JAK PRACUJĘ?
Łączę wiedzę akademicką z podejściem holistycznym. Moja praca to:
- Bezpieczna relacja – jestem tu, by słuchać bez oceny.
- Narzędzia dopasowane do Ciebie – od dialogu motywującego po techniki somatyczne.
- Empatia i konkret – znajdziesz tu zarówno wsparcie, jak i praktyczne strategie. Ponieważ widziałam, jak przemiana jest możliwa – nawet tam, gdzie wydaje się niemożliwa. Moją misją jest towarzyszenie w odkrywaniu „własnej siły i wolności”. Zapraszam Cię na konsultację – razem znajdziemy drogę do spokoju i równowagi. Katarzyna Ewa Borkowska

☎️ 606 161 098

🤷‍♀️„Czemu zawsze ja muszę się dostosowywać?"„Boję się powiedzieć 'nie', żeby mnie nie odrzucili"„Czuję, że w relacjach ...
08/01/2026

🤷‍♀️„Czemu zawsze ja muszę się dostosowywać?"
„Boję się powiedzieć 'nie', żeby mnie nie odrzucili"
„Czuję, że w relacjach gubię siebie".
Te słowa słyszę niezwykle często, zarówno na sesjach indywidualnych , jak i na sali szkoleniowej.
Nasze trudności w relacjach często wyrastają z dwóch źródeł:
braku poczucia bezpieczeństwa (często zakorzenionego wcześniejszym doświadczeniem) oraz braku konkretnych umiejętności.
Umiejętności społeczne to nie tylko "bycie miłym".
To przede wszystkim sztuka stawiania granic z szacunkiem dla siebie i innych.
To zdolność rozpoznawania i nazywania swoich emocji, zanim eksplodują.
To komunikowanie potrzeb bez poczucia winy.
Praca nad nimi to proces.
Nie chodzi o to, by stać się kimś innym, ale by odzyskać głos i wybór w swoich relacjach.
By zamiast automatycznego "tak" lub ucieczki, móc świadomie zdecydować: "Tak, chcę tego" lub "Nie, to ponad moje granice".

A Ty, w której relacji dziś najbardziej potrzebujesz poczuć swój głos?

Katarzyna Ewa Borkowska

🤷‍♀️Czy czujesz, że ciągle musisz coś w sobie naprawiać? Uzdrawiać siebie, przodków, odrabiać karmę, czyścić ród?Zatrzym...
07/01/2026

🤷‍♀️Czy czujesz, że ciągle musisz coś w sobie naprawiać?
Uzdrawiać siebie, przodków, odrabiać karmę, czyścić ród?

Zatrzymaj się na chwilę.
I usłysz to najważniejsze:
Nigdy nie byłaś zepsuta.
Twoja esencja to prawdziwe Ty w środku zawsze była cała i kompletna.

Problem w tym, że zamiast w niej zamieszkać, cały czas wychodzisz sprzątać cudze mieszkania.
Do domu "Traumy Rodzinnej", do mieszkania "Niespełnionych Oczekiwań", na strych "Starych Win".
Każda terapia, ustawienie, czy rytuał, który każe ci naprawiać coś poza sobą, to tylko kolejne cudze mieszkanie, w którym się męczysz.

A twój własny, wewnętrzny dom stoi pusty.
Ty w nim nie żyjesz.
Tylko biegasz między cudzymi historiami, czując misję, ale też pustkę i zmęczenie.

Pora na wielki powrót do siebie.

Najważniejsze to przestać sprzątać cudze życie, a skupić się na budowaniu SWOJEGO fundamentu:
➡️Na budowaniu SIEBIE.
Na tym, czego naprawdę pragniesz, co czujesz, co daje ci siłę i spokój. Na zamieszkaniu we własnym sercu i ciele.
➡️Na budowaniu prawdziwych relacji z najbliższymi osobami TU i TERAZ.
Z partnerem, z dziećmi, z przyjaciółmi, którzy są obok. To nie są "lekcje karmiczne", to są ludzie, z którymi możesz budować autentyczną bliskość opartą na obecności, a nie na odgrywaniu ról z rodzinnego serialu.
➡️Na tym co mogę zrobić tu i teraz aby mi oraz moim najbliższym żyło się lepiej.

Twoja siła nie bierze się z tego, że naprawisz przeszłość.
Bierze się z tego, że zaczniesz żyć teraźniejszością.
Z tego, że zamiast analizować, dlaczego dawno temu coś się popsuło, zaczniesz tworzyć coś pięknego dzisiaj.

Wolność przychodzi, gdy zamkniesz drzwi do cudzych dramatów i otworzysz się na własne, zwykłe, prawdziwe życie.

Nie dlatego, że uzdrawiasz ród.
Tylko dlatego, że przestajesz go nosić na plecach, a zaczynasz budować własny dom.
Dom, w którym jest miejsce na ciebie, na twoją miłość i na tych, których naprawdę kochasz.

Twoja esencja nigdy nie potrzebowała naprawy.
Potrzebowała tylko, żebyś w końcu w niej zamieszkała.
Skup się na budowaniu swojego życia i na ludziach obok ciebie.
Reszta to tylko cudze opowieści, które przestały być Twoim obowiązkiem.

Czy to nie jest ulga? 💚

Katarzyna Ewa Borkowska

🫶Niedziela. Kiedy świat stawia pauzę, a ty masz wrażenie, że utknąłeś w miejscu.Wiesz, że to nie jest zwyczajna niedziel...
04/01/2026

🫶Niedziela. Kiedy świat stawia pauzę, a ty masz wrażenie, że utknąłeś w miejscu.

Wiesz, że to nie jest zwyczajna niedziela.
To dzień, w którym cisza może być głośniejsza od zgiełku, a brak planów bardziej przytłaczający niż najdłuższa lista zadań.

