Gabinet Psychologiczny Bliżej Siebie Katarzyna Wiśniewska

Gabinet Psychologiczny Bliżej Siebie Katarzyna Wiśniewska Wsparcie psychologiczne i psychoterapeutyczne dla osób dorosłych, młodzieży oraz dzieci.

Nie zawsze złość wygląda jak wybuch.Czasem nie ma podniesionego głosu, ostrych słów ani konfliktu.Jest coś znacznie trud...
15/04/2026

Nie zawsze złość wygląda jak wybuch.
Czasem nie ma podniesionego głosu, ostrych słów ani konfliktu.

Jest coś znacznie trudniejszego do uchwycenia:
napięcie, które zostaje w środku.

To właśnie cicha frustracja. Cicha frustracja to stan, w którym coś jest nie tak, ale nie zostaje nazwane ani wyrażone.

Może pojawiać się w relacjach, w pracy, w codziennych sytuacjach.

Nie zawsze wiemy dokładnie, co nas złości.
Ale czujemy: rozdrażnienie, zmęczenie ludźmi, wewnętrzne „coś jest za dużo”.

Dlaczego trudno ją zauważyć?

Bo często uczymy się, że nie warto robić problemu, lepiej odpuścić, inni mają gorzej, „to nie jest aż tak ważne”.

Z czasem przestajemy zatrzymywać się przy tym, co nas uwiera.

Złość nie znika.
Zmienia tylko formę.

Cicha frustracja rzadko znika sama.

Może narastać i objawiać się inaczej:
- dystansem w relacjach,
- sarkazmem,
- wycofaniem,
- nagłymi, nieproporcjonalnymi reakcjami.

Czasem pojawia się też zmęczenie, którego trudno wytłumaczyć.

Nazwanie frustracji nie oznacza konfliktu. Oznacza kontakt ze sobą.

Zauważenie:
„To mi nie odpowiada.”
„To jest dla mnie trudne.”
„To mnie złości.”

To pierwszy krok do zmiany.

Nie każda złość musi być głośna, żeby była ważna. Cicha frustracja to sygnał, że jakaś granica została przekroczona nawet jeśli nikt tego nie zauważył. Zatrzymanie się przy tym sygnale to nie tworzenie problemu. To początek lepszego rozumienia siebie.

Czasem słyszymy:„Przesadzasz.”„To nic takiego.”„Inni mają gorzej.”Z perspektywy dorosłego sytuacja może wydawać się niew...
13/04/2026

Czasem słyszymy:
„Przesadzasz.”
„To nic takiego.”
„Inni mają gorzej.”

Z perspektywy dorosłego sytuacja może wydawać się niewielka.Mało znacząca.
Nieadekwatna do reakcji.

Ale emocje nie powstają na podstawie obiektywnej skali trudności.

Powstają na podstawie tego, jak coś zostało przeżyte.

To, co dla jednej osoby jest drobne, dla innej może być bardzo intensywne.

Nie dlatego, że „jest bardziej wrażliwa" w negatywnym sensie.
Ale dlatego, że jej układ nerwowy, historia doświadczeń i aktualne zasoby reagują właśnie w ten sposób.

Emocje nie są porównywalne.Nie da się ich zmierzyć jedną miarą. Nie działają według zasady: „to jest powód na 3/10, a to na 8/10”.

Dla kogoś dana sytuacja może być pierwszym takim doświadczeniem.
Albo uruchamiać coś znacznie głębszego, niż widać na pierwszy rzut oka.

Słowa „przesadzasz” często zamykają kontakt.

Nie pomagają regulować emocji.
Nie wnoszą zrozumienia.

Mogą natomiast wzmacniać poczucie, że coś jest „nie tak” z tym, co się czuje.

Zamiast oceny pojawia się inna możliwość:
„Widzę, że to jest dla Ciebie ważne.”
„To musiało być trudne.”
„Chcesz o tym opowiedzieć?”

To nie oznacza zgody na każde zachowanie.
Ale daje przestrzeń na zobaczenie emocji, które za nim stoją.

