19/12/2025
🤷♀️Nauczyłam się zamrażać.
Nie było to wyuczone, jak tabliczka mnożenia.
To było wchłonięte, jak zimno przez gołą skórę. Kiedy krzyk stał się powietrzem a napięcie ścianami, moje ciało odkryło swoją nadzwyczajną moc.
Mogło się zatrzymać.
Nie tyle fizycznie,bo fizycznie byłam tam, w samym centrum huraganu, ile wewnątrz.
Zamrażanie to był akt genialnej, rozpaczliwej samoobrony.
Gdy nie ma gdzie uciec, gdy bronią jest tylko własna kruchość a każdy ruch może ściągnąć uwagę, pozostaje jedynie wycofać się do ostatniej dostępnej fortecy: do środka.
Ale nie do środka z uczuciami, bo te były zbyt gorące, zbyt głośne, zbyt niebezpieczne.
One mogły sprowokować.
Mogły wydać dźwięk.
Mogły zaistnieć.
Więc trzeba było wejść do środka i… zamrozić wszystko.
Zamarzło ciało: sztywne, ciche, wtulone w kąt kanapy czy przybite do podłogi własnym oddechem.
Zamarzły oczy szeroko otwarte, ale niewidzące, szkliste, ekran projekcyjny dla rodzinnego filmu, na który nie miałam wpływu.
Zamarzł oddech płytki, niemal niewyczuwalny, by nie zdradzić swojej obecności.
Zamarzł czas.
Minuta mogła trwać godzinę.
Godzina wieczność w bursztynie strachu.
Ale najgłębiej zamarzły uczucia.
Gniew, który mógłby eksplodować – lód. Smutek, który mógłby płakać – lód.
Strach, który mógłby drżeć – lód.
Nawet potrzeba bycia przytulonym, usłyszanym, zobaczeniem zamarzła w bryłę niemożliwego do wyartykułowania pragnienia.
Stałam się doskonałym, żywym posągiem.
Nieruchomym świadkiem.
Istnieniem w zawieszeniu.
To zamrożenie uratowało mi życie.
To nie metafora.
W takim domu przetrwanie wymagało niewidzialności a co może być bardziej niewidzialne niż lodowy posąg dziecka?
Ale każda strategia przetrwania, gdy staje się cechą, pozostawia ślad.
W dorosłości ta zamrożona kra wciąż we mnie płynie.
Strategie zamrożenia w życiu dorosłym
źródła zachowań:
🔺 Dysocjacja pod napięciem. W sytuacjach konfliktu, silnego stresu lub nawet przytłaczającej pozytywnej uwagi, umysł „odłącza się”. Możesz funkcjonować, mówić, uśmiechać się, ale czujesz, jakbyś oglądała siebie z zewnątrz. To echo tamtego „wychodzenia z ciała”, by przetrwać to, co nie do zniesienia.
🔺Tępy emocjonalny lub emocjonalna niestabilność ukryta za lodem. Często pojawia się poczucie bycia „płaską”, „nijaką”. Emocje wydają się stłumione, odległe. Aż nagle może pod wpływem stresu, filmu, pozornie błahej sytuacji lód pęka i zalewa cię tsunami uczuć: paniczny lęk, niepohamowany smutek, wściekłość, która samą siebie przeraża. To zamrożone w dzieciństwie emocje domagają się rozpuszczenia.
🔺Trudności w identyfikacji i nazywaniu uczuć (aleksytymia). Skoro przez lata trenowałaś, by nie czuć, teraz system nawigacji wewnętrznej jest zardzewiały. Pytanie „co czujesz?” może wywoływać pustkę lub panikę. Ciało reaguje (bóle, napięcia, choroby autoimmunologiczne), ale umysł nie potrafi tego połączyć z emocją.
🔺Zastyganie w relacjach. W obliczu krytyki, odrzucenia lub nawet zwykłej niezgody, zamiast walczyć lub szukać rozwiązania, wpadasz w paraliż. Głos więźnie w gardle, myśli rozpraszają się, chcesz zniknąć. To bezpośredni odruch zamrażania czyli strategia, która kiedyś chroniła, a dziś uniemożliwia obronę własnych granic.
🔺 Unikanie intymności i bliskości. Bliskość wymaga bycia widocznym, czującym, obecnym. Dla osoby, której przetrwanie zależało od emocjonalnego i fizycznego zamrożenia, intymność może być równie przerażająca jak dawna przemoc. Lód stwarza bezpieczną barierę, ale też straszliwą samotność.
🔺 Perfekcjonizm i nadmierna kontrola. Skoro świat dziecka był nieprzewidywalny i niebezpieczny, dorosły umysł może próbować zrekompensować to absolutną kontrolą nad swoim otoczeniem, ciałem, pracą. Wszelka utrata kontroli przypomina tamten chaos i uruchamia pragnienie zamrożenia.
🔺 Wysoka tolerancja na dyskomfort i nadmierna czujność (hiperwigilancja). Przywykłaś do życia w stałym napięciu. Możesz nie zauważać, jak bardzo jesteś wyczerpana, zestresowana, jak bardzo coś ci szkodzi. Twój system alarmowy jest albo przytępiony (odrętwienie), albo wiecznie włączony (lęk), rzadko kiedy znajduje zdrowy środek.
Zamrożenie nie było twoim wyborem.
Było genialnym, bolesnym aktem miłości własnej małego dziecka, które chciało żyć.
Dziś, jako dorosła, możesz powoli, w bezpiecznym tempie i z wsparciem (terapia traumy, terapia schematów, praca z ciałem) rozpocząć proces odtajania. Nie po to, by zatopić się w bólu, ale by odzyskać to, co zostało zamrożone: pełnię swoich uczuć, reakcji, prawdo do zajmowania miejsca, do obrony, do życia w stanie skupienia, który pozwala płynąć, a nie trwać w wiecznej kropli lodu.
To, co uratowało cię wczoraj, nie musi zarządzać twoim dziś.
Możesz nauczyć się rozpuszczać.
Katarzyna Ewa Borkowska