26/12/2023
A dzisiaj od rana zastanawiam się, czy tradycja jest dla ludzi, czy ludzie dla tradycji...
Sentymentalne podróże, kiedy to w dzieciństwie wyglądaliśmy pierwszej gwiazdki, rodzaj napięcia wywoływany oczekiwaniem na prezenty i rachunek sumienia, czy byłam wystarczająco grzeczna, potrawy wigilijne, których jako dziecko nie cierpiałam, począwszy od śledzia z beczki z ościami, kompot z suszu, który mi po prostu śmierdział, grzyby, których zapach przysparzał mnie o mdłości i dzielenie się opłatkiem, który w dzieciństwie przyklejał się od podniebienia, życzenia, których unikałam jak święconej wody...
W życiu dorosłym tradycja ewaluowała, dzisiaj z pewnym sentymentem i jednocześnie ulgą celebruję święta. Tworzę własną tradycję!
Przy stole nie ma kłótni, niepotrzebnego napięcia. Zasiadam z tymi, których moje serce chce gościć, a nie z poczucia obowiązku i faktu, że płynie w nas ta sama krew ... Trochę zajęło mi to czasu, by uwolnić się z "tradycji", wyjść poza ramy narzucone przez np. system rodzinny. Dzisiaj tworzymy nowy, każde z mojego czworga rodzeństwa, celebrujemy własną obecność bez zgiełku, który wprawiamy w nerwowość wszystkich...
Dlaczego ten post? Często słyszę, że dorośli nie cierpią świąt z całą ich otoczką, zamieszaniem, udawaniem, że życzy się wszystkiego dobrego tym, których na co dzień unikamy, omijamy.. Że święta to w jakimś sensie przykry obowiązek. Że ulga zaraz po...
Oczywiście nie mają one tylko takiej odsłony i mam tego świadomość, jednak można dokonać wyboru i nie ma nic złego w tym, by na ten czas zaszyć się w domu z kotem, nie jeść śledzia i grzybowej, obejrzeć album ze starymi zdjęciami, zamiast łamania się opłatkiem...
Tworzyć własną tradycję bez poczucia lojalności i długu wobec potomnych!!!
Ps.
Lubię święta!
Dzisiaj w towarzystwie kota bez makijażu , poranny spacer w deszczu, potrawa inspirowana kuchnią azjatycka, popoludniem Pan Kleks z reprentantka młodego pokolenia.
W tym wszystkim czas na refleksje, duchowe uczty we we własnym towarzystwie!
Tradycja jest dla ludzi...