10/05/2026
"NAJWAŻNIEJSZA RZECZ W ŻYCIU. "
Co jest najważniejsze w życiu? W zasadzie ile ludzi, tyle odpowiedzi i dla każdego może to być, coś innego i to jest w porządku. Jedni pragną kochającej osoby przy swoim boku. Dla innych najważniejsze będzie harmonijne życie rodzinne. Jeszcze inni za najważniejsze uznają podróże, czy też w szeroko pojętą twórczość. Są i tacy, dla których szczęściem będzie niezależność finansowa. No i oczywiście na liście tej znajduje się również miłość. Ja z kolei, w tym artykule, chciałbym dotknąć tematu najważniejszej rzeczy w Życiu od bardziej źródłowej strony. Ustawienia Systemowe Berta Hellingera są w mojej opinii narzędziem, które pozwala dotykać tego, co źródłowe. Pracując na sali warsztatowej, uczestnicząc w ogromnej ilości procesów terapeutycznych, za którymi stoją różne ludzkie historie, zauważyłem pewien powtarzający się wzorzec, będący niejako, takim źródłowym wspólnym mianownikiem. Opierając się na tej obserwacji przychodzi mi takie zdanie, że NAJWAŻNIEJSZE W ŻYCIU TO PRZYJĄĆ SIEBIE I PRZYJĄĆ ŚWIAT. Bez tych dwóch kwestii okazuje się, że czego byśmy nie osiągnęli, ile byśmy nie zdobyli, jak pięknych krain byśmy nie odwiedzili, to i tak czegoś będzie nam brakować. Czy ta reguła dotyczy każdego? Tego nie wiem. Lubię podkreślać, że mam taką gabinetowo-warsztatową perspektywę, ale po kilkunastu latach intensywnej pracy z ludźmi uzbierała się całkiem spora grupa badawcza, na podstawie której można wyciągnąć taki wniosek. Ale co to właściwie znaczy przyjąć siebie? Aby przyjąć siebie, należy dojrzeć. A dojrzałość, o której mówię nijak się ma do metryki. To pewien proces, który w skrócie polega na tym, by stać się jak najlepszym opiekunem dla siebie samego/siebie samej. Droga do stania się takim opiekunem prowadzi nas najczęściej do naszego wnętrza, w którym spotkać możemy nasze wewnętrzne dziecko. To dziecko ma, nazwijmy to tak trochę obrazowo, dwie twarze. Pierwsza twarz, to twarz jasna. Wewnętrzne dziecko jasne zawiera w sobie takie cechy jak: spontaniczność, ciekawość świata, radość, kreatywność, wyobraźnię, żywotność, wrażliwość, chęć zadawania pytań. Ma też ono bardzo dobry kontakt z uczuciami i emocjami. Druga twarz, to twarz ciemna. W wewnętrznym dziecku ciemnym zapisały się wszystkie trudne emocje będące wynikiem różnych mniej lub bardziej traumatycznych sytuacji. I pisząc traumatycznych, nie mam tu na myśli traumy w ujęciu potocznym, która najczęściej kojarzy się z jakimś wypadkiem, katastrofą, wojną, znęcaniem się etc. To są oczywiście czynniki silnie traumatyzujące, ale okazuje się, że to co nas również traumatyzuje, nie musi być aż tak drastyczne. Zasadniczo wszystkie dziecięce sytuacje, w których przeżywaliśmy jedną z trudnych emocji np.: złość, smutek, strach, frustrację i zabrakło odpowiednich warunków do tego byśmy mogli je przeżyć do końca, sprawiają że te emocje nie znikają tylko zapisują się w naszym ciele. A te odpowiednie warunki tworzą nam, we wczesnym dzieciństwie najczęściej rodzice. I jeśli oni nie potrafili nam tworzyć takiej bezpiecznej, przyjmującej przestrzeni (bo najczęściej sami byli straumatyzowani) to po pierwsze, emocje które nam wtedy towarzyszyły cudownie nie wyparują tylko zostaną w nas, najczęściej stłumione lub wyparte, a po drugie, my sami nauczymy się nie przyjmować siebie we wszystkich tych momentach, gdy poczujemy się podobnie jak w tamtych dziecięcych sytuacjach. Lubię taki zwrot, że nasi rodzice w tych trudnych momentach nie potrafili na nas popatrzeć. I to, co jest bardzo ważnym krokiem w kierunku przyjęcia siebie dziś, to to abyśmy my potrafili popatrzeć na to swoje wewnętrzne dziecko, które nosi w sobie pamięć tych wszystkich trudnych momentów. Najważniejsze jest, abyśmy umieli popatrzeć z przyjęciem, z miłością, bez osądów, bo to tworzy tą bezpieczną przestrzeń, do tego by to co stare i nieprzeżyte, mogło się dziś dożyć do końca. I w takim telegraficznym skrócie, to jest właśnie droga do dojrzałości, która polega na tym, aby te wszystkie odszczepione od całości naszego ja ,dziecięce kawałeczki, które nosimy w sobie, przyjąć otulić i dzięki temu katalizować proces integracji naszej osobowości. Bycie dobrym opiekunem siebie samego, to nie jednorazowy akt, tylko pewna droga życia, której obranie jest niezbędne do tego by przyjąć siebie… Co to zatem znaczy przyjąć świat? Gdy przyjęliśmy już siebie, stworzyliśmy sobie dobry grunt do przyjęcia świata, takiego jaki jest. A co jest pomocne w tym procesie? Przyjęcie naszych rodziców takich, jakimi byli. I z mojej praktyki nie da się tego zrobić na głowę. To pewien proces, w którym najczęściej najpierw docieramy do tych różnych trudnych emocji, które mamy w sobie i które są z nimi związane (Czyli mówimy tu również o tych krokach, czynionych po pierwsze w intencji przyjęcia siebie). Nie robimy tego po to, by się w tych dziecięcych roszczeniach zatrzymać, tylko po to, by zobaczyć siebie i to, co dziś jest już niefunkcjonalnym ciężarem, uwolnić. Proces ten jest niezbędny do tego, abyśmy mogli stanąć w swojej dorosłości i dzięki temu zobaczyć swoich rodziców jako dwoje ludzi, każdy ze swoimi historiami i wtedy najczęściej dostrzegamy, że oni dali nam to co mieli, a czego nie mieli, to nie dali. Pracując metodą Ustawień Systemowych mamy szansę wyraźnie zobaczyć, jak wielopokoleniowy splot zdarzeń i okoliczności przyczynił się do tego, że nasi rodzice byli, jacy byli oraz że my jesteśmy, jacy jesteśmy i jakie ruchu nas determinują, a perspektywa ta bywa bardzo pomocna właśnie w tym, by przyjąć siebie i przyjąć świat. Dodatkowymi czynnikami, które są zdecydowanie służące, by udawało nam się przyjmować siebie i przyjmować świat są : praca nad wzrostem naszej świadomości i oparcie w jakimś systemie religijnym, czy filozoficznym (może to być również filozofia własna), ale o tym napiszę być może przy jakiejś kolejnej okazji.
Dawid Urbanowski
Posted on 26 czerwca 2025 Co jest najważniejsze w życiu? W zasadzie ile ludzi, tyle odpowiedzi i dla każdego może to być, coś innego i to jest w porządku. Jedni pragną kochającej osoby przy swoim boku. Dla innych najważniejsze będzie harmonijne życie rodzinne. Jeszcze inni za najważniej...