Emocje nie są przesadą. Są informacją o tym, jak ktoś doświadcza rzeczywistości.
A kiedy zostają zauważone i przyjęte, łatwiej się regulują zamiast narastać w poczuciu niezrozumienia.

Zdarza się, że dorosły widzi wyraźnie:dziecku jest trudno.Próbuje pomóc.Zbliżyć się.Zapytać.A dziecko reaguje złością.Wy...
10/04/2026

Zdarza się, że dorosły widzi wyraźnie:
dziecku jest trudno.

Próbuje pomóc.
Zbliżyć się.
Zapytać.

A dziecko reaguje złością.
Wycofaniem.
Albo mówi: „zostaw mnie”.

To może być frustrujące i niezrozumiałe.

Dziecko nie zawsze odrzuca pomoc. Czasem odrzuca to, co w danym momencie jest dla niego zbyt trudne do przyjęcia.

Kiedy emocje są bardzo intensywne, bliskość też może być trudna.
Nie dlatego, że jest niepotrzebna.
Dlatego, że jest za dużo na raz.

Co może się wtedy dziać?

Dziecko może jednocześnie:
potrzebować wsparcia i nie być gotowe, żeby je przyjąć.

To napięcie bywa bardzo trudne.

Z jednej strony pojawia się potrzeba bliskości.
Z drugiej: mechanizmy obronne, które mają chronić przed przytłoczeniem.

Czasem odrzucenie jest formą regulacji. Próbą odzyskania kontroli nad tym, co dzieje się w środku.

„Zostaw mnie” nie zawsze oznacza: „nie potrzebuję”.
Często oznacza: „to dla mnie za trudne w tym momencie”.

W takich chwilach ważna jest nie tylko pomoc, ale też sposób jej oferowania.

Czasem wystarczy:
- spokojna obecność,
- gotowość do bycia obok,
- danie przestrzeni bez wycofywania relacji.

Dziecko nie zawsze potrafi przyjąć pomoc wtedy, gdy jej najbardziej potrzebuje.
Ale doświadczenie, że ktoś jest obok bez nacisku, bez wycofania buduje coś bardzo ważnego: poczucie, że nie trzeba radzić sobie samemu, nawet wtedy, gdy trudno to przyjąć.

Dziecko nie rodzi się z umiejętnością rozpoznawania i nazywania emocji.Nie wie od razu, czym jest złość, smutek czy lęk....
08/04/2026

Dziecko nie rodzi się z umiejętnością rozpoznawania i nazywania emocji.
Nie wie od razu, czym jest złość, smutek czy lęk.

Na początku po prostu czuje.
Często bardzo intensywnie.

To, jak zacznie rozumieć te doświadczenia, zależy w dużej mierze od relacji z dorosłymi.

Dzieci uczą się emocji w kontakcie, nie w samotności.

To dorosły pomaga dziecku zobaczyć i nazwać to, co dzieje się w jego wnętrzu.

Kiedy mówi:
„Widzę, że jesteś zły”
albo
„To mogło być dla Ciebie trudne”
dziecko zaczyna łączyć doświadczenie z jego znaczeniem.

Na początku emocje są dla dziecka czymś, co po prostu się dzieje.
Z czasem, dzięki powtarzalnym doświadczeniom w relacji, pojawia się coś więcej rozumienie.

Dziecko zaczyna zauważać:
- co czuje,
- w jakich sytuacjach,
- co pomaga mu wrócić do równowagi.

To proces, który wymaga czasu i obecności drugiej osoby.

Jeśli emocje są zauważane i przyjmowane, dziecko uczy się, że są one częścią doświadczenia czymś, co można rozumieć i regulować.

Jeśli są ignorowane, zawstydzane lub bagatelizowane, dziecko może zacząć się ich obawiać albo od nich odcinać.

Dzieci nie uczą się emocji z tego, co słyszą w teorii.
Uczą się z tego, co dzieje się między nimi a dorosłym.

Z tonu głosu.
Z reakcji.
Z obecności.

