29/12/2025
Ta zmiana w moim życiu nie zaczęła się od decyzji ani od postanowienia noworocznego. Zaczęła się dużo wcześniej, kiedy miałam 15 lat i po raz pierwszy usłyszałam diagnozę: niedoczynność tarczycy i guzy. Chwilę później padło słowo „Hashimoto” i naprawdę wtedy jeszcze nie wiedziałam, co ono oznacza - pamiętam nawet, że przez moment myślałam, że to nazwa japońskiego skutera, a nie choroby, z którą będę żyła przez kolejne lata.😟
Dziewięć lat temu przeszłam operację całkowitego wycięcia tarczycy, a od szesnastu lat moje hormony nie regulują się same - przyjmuję tyroksynę z zewnątrz i wiem, jak bardzo krucha potrafi być ta równowaga. Wiem też, że duże zmiany stylu życia są dla mnie bardziej wymagające niż dla wielu osób, bo moje ciało szybciej reaguje przeciążeniem, zmęczeniem, wahaniami samopoczucia.😓
Przez to też, czas pandemii był dla mnie wymagający (tylko na zupełnie innej płaszczyźnie). Mniej ruchu, więcej stresu, a do tego rozchwiane hormony - przechodzące od niedoczynności w stronę nadczynności i z powrotem. W bardzo krótkim czasie przybrałam 12 kilogramów. Nie dlatego, że „przestałam się starać”, tylko dlatego, że organizm przez dłuższy czas funkcjonował w trybie przetrwania.😤
Nie mogłam zmienić okoliczności, w których żyłam. Mogłam natomiast stopniowo zmieniać swoje reakcje i nawyki. Bez rewolucji, bez przemocy wobec siebie, bez udowadniania czegokolwiek komukolwiek (w czasie izolacji nawet nie bardzo było komu). Zaczęłam celowo zwiększać swoją aktywność - najpierw bardzo prosto, ćwiczeniami w domu, później spacerami, kiedy tylko było to możliwe. Na talerzu pojawiło się więcej warzyw i owoców, produkty z mniejszą ilością tłuszczów zwierzęcych i trans, mniej soli, więcej nawodnienia i bardziej regularny sen. Nic spektakularnego, za to konsekwentnie.😊
Efektem nie była tylko zmiana masy ciała, choć finalnie okazało się to 14 kilogramów mniej. Dużo ważniejsze było to, że hormony się wyregulowały, a ciało zaczęło się uspokajać - jakby w końcu zostało wysłuchane, zrozumiane i przyjęte, a nie dociskane i naprawiane na siłę. Pojawiło się więcej energii, stabilniejsze samopoczucie, mniej nagłych spadków nastroju i poczucie, że wracam do siebie.🥰
Dziś wiem, że przy chorobach takich jak Hashimoto zmiana nie polega na robieniu wszystkiego idealnie, szybciej niż ciało jest w stanie. Polega na cierpliwości, na uważności i na gotowości do tego, by robić rzeczy wystarczająco dobrze - przez wystarczająco długi czas. Bez toczenia wojny z własnym organizmem.🫠
Jeśli Twoje ciało też wymaga więcej troski, więcej czasu i więcej wyrozumiałości, niż obiecują proste hasła z internetu, to chcę Ci powiedzieć jedno: zmiana nie musi być natychmiastowa i spektakularna - jeśli będzie dopasowana do Ciebie, zostanie z Tobą.✨
"Nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągniecie go wymaga czasu.
Czas i tak upłynie." (Earl Nightingale)
Daj sobie troskę i cierpliwość,
Asia.🧡