Gdy jest ciężko, niedziela może być jak pusta przestrzeń.
Nie wiesz, jak ją wypełnić.
Może boisz się tej samotności z myślami?
Może masz wrażenie, że świat się zatrzymał, a twoje cierpienie trwa nadal.

Chcę ci dziś coś ważnego przypomnieć.

Twoja siła nie mierzy się tym, jak szybko biegniesz.
Mierzy się tym, że wstajesz.
Nawet w niedzielę.
Nawet gdy myślisz „nie mam po co”.
Nawet gdy kroków jest tylko kilka z łóżka na kanapę, z kanapy do okna.

Nie musisz dziś być produktywny.
Nie musisz szukać głębokich odpowiedzi. Nie musisz naprawiać wszystkiego.

Twoje jedyne zadanie na dziś to: być.
Być z tym bólem, jeśli przyszedł.
Być z tym zmęczeniem.
Być z tą niepewnością.
Uznać to.
To już jest akt ogromnej odwagi.

Popatrz za okno.
Świat się obraca.
Liście spadają, śnieg pada, słońce wschodzi i zachodzi.
Wszystko ma swój rytm.
Twoje życie też go ma, nawet jeśli teraz czujesz, że utknąłeś w zimie.

Dziś nie musisz być silny.
Wystarczy, że jesteś.
Że oddychasz.
Że pozwalasz sobie na ten jeden dzień bez oczekiwań.

Ta niedziela to nie przerwa w twojej walce.
To część jej rytmu.
To oddech.
To przypomnienie, że nawet w najtrudniejszym rozdziale masz prawo do momentu ciszy.
Do łez.
Do bezruchu.
Do zwątpienia.

Jesteś człowiekiem, nie maszyną.
A niedziela istnieje właśnie po to, żeby o tym pamiętać.

Trzymaj się.
Nie za mocno.
Tyle, żeby przetrwać do jutra.
Jutro może być inne.
A nawet jeśli nie dasz rady.
To patrz: dotarłeś do dzisiaj.
To już jest dowód, że jesteś silniejszy, niż myślisz.

Dobrej, łagodnej dla siebie niedzieli. 🌧️☕

Jeśli ten dzień jest wyjątkowo trudny sięgnij po telefon.
Do kogoś.
Do kogokolwiek.
Czasem największą siłą jest przyznać:
„Nie daję rady sam".
To nie słabość.
To mądrość.

Katarzyna Ewa Borkowska

🦄🤷‍♀️Porażka czasu, która powtarza się w nasRok znów przeminął. Kalendarz znowu pokazuje styczeń, ale czy ty naprawdę je...
01/01/2026

🦄🤷‍♀️Porażka czasu, która powtarza się w nas

Rok znów przeminął.
Kalendarz znowu pokazuje styczeń, ale czy ty naprawdę jesteś w nowym roku?
Czy może to tylko ta sama historia, odtwarzana na nowej scenie?
„Jeśli twoje nawyki się nie zmienią, nie będziesz mieć nowego roku, ale kolejny rok" te słowa to nie tylko przestroga, to diagnoza naszej ludzkiej kondycji.

Czas nie jest liniowym torem, po którym się poruszamy.
Czas jest rzeką, w której albo płyniemy naprzód, albo dryfujemy w kółko.
Twoje nawyki to wiosła.
Jeśli trzymasz je nieruchomo, jeśli nie zmienisz ich chwytu, kierunku ani siły to będziesz krążyć w tym samym wirze, obserwując jak brzegi mijają, ale nigdy nie docierając do nowych krain.

Iluzja "od nowego roku"

Co roku obiecujemy sobie przemianę.
Listy postanowień, deklaracje, krótkie zrywy energii.
Luty przychodzi, a my wracamy do starych schematów.
Dlaczego?
Bo chcieliśmy zmienić życie bez zmiany siebie.
Chcieliśmy nowego roku, nie zmieniając człowieka, który w nim żyje.

Nawyk to nie tylko to, co robisz.
Nawyk to układanka z twoich myśli, przekonań, lęków i poczucia wartości.
Zmiana nawyku to akt rekonstrukcji samego siebie.
To odwaga spojrzenia w lustro i powiedzenia: "Wersja mnie z przeszłości nie zasługuje na przyszłość, którą chcę zbudować".

Anatomia stagnacji

Każdego dnia budzisz się z tym samym zestawem automatycznych reakcji.
Ta sama poranna rutyna, te same wymówki, te same unikania.
Miesiąc mija za miesiącem, a ty jesteś jak aktor w powtarzanej w kółko sztuce.
Publiczność (świat) widzi nową scenografię, zmieniające się pory roku, technologie, mody, a ty wciąż recytujesz te same kwestie, odtwarzasz te same gesty.

Największe złudzenie?
Myślisz, że czas leczy, że zmienia, że prowadzi do przodu.
Czas jest tylko przestrzenią.
To ty nadajesz mu kierunek.
Bez twojej świadomej interwencji, czas będzie tylko nośnikiem dla twojej stagnacji.

Nie potrzebujesz noworocznej nocy, żeby zacząć od nowa.
Potrzebujesz tylko jednej rzeczy: decyzji, że dzisiaj nie powtórzysz wczoraj.
Że następny oddech nie będzie tylko biologiczną koniecznością, ale aktem intencji.

Małe nawyki są jak ziarna.
Te, które siejesz każdego dnia, wyrastają w twoje życie za rok.
Co zasiejesz dzisiaj?
Niepokój czy skupienie?
Wymówki czy odpowiedzialność?
Telewizję czy czytanie?
Skargi czy wdzięczność?

Jak naprawdę wejść do nowego roku?
Nowy rok nie zaczyna się pierwszego stycznia.
Nowy rok zaczyna się w momencie, gdy przerywasz cykl.
Gdziekolwiek jesteś, cokolwiek robisz możesz zacząć teraz.