Rozumienie emocji nie pojawia się samo.
Rodzi się w relacji, w której ktoś pomaga je zauważyć i nazwać. To właśnie w takich doświadczeniach dziecko uczy się, że to, co czuje, ma znaczenie i że można być z tym bezpiecznie.

Z okazji Świąt Wielkanocnychchciałabym życzyć Państwu czasu, który nie musi być wypełniony.Czasu, w którym można się zat...
01/04/2026

Z okazji Świąt Wielkanocnych
chciałabym życzyć Państwu czasu, który nie musi być wypełniony.

Czasu, w którym można się zatrzymać. Nie tylko fizycznie, ale też wewnętrznie.
Choć na chwilę wyjść z tempa codziennych obowiązków, oczekiwań i napięć.

Niech to będzie moment, w którym pojawi się przestrzeń na oddech.
Na zauważenie siebie. Nie tylko w tym, co robimy, ale i w tym co czujemy.

Życzę Państwu spokoju, który nie oznacza braku trudności, ale możliwość bycia z nimi w trochę łagodniejszy sposób.

Takiego spokoju, który pozwala nie przyspieszać, gdy wszystko wokół przyspiesza.
I nie udawać, że wszystko jest w porządku, kiedy nie jest.

Niech to będzie też czas bliskości.
Nie tej idealnej, dopasowanej do wyobrażeń, ale tej prawdziwej. Czasem cichej, czasem niedoskonałej, a jednak obecnej.

Bliskości, w której można być sobą, bez konieczności spełniania oczekiwań.

Życzę Państwu również uważności na to, co małe i często pomijane.
Na krótkie rozmowy.
Na wspólne chwile.
Na momenty, które nie są spektakularne, ale mają znaczenie.

A jeśli ten czas nie jest dla Państwa łatwy, jeśli pojawia się zmęczenie, napięcie albo trudne emocje to życzę przede wszystkim łagodności wobec siebie.

Niech te Święta będą takie, jakie są Państwu w tym momencie najbardziej potrzebne.

Spokojnych, dobrych Świąt Wielkanocnych
Katarzyna 🌿

Często szukamy pomocy wtedy, gdy coś już bardzo boli.Gdy napięcie narasta.Gdy pojawiają się wybuchy, wycofanie albo pocz...
30/03/2026

Często szukamy pomocy wtedy, gdy coś już bardzo boli.Gdy napięcie narasta.
Gdy pojawiają się wybuchy, wycofanie albo poczucie, że coś wymyka się spod kontroli.

To naturalne.

Ale wiele ważnych rzeczy może wydarzyć się wcześniej..w momentach, które na pierwszy rzut oka nie wyglądają jeszcze na problem.
Dzieci rzadko zaczynają od silnych sygnałów.
Najczęściej wcześniej pojawiają się subtelne zmiany.

Większa drażliwość.
Trudność w skupieniu.
Wycofanie.
Zmiany w śnie, relacjach, zachowaniu.

To nie zawsze oznacza coś poważnego.
Ale może być sygnałem, że dziecko zaczyna doświadczać przeciążenia.

Co może zrobić dorosły na tym etapie?

Zatrzymać się i zauważyć.
Zamiast od razu korygować zachowanie, spróbować zobaczyć, co może się za nim kryć.

Zainteresować się światem dziecka.
Nie tylko tym, co robi, ale też tym, co przeżywa.
Bez nacisku na odpowiedzi.

Budować codzienny kontakt.
Krótka rozmowa, wspólny moment, obecność.. to często ważniejsze niż idealne słowa.

Warto też przyjrzeć się sobie.
Dzieci funkcjonują w relacjach. To, jak dorosły reaguje na stres, napięcie czy emocje, staje się dla dziecka punktem odniesienia.

Czasem zmiana zaczyna się nie od pracy z dzieckiem, ale od uważności na własne reakcje. Szukanie wsparcia nie musi być ostatecznością. Konsultacja, rozmowa ze specjalistą, zatrzymanie się na chwilę wcześniej to sposób na zapobieganie, a nie tylko reagowanie.

