27/04/2026
Matematyka, lęk i niedojrzały mózg:
Dlaczego wciąż wymagamy niemożliwego?
Dzisiaj ponownie chodzi mi po głowie refleksja, która wraca do mnie jak bumerang za każdym razem kiedy rozmawiam z rodzicem lub nauczycielem, o dziecku które nie „ogarnia”matematyki na początku swej przygody z nią.
Przypomina mi się wystąpienie prof. Marka Kaczmarzyka z ostatniej konferencji.
Pomimo że prof. Kaczmarzyk od lat edukuje nas o nauczaniu w zgodzie z biologią, mam wrażenie, że system edukacji wciąż stoi w miejscu.
A zegar biologiczny dzieci nie chce przyspieszyć tylko dlatego, że ktoś tak zapisał w podstawie programowej.
Główny przekaz zarówno profesora Kaczmarzyka, jak i innych badaczy tego jak uczy się mózg, takich jak Spitzer czy Deheane, jest jasny: 10-letnie dziecko ma prawo mieć niedojrzały neurobiologicznie mózg.
Wymagania z matematyki na tym etapie edukacji często wyprzedzają rozwój struktur korowych odpowiedzialnych za myślenie abstrakcyjne.
To tak, jakbyśmy wymagali od kogoś, by biegał maratony, zanim jego stawy i kości będą na to gotowe.
Pułapka lęku: „To za trudne”
Podczas ostatniego wykładu jeden ze slajdów został ze mna na dłużej:
Lęk przed porażką angażuje całe zasoby mózgu w unikanie.
Kiedy dziecko słyszy lub myśli:
• „To za trudne...”
• „Nie dotykaj, bo zniszczysz...”
• „Zbyt trudne, żeby o tym marzyć...”..jego mózg przechodzi w tryb przetrwania.
Zamiast analizować zadanie z matematyki, system limbiczny zajmuje się "ratowaniem życia" przed dyskomfortem i wstydem. W kluczowym momencie kształtowania się tożsamości, młody człowiek buduje fundament swojego „Ja” na przekonaniu: „Jestem głupszy”, „Matma nie jest dla mnie”.
Prof. Kaczmarzyk przypomina o prostej, a jednak ignorowanej zależności:
Wyzwanie, któremu można sprostać, pobudza układ nagrody. Sukces pobudza motywację.
To nie jest „bezstresowe wychowanie”.
To biologia.
Aby uczeń chciał się uczyć, musi poczuć sprawczość.
Jeśli zadanie jest o krok poza zasięgiem (ale tylko o jeden krok!), mózg zalewa dopamina. Jeśli zadanie jest o kilometr poza zasięgiem – pojawia się kortyzol i rezygnacja.
Moje wnioski z dzisiejszej rozmowy i ostatniej konferencji to:
1. Dajmy dzieciom czas. Dojrzałość mózgu to proces, a nie wyścig.
2. Mniej znaczy więcej. Lepiej zrozumieć jedną koncepcję z sukcesem, niż „przerobić” dziesięć w atmosferze lęku.
3. Słowa mają moc. Budujmy tożsamość dziecka na jego możliwościach, a nie na błędach wynikających z biologicznego niedopasowania programu.
Nauczanie w zgodzie z mózgiem to nie luksus – to konieczność.
A jakie są Wasze doświadczenia?
Dostrzegacie u swoich dzieci lub uczniów ten moment, w którym lęk blokuje ich ciekawość świata?