14/03/2025
Kilka dni temu minął rok od mojej przeprowadzki do Kostaryki. Rok spełniającego się marzenia o życiu w naturze. Warto czekać na te dni, kiedy marzenie staje się życiem. Słowo staje się ciałem. Za mną wiele długich tygodni pracy w kuchni pomieszanych z godzinami współistnienia z Rzeką. Leżenie na kamieniach i obserwowanie upartej wody, która nigdy nie przestaje obmywać kamieni, choćby nie wiem co.
Natura jest tutaj żywotna i soczysta. Słońce jest mocne, a wilgoć przenika przez wszystko. Rzeki rwą, ocean głośno szumi,
całą dobę słychać zwierzęta i owady. W takich warunkach nasiona uwielbiają stawać się owocami i warzywami. Drzewa, rośliny i ciała zwierząt rozkładają się szybko. Wielki ekosystem - od mrówek po sępy, dba tutaj o to, żeby nic się nie marnowało. Problemy można rozwiązać - też szybciej - bo zawsze znajdzie się ktoś, kto zechce wesprzeć w kłopotach. Pura Vida - Czyste Życie, to kostarykańskie powiedzenie narodowe. Słońce czuć w każdym kęsie ananasa. Kamienie mają twarze. Kiedy drzewa Ylang-Ylang kwitną, w promieniu kilku do kilkunastu metrów unosi się woń tak piękna, że mogłaby wnieść pokój na świecie gdybyśmy tylko chcieli. Twarze ludzi żyjących na wsi i w górach to twarze Ziemi. W oczach zapisane mają lata rozmów z wiatrem, na skórze zapisany gorąc. Sól Ziemi. Mężczyźni w podeszłym wieku uwielbiają nosić kowbojskie kapelusze - czasami z kowbojkami, a czasem z gumiakami.
Dla jasności - sama nie wpadłabym na pomysł przeprowadzki do klimatu podrównikowego. Szukałam dla siebie kraju cieplejszego niż Polska, ale nie wpadłabym na miejsce gdzie sprzedają filtr SPF 85. Vegushka, która postawiła tu stopę jako pierwsza, natchniona być może przez siłę wyższą niż warszawskie wieżowce, wystosowała serdeczne zaproszenie w moją stronę tak zwaną głosówką. Przyleciałam więc aby gotować z nią wegańskie posiłki za dnia, a wieczorem robić swój gulasz.
Na miejscu czekała też July, która przywitała mnie w dżungli jak w domu. Zupełnie jak dwie polskie ciocie co spędziły razem już prawieki, obierałyśmy razem ziemniaki na brudnych krzesłach, a z głośnika leciała J.Lo. Obie panie poznałam na parkiecie u Anna Sierpowska - Movement Medicine, Metoda Lowena, Bodywork, z którą wytańczyłam dużą część drogi, która zaprowadziła mnie tutaj. Na ołtarzach podczas ruchowych spotkań przez dwa lata z determinacją kładłam paszport i jak zaleca Gabrielle Roth, wypacałam swoją modlitwę.
Dżungla jest charakterna, ale można się z nią ułożyć. Komary wcale nie są zainteresowane wszystkimi ciałami. Skorpiony i jadowite pająki pokazują się w bezpiecznej odległości. Co prawda w pierwszych dniach znajomości nie przyniosłam Rzece darów na przywitanie, zabrała mi więc ona jednego klapka w ofierze. Tak przynajmniej wyjaśniła to zjawisko Julia.
Przez dziesięć miesięcy mieszkałam przy tak zwanym „Whale’s Tale” na wybrzeżu Pacyfiku, gdzie ciężarne wieloryby przypływają aby urodzić swoje młode i spędzić z nimi pierwsze tygodnie w ciepłej zatoce. Na plaży jest cypel w kształcie ogona wieloryba, po którym można spacerować w czasie odpływu. W Parku Narodowym, który otacza plaże i którego plaża jest częścią mieszkają leniwce, krokodyle, papugi, tukany. Plaże mają swoje urocze poetyckie nazwy: Playa Linda, Playa Hermosa, Playa Ventanas - owe okna to tak naprawdę jaskinie, przez które rzeczywiście można wyjrzeć na drugą stronę. Resztki Raju, które nie zmieściły się Bogu w kartonach zostały rozpakowane w Kostaryce.
Kostarykańczycy nazywają siebie Ticos i Ticas. Z dobrego doświadczenia mogę powiedzieć, że to ludzie o słodkich duszach. Pracując w kuchni błyskawicznie potrzebowałam podszkolić swój hiszpański i dzięki cudownej koleżance po fachu zaraz po słowach takich jak blacha i rzodkiewka, przeskoczyłyśmy na rozmowy o facetach, kuzynkach i świętach narodowych. A świętować to ten kraj uwielbia! Szczególnie na paradach, z końmi i Matką Boską.
Święta Trójca kulinarna to ryż, fasola i platany. Słodkie, pyszne smażone platany pasują jako dodatek do wszystkiego. Chociaż głównie to naprawdę fasola i ryż, dla wielu osób codziennie. Podoba mi się tutaj kreatywne wykorzystywanie niedojrzałych jeszcze składników, choć dla polskiego żołądka to nie jest jeszcze spełnienie marzeń. Palmito czyli serce palmy, drobno pokrojone i ugotowane podawane jest z sokiem z mandariny (czyli dzikiej cytryny), cebulką, pomidorem, solą i kolendrą. Wszystko drobno posiekane. Dostanie się do serca palmy, jak to z sercem czasem bywa, nie jest takie proste. Ceviche z zielonego banana. Placki z surowego platana startego na dużych oczkach - platan przypomina wtedy ser cheddar i klei się bardzo podobnie.
Około osiemnastej robi się ciemno. Położyć się do łóżka około dwudziestej pierwszej? Nie ma wiochy. Wyznacznik męstwa mierzalny jest na przykład ilością historii o jadowitych wężach zabitych maczetą. Kobiety żyją tutaj krócej, bo pracują tyle samo lub ciężej niż mężczyźni, a jeszcze dom i dzieci - tak tłumaczy mi kostarykańska koleżanka. Jej rodzina ma uprawę ryżu i fasoli. Wujek hoduje wanilię i sprzedaje amerykanom. Bodajże kuzyn ma motylarnię i rozprowadza Blue Morpho, słynnego wielkiego niebieskiego motyla na kilka regionów Kostaryki. W sieci supermarketów BM pięć na dziesięć razy gdy przychodzę zrobić zakupy na głośnikach leci Whitney Houston. W takich chwilach łatwo poczuć się jak w domu. Choć mieszkam w miejscu, w którym otacza mnie wielu ekspatów - wędrujących podróżników, więc czasem czuję się jak w porcie, a tymczasowość wisi w powietrzu jak pusta pajęczyna.