08/02/2026
Są ludzie, przy których mówisz swobodnie, śmiejesz się głośniej niż zwykle, nie myślisz co chwilę „czy to było okej”, nie analizujesz swoich słów po powrocie do domu, a Twoje ciało jest miękkie, oddech spokojny, jakbyś mogła po prostu być.
I są tacy, przy których nagle coś się zmienia, chociaż oni często nic szczególnego nie robią, a Ty mimo to czujesz, jak Twoje ramiona się unoszą, brzuch twardnieje, głos robi się ostrożniejszy, a w głowie włącza się cichy monitoring:
czy dobrze mówię,
czy nie za dużo,
czy nie za mało,
czy wypada.
To nie jest kwestia charakteru.
To nie jest „taka już jestem”.
To jest tryb przetrwania, który kiedyś nauczył się, że w niektórych sytuacjach trzeba być mniejszą, grzeczniejszą, bardziej wyczuwającą innych niż siebie,
bo od tego zależało poczucie bezpieczeństwa, akceptacja, spokój w relacji.
Twoje ciało nie reaguje na teraźniejszość.
Ono reaguje na podobieństwo.
Na ton głosu,
na sposób patrzenia,
na energię w pomieszczeniu,
na coś, co przypomina dawną sytuację, nawet jeśli dziś nic realnie Ci nie zagraża.
I dlatego przy jednych jesteś sobą, a przy innych — wersją przystosowaną.
To nie znaczy, że coś z Tobą nie tak.
To znaczy, że Twój system nerwowy wciąż próbuje Cię chronić.
Dojrzałość nie polega na zmuszaniu się, żeby „się nie spinać”.
Polega na tym, żeby zauważyć:
„Okej, mój tryb przetrwania właśnie się włączył”
i dać sobie tyle bezpieczeństwa w środku, by ciało mogło powoli zrozumieć,
że teraz jest inaczej.
I że nie musisz już być mniejsza, żeby być bezpieczna.
Ewa Guzikowska
Grounded and Truth