18/11/2025
Nadchodzą mrozy, to już chyba ostatnia okazja by połazić po lesie w konkretnym celu – z koszykiem i misją przyniesienia do domu łupu 😄.
Chodząc dziś po lesie zastanawiałam się dlaczego zbieranie grzybów jest dla mnie tak ogromnie satysfakcjonującym zajęciem, a że mam zakrętkę na punkcie neuropsychologii postanowiłam sobie to wszystko poukładać w tym kontekście 🧠💪.
Dlaczego mój mózg (znam mózgi, które mają zgoła inaczej :D) tak kocha zbierać grzyby? Ta czynność dla mnie zawsze była czymś więcej niż spacer, okazją by pooddychać świeżym powietrzem i do napawania się pięknem okoliczności przyrody. Podczas grzybobrania aktywuje się cały zestaw procesów neurobiologicznych, które składają się na moją małą leśną euforię.
Hipokamp – nasz wewnętrzny GPS i biblioteka pamięci, rozpoznaje punkty orientacyjne, zapamiętuje „miejsca grzybowe”. Jeżeli 5 lat temu znalazłam w jakimś zagajniku prawdziwka, do teraz nie ma szans, żebym w trakcie spaceru nie sprawdziła, czy czasem coś tam nie rośnie :D.
Grzybobranie to święto dla układu nagrody w mózgu 😊. Nie wiem jak Wy, ale ja wolę zamiast jednego – bogatego w dary lasu miejsca, dostawać co chwilę mały zastrzyk w moim układzie dopaminergicznym, znajdując podgrzybki w nieco bardziej rozproszonej konfiguracji. Biologicznie, dopamina działa najsilniej gdy nagrody są rozrzucone w czasie i nieprzewidywalne – to tzw. schemat wzmocnienia o zmiennej proporcji, którym „hakują” nasz mózg automaty w kasynach. Ja wybieram stykać się z tym dreszczykiem satysfakcji w lesie 😉.
W lesie mój mózg zamienia się w „grzybowy skaner” – za wypatrzenie zdobyczy odpowiada potężny układ sieci uwagowych: centralna sieć wykonawcza (CEN), która hamuje rozproszenia, pozwala ignorować szyszki i liście, utrzymać moją głowę przy wykonywanej misji; grzbietowa sieć uwagowa (DAN) – nasz wewnętrzny reflektor, który pozwala skanować teren płynnie i celowo, i brzuszna sieć uwagowa (VAN), biorąca udział w wykrywaniu niespodziewanych, znaczących bodźców (pozwala dostrzec ten odrobinę inaczej brązowy kapelusik podgrzybka wśród zalegającego listowia). Współpraca tych trzech sieci daje nam wyjątkową koncentrację, której tak bardzo brak w codziennym życiu.
Po chwili "na grzybach", choć "chwila" to pojęcie mocno dyskusyjne w stanie leśnego flow, bo czas w lesie po prostu znika, w kontakcie z bardzo powtarzalnymi bodźcami – miękkim światłem, zapachem, wilgotnością, szumem drzew, nasz układ limbiczny się uspokaja, a autonomiczny układ nerwowy pięknie się reguluje.
Następnym razem jak pójdziesz na grzyby postaraj się pomyśleć o tym jak piękny i skomplikowany to proces, ile sieci neuronalnych jest zaangażowanych w zebranie koszyczka kurek do jajecznicy i jak bardzo nasz mózg jest ciągle tym samym organem, który w głowie mieli nasi praprzodkowie zbieracze i łowcy 😊.