Nie zawsze trzeba czekać, aż będzie bardzo trudno.

Czasem najważniejsze zmiany zaczynają się w momentach, które jeszcze wydają się spokojne.Uważność na to, co dzieje się wcześniej, może być jednym z najcenniejszych elementów wsparcia dziecka.

Kiedy w domu pojawia się choroba psychiczna, w głowach dorosłych natychmiast pojawia się mur postawiony z lęku i miłości...
27/03/2026

Kiedy w domu pojawia się choroba psychiczna, w głowach dorosłych natychmiast pojawia się mur postawiony z lęku i miłości: jak i czy w ogóle mówić o tym dziecku?

Naturalnym odruchem jest chęć ochrony. Chcemy oszczędzić dziecku smutku, lęku i ciężaru, którego sami czasem nie potrafimy udźwignąć. Ale prawda jest taka, że dzieci to genialni obserwatorzy. One widzą zmianę w spojrzeniu, słyszą cięższy oddech i wyczuwają napięcie w powietrzu, nawet jeśli w domu panuje cisza.

Dlaczego milczenie nie jest ratunkiem?
Dla dziecka brak informacji jest często straszniejszy niż trudna prawda. Kiedy nie nazywamy rzeczy po imieniu, dziecko zaczyna dopowiadać sobie rzeczywistość. W dziecięcej wyobraźni brak uśmiechu mamy czy wybuch gniewu taty staje się ich winą: „Może byłem za głośno?”, „Może mama mnie już nie kocha?”.

Wyjaśnienie sytuacji to nie obciążanie dziecka. To zdejmowanie z jego barków odpowiedzialności, której nigdy nie powinno nieść.

Jak o tym rozmawiać?
Dostosuj język do wieku (Metoda „małych kroków”)
Nie potrzebujesz terminologii medycznej. Zamiast mówić o „epizodzie depresyjnym”, możesz powiedzieć: „Głowa taty jest teraz bardzo chora i smutna, przez co ma on bardzo mało siły, tak jakby miał ciężki plecak, którego nie może zdjąć”.

Dawkuj informacje
Dziecko nie potrzebuje całego wykładu. Potrzebuje wiedzieć tyle, by czuć się bezpiecznie „tu i teraz”. Odpowiadaj na pytania, które faktycznie zadaje, a nie na te, których Ty się boisz.

Najważniejsze zdanie: „To nie Twoja wina”
To musi wybrzmieć głośno i wyraźnie. Dziecko musi usłyszeć, że choroba dorosłego nie jest wynikiem jego zachowania, ocen w szkole czy bałaganu w pokoju.

Nazwij zmiany w codzienności
Uprzedź dziecko, co może się dziać: „Mama może teraz częściej leżeć w łóżku i rzadziej się bawić, ale to nie znaczy, że przestała Cię kochać. To choroba sprawia, że potrzebuje teraz więcej odpoczynku”.

To nie jest jednorazowy wykład, to proces
Nie musisz przeprowadzić idealnej, filmowej rozmowy. Ważniejsze od perfekcyjnych słów jest Twoja obecność.

Pamiętaj: Możesz nie znać wszystkich odpowiedzi. Możesz powiedzieć: „To trudne dla nas wszystkich, sam/a się tego uczę, ale jestem przy Tobie i razem przez to przejdziemy”.

Pozwalając dziecku na pytania i emocje (nawet te trudne, jak złość czy wstyd), budujesz w nim niesamowitą odporność psychiczną. Pokazujesz, że o trudnościach się rozmawia, a nie chowa je do szafy.

Mówienie prawdy nie odbiera dziecku dzieciństwa. Wręcz przeciwnie. Daje mu solidny fundament pod stopami w świecie, który na chwilę stał się chwiejny. Kiedy dziecko rozumie, co się dzieje, przestaje walczyć z własnymi domysłami i może po prostu... nadal być dzieckiem.

