27/07/2025
Lato... czas zwalnia... robi się przestrzeń na przyjemności... więc czytam ... Jak zwykle po swojemu... o traumie bez nazywania, że jest to trauma...
Tak, wiem, o tej "traumie" to jest już tyle, że można mieć dość.
A ja zachęcam do podglądnięcia tabu na dwa sposoby.
1. "Służące od wszystkiego" - opowieść o kobietach, które w czasach powojennych najmowały się do pracy u mieszczan w wielkich miastach... Dlaczego od wszystkiego? Ponieważ polskie społeczeństwo po I wojnie jest biedne, nie można już zatrudnić kilku służących, lokaja, kamerdynera, niańki i mamki osobno, ale przyzwyczajenia zostają, przecież nagle panienki z dobrych domów nie zakasają rękawów, żeby polerować podłogi... I dlatego zatrudnia się 1 służącą, która od tej pory robi wszystko, nie czyta, nie pisze, pochodzi często ze wsi, jest oddana przez rodziców "na służbę" od najmłodszych lat, śpi kątem, wchodzi schodami dla służby i myje się w wodzie (o ile w ogóle może) po wszystkich domownikach. Czasem trafi lepiej, czasem gorzej, pada ofiarą przemocy, drwin, bywa, że i nadużyć seksualnych, a jak zajdzie w ciążę, to traci pracę.... I nie może nic powiedzieć, inaczej nikt ją na służbę ponownie nie przyjmie.
Jeśli pomyślimy sobie przez chwilkę, że to wszystko działo się około 100 lat temu (oczywiście działo się i wcześniej!!!), to w zasadzie wychodzi na to, że nasze babcie i prababcie mogły doświadczyć dokładnie tego! Kobiecej traumy przekazywanej z pokolenia na pokolenie. To jest gdzieś w nas, w naszych głęboko skrywanych rodzinnych historiach...
Być może uda nam się w surowości naszych babć uchwycić ból i zakaz mówienia o doświadczeniach przemocy! Być może uda nam się zrobić kroczek ku wybaczeniu...?
Ta lektura poszerza horyzonty...
2. "Bez końca" - Dawid Goggins ma pewnie tyle samo fanów, co hejterów. Mężczyzna, który swoim hartem ducha pokonał wiele przeszkód i wszedł na wyżyny ludzkich możliwości, swoją postawą pokazuje, że można osiągnąć każdy cel. Ciśnie do przodu i nie daje się pokonać żadnym porażkom...
Nawet jak to piszę, zaciskam zęby...
Czy aby na pewno można tak bezkosztowo cisnąć do przodu i osiągać cele, jako jedyny wymiar naszej ludzkiej egzystencji...?
Ja wczytując się w linijki testu, widzę próby zmagania się z wczesnodzieciecą traumą. Opowieści o przemocowym ojcu, rozpady małżeństw, choroby autoimunologiczne - to nie tylko niwinne osiąganie celu, to sygnał, że łamanie siebie za każdym razem, ciśnięcie pod górę, choć odcina nogi, to nie wyraz miłości, szacunku i odwagi, to ciagła ucieczka przed tym, co trudne, to uzależnienie od kortyzolu i endorfin, to haj, tylko społecznie gratyfikowany.
Taki model kultura sprzedaje mężczyźnie... Ciśnij, osiagaj cel, nie bądź miękki, do przodu, no dalej, po kolejne kupony i głaski ludzi, po podziw w oczas innych, tylko po to, żeby nie zobaczyć siebie samego... W to każe mężczyźnie wierzyć obecna "kultura zapier....". A jak przychodzi depresja, trzeba ją zapić i spalić na treningu...
Obie książki są wyrazem jak różne reakcje na traumę społecznie są "dozwolone" obu płciom, kobiety mają milczeć, być usłużne, pokorne i od wszystkiego, a mężczyźni mają zdobywać kolejne szczeble społecznego podziwu, być tytanami pracy i osiągnięć...
Na szczęście to się zmienia! Jest wielu ludzi, którzy mówią o swoich zmaganiach z traumą, podejmują terapię, chcą się spotkać ze swoim autentycznym wnętrzem i mówią również jak jest to trudne... prościej udawać, odwracać wzrok, milczeć albo zdobywać szczeble w karierze, by poczuć się troszkę lepiej we własnej skórze...
Zachęcam do przeczytania obu książek! Rozszerza to z pewnością perspektywę...
Dużo odpoczynku I czułości Was życzę!
Basia 🦋🌸