Zadaj sobie pytania, których boisz się zadać:
· Jakie trzy nawyki, gdybym je zmienił, najgłębiej zmieniłyby moje życie?
· Co bym zrobił inaczej, gdybym naprawdę wierzył, że mogę się zmienić?
· Kim staję się, powtarzając te same wybory?

Nie potrzebujesz rewolucji.
Potrzebujesz jednego małego, konsekwentnego kroku w nowym kierunku. Jedna zmiana, tak drobna jak wcześniejsze wstanie, pięć minut medytacji, jedna strona przeczytanej książki dziennie złamie zaklęcie powtarzalności.

Twoje życie nie jest kalendarzem.
Twoje życie jest sumą twoich wyborów.
Kalendarz tylko je rejestruje.
Możesz mieć 30 styczniów, które są identyczne i myśleć, że żyjesz 30 lat.
Ale możesz też mieć jeden rok z 30 prawdziwie nowymi dniami.

Nie chodzi o to, żeby "mieć" nowy rok. Chodzi o to, żeby być nowym człowiekiem w tym roku.
Chodzi o to, żeby kiedy w grudniu spojrzysz wstecz, zobaczyć nie tylko zmienione daty, ale zmienioną osobę.

Dzisiaj jest pierwszy dzień reszty twojego życia.
Ale tylko jeśli zdecydujesz, że dzisiaj będzie inny niż wczoraj.
Tylko jeśli weźmiesz wiosła swoich nawyków i skierujesz je w stronę prawdziwie nowych brzegów.

Zacznij.
Nie od poniedziałku.
Nie od następnego miesiąca.
Zacznij od następnego oddechu.
Bo nowy rok nigdy nie przychodzi z zewnątrz on rodzi się w tobie, w momencie, w którym postanawiasz przestać powtarzać wczoraj.

Katarzyna Ewa Borkowska

🦄Życzenia na Nowy Rok 2026 – Rok Konia 🦄Na powitanie nadchodzącego Roku Konia chcę podzielić się z Wami obrazem, który j...
31/12/2025

🦄Życzenia na Nowy Rok 2026 – Rok Konia 🦄

Na powitanie nadchodzącego Roku Konia chcę podzielić się z Wami obrazem, który jest dla mnie niezwykle symboliczny.
To zdjęcie konia, w którego grzywę zaplatałam warkocz przypominający jednorożca.
Ta chwila tworzenia nadzwyczajności z czegoś zwyczajnego doskonale oddaje sedno mojej pracy z drugim człowiekiem.

Wierzę, że w każdym z nas tkwi wewnętrzna siła i niezniszczalne dobro.
Czasem są one ukryte, splątane lub naznaczone trudnymi doświadczeniami. Moja misja polega na tym, by z cierpliwością i uważnością pomagać je odnaleźć, uporządkować i zapleść na nowo w piękną, spójną całość tak jak ten mały, magiczny warkocz.

Niech nadchodzący Rok Konia przyniesie nam wszystkim energię i wytrwałość tego szlachetnego zwierzęcia.
Niech da Wam siłę do mierzenia się z wyzwaniami, odwagę do galopowania w stronę autentyczności oraz wolność, by uwalniać się od tego, co Was ogranicza.

Życzę Wam przestrzeni na oddech, jak szerokie pole pod kopytami, gdzie możecie poczuć spokój i swobodę bycia sobą. Przede wszystkim zaś życzę Wam magii jednorożca tej wewnętrznej, która pozwala dostrzec nadzieję i piękno nawet pośród codziennych trosk.

Niech 2026 będzie rokiem głębokiego uzdrowienia, budowania uważnych relacji i nieustannego wzrostu.
Dziękuję, że mogę być częścią Waszej drogi.

Z ciepłymi myślami,

Katarzyna Ewa Borkowska

🌿 Nie zawsze trzeba być silnym. Czasem wystarczy być prawdziwym. 🌿Każdy z nas niesie swoją historię.Niektóre rozdziały s...
29/12/2025

🌿 Nie zawsze trzeba być silnym. Czasem wystarczy być prawdziwym. 🌿

Każdy z nas niesie swoją historię.
Niektóre rozdziały są pełne światła, inne zapisane ciszą, lękiem, napięciem lub poczuciem, że „coś jest ze mną nie tak”.
A prawda jest taka, że z Tobą wszystko jest w porządku a często to Twoje doświadczenia były trudne.

Często spotykam ludzi, którzy przez długi czas radzili sobie najlepiej, jak potrafili. Czasem kosztem siebie.
Czasem ucząc się przetrwania zamiast spokoju.
I to też jest forma siły.

Proces zmiany nie polega na „naprawianiu” człowieka.
Polega na bezpiecznym odkrywaniu, rozumieniu swoich reakcji, uczeniu się nowych sposobów bycia w relacjach z innymi i z samym sobą.
Małymi krokami.
W swoim tempie.
Z szacunkiem do granic.

Jeśli czujesz, że:
• Twoje emocje są zbyt intensywne lub „zamrożone”
• relacje bywają trudne lub wyczerpujące
• ciało pamięta więcej, niż chciałby umysł
• albo po prostu potrzebujesz miejsca, w którym możesz być sobą
to wiedz, że nie musisz przechodzić przez to sam/a.

Zmiana jest możliwa.
Regulacja, spokój, poczucie wpływu i bezpieczeństwa to umiejętności, których można się nauczyć.
A Twoja historia może stać się źródłem siły, a nie ciężarem.

🤍 Jestem tu, by towarzyszyć.