Niektórzy opisują to jako „nic nie czuję”.Inni mówią o dystansie.O tym, że trudno im się poruszyć, zaangażować, zareagow...
26/03/2026

Niektórzy opisują to jako „nic nie czuję”.
Inni mówią o dystansie.
O tym, że trudno im się poruszyć, zaangażować, zareagować.

Z zewnątrz może to wyglądać jak chłód albo obojętność.

A często jest czymś zupełnie innym...
emocjonalnym odcięciem.

Emocjonalne odcięcie to sposób, w jaki układ nerwowy chroni nas przed przeciążeniem.

Kiedy doświadczenie jest zbyt intensywne, zbyt trudne albo zbyt długotrwałe, mózg może ograniczyć dostęp do emocji.

Nie dlatego, że emocji nie ma.
Dlatego, że jest ich za dużo, by je pomieścić w danym momencie.

Jak to się przejawia?

Może pojawić się:
- poczucie pustki,
- brak kontaktu z własnymi emocjami,
- trudność w reagowaniu,
- wrażenie bycia „obok” siebie lub sytuacji.

To nie jest brak wrażliwości.
To forma ochrony.

Dla wielu osób to doświadczenie ma swoje źródło w przeszłości.
W momentach, w których nie było możliwości ucieczki ani zmiany sytuacji.

Odcięcie pozwalało wtedy przetrwać.

Dlatego nawet w dorosłości organizm może wracać do tej strategii, szczególnie w sytuacjach stresu, napięcia czy relacyjnego zagrożenia.

To, co kiedyś pomagało przetrwać, nie zawsze pomaga żyć w pełnym kontakcie.

Ale ważne jest jedno:
to nie jest coś, co trzeba naprawić siłą.

Powrót do emocji wymaga bezpieczeństwa, czasu i stopniowego oswajania się z tym, co było zbyt trudne.

Emocjonalne odcięcie nie jest brakiem emocji.Jest śladem po doświadczeniach, które były zbyt intensywne, by je wtedy przeżyć.Zrozumienie tej strategii to pierwszy krok do łagodnego powrotu do siebie we własnym tempie.

Wielu dorosłych chce być dobrymi rodzicami.Uważnymi.Wspierającymi.Reagującymi właściwie w każdej sytuacji.Ale dziecko ni...
23/03/2026

Wielu dorosłych chce być dobrymi rodzicami.
Uważnymi.
Wspierającymi.
Reagującymi właściwie w każdej sytuacji.

Ale dziecko nie potrzebuje perfekcji.

Potrzebuje czegoś znacznie ważniejszego... przewidywalności.
Przewidywalność daje dziecku poczucie bezpieczeństwa.
Kiedy reakcje dorosłego są w miarę stałe i zrozumiałe, dziecko zaczyna orientować się w świecie.

Wie, czego się spodziewać.
Wie, że emocje mają swoje miejsce.
Wie, że dorosły jest punktem odniesienia.

To pozwala układowi nerwowemu odpocząć od ciągłego „sprawdzania”, co wydarzy się za chwilę.

Perfekcja nie jest możliwa i nie jest potrzebna

Każdy dorosły ma momenty zmęczenia, frustracji, błędów.
To naturalne.

Dla dziecka ważniejsze od braku błędów jest to,
czy relacja jest spójna i czy można do niej wrócić po trudniejszym momencie.

Czy dorosły potrafi:
zauważyć, co się wydarzyło,
nazwać sytuację,
wrócić do kontaktu.

Brak przewidywalności bywa trudniejszy niż brak perfekcji.
Kiedy reakcje dorosłych są zmienne, nieczytelne lub zależne od nastroju, dziecko może czuć się zagubione.

Nie wie, czy może się oprzeć.
Nie wie, czego się spodziewać.

To rodzi napięcie, nawet jeśli wszystko z zewnątrz wygląda w porządku.

Dzieci nie potrzebują idealnych warunków.
Potrzebują relacji, która ma swoje stałe punkty nawet jeśli nie jest doskonała.

