30/06/2022
Wychowanie dziecka niepełnosprawnego
Przede wszystkim nie doświadczyłem tego osobiście i nic o tym nie wiem.
Widziałem jednak sporo jak na moje skromne 27 lat, szczególnie przez ostatni kilka lat jako fizjoterapeuta. Zaczynałem z misją pomocy głównie niemowlętom oraz dzieciom niepełnosprawnym. Jako, że sam mało uzewnętrzniam emocje to od zawsze lubiałem je obserwować u innych. Uwierzcie, że w pracy z rodzicami dzieci niepełnosprawnych ich nie brakuje, choć rzadko podane są na talerzu.
Pierwszy etap wyparcia i zamknięcia się w dmuchanej bańce.
Drugi etap stopniowej akceptacji z jednoczesnym zapadaniem się w chaos.
Trzeci etap zrozumienia obecnej sytuacji i najczęściej depresji.
Czwarty etap odnajdywania sensu.
Piąty etap odrodzenia.
Nie wiem ile razy obserwowałem ten schemat. W każdym z nich inaczej rozmawia się z rodzicem, inaczej widzi się rodzica, inaczej przeżywa się terapię. Terapeuta nie powinien się zbliżać do pacjenta? W pracy z dziećmi niepełnosprawnymi to chyba niemożliwe.
Widziałem głęboką depresję. Rehabilitowałem dziecko patrząc na ślepy wzrok ze łzami w oczach ojca i sztuczny uśmiech matki obok. Słuchałem płaczu rodzica nie wiedząc co odpowiedzieć. Rozmawiałem z ojcem na temat sprzętu pomocniczego dla dziecka patrząc w jego przerażone, puste, przeszywające mnie oczy. Rozmawiałem godzinę przez telefon wieczorem z mamą w strachu przed porodem. Widziałem kłótnie małżeństw z bezradności. Pracowałem z rodzicami po próbach samobójczych.
Czy moja praca jest lekka i przyjemna?
To życia rodzin dzieci niepełnosprawnych w Polsce jest trudne, a przede wszystkim jest bez opieki... w zasadzie jakiejkolwiek, bo to co jest nazywane opieką zapewnianą przez państwo jest lekko mówiąc niewystarczające. Nie wspomnę o wsparciu psychologicznym rodziców.
Ten post ma charakter uświadamiający szerokie społeczeństwo na temat problemów, z którymi borykają się rodzice dzieci niepełnosprawnych. Może dzięki temu ludzi staną się choć trochę bardziej wyrozumiali dla nich.