Katarzyna Ewa Borkowska

☎️ 606 161 098

🤷‍♀️Gdy autorytet rani zamiast chronić: Rana pod opiekąCisza, która powinna być bezpieczna, staje się pułapką. Głos, któ...
22/12/2025

🤷‍♀️Gdy autorytet rani zamiast chronić:
Rana pod opieką

Cisza, która powinna być bezpieczna, staje się pułapką.
Głos, który miał prowadzić, niesie skalpel.
Ręce, które miały podtrzymywać, zaciskają się w pięści.
To najgłębsza zdrada, gdy autorytet, zamiast być schronieniem, staje się źródłem cierpienia.
Gdy opiekun staje się sprawcą a dom polem bitwy.

Krzywda w miejscu schronienia

Psychotraumatologia nazywa to zdradą rozwojową, gdy osoba odpowiedzialna za bezpieczeństwo i opiekę staje się źródłem zagrożenia.
Mózg dziecka, zaprojektowany do szukania ochrony u opiekuna, wpada w nieodwracalny paradoks: źródło bezpieczeństwa jest jednocześnie źródłem terroru.
System przywiązania, biologiczny imperatyw gwarantujący przetrwanie zostaje zhackowany.
„Uciekaj!" woła instynkt, ale "zbliż się!" nakazuje potrzeba przetrwania.
Ten konflikt rozgrywa się w neuronach w synapsach w samej architekturze rozwijającego się umysłu.

Ofiary takiej zdrady nie noszą zazwyczaj widocznych blizn.
Ich rany są niewidoczne, głęboko wdrukowane w układ limbiczny, w schematy poznawcze, w mapę relacyjną świata.
Trauma relacyjna nie jest pojedynczym wydarzeniem, to toksyczny klimat, w którym dorastanie staje się treningiem przetrwania w strefie wojennej.

Konsekwencje: Świat po zdradzie

🔺Zamrożone zaufanie:
Podstawowa wiara w dobroć innych zostaje trwale naruszona. Każda relacja staje się potencjalnym polem minowym. Bliskość zamiast być kojąca budzi alarm. Ciało pamięta, co się dzieje, gdy się otworzysz, gdy zdasz na kogoś.

🔺Nadmierna czujność:
Układ nerwowy, nigdy nie znając prawdziwego odpoczynku, pozostaje w stanie permanentnej gotowości. Cisza nie uspokaja, ona niepokoi. Spokój jest jedynie ciszą przed burzą. Ta hiperczujność wyczerpuje zasoby psychiczne, pozostawiając chroniczne zmęczenie w duszy.

🔺Rozbicie tożsamości:
„Kim jestem, skoro ci, którzy mnie stworzyli, chcieli mojego zniszczenia?" To pytanie odbija się echem w pustej przestrzeni własnego "ja". Ofiary często dzielą się na "dobre" i "złe" części, ukrywając te, które spotkały się z odrzuceniem.

🔺Przejmowanie winy:
Dziecięcy umysł, niezdolny do zakwestionowania boskości rodzica, obraca agresję przeciwko sobie. "To moja wina, zasłużyłem, jestem zły" i te przekonania stają się fundamentem tożsamości. Nienawiść do oprawcy jest zbyt niebezpieczna i bezpieczniej nienawidzić siebie.

🔺Utrata niewinności:
Dzieciństwo kończy się, zanim się zacznie. Dorosłość nie przychodzi, zostaje wymuszona. Ten, kto powinien chronić niewinność, kradnie ją. Zostaje czujny mały dorosły w ciele dziecka, obserwujący, kalkulujący, przewidujący następny cios.

🤜 Droga ku własnemu autorytetowi

Ale nawet z tej głębokiej rany może wyrosnąć niezwykła wrażliwość.
Ofiary ranionych autorytetów często rozwijają:
➡️Głęboką empatię – bo znają język cierpienia
➡️Sprawiedliwościowe poczucie – bo doświadczyły niesprawiedliwości
➡️Niezwykłą odporność – bo przetrwaliśmy to, co miało nas złamać
➡️Umiejętność dostrzegania niuansów – bo musieliśmy odczytywać najdrobniejsze sygnały zagrożenia

Uzdrowienie nie polega na wymazaniu blizn, ale na nauczeniu się, jak żyć z pamięcią bez pozwalania, by dyktowała teraźniejszość. To proces odzyskiwania wewnętrznego autorytetu i głosu, który mówi: "Twoje granice są ważne. Twoje uczucia są ważne. Twoje istnienie ma wartość."

🤗Najgłębsza wolność rodzi się nie z zapomnienia, ale z integracji.
Zrozumienia, że choć ktoś kiedyś zdecydował, że będziesz swoim więzieniem, tylko ty możesz stać się swoim domem.
Że autorytet, który cię zranił, nie ma prawa definiować twojego człowieczeństwa.
Że twoja wrażliwość ta sama, która czyniła cię podatnym na zranienie jest też źródłem twojej głębi, współczucia i zdolności do widzenia tego, czego inni nie dostrzegają.

Rany zadane przez autorytet pozostawiają blizny, ale nie są wyrokiem.
Są raczej szwami, które choć przypominają o bólu świadczą też o nieprawdopodobnej sile gojenia.
Twoje serce, raz tak głęboko zranione, ma teraz zdolność rozumienia ran innych i swojego własnego.
I w tej zdolności leży twoja siła, która już nigdy nie będzie pochodziła z zewnątrz, ale z najgłębszego źródła: z autorytetu własnego przeżytego życia.

Katarzyna Ewa Borkowska

🥺Kiedy miłość nosi twarz okrucieństwa: rozbijanie ostatniej iluzjiJest moment, w którym język zdradza prawdę, której umy...
21/12/2025

🥺Kiedy miłość nosi twarz okrucieństwa: rozbijanie ostatniej iluzji

Jest moment, w którym język zdradza prawdę, której umysł jeszcze nie pojął.
Nie mówisz już: "byli surowi" czy "mieli swoje trudności".
Mówisz: "karali ciszą".
„Odrzucali".
„Znęcali się psychicznie".
A w końcu, cicho w absolutnej samotności świadomości: "bili kablem".