Bezpieczeństwo nie rodzi się z perfekcji. Rodzice nie muszą być idealni, żeby dawać dziecku stabilność. Wystarczy, że są wystarczająco przewidywalni i gotowi wracać do relacji, gdy coś się zachwieje.

Czasem w rodzinie pojawia się sytuacja, w której dziecko zaczyna pełnić rolę „łącznika”.Przekazuje wiadomości.Łagodzi na...
20/03/2026

Czasem w rodzinie pojawia się sytuacja, w której dziecko zaczyna pełnić rolę „łącznika”.
Przekazuje wiadomości.
Łagodzi napięcia.
Stara się, żeby było spokojniej.

Na pierwszy rzut oka może wyglądać na bardzo dojrzałe.
Odpowiedzialne.
Rozumiejące więcej niż inne dzieci.

Ale pod tą rolą często kryje się duże obciążenie.

Dziecko nie powinno być odpowiedzialne za relacje między dorosłymi.

Relacja między rodzicami (lub opiekunami) należy do dorosłych.
To oni mają zasoby, by ją unieść, nawet jeśli bywa trudna.

Kiedy dziecko zostaje wciągnięte w tę przestrzeń, zaczyna brać na siebie coś, co przekracza jego możliwości rozwojowe.

Co się wtedy dzieje w dziecku?

Dziecko może próbować naprawiać sytuację:
- mówić jednemu rodzicowi, co myśli drugi,
- łagodzić konflikty,
- dostosowywać się, żeby nikogo nie zranić.

Może pojawić się przekonanie:
„To ode mnie zależy, czy będzie spokojnie.”
„Muszę uważać, żeby nie pogorszyć sytuacji.”

To ogromna odpowiedzialność jak na dziecko.

Taka rola często wiąże się z rezygnacją z własnych potrzeb.
Bo kiedy najważniejsze staje się napięcie między dorosłymi, własne emocje schodzą na dalszy plan.

Dziecko uczy się skupiać na innych, zamiast na sobie.

W dłuższej perspektywie może to wpływać na sposób funkcjonowania w relacjach na trudność w stawianiu granic, na poczucie odpowiedzialności za emocje innych,
na potrzebę utrzymywania spokoju za wszelką cenę.

Dzieci potrzebują być dziećmi, nie mediatorami.
To dorośli tworzą ramy relacji i biorą odpowiedzialność za napięcia między sobą.
Gdy dziecko może wrócić do swojej roli, pojawia się przestrzeń na rozwój, spontaniczność i poczucie bezpieczeństwa.

Dla wielu z nas konflikt to nie jest po prostu „wymiana zdań”. To moment, w którym ciało reaguje niemal natychmiast: żoł...
18/03/2026

Dla wielu z nas konflikt to nie jest po prostu „wymiana zdań”. To moment, w którym ciało reaguje niemal natychmiast: żołądek podchodzi do gardła, dłonie zaczynają drżeć, a w głowie pojawia się jedna, instynktowna chęć... ucieczka. Albo uległość.

Szybkie, wypracowane przez lata „przepraszam, masz rację”, byle tylko uciąć napięcie, byle tylko odzyskać choćby pozorny spokój. Czasem ten lęk jest tak paraliżujący, że łatwiej jest wycofać się w samotność i przeżuwać żal w środku, niż zaryzykować bezpośrednią konfrontację.

A co tak naprawdę pod tym lękiem siedzi? Zazwyczaj wcale nie chodzi o to, kto ma rację w sprawie niepozmywanych naczyń czy spóźnienia. Chodzi o fundamentalne poczucie bezpieczeństwa. Podświadomie zadajemy sobie wtedy pytania: „Czy ta relacja to przetrwa?”, „Czy jeśli powiem, co naprawdę czuję, nie zostanę odrzucona?”.

To nie bierze się znikąd. To często echo dawnych doświadczeń. Lekcja wyniesiona z domu, w którym konflikt oznaczał trzęsienie ziemi: krzyk, emocjonalny chłód, albo co gorsza ... ciche dni, które ciągnęły się w nieskończoność. Jeśli jako dzieci nauczyliśmy się, że emocje są niebezpieczne, a cena za bycie sobą to utrata więzi, to dziś dopasowanie się wydaje nam się jedynym sposobem na przetrwanie.

Tyle że tutaj kryje się pułapka. Brak otwartych konfliktów wcale nie musi oznaczać bliskości. Częściej oznacza po prostu brak autentyczności. Relacja, w której nie ma miejsca na różnice, na złość czy na odmienne potrzeby, z czasem staje się wydmuszką. Zamiast porozumienia budujemy mur z niewypowiedzianych pretensji, który oddziela nas od siebie skuteczniej niż jakakolwiek kłótnia.

Zdrowy konflikt nie musi niszczyć fundamentów. Wręcz przeciwnie, może być bezpieczną przestrzenią, w której w końcu wybrzmiewają nasze prawdziwe granice.

Bo prawdziwe bezpieczeństwo w relacji nie polega na tym, że zawsze się zgadzamy i żyjemy w wiecznej sielance. Ono polega na głębokim przekonaniu, że możemy się poróżnić, możemy poczuć napięcie, a potem wspólnie przez nie przejść i… nadal być blisko. Nawet bliżej niż wcześniej, bo bogatsi o prawdę o sobie nawzajem.

Warto spróbować dać sobie prawo do tego napięcia. Bo budowanie więzi to nie unikanie burz, ale nauka wspólnego nawigowania, gdy już się pojawią.

Znasz to uczucie, gdy słowo „przepraszam” wyskakuje z Twoich ust, zanim jeszcze w ogóle pomyślisz, czy zrobiłeś coś nie ...
16/03/2026

Znasz to uczucie, gdy słowo „przepraszam” wyskakuje z Twoich ust, zanim jeszcze w ogóle pomyślisz, czy zrobiłeś coś nie tak?

Czasem to niemal odruch. Ktoś obok się skrzywi, w pokoju zapadnie gęsta cisza albo szef ma gorszy humor, a Ty już masz to słowo na końcu języka. Choć logicznie wiesz, że nie masz na to wpływu, podświadomie czujesz, że musisz coś z tym zrobić.

Dlaczego tak się dzieje? Często wcale nie chodzi o poczucie winy, tylko o… święty spokój.

Jeśli ktoś dorastał w domu, gdzie napięcie było nie do zniesienia, szybko nauczył się bycia „regulatorem” emocji innych. Strategia była prosta: przeproszę, to może zrobi się milej. Może konflikt zniknie, zanim na dobre wybuchnie. Wtedy relacja i bezpieczeństwo stawały się ważniejsze niż własne granice.

Problem polega na tym, że z czasem zaczynamy brać na siebie odpowiedzialność za cudze nastroje. Zamiast zapytać siebie: Czy ja naprawdę zawiniłem?, w głowie mamy tylko jedną myśl: Muszę to szybko naprawić, żeby znów było normalnie.

Uczenie się, jak z tym przestać, to proces. Zaczyna się od tego jednego, małego momentu zawahania, kiedy bierzesz wdech i zamiast automatycznego „przepraszam”, dajesz sobie sekundę na sprawdzenie, czy te przeprosiny w ogóle do Ciebie należą.

Prawdziwe przeprosiny mają wielką moc, kiedy są wyrazem brania odpowiedzialności za błędy. Ale kiedy służą tylko do uciszania cudzych emocji, po prostu oddalają nas od samych siebie. Warto o tym pamiętać, budując relacje, w których obie strony mają prawo do gorszego dnia bez zrzucania winy na tę drugą.

Adres

Ulica Komorowskich 95/4
Zywiec

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 14:00 - 21:00
Wtorek 14:00 - 21:00
Środa 14:00 - 21:00
Czwartek 14:00 - 21:00
Piątek 14:00 - 21:00

Telefon

+48509509779

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Gabinet Psychologiczny Bliżej Siebie Katarzyna Wiśniewska umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Gabinet Psychologiczny Bliżej Siebie Katarzyna Wiśniewska:

Udostępnij

Kategoria