22/04/2026
Przepis na uzależnienie emocjonalne i współuzależnienie.
Weź mężczyznę, który zmaga się z uzależnieniem. Może to być alkohol, narkotyki, hazard, ryzykowne zachowania seksualne lub inne formy regulowania napięcia. Do tego dodaj kobietę, która wchodzi w relację z określonym bagażem emocjonalnym i przekonaniami o sobie.
To kobieta, która uważa, że nie zasługuje na nic lepszego. Boi się samotności, a jednocześnie boi się prawdziwego zaangażowania. Żyje przeszłością, często nieprzepracowaną, pełną braków i zranień. Ma silną tendencję do ratowania innych, przejmowania odpowiedzialności i szukania swojej wartości w byciu potrzebną. Towarzyszy jej wewnętrzne napięcie, które często znajduje ujście w relacjach pełnych dramatów. W jej historii obecne są deficyty emocjonalne, najczęściej sięgające dzieciństwa, gdzie zabrakło stabilności, bezpieczeństwa i realnej bliskości.
Jeżeli taki układ się spotka, powstaje bardzo silna dynamika uzależnienia emocjonalnego. Kobieta zaczyna uzależniać się nie tyle od samego mężczyzny, ile od emocji, które on w niej wywołuje. Intensywność, nieprzewidywalność, napięcie, chwilowe poczucie bliskości i odrzucenia działają jak regulator jej wewnętrznego świata. To, co dostaje, zaczyna pełnić funkcję wypełniania wcześniejszych braków.
Im większe są deficyty emocjonalne, tym szybciej i głębiej dochodzi do uwikłania. Relacja przestaje być wyborem, a staje się koniecznością. Pojawia się przywiązanie oparte na lęku, a nie na bezpieczeństwie. Z czasem kobieta zaczyna funkcjonować wokół tej relacji, podporządkowując jej swoje decyzje, emocje i sposób myślenia.
W miarę rozwoju tej dynamiki dochodzi do pogłębiania nierównowagi. Mężczyzna, funkcjonujący w swoim uzależnieniu, często staje się coraz mniej dostępny emocjonalnie, bardziej zdystansowany, a czasem również przemocowy. Kobieta natomiast zwiększa swoje zaangażowanie, próbuje naprawiać, kontrolować, ratować. Wchodzi coraz głębiej w rolę osoby współuzależnionej.
Relacja zaczyna przypominać cykl znany z uzależnień. Pojawia się napięcie, następnie chwilowe „nagrody” w postaci bliskości lub uwagi, a potem ponowny spadek i cierpienie. Ten cykl utrwala się i staje się dominującym sposobem funkcjonowania.
W wielu przypadkach w takiej relacji pojawiają się dzieci. Dziecko od początku funkcjonuje w środowisku niestabilnym emocjonalnie, w którym brakuje przewidywalności, bezpieczeństwa i jasnych granic. Uczy się relacji poprzez obserwację i doświadczenie. Internalizuje wzorce, które później odtwarza w swoim dorosłym życiu.
Dochodzi do powielania schematów. Dziecko uczy się, że miłość wiąże się z napięciem, niepewnością, walką o uwagę. W dorosłości często wchodzi w podobne relacje, odtwarzając znany model. W ten sposób powstaje mechanizm międzypokoleniowego przekazu, w którym historia zaczyna zataczać koło.
Z perspektywy klinicznej jest to jeden z najczęstszych i najbardziej utrwalonych wzorców relacyjnych. Nie wynika on ze „złego wyboru”, lecz z głęboko zakorzenionych doświadczeń emocjonalnych oraz sposobu regulowania napięcia. Relacja staje się miejscem, w którym próbujemy naprawić to, czego nie otrzymaliśmy wcześniej, jednak robimy to w sposób, który utrwala problem.
Wyjście z tego schematu wymaga zatrzymania się i uświadomienia mechanizmu. Kluczowe jest odróżnienie miłości od uzależnienia, bliskości od lękowego przywiązania oraz odpowiedzialności za siebie od przejmowania odpowiedzialności za drugą osobę. Proces terapeutyczny koncentruje się na odbudowie poczucia własnej wartości, rozpoznaniu deficytów emocjonalnych oraz nauce budowania relacji opartych na bezpieczeństwie, a nie na napięciu.
Dopiero w momencie, gdy człowiek odzyskuje kontakt ze sobą, pojawia się realna możliwość zmiany. W przeciwnym razie mechanizm będzie się powtarzał, niezależnie od tego, z kim zostanie zbudowana kolejna relacja.
za:Piotr Przybylski