To nie jest już dysfunkcja.
To jest przemoc.
Czysta, systemowa, domowa tyrania ubrana w szaty rodzicielstwa.
I konfrontacja z tą prawdą to nie dyskomfort to wewnętrzne trzęsienie ziemi, które burzy każdy filar, na którym zbudowałeś zrozumienie świata.

Co się dzieje, gdy w miejsce "trudnego rodzica" staje "kat"?

Twoja wewnętrzna mapa się rozpada.
Bo jak pogodzić instynktowne pragnienie miłości od tych osób z pamięcią ciała, które wie, jak boli skóra po uderzeniu kablem?
Jak pogodzić potrzebę przynależności z wiedzą, że twoje istnienie było karane milczeniem trwającym dniami?
Umysł szuka racjonalizacji: "zasłużyłem", "musiało tak być", "nie było tak źle".
Ale ciało nie kłamie.
Wciąż zwija się w sobie na głośniejszy dźwięk.
Wciąż milknie, gdy czuje napięcie w powietrzu.
Wciąż czeka na cios.

Wpływ tej świadomości na dorosłe życie ma konkretne, mroczne oblicza:
🔺Zaufanie staje się fikcją. Skoro ci, którzy dali ci życie, mogli je tak metodycznie niszczyć to kto może być bezpieczny? Każda bliskość to potencjalna pułapka. Każda miłość to potencjalne narzędzie tortur.
🔺Gniew staje się oceanem, pod którym leży strach. Może wybuchać nieproporcjonalnie, bo to latami tłumiona wściekłość dziecka, które nie mogło krzyczeć. Albo być całkowicie nieosiągalny i zamieniony w autoagresję, depresję, poczucie bycia "zepsutym".
🔺Ciało jest polem bitwy. Bóle bez przyczyny. Choroby, w których lekarze rozkładają ręce. Bezsenność lub sen jako ucieczka. To ciało wciąż nosi kabel. Wcięte w mięśniach, w systemie nerwowym, w każdym odruchu obronnym.
🔺Intymność jest niemożliwa. Jak odsłonić się przed kimś, skoro twoja najwcześniejsza, najbardziej biologiczna bezbronność była wykorzystana do zadawania bólu? Jak przyjąć czułość, skoro dłoń, która miała głaskać, najpierw nauczyła się bić?
🔺Poczucie winy staje się tożsamością. "Gdybym był lepszy, milszy, cichszy, mądrzejszy, może nie byliby tacy okrutni." To przekonanie to ich ostatni, najtrwalszy cios. Bo przenosisz ich odpowiedzialność na swoje dziecięce barki.

Uznanie tego, że ci, którzy powinni chronić, byli twoimi oprawcami, to akt ogromnej odwagi.
To porzucenie fałszywej lojalności wobec katów na rzecz wierności sobie czyli temu przerażonemu dziecku, które przetrwało piekło.

To nie jest "przepracowywanie trudnego dzieciństwa". To jest odzyskiwanie siebie z pola walki.
Krok po kroku:
➡️ Nazywaj rzeczy po imieniu. To nie było "klapsy" to było bicie. To nie było "złe humory" to było znęcanie psychiczne. Język ma moc.
➡️ Uznaj, że to, co czujesz, jest normalną reakcją na nienormalną sytuację. Twój gniew, strach, dezorientacja są dowodem na to, że twoja dusza wie, że została pogwałcona.
➡️ Szukaj wsparcia tam, gdzie nie będzie kwestionować twojej prawdy. Terapeuta specjalizujący się w traumie złożonej. Grupa wsparcia dla dorosłych dzieci przemocy. Ludzie, którzy nie powiedzą: "ale to jednak twoi rodzice".
➡️ Naucz się granic, których cię nie nauczono. Twoje "nie" jest święte. Twoja przestrzeń jest nienaruszalna. Twoje ciało należy do ciebie.
➡️ Pozwól sobie na żałobę. Żałobę po rodzicach, których nigdy nie miałeś. Po dzieciństwie, które zostało skradzione. Po niewinności, która umarła pod ciosami.

Prawda, że byli okrutni, nie definiuje ciebie.
Definiuje ich.
Twoje przetrwanie definiuje ciebie.
Każdy dzień, w którym wstajesz i próbujesz żyć pomimo tej pamięci, jest aktem niebywałej siły.
Nie musisz ich wybaczać.
Nie musisz utrzymywać kontaktu.
Twoim jedynym, świętym obowiązkiem jest teraz być dla siebie tym, kim oni nie potrafili być: bezpiecznym schronieniem, łagodnym głosem, strażnikiem, który nigdy więcej nie dopuści do krzywdy.

Ten ból nie był twoim przeznaczeniem.
Był ich wyborem.
Twoja wolność zaczyna się w chwili, gdy przestajesz dźwigać odpowiedzialność za ich okrucieństwo i bierzesz pełnię odpowiedzialności za swoje uzdrawianie.

Katarzyna Ewa Borkowska

🤷‍♀️Nauczyłam się zamrażać.Nie było to wyuczone, jak tabliczka mnożenia. To było wchłonięte, jak zimno przez gołą skórę....
19/12/2025

🤷‍♀️Nauczyłam się zamrażać.

Nie było to wyuczone, jak tabliczka mnożenia.
To było wchłonięte, jak zimno przez gołą skórę. Kiedy krzyk stał się powietrzem a napięcie ścianami, moje ciało odkryło swoją nadzwyczajną moc.
Mogło się zatrzymać.
Nie tyle fizycznie,bo fizycznie byłam tam, w samym centrum huraganu, ile wewnątrz.

