15/02/2026
MIŁOŚĆ W CZASIE PSYCHOANALIZY- między przeniesieniem a uzdrowieniem
„Nigdy osłona przed cierpieniem nie jest bardziej krucha niż wtedy, gdy kochamy”
(Freud, 1930/2013, s. 36)
I naprawdę nie ma znaczenia, po której stronie kozetki jesteśmy.
Psychoanaliza od początku była historią miłości. Także tej, której nie udało się wytrzymać. Już w przypadku Anny O. okazało się, że intensywne uczucia pacjentki mogą przerosnąć analityka. Freud początkowo widział w namiętnej miłości formę oporu i zasłonę przed bolesną prawdą. Z czasem jednak stało się jasne, że bez przeniesienia nie ma analizy.
Jak pisze Kohon:
„Czy możemy wyobrazić sobie analizę bez przeniesienia, bez miłości wzbudzanej przez przeniesienie? Miłość stanowi sedno przeniesienia (...), dzięki któremu podmiot otwiera się na drugą osobę i buduje związek z nią” (2005/2008, s. 87).
To, czy człowiek potrafi kochać, zależy w dużej mierze od tego, jak jego miłość została kiedyś przyjęta.
Jeśli matka nie potrafi tolerować miłości niemowlęcia albo sama nie czuje, że na nią zasługuje, dziecko uwewnętrznia obiekt, który nie czuje się kochany ani wart miłości. Wówczas jego uczucie nie zostaje potwierdzone a ono samo wycofuje się, zamiera lub przeżywa dojumjący wstyd.
Dlatego jednym z najważniejszych elementów pracy analitycznej jest zdolność pomieszczenia miłości pacjenta. Aby było to możliwe analityk musi wierzyć, że zasługuje na to, by być kochanym, i że to, co oferuje, ma dla pacjenta wartość. Trochę jak matka, która czuje się wystarczająco dobra i naprawdę zdolna ukoić ból dziecka. Bez tego łatwo o ucieczkę w nadmierną interpretację, uleganie idealizacji, w usztywniający chłód lub bezpieczny dystans.
Paradoksalnie częściej i pewniej poruszamy się w obszarze negatywnego przeniesienia.
Agresja, złość i nienawiść to zjawiska, do których pomieszczania i rozumienia szkolenie analitycznie dobrze nas przygotowuje.
Miłość bywa dużo trudniejsza w odbiorze i przyjęciu, bo odsłania zależność pacjenta i podatność analityka. Wymaga zgody na to, by stać się kimś ważnym w czyimś wewnętrznym świecie i wytrzymywania naporu intensywnych, dążących do zaspokojenia pragnień.
Kiedy jednak analityk potrafi usłyszeć i przyjąć przejawy miłości pacjenta oraz presję do ich realizacji, wówczas, dzieje się coś fundamentalnego. Pacjent może poczuć (często po raz pierwszy), że ma do kogo kierować swoje uczucia, że jego miłość nie jest ciężarem ani zagrożeniem. I nie zostanie użyta do realizacji potrzeb obiektu.
Wtedy zdolność do kochania zaczyna się urzeczywistniać.
Miłość nie uleczy szaleństwa, ale może uczynić cierpienie bardziej znośnym. Z drugiej strony szaleństwo potrafi zabić miłość przez zawiedzione zaufanie, niewłaściwe zachowania czy gwałtowne zmiany nastroju.
Miłość sama w sobie nie powoduje wyleczenia, lecz może działać jak silny lek. Może nie jest tak czysta i idealna, jak kiedyś sobie wyobrażano, ale pozwala wiele znieść i wciąż się rozwijać.
W tym sensie libidinalne oddziaływanie psychoanalizy nie polega na magicznym uzdrowieniu, lecz na stworzeniu czułej, wrażliwej i stabilnej przestrzeni, w której miłość nie musi być ignorowana, odrzucana lub zamieniana na inne (pozornie bezpieczniejsze uczucia).
Może być źródłem zdrowej wymiany i zależności.
A to naprawdę dużo.
Literatura
•Bergstein, A. (2019/2021), Niezbadane rejony życia psychicznego. Wyprawy Donalda Meltzera i Wilfreda Biona. Warszawa, Oficyna Wydawnicza Fundament
•Freud, S. (1930/2013). Kultura jako źródło cierpienia. Przeł. J. Prokopiyluk, Warszawa, Wyd, Aletheia
•Kohon, G. (2005/2008). Miłość w czasach szaleństwa. Przeł. D. Golec. W: A. Green i G. Kohon (red.), Miłość i jej losy, Warszawa, Oficyna Ingenium
•Jamison, K.R. (1995/2018). Niespokojny umysł. Pamiętnik nastrojów I szaleństwa. Przekł. F. Rybakowski, Poznań, Wyd. ZYSK I S-KA
Obraz: Laura Makabresku