27/02/2023
Nie było tak, że z dnia na dzień zrobiło się źle.
To “źle” narastało stopniowo - czasem dzień po dniu, czasem tydzień po tygodniu.
Równia pochyła momentami tak łagodna, że ciężko było zauważyć pogorszenie. W gruncie rzeczy to, jak głęboko byłam poniżej zdrowej normy, poczułam dopiero, kiedy leki zaczęły działać.
Wiele miesięcy po tym, jak zaczęło być już naprawdę źle.
Płakałam prawie bez powodu, miałam napady paniki, wszystko mnie przerażało i nic, co robiłam, nie było wystarczająco dobre. Miałam kłopoty tak naprawdę ze wszystkim - z utrzymywaniem kontaktu z ludźmi, z dawaniem rady w szkole, ze snem, nawet głupie wstanie z łóżka robiło się momentami trudne.
Ciągle wszędzie się spóźniałam, a rozmowa z nauczycielem potrafiła urosnąć do rangi przerażającego doświadczenia, które zwykle kończyło się łzami. Jest taki stereotyp, że dziewczyny farbują włosy na kolorowo zamiast iść do psychiatry - pamiętam, że ja swoje w pewnym momencie pofarbowałam na niebiesko.
Chciałam mieć kontrolę nad czymkolwiek, a to była jedyna rzecz, którą mogłam łatwo i szybko zmienić. Taki powiew wolności i kontroli. Pomogło na chwilę, potem stało się nową normą, a więc częścią problemu. Ale do tej pory każda zmiana koloru to trochę kontroli.
Miałam tyle szczęścia, że większość moich znajomych w szkole też miała problemy, więc o ile system nas dobijał, o tyle dla siebie nawzajem byliśmy wsparciem. Nigdy nie zapomnę, jak płakałam w szkolnym kiblu na podłodze i przyjaciółka przyszła, bo sama płakała podobnie parę dni wcześniej, więc wpadła na to, gdzie mnie szukać. Tam, gdzie ja wtedy znalazłam ją.
Gadała jakieś zupełne bzdury (tak wtedy je widziałam), że będzie dobrze, że damy radę, że przetrwamy… Takie puste słowa, ale z nią u boku, trzymającą mnie za rękę - w tamtym momencie, chociaż w nie nie wierzyłam, znaczyły bardzo wiele.
Czułam się jak ostatni śmieć.
Czułam, że nie daję rady, że zawodzę oczekiwania. Że za każdym razem, kiedy zaczynam płakać - na lekcji, bardzo często coś drobnego, co nauczyciel powiedział wystarczało, zwłaszcza, jeśli dotyczyło egzaminów końcowych - to patrzą na mnie z pogardą albo z politowaniem.
Miałam poczucie, że ciągle wszystkich zawodzę, że jestem nikim, że to wszystko, co próbowałam osiągnąć przez lata sypie mi się i wylatuje z rąk, że to wszystko na nic.
Że nieważne, jak bardzo się staram, to ciągle za mało.
-----------------------------------------
Napisała to nastoletnia Zosia - zostawiam ku refleksji w Dniu Walki z Depresją
Dziecko nas potrzebuje, choć my czasami bywamy bezradni