Zamrażanie to był akt genialnej, rozpaczliwej samoobrony.
Gdy nie ma gdzie uciec, gdy bronią jest tylko własna kruchość a każdy ruch może ściągnąć uwagę, pozostaje jedynie wycofać się do ostatniej dostępnej fortecy: do środka.
Ale nie do środka z uczuciami, bo te były zbyt gorące, zbyt głośne, zbyt niebezpieczne.
One mogły sprowokować.
Mogły wydać dźwięk.
Mogły zaistnieć.
Więc trzeba było wejść do środka i… zamrozić wszystko.

Zamarzło ciało: sztywne, ciche, wtulone w kąt kanapy czy przybite do podłogi własnym oddechem.
Zamarzły oczy szeroko otwarte, ale niewidzące, szkliste, ekran projekcyjny dla rodzinnego filmu, na który nie miałam wpływu.
Zamarzł oddech płytki, niemal niewyczuwalny, by nie zdradzić swojej obecności.
Zamarzł czas.
Minuta mogła trwać godzinę.
Godzina wieczność w bursztynie strachu.

Ale najgłębiej zamarzły uczucia.
Gniew, który mógłby eksplodować – lód. Smutek, który mógłby płakać – lód.
Strach, który mógłby drżeć – lód.
Nawet potrzeba bycia przytulonym, usłyszanym, zobaczeniem zamarzła w bryłę niemożliwego do wyartykułowania pragnienia.
Stałam się doskonałym, żywym posągiem.
Nieruchomym świadkiem.
Istnieniem w zawieszeniu.

To zamrożenie uratowało mi życie.
To nie metafora.
W takim domu przetrwanie wymagało niewidzialności a co może być bardziej niewidzialne niż lodowy posąg dziecka?
Ale każda strategia przetrwania, gdy staje się cechą, pozostawia ślad.
W dorosłości ta zamrożona kra wciąż we mnie płynie.

Strategie zamrożenia w życiu dorosłym
źródła zachowań:

🔺 Dysocjacja pod napięciem. W sytuacjach konfliktu, silnego stresu lub nawet przytłaczającej pozytywnej uwagi, umysł „odłącza się”. Możesz funkcjonować, mówić, uśmiechać się, ale czujesz, jakbyś oglądała siebie z zewnątrz. To echo tamtego „wychodzenia z ciała”, by przetrwać to, co nie do zniesienia.
🔺Tępy emocjonalny lub emocjonalna niestabilność ukryta za lodem. Często pojawia się poczucie bycia „płaską”, „nijaką”. Emocje wydają się stłumione, odległe. Aż nagle może pod wpływem stresu, filmu, pozornie błahej sytuacji lód pęka i zalewa cię tsunami uczuć: paniczny lęk, niepohamowany smutek, wściekłość, która samą siebie przeraża. To zamrożone w dzieciństwie emocje domagają się rozpuszczenia.
🔺Trudności w identyfikacji i nazywaniu uczuć (aleksytymia). Skoro przez lata trenowałaś, by nie czuć, teraz system nawigacji wewnętrznej jest zardzewiały. Pytanie „co czujesz?” może wywoływać pustkę lub panikę. Ciało reaguje (bóle, napięcia, choroby autoimmunologiczne), ale umysł nie potrafi tego połączyć z emocją.
🔺Zastyganie w relacjach. W obliczu krytyki, odrzucenia lub nawet zwykłej niezgody, zamiast walczyć lub szukać rozwiązania, wpadasz w paraliż. Głos więźnie w gardle, myśli rozpraszają się, chcesz zniknąć. To bezpośredni odruch zamrażania czyli strategia, która kiedyś chroniła, a dziś uniemożliwia obronę własnych granic.
🔺 Unikanie intymności i bliskości. Bliskość wymaga bycia widocznym, czującym, obecnym. Dla osoby, której przetrwanie zależało od emocjonalnego i fizycznego zamrożenia, intymność może być równie przerażająca jak dawna przemoc. Lód stwarza bezpieczną barierę, ale też straszliwą samotność.
🔺 Perfekcjonizm i nadmierna kontrola. Skoro świat dziecka był nieprzewidywalny i niebezpieczny, dorosły umysł może próbować zrekompensować to absolutną kontrolą nad swoim otoczeniem, ciałem, pracą. Wszelka utrata kontroli przypomina tamten chaos i uruchamia pragnienie zamrożenia.
🔺 Wysoka tolerancja na dyskomfort i nadmierna czujność (hiperwigilancja). Przywykłaś do życia w stałym napięciu. Możesz nie zauważać, jak bardzo jesteś wyczerpana, zestresowana, jak bardzo coś ci szkodzi. Twój system alarmowy jest albo przytępiony (odrętwienie), albo wiecznie włączony (lęk), rzadko kiedy znajduje zdrowy środek.

Zamrożenie nie było twoim wyborem.
Było genialnym, bolesnym aktem miłości własnej małego dziecka, które chciało żyć.
Dziś, jako dorosła, możesz powoli, w bezpiecznym tempie i z wsparciem (terapia traumy, terapia schematów, praca z ciałem) rozpocząć proces odtajania. Nie po to, by zatopić się w bólu, ale by odzyskać to, co zostało zamrożone: pełnię swoich uczuć, reakcji, prawdo do zajmowania miejsca, do obrony, do życia w stanie skupienia, który pozwala płynąć, a nie trwać w wiecznej kropli lodu.

To, co uratowało cię wczoraj, nie musi zarządzać twoim dziś.
Możesz nauczyć się rozpuszczać.

Katarzyna Ewa Borkowska

🤷‍♀️ Zdrowa samoocena w cieniu dysfunkcyjnej rodziny Zdrowa samoocena nie rodzi się w próżni. Kształtuje się w relacji, ...
18/12/2025

🤷‍♀️ Zdrowa samoocena w cieniu dysfunkcyjnej rodziny

Zdrowa samoocena nie rodzi się w próżni. Kształtuje się w relacji, najpierw z opiekunami, później z całym światem.
Dla osób dorastających w rodzinach dysfunkcyjnych proces ten od samego początku zostaje głęboko zaburzony.
Z perspektywy psychotraumatologii nie jest to jedynie „trudne dzieciństwo”, lecz doświadczenie chronicznego stresu relacyjnego, które wpływa na rozwój układu nerwowego, obrazu siebie i podstawowego poczucia własnej wartości.

Dziecko, aby zbudować zdrową samoocenę, potrzebuje stabilnego lustra:
dorosłego, który widzi, nazywa i reguluje jego emocje.
W rodzinie dysfunkcyjnej lustro to bywa zniekształcone lub pęknięte.
Zamiast bezpiecznego odzwierciedlenia dziecko otrzymuje chaos: raz jest ignorowane, innym razem nadmiernie kontrolowane, zawstydzane lub obarczane odpowiedzialnością za emocje dorosłych.
W takich warunkach rozwijająca się psychika uczy się jednego fundamentalnego przekazu: „ze mną jest coś nie tak”.

Z punktu widzenia traumy rozwojowej samoocena nie zostaje „obniżona” ona zostaje skonstruowana na fundamencie przetrwania.
Dziecko dostosowuje się, bo musi.
Uczy się być niewidzialne, perfekcyjne, nadodpowiedzialne albo przeciwnie buntownicze i „trudne”.
Każda z tych strategii służy jednemu celowi: zachowaniu więzi, nawet jeśli jest ona raniąca.
W efekcie dorosły człowiek może funkcjonować pozornie dobrze a jednocześnie wewnętrznie doświadczać chronicznego wstydu, poczucia bycia „gorszym” lub lęku przed odrzuceniem.

Psychotraumatologia pokazuje, że zdrowa samoocena to nie przekonanie „jestem najlepszy”, lecz głęboko zakorzenione poczucie „mam prawo istnieć taki, jaki jestem”.
Dla osób z doświadczeniem dysfunkcyjnej rodziny to poczucie bywa obce.
Ich wewnętrzny dialog często brzmi jak głos dawnych opiekunów: krytyczny, surowy, pozbawiony czułości.
Nie dlatego, że ci ludzie są „słabi”, lecz dlatego, że ich układ nerwowy nauczył się funkcjonować w warunkach zagrożenia a nie bezpieczeństwa.

Proces budowania zdrowej samooceny w dorosłości staje się więc procesem żałoby i rekonstrukcji.
Żałoby po dzieciństwie, w którym zabrakło wystarczająco dobrego wsparcia, oraz rekonstrukcji obrazu siebie poza pryzmatem traumy.
To droga wymagająca uważności, często terapii, i przede wszystkim zgody na to, że trudności z poczuciem własnej wartości nie są osobistą porażką, lecz logiczną konsekwencją wczesnych doświadczeń.

Zdrowa samoocena nie polega tu na „naprawieniu się”, ale na odzyskaniu kontaktu z własnym doświadczeniem: emocjami, granicami, potrzebami.
Na stopniowym uczeniu się, że relacja nie musi ranić, aby była prawdziwa.
Że błąd nie oznacza odrzucenia.
Że wartość nie jest nagrodą za przystosowanie, lecz czymś pierwotnym.

Zdrowa samoocena osoby wychowanej w dysfunkcyjnej rodzinie nie jest dowodem jej siły charakteru, lecz świadectwem odwagi: odwagi, by przestać żyć według zasad przetrwania i zacząć żyć według prawdy o sobie.
A prawda ta brzmi często najtrudniej:
nigdy nie było ze mną nic nie tak, to warunki były nienormalne.

Katarzyna Ewa Borkowska

🤔Coraz częściej zatrzymuję się przy myśli, ile w nas jest historii, których nikt nigdy nie opowiedział do końca.Nie dlat...
14/12/2025

🤔Coraz częściej zatrzymuję się przy myśli,
ile w nas jest historii, których nikt nigdy nie opowiedział do końca.
Nie dlatego, że nie było komu ale dlatego, że brakowało słów, odwagi albo bezpiecznego momentu lub bezpiecznej osoby, która by to wysłuchała.

Przez długi czas wierzyłam, że to, co niewypowiedziane, z czasem znika.
Że przemilczane sprawy same się „rozpuszczą”.
Dziś widzę, że one po prostu zmieniają formę.
Przechodzą w napięcie ciała, w nadmierną czujność, w reakcje, które pojawiają się szybciej, niż zdążymy je zrozumieć.

Coraz mocniej czuję, że nie ma słów niewypowiedzianych są tylko takie, które długo nie miały gdzie wybrzmieć.
A gdy nie mają miejsca, zaczynają mówić za nas: w relacjach, w wyborach, w zmęczeniu, które trudno wytłumaczyć.

Dla mnie moment, w którym coś zostaje nazwane, nie jest momentem słabości.
Jest chwilą, w której historia przestaje być samotna.
W której przeszłość dostaje swoje miejsce, a teraźniejszość może wreszcie trochę odetchnąć.

Dziś pozwalam sobie wierzyć,
że nie muszę opowiadać wszystkiego naraz.
Wystarczy jedno zdanie.
Jedno uczciwe „to było trudne”, „to było okrutne”.
Jedno ciche przyznanie przed sobą, że to, co czuję, ma swoje źródło i sens.

Ta niedziela przypomina mi, że zmiana rzadko zaczyna się od rewolucji.
Częściej od uważnego zatrzymania.
Od zgody na to, by zobaczyć siebie trochę łagodniej.

I jeśli coś dziś w Tobie domaga się nazwania może nie po to, by rozdrapywać, ale po to, by wreszcie nie dźwigać tego w samotności to być może właśnie teraz jest na to dobry moment.

Czasem największym krokiem naprzód jest pozwolenie sobie na łagodność.

Katarzyna Ewa Borkowska

🧠Zgłodniałe Dusze: Głód Miłości, Który Zjada ŻycieKiedy ludzka istota przychodzi na świat, jest jak niezapisany zwój per...
11/12/2025

🧠Zgłodniałe Dusze: Głód Miłości, Który Zjada Życie

Kiedy ludzka istota przychodzi na świat, jest jak niezapisany zwój pergaminu, czuły i otwarty. Pierwszym pismem, które wypełnia tę czystą przestrzeń, powinna być miłość. Nie sentymentalna czułość, ale fundamentalna, namacalna obecność czyli bezpieczne ramiona, które trzymają; spojrzenie, które widzi; głos, który uspokaja; dotyk, który mówi: "Jesteś. Istniejesz. Jesteś ważny."

Gdy tego pisma brakuje, pergamin pozostaje pusty.
Ale natura nie znosi próżni.
Na miejscu miłości zapisują się inne słowa: nieobecność, chłód, nieprzewidywalność, strach.
Dusza dziecka, zamiast rozwijać się w cieple związku, uczy się podstawowej lekcji: świat jest głodny, a ja jestem tym głodem.

Trauma niedostatku miłości nie jest raną, która krwawi; to niewidzialna amputacja. Odcina się nie część ciała, ale zdolność do bycia w relacji. Powstaje pierwotny deficyt, brak wewnętrznego poczucia, że zasługuje się na zaspokojenie. Taka osoba dorasta z ukrytym przekonaniem, że jej głód jest niewygodny, wstydliwy, niebezpieczny.
Uczy się więc jeść ukradkiem.
Po cichu.
Na kolanach.

I tu objawia się okrutna prawda: "Kto w dzieciństwie nie dostał miłości, ten w dorosłości zje z ostrza noża."
To nie metafora o jedzeniu.
To opis psychicznej rzeczywistości.

"Zje z ostrza noża" oznacza, że wszystkie późniejsze próby zaspokojenia głodu są z natury zniekształcone, desperackie i autodestrukcyjne.
To jedzenie, które nie odżywia, bo narzędzie jest złe.
Nóż nie jest do jedzenia jest do krojenia, do dzielenia, do obrony.
Jedzenie nożem to czynność niezgrabna, niebezpieczna, która rani usta.

To obraz tego, jak osoba z głębokim deficytem miłości podchodzi do świata:
🔺Zaburzona relacja z potrzebami:
Głód emocjonalny mylony jest z głodem fizycznym, władzy, posiadania, uznania. Zaspokajane są substytuty, nigdy prawdziwa potrzeba.
🔺Autodestrukcyjne wzorce relacyjne: Wchodzi się w związki jak zgłodniały do stołu: łapczywie, desperacko, wybierając często "pokarm" toksyczny, bo ten jedyny znany. Lub przeciwnie unika się stołu w ogóle z przeświadczeniem, że i tak się nie nasyci.
🔺Wewnętrzny rozdźwięk: Część osobowości wstydzi się głodu („Dziecko głupie, przestań płakać”), część go wypiera („Nic mi nie trzeba”), a część wściekle domaga się zaspokojenia („Daj mi WSZYSTKO, TERAZ”). Te części walczą ze sobą, tnąc nożem, którym próbują jeść.
🔺Powielanie cierpienia: Osoba, która nie doświadczyła bezpiecznego przywiązania, nie potrafi stworzyć go dla innych, a często dla własnego wewnętrznego dziecka.
Rana się reprodukuje.

Głębia tej traumy polega na jej niewidzialności.
Nie ma śladów po pobiciu, nie ma wspomnień gwałtu.
Jest pustka.
Brak śladów.
Jak udowodnić, że czegoś nie było?
Jak opłakiwać nic?
To żałoba po duchu.

Dlatego leczenie tej rany jest tak złożone. Nie chodzi o "dostanie miłości" z zewnątrz w dorosłości, choć bezpieczne relacje są leczącym środowiskiem.
Chodzi o przepisanie wewnętrznego narracji.

Trzeba nauczyć wewnętrzne dziecko, że może jeść z talerza, łyżką.
Że może prosić.
Że jego głód jest ważny i legalny.
Że nie musi kraść ani żebrać.
Że istnieje strawa, która odżywia, a nie tylko wypełnia żołądek toksyczną masą.
To mozolne, bolesne uczenie się od nowa całej gramatyki potrzeb i relacji.

🤔Największym paradoksem tej ludzkiej tragedii jest to, że osoba zgłodniała miłości często ma serce pełne głębokiej czułości, którą mogłaby nakarmić świat.
Ale stoi przed zamkniętymi drzwiami własnego wnętrza, trzymając w dłoniach tylko tępy, zardzewiały nóż i narzędzie obrony przed światem, które myli z jedyną szansą na przeżycie.

Leczenie zaczyna się w momencie, gdy usłyszy się brzęk tego noża upadającego na ziemię.
Gdy zobaczy się go jako narzędzie cierpienia, a nie ratunku.
I gdy w obliczu tej pustki, z pokorą i niewyobrażalną odwagą, wyciągnie się gołe, drżące dłonie nie po to, by chwytać, ale by w końcu, po raz pierwszy, otrzymać.

Bo miłość nie jest pokarmem, który się konsumuje.
Miłość to dłoń, która trzyma twoją, gdy uczysz się jeść na nowo.
I to właśnie ta dłoń, twoja własna, wyciągnięta w końcu do siebie jest pierwszym, najważniejszym dowodem, że głód nie musi być wyrokiem.
Może być początkiem największej, najtrudniejszej i najcenniejszej podróży: powrotu do domu, do siebie.

Katarzyna Ewa Borkowska

Adres

Złotow
77-400

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Katarzyna Ewa Borkowska - Holistyczny Rozwój Osobisty umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij

Share on Facebook Share on Twitter Share on LinkedIn
Share on Pinterest Share on Reddit Share via Email
Share on WhatsApp Share on Instagram